1 komentarz

„Nic się nie stało…”

Kolejne podejście Polaka do mistrzowskiego pasa w wadze ciężkiej. Kolejne nieudane. Artur Szpilka próbował dokonać rzeczy niemal niemożliwej. Walczył dzielnie, ale jego mistrzowski sen został w brutalny sposób przerwany. Wilder ciężko go znokautował. Powodów do wstydu jednak nie ma. Chciałoby się zaśpiewać na modłę kibiców piłkarskich: „Nic się nie stało!”
Bądźmy szczerzy- Szpilka miał niewielkie szanse na wywalczenie upragnionego, a wręcz mitycznego tytułu. Wiara i optymizm polskich kibiców oraz ekspertów były spowodowane pobudkami patriotycznymi. No bo jak nie można kibicować rodakowi w walce o mistrzostwo świata? Szpilka był, jest i będzie postacią, która mocno polaryzuje opinie wśród fanów pięściarstwa. Można być jego zadeklarowanym kibicem lub też zupełnie odwrotnie- czekać na jego kolejną porażkę i czerpać z tego tytułu tylko dla siebie zrozumiałą satysfakcję i przyjemność. Trudno być jednak wobec niego obojętnym i neutralnym. I z takim właśnie nastawieniem większość kibiców wstała w niedzielny poranek. Z wielkimi nadziejami około milion Polaków zasiadło przed telewizory, by na Polsacie oglądać walkę, która mogłaby przejść do historii polskiego sportu.
Szpilka zaczął bez respektu dla większego i silnego rywala. Na pewno nie zostawił przysłowiowych ‚jaj’ w szatni i nie przegrał tej walki już przed pierwszym gongiem. Swoją mobilnością oraz odwrotną pozycją sprawił niemałą ringową łamigłówkę Wilderowi. Ten długo próbował go namierzyć, ale gdy już to zrobił… Wszyscy mamy chyba przed oczami ten dramatycznie wyglądający obrazek. Artur nadział się na potężny prawy, który w idealnym momencie wyprowadził Amerykanin. O żadnym ‚lucky punchu’ nie ma mowy. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że Polak nie doznał kontuzji lewej nogi, która dość groźnie się wykrzywiła po bezwładnym upadku na matę ringu. Oglądając Polaka leżącego w bezruchu na deskach od razu przypomniały mi się ciężkie nokauty jakich doświadczali Pacquiao z Marquezem czy Groves z Frochem. Szpilka nie może mieć sobie do zarzucenia. Lepsi od niego przegrywali walki w podobny sposób. Czy taki nokaut nie zostawi trwałego śladu w jego psychice? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, aczkolwiek psychika to mocna strona pięściarza z Wieliczki. Nie przestraszył się większego i silniejszego rywala, skradł mu kilka rund. Pokazał serce i charakter. Tylko tyle i aż tyle. Mówi już o kolejnych mistrzowskich walkach i ma już nawet konkretnego rywala na celowniku- Charlesa Martina (nowy mistrz IBF, który zdobył tytuł w dość kuriozalnych i szczęśliwych dla siebie okolicznościach). Szpilkę czeka jednak powrót do Polski na operację złamanej lewej ręki.Oznacza to dłuższy odpoczynek od treningów i walk. I bardzo słusznie. Kilka miesięcy to odpowiednia ilość czasu na odpoczynek fizyczny i psychiczny po tak ciężkim nokaucie. A gdy Szpilka już wróci do treningów, to Martin będzie już prawdopodobnie bez pasa. Artur podczas pobytu w Polsce będzie mieć okazję zobaczyć pojedynek swoich byłych (w tym jednego niedoszłego) rywali- 20 lutego w Legionowie rękawice skrzyżują Krzysztof Zimnoch oraz Mike Mollo. Wybór rywala dla pięściarza z Białegostoku wydaje się nie do końca przypadkowy jeśli zaczniemy rozpatrywać go w nieco szerszym kontekście.
Czy Wilder tym nokautem zakończył trwający raptem kilka miesięcy American Dream Polaka? Absolutnie nie! Wiem, że w mentalności Polaków jest jakiś sentyment i słabość do ‚pięknych porażek’ i szukania plusów w każdej z nich. Szpilka zbiera jednak pozytywne recenzje za swój występ również za granicą. Wyszedł po wygraną i ta postawa została doceniona. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że więcej uwagi poświęca się jego dobrej dyspozycji w ringu, niż brutalnemu nokautowi jaki zafundował mu bombardier z Alabamy. Swoją drogą jest to bardzo mocny kandydat w kategorii ‚nokaut roku’.
Szpilka dokonał rzeczy wspaniałej i rzadkiej- zjednoczył większość Polaków, którzy zarwali noc, by wspierać przed telewizorem rodaka. A ten nie może mieć sobie nic do zarzucenia. I tak zrobił w ringu więcej niż większość się spodziewała. Koniec końców nie mamy jednak upragnionego tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. Z drugiej strony- nie mamy też nowej jednostki czasu. A byli tacy, którzy wieścili taki scenariusz.
Nie obudziliśmy się w Polsce, która w końcu ma wymarzony tytuł. Amerykański sen Szpilki prawdopodobnie jednak dalej będzie trwać, a my znów będziemy czekać na kolejną szansę i przy kolejnej mistrzowskiej szansie Polaka (niekoniecznie Artura) usiądziemy pełni nadziei przed telewizorami. Zupełnie zapominając o tym jak bardzo nieosiągalny wydaje się być dla Polski ten tytuł…

Dodaj komentarz

Wilder vs Szpilka- Zapowiedź walki

Kolejny Polak stanie przed szansą wywalczenia pasa w wadze ciężkiej. Trofeum szczególnie ważnego i niezwykle pechowego w naszej historii, bowiem lista poległych w tej batalii jest szczególnie długa: Andrzej Gołota (aż czterokrotnie, w tym dwa razy po bardzo dyskusyjnych werdyktach), Albert Sosnowski, Tomasz Adamek, Mariusz Wach, Andrzej Wawrzyk (dyskusyjna sprawa, bo pas WBA Regular był notabene pasem ‚vice-mistrzowskim’).

Za kilkadziesiąt godzin w Nowym Jorku do ringu wyjdzie Artur Szpilka, który postara się na stałe zapisać w historii polskiego i światowego boksu. Jeśli wygra, z miejsca stanie się bohaterem narodowym. Bez względu na to, jak mocno jego osoba polaryzuje opinie i sympatie kibiców nad Wisłą. Pięściarz z Wieliczki jest obecnie najpopularniejszym polskim pięściarzem. Wystarczy spojrzeć chociażby na liczbę polubień jego fanpage’a na Facebooku- prawie 650 tysięcy. W tej płaszczyźnie jest on bezapelacyjnym królem polskiego ringu. Czy równie dobrze poradzi sobie z mistrzem świata federacji WBC jak radzi sobie w mediach społecznościowych i promocji własnej osoby? Chociaż jeśli chodzi o promocję, to większość roboty odwala… jego rywal. Inna sprawa, że jego wypowiedzi oraz filmy jakie zamieszcza w Internecie są po prostu tandetne.
Będę szczery- w przeszłości nieraz powtarzałem, że Szpilka to nie jest materiał na mistrza świata wagi ciężkiej. Przeciętne warunki fizyczne na tle takich olbrzymów jak Kliczko, Fury, Joshua czy Wilder były głównym argumentem za tą tezą. Szpilka z każdym z nich przegrywa fizycznie pojedynek przed pierwszym gongiem. Coś jednak się zmieniło. Od kilku dni zaczynam mieć przeczucia, że Szpilka może sprawić sensację. Dokładnie taką samą energię czułem w sierpniu, przed walką Głowackiego z Huckiem. I, o dziwo, nie jestem w tym osamotniony. Przeglądając komentarze na Facebooku czy Twitterze łatwo zauważyć, że liczba wierzących, a wręcz przekonanych o sobotnim zwycięstwie polskiego pięściarza lawinowo się powiększa. Jednak czy nie jest spowodowane to patriotyczną postawą polskiego kibica, w której serce bierze górę nad rozumem? Jeśli zamiast Szpilki walczyłby Francuz, Meksykanin czy Anglik, to czy dawalibyśmy mu równie duże szanse?  Balon oczekiwań został napompowany do granic możliwości… Czy pęknie z hukiem? Czy może wręcz przeciwnie? Czy jedynym hukiem jaki będziemy słyszeli w niedzielny poranek będą strzelające korki otwieranego szampana?
Pierwszą myślą wielu z nas na wieść o tym, że Artur zmierzy się o mistrzowski pas z Bronze Bomberem było: ‚za wcześnie!’ Racja, w rekordzie Polaka brakuje nazwisk, które pozwalałyby stawiać go w pozycji faworyta w tym starciu. Spójrzmy jednak na rozkład jego przeciwnika- jedynie Stiverne, którego łatwo wypunktował niemal rok temu może być zaliczany do zawodnika czołówki wagi ciężkiej. Dwóch ostatnich- Molina i Duhaupas to żadni wirtuozi szermierki na pięści, a mimo to Wilder spędził z nimi między linami o wiele więcej czasu niż większość zakładała. Odpowiednio 9 i 11 rund. Amerykanin spędził w ringu 90 rund (tylko o 5 więcej niż Szpilka), z czego aż 32 w ostatnich trzech pojedynkach.
Liczby teoretycznie nie walczą, ale są jednym z czynników, które walkę determinują. A w pewnych statystykach Wilder ma wręcz miażdżącą przewagę nad Szpilką. Chodzi tu o warunki fizyczne- 10 cm przewagi wzrostu oraz 15 cm więcej w zasięgu ramion. Polaka czeka ekstremalne trudne wyzwanie. Niełatwo będzie przedrzeć się przez długie ‚graby’ Amerykanina, by poszukać ciosów na dół w półdystansie. To właśnie one, moim zdaniem, będą kluczową bronią polskiego pięściarza. Szybkie skrócenie dystansu, 2-3 ciosy na ‚schaby’ i odskok. Szpilka musi atakować zrywami, być w ciągłym ruchu i irytować znacznie większego rywala. Oczami wyobraźni już widzę jak markuje prawy prosty na dół, by ułamek sekundy później odpalić bezpośredni lewy na szczękę, który może zachwiać Wilderem. Znacznie łatwiej jednak, mimo wszystko, wyobrazić sobie, że to jednak mistrz WBC korzystając z przewagi warunków fizycznych oraz siły ustawi sobie w końcu Polaka na ‚czysty’ strzał i pośle go na deski. Czy byłby to koniec  ”American Dream” Szpilki? Absolutnie nie. Chłopak ma dopiero 26 lat. W tej kategorii wagowej to wiek niemal juniorski. Jest przekonany o swoim zwycięstwie i nie dopuszcza do siebie myśli o przegranej. Jego tajną bronią może okazać się trener Ronnie Shields. Chociaż Szpilka nie pokazał w trzech poprzednich pojedynkach pod wodzą Shieldsa nic szczególnego (inna sprawa, że poziom rywali pozostawiał wiele do życzenia), to nie ulega wątpliwości, że w walce z Wilderem, będzie musiał pokazać coś, czego jeszcze nie widzieliśmy.
„Wiara góry przenosi” – Szpilka stoi właśnie przed taką górą. Może nie da się jej przenieść, a wejście na szczyt będzie najtrudniejszym zadaniem w jego dotychczasowej karierze. Jeśli jednak ten szczyt osiągnie, to zapisze się na stałe w historii polskiego boksu zawodowego. Na przekór wielu jego przeciwnikom i sceptykom. Tego nie zabierze mu już nikt. I tego wszyscy mu życzmy!

PS. Sporo wspominało się w tej zapowiedzi o liczbach. Jeśli ktoś lubi hazard, to może postawić kilka złotych na Polaka. Kurs na jego wygraną wynosi około 8 złotych. To propozycja szczególnie dla tych, którzy podczas walk lubią się denerwować podwójnie.

12313683_1073171032723333_6438857150987654475_n

Dodaj komentarz

Recenzja filmu Creed: Narodziny legendy

Kolejna część Rocky’ego weszła kilka dni temu do kin. Kto z nas nie kojarzy tego boksera? Prawdopodobnie to najbardziej popularny pięściarz w historii, mimo iż jest postacią fikcyjną, chociaż wzorowaną na legendarnym Rocky Marciano. Kto z nas jako dzieciak nie zakładał za dużego o co najmniej dwa rozmiary szlafroka, włączał ‚Eye of the tiger’ i nie próbował być jak Balboa? Dzięki ‚Creedowi’ wielu z nas mogło wrócić do czasów młodości, chociaż legendarny bokser już nie jest czynnym sportowcem, a trenerem, to magia serii została zachowana.

Głównym bohaterem filmu jest Adonis Johnson- syn legendarnego Creeda, jednego z przeciwników Rocky’ego. Nie próbuje on jednak zrobić kariery na nazwisku ojca, tylko zbudować własną legendę. Stąd też podtytuł: Narodziny legendy. Jak każda, tak i ta rodziła się w bólu, łzach, krwi i pocie na sali treningowej. W tym miejscu należą się ogromne słowa pochwały dla Michaela B. Jordana- odtwórcy głównej roli. Kilka miesięcy przygotowań stricte bokserskich przyniosło należyty efekt, dlatego też możemy oglądać jak realistycznie walczy z cieniem, skacze na skakance, ćwiczy na worku czy tak zwanej ‚gruszce’. Również do samych scen rozgrywanych w ringu nie można mieć zastrzeżeń. O ile pierwszym częściom serii daleko było do realizmu w tej kwestii, a walki wyglądały momentami wręcz komicznie (ciosy, które nie dochodziły do twarzy, teatralne upadki- sceny rodem z wrestlingu), tak tutaj możemy oglądać sceny walki wyglądające niemal tak jak w transmisjach telewizyjnych. Dodatkowym atrybutem było zatrudnienie do produkcji prawdziwych pięściarzy- Gabriela Rosado, Andre Warda oraz Tonny’ego Bellew. Wytrawni fani szermierki na pięści nie powinni mieć najmniejszych problemów z identyfikacją tych zawodników. Wprawne oko pozna także dziennikarzy HBO- Maxa Kellermana oraz Jima Lampleya. Nie sposób też nie zauważyć chyba najbardziej znanego cutmana w środowisku bokserskim oraz MMA- Jacoba Durana.O Michaelu Bufferze chyba nie trzeba wspominać. Wątpię, by na sali kinowej znalazł się ktokolwiek, kto nie znałby jego słynnego okrzyku ‚Let’s get ready to rumble!’, który rozbrzmiewał już tysiące razy przed walkami o najważniejsze pięściarskie trofea.
W filmie nie mogło zabraknąć oczywiście wątku miłosnego, chociaż na całe szczęście jest on uproszczony i niezbyt absorbujący widza. Całość ogląda się naprawdę bardzo przyjemnie i dość łatwo zaczynamy wraz z głównym bohaterem wspólnie biegać, trenować oraz walczyć. Nie wiem jak zareagowała na finałową walkę reszta sali, ale ja przeżywałem ją niczym prawdziwy pojedynek. Jeśli chcecie zobaczyć walkę roku, to pojedynek Creed-Conlan jest właśnie głównym kandydatem do tego miana!
Kto, poza fanami boksu, powinien zobaczyć ten film? Z całą pewnością będzie to podróż sentymentalna dla wszystkich tych, dla których Rocky był inspiracją i być może właśnie dzięki niemu zainteresowali się szermierką na pięści. Patrząc na przekrój wiekowy widzów na sali (od nastolatków po seniorów) śmiało można stwierdzić, że bokser z Filadelfii to już kultowa postać kinematografii i chociaż nie odgrywa już pierwszoplanowej roli, to wciąż przyciąga miliony widzów przed ekrany. Złoty Glob jaki niedawno otrzymał Sylvester Stallone (najlepszy aktor drugoplanowy) jest chyba najlepszym tego potwierdzeniem.
Może zabrzmi to banalnie, ale to kolejny film opowiadający o walce z własnymi słabościami, demonami przeszłości oraz o własne marzenia. Coś jednak sprawia, że historia ta wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. To właśnie magia serii ‚Rocky’.
Coś mi mówi, że duet Balboa-Johnson (Creed Jr) stoczy jeszcze niejeden pojedynek. Póki co czeka ich pewna pozaringowa potyczka. Jaką walkę będą musieli stoczyć poza linami ringu? Tego dowiecie się wybierając na ‚Creeda’ do kin, do czego Was gorąco zachęcam!

Z tego miejsca chciałbym gorąco podziękować sieci kin Cinema City za bilet na darmowy seans. Z całą pewnością nie był to czas zmarnowany. 🙂

7718596.3

1 komentarz

2015- cudowny rok polskiego boksu

Kolejny pięściarski rok za nami. Jak zwykle działo się sporo,byliśmy świadkami historycznych walk oraz efektownych nokautów. Nie zabrakło również rozczarowań i niespodzianek. Czas więc na krótkie podsumowanie wydarzeń z ringów polskich oraz światowych.

POLSKA
O ile 2014 był jednym w najgorszych dziejach polskiego boksu zawodowego, tak miniony rok był prawdopodobnie jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym. Za sprawą Krzysztofa Głowackiego znów możemy cieszyć się tytułem mistrza świata. Styl w jakim pokonał Hucka zasługuje na najwyższe wyrazy uznania i jeszcze przez wielu z nas poranek 15 sierpnia 2015 roku będzie wspominany jako jeden z najpiękniejszych sportowych momentów życia. Gdyby rok temu ktoś powiedział, że pokonanie Julio Cesara Chaveza Juniora oraz Nathana Cleverly’ego nie wystarczy, by zostać uznanym pięściarzem roku, zostałby uznany za wariata. Tak jednak się stało. Andrzej Fonfara w minionym roku dopisał do rekordu dwa wymienione wyżej (bardzo mocne) nazwiska, jednak to okazało się za mało, by zostać królem polskiego boksu. Należy mu się tytuł księcia, a przecież taki właśnie nosi ringowy przydomek. Wszystko się zgadza.
Na wyróżnienia zasługuje również kilku zawodników z polskiego podwórka: Dariusz Sęk, Kamil Szeremeta, Michał Cieślak oraz Maciej Miszkiń. Wszyscy czterej wygrali wszystkie tegoroczne pojedynki i dopisali do rekordu solidne nazwiska. Jako ciekawostkę można dodać fakt, że wszyscy z nich wystąpili we wrześniu na gali Polsat Boxing Night w Łodzi.
Jednak nie dla wszystkich 2015 rok był pomyślny. Paru pięściarzy niestety zawiodło. Najbardziej chyba Paweł Głażewski, który przegrał rewanż z Miszkiniem oraz uległ Bartłomiejowi Grafce. Boli zwłaszcza ta druga porażka, bo przegrana z zawodnikiem o ujemnym bilansie powinna zmusić do myślenia nad sensem kontynuowania kariery.
Do najlepszych minionego roku nie zaliczy także Michał Syrowatka. O ile przez 11 miesięcy wszystko szło dobrze, to w samej jego końcówce przegrana przed czasem z Rafałem Jackiewiczem przekreśliła plany na ten rok, w których z pewnością była walka w Stanach. Do grona pechowców można z czystym sumieniem dodać Mateusza Masternaka. Bezczelna kradzież w RPA, wygrane z zawodnikami o nikłych umiejętnościach, dobra, aczkolwiek przegrana walka wyjazdowa z Tonym Bellew. Master jest chyba niezbyt poważnie traktowany przez swoich promotorów, ale z drugiej strony ma tam dobre warunki finansowe. Błędne koło się zamyka. Brakuje mu jednak postawienia przysłowiowej kropki nad i w najważniejszych pojedynkach, a to na mistrzowskim poziomie, do którego aspiruje, jest niezbędną umiejętnością w ringu.
Do kogo może należeć 2016? Już za kilka dni kolejnym bohaterem może zostać Artur Szpilka, który zaatakuje pas WBC dzierżony przez Deontaya Wildera. Ma szansę na historyczny sukces, bo jeszcze żaden polski pięściarz nie sięgnął po tytuł w królewskiej kategorii. Liczymy także na wygrane obrony pasa WBO Krzysztofa Głowackiego. W jego kontekście przewija się wiele nazwisk- Cunningham, Bellew, Lebiedew. ‚Główka’ z żadnym z wymienionych nie stoi na straconej pozycji. Andrzej Fonfara powinien doczekać się w końcu rewanżu z Adonisem Stevensonem, na który zapracował sobie wygranymi z Chavezem Jr oraz Cleverlym.

Opis w przypadku takich walk jest sprawą drugorzędną. Przypomnijmy sobie dwie walki z udziałem Polaków, które nie tylko podbiły serca kibiców nad Wisłą, ale zostały docenione również za granicą.


Bokserskie podsumowanie minionego roku w wykonaniu polskich pięściarzy by Splinterboxing

Życzeniowa lista pojedynków polsko-polskich na 2016:
Cieślak vs Janik
Ugonoh vs Wach
Zimnoch vs Kołodziej/Wawrzyk
Rekowski vs Zimnoch
Miszkiń vs Sołdra
Jackiewicz vs Syrowatka REWANŻ
Chudecki vs Syrowatka REWANŻ
Syrowatka vs Runowski
Matyja vs Sęk

ŚWIAT
W 2015 byliśmy świadkami dwóch historycznych wydarzeń na ringach światowych. W maju w końcu doszło do walki wszechczasów, który wygenerował największe dochody w historii tego sportu. Mowa oczywiście o pojedynku Mayweather vs Pacquiao. Za dużymi pieniędzmi nie poszły niestety w parze proporcjonalnie duże emocje. Amerykanin zgodnie z przewidywaniami większości ekspertów oraz kibiców wypunktował Filipińczyka. Wszyscy o tej walce dość szybko zapomnieli. Później zrobiło się niesmacznie, bo Pac-Man zaczął tłumaczyć się tajemniczną kontuzją barku. Floyd zakończył zawodową karierę we wrześniu, ogrywając do jednej bramki Andre Berto. Manny prawdopodobnie z ringiem pożegna się 9 kwietnia po raz trzeci walcząc z Timothym Bradleyem. Czy Mayweather wróci z emerytury, by poprawić legendarny rekord Rocky’ego Marciano? Przeczucie wielu z nas mówi, że tak właśnie się stanie. Czy jego przeciwnikiem będzie odwieczny rywal? Trudno powiedzieć. Można tylko żałować, że do ich walki nie doszło co najmniej 3-4 lata temu, gdy Manny płonął wręcz bojowym ogniem. Teraz tli się w nim co najwyżej bojowa iskierka…
Drugim przełomowym wydarzeniem minionego roku była detronizacja Wladimira Kliczko po 11 latach panowania w wadze ciężkiej. Rzeczy, która wydawała się praktycznie niemożliwa dokonał Tyson Fury i to on, moim zdaniem, zasłużył na tytuł pięściarza roku. Za styl bycia oraz wypowiedzi poza ringiem należy mu się również nagroda w kategorii „pięściarska osobowość roku”. Czy Fury to materiał na hegemona wagi ciężkiej? Można go kochać lub nienawidzić. Nie da się jednak być obojętnym względem jego osoby. Ma niekonwencjonalny styl, świetne warunki fizyczne oraz bardzo dobrą koordynację jak na swoje rozmiary. Złośliwi dalej będą mu wypominać deski z Cunninghamem oraz podbródkowy, którym sam siebie trafił. Ma on jednak w tym momencie 2 mistrzowskie pasy (federacja IBF bardzo szybko zabrała mu swoje trofeum) i po stylu w jakim pokonał w listopadzie Doktora Stalowego Młota, w oczach wielu kibiców oraz ekspertów to właśnie charyzmatyczny i pyskaty Anglik będzie faworytem w ich rewanżowym starciu, które na wiosnę odbędzie się prawdpodobnie na którymś ze stadionów na Wyspach.
Skoro już jesteśmy przy wadze ciężkiej, to nie sposób nie wspomnieć o nowym poważnym graczu w tej kategorii. Luis Ortiz efektownie poradził sobie z Bryantem Jenningsem i jest teraz traktowany jako poważny gracz, który może poradzić sobie z każdym w tej wadze. Kubańczyk ma już 36 lat. Czas nagli i nie gra na jego korzyść, a czołówka może nie palić się do walki z pięściarzem z Gorącej Wyspy.
Upadek legendy- tak dosłownie można skomentować grudniową porażkę Roya Jonesa Juniora, którego brutalnie zastopował Enzo Maccarinelli. Amerykanin powinien już dawno przestać rozmieniać się na drobne i żyć złudzeniami o tytule w wadze cruiser. Mimo niedawno nadanego rosyjskiego obywatelstwa po raz drugi został znokautowany w Rosji. Chyba nie ma szczęścia do walk w tym kraju (bilans walk 2-2). Do trzech razy sztuka? Oby w tym wypadku to powiedzenie nie znalazło zastosowania…
Co czeka nas ciekawego w 2016? Myślę, że najciekawsza będzie sytuacja w wadze ciężkiej, która została ‚rozbetonowa’. Pasy mogą zacząć krążyć z rąk do rąk. Ortiz, Joshua oraz Parker to zawodnicy, którzy w tym roku mogą nadać jej jeszcze większego kolorytu.

Najlepsze walki oraz nokauty minionego roku (opis zbędny) :

Życzeniowa lista pojedynków na 2016:
Gołowkin vs Cotto
Joshua vs Haye
Powietkin vs Ortiz
Kliczko/Fury vs Wilder
Rigondeaux vs Łomaczenko
Kowaliow vs Stevenson
Vargas vs Miura REWANŻ

2015 dla topboxing.pl:
– 10 imprez: Wojak Boxing Night (Toruń), mecz WSB Rafako Hussars Poland vs Italia Thunder (Konin), Tymex Boxing Night (Lubin), Wojak Boxing Night (Legionowo), Egoo Seaside Boxing Show (Międzyzdroje), Polsat Boxing Night (Łódź), Extra Gala Sportów Walki „FIGHT NIGHT” (Tarnowo Podgórne), Underground Boxing Show (Wieliczka), Mistrzostwa Polski Młodzików im. Pawła Szydły (Poznań), Ełk Boxing Night (Ełk)
– ponad 10 tysięcy odwiedzin bloga
– wzrost liczby polubień na Facebooku o 100%
– konto założone w połowie roku na Twitterze zaczęło śledzić ponad 150 osób
– tysiące przejechanych kilometrów (Polska przejechana niemal ‚wzdłuż i wszerz’)
– setki zdjęć oraz godziny nagrań (wywiady, kulisy walk, migawki z szatni)
– dziesiątki nowych znajomości

gf

Rok 2015 był pięknym rokiem polskiego boksu. Ja również z całą pewnością mogę zaliczyć go do bardzo udanych. Ciągły progres oraz nowe pomysły na prowadzenie strony powinny sprawić, że 2016 może być nawet jeszcze lepszy. Wróć… Będzie lepszy! Tego sobie oraz Wam wszystkim w tym właśnie zaczynającym się roku życzę!

 

 

Dodaj komentarz

Brodnicka przed walką z Philips: Chcę w ringu rozdawać karty!

Już za kilka godzin swój kolejny zawodowy pojedynek stoczy Ewa Brodnicka (9-0, 2 KO). Stanie ona przed szansą wywalczenia wakującego tytułu Mistrzyni Europy kategorii lekkiej. O obozie w trzech krajach,  polskich akcentach za Oceanem oraz o swojej największej rywalce… Wróć. W oczekiwaniu na galę Budweld Boxing Night w Łomiankach zapraszam do przeczytania wywiadu z główną bohaterką wieczoru.

-Przygotowania w Polsce, w Niemczech oraz Stanach. Jak to logistycznie wyglądało i czy to był dobry obóz?
Ewa Brodnicka: To był najlepszy obóz. Po prostu obóz marzeń. American dream! W Polsce musiałam sobie wszystko w kalendarzu zapisywać, bo jeździłam po różnych klubach. Przygotowywałam się w Legia Fight Club u Karoliny Łukasik na grupie rekreacyjnej. Byłam też na kilku zajęciach u Krzysztofa Kosedowskiego, gdzie ćwiczyłyśmy razem z Karoliną. Kilka razy skorzystałam z tarczy u Landowskiego, a pod względem fizycznym przygotowywałam się przez cały okres z Przemysławem Kantorowskim. Po dwóch tygodniach rozjazdów po klubach wszystko się ustabilizowało w Niemczech pod okiem Dominika Junge. Razem z moim trenerem polecieliśmy na dwa tygodnie do Stanów Zjednoczonych. W Big Bear Lake w Kalifornii trenowałam na wysokości ponad 2000 metrów. Wyczerpujące treningi, bo ciężko się oddychało na takiej wysokości. Jednak to nowe doświadczenie, które pomogło zbudować mi lepszą wydolność. Po tygodniu przenieśliśmy się do Las Vegas. Trener uprzedzał mnie, że oddech tak szybko nie powróci, także na sparingach w Las Vegas walczyłam nie tylko ze sparingpartnerami, ale również ze swoim oddechem. Dopiero w końcowym etapie, na przedostatnim sparingu i na ostatnich tarczach oddech powracał do normy. Sparowałam z Laylą McCarter, która była 6-krotną mistrzynią świata, z Avą Knight Salicką, która ma mamę Polkę i jest bardzo sympatyczną dziewczyną. Zapowiada się, że przyjedzie do Polski w przyszłym roku, aby zawalczyć. Już kontaktowałam ją w tej sprawie z moim promotorem (Mariuszem Grabowskim przyp. red.).

-Big Bear Lake, gym Floyda Mayweathera w Las Vegas. Czy takie miejsca wyzwalają dodatkową energię?
EB: Zawsze byłam tytanem pracy na treningu. Nie trzeba mnie specjalnie motywować. Na pewno dało mi to więcej pewności siebie jako pięściarki, bo wiele dla mnie znaczyła możliwość sprawdzenia się z wysokiej klasy pięściarkami. Layla McCarter została wybrana najlepszą pięściarką ostatnich kilkunastu lat, a Ava Knight jako najlepsza pięściarka ostatniego roku. Nabrałam z nimi fajnego doświadczenia. Można było też podpatrzeć kilka rzeczy. Spotkałam wuja Floyda Mayweathera, który robił tarcze Adrienowi Bronerowi. Taki wyjazd na pewno uczy i rozwija pięściarsko. W jednym z gymów spotkałam też Michała Chudeckiego, który bardzo mnie wspierał podczas sparingu oraz podpowiadał na co zwrócić uwagę, bo wcześniej widział moją sparingpartnerkę w akcji. Fajny polski akcent nawet tak daleko od domu.

-Przejdźmy do twojej rywalki. Elfi Philips (6-2-3, 2 KO) to chyba zawodniczka groźniejsza niż wskazuje na to jej rekord. Co o niej wiesz? Jakie ma wady i zalety i jaki masz na nią sposób?
EB: Ostatnią wyjazdową walkę zremisowała, a wiadomo, że remis na wyjeździe można liczyć jako wygraną walkę. Niektóre dziewczyny mają nabite rekordy typu 15-2, a brak im umiejętności, które posiada właśnie Elfi. To będzie na pewno trudna walka. Jestem nastawiona na ciężką przeprawę. Ona zawsze jest świetnie przygotowana kondycyjnie i potrafi przez 10 rund atakować. To na pewno jest jej wielkim atutem. Najlepiej czuje się w półdystansie i ringowej wojnie, a moim planem taktycznym jest trzymanie jej na dystans i boks na moich zasadach. To ja chcę w ringu rozdawać karty. Wydaje się, że nie ma nokautującego ciosu, ale bije seriami. Dobrze porusza się na nogach oraz ma dobry balans tułowia. Zapowiada się zacięty i dynamiczny pojedynek.

-W stawce pas EBU, który jest już dość prestiżowym tytułem. Tytuł ten kilka tygodni temu zdobyła Twoja rywalka- Ewa Piątkowska. Czy kibicowałeś jej w tej walce i czy złożyłaś jej może gratulacje?
EB: Ewa złożyła mi gratulacje za ostatnią wygraną i jeszcze na ringu przyznała się, że byłam od niej lepsza. Powiedziała mi, że ją wypunktowałam i pogratulowała mi tego zwycięstwa, a później wykręcała się z tej wypowiedzi. Chyba nie sądzisz, że teraz do niej zadzownię i jej pogratuluję po takiej zmianie zdania i wmawianiu ludziom, że gdzieś została oszukana w pojedynku ze mną. Oczywiście kibicuję Polkom i chciałabym, żeby zdobywały pasy. Czekam na moment kiedy Ewa zachowa się honorowo i przyzna się do tego, że ze mną przegrała. Wtedy będziemy mogły rozmawiać o rewanżu.

-Zdajesz sobie sprawę, że ponowne skrzyżowanie waszych ścieżek kariery jest nieuniknione?
EB: Basta, basta! (śmiech) Jest to temat, o którym się mówi do granic wytrzymałości i chciałabym chociaż w jednym wywiadzie o tym nie wspominać.

-Spytałbym cię o podsumowanie roku, ale przed tobą jeszcze jedna walka. Dlatego też życzę powodzenia i wesołych świąt!
EB: Dziękuję. Jeśli chodzi o ten rok, to na ten moment jest on bardzo udany, a jeżeli zdobędę pas mistrzyni Europy, to będzie to mój prezent pod choinkę oraz na imieniny. Tobie oraz twoim czytelnikom również życzę wesołych świąt!

fot. fanpage Ewy Brodnickiej
Dodaj komentarz

Weekend weryfikacji

Za nami kolejny weekend pełen pięściarskich emocji. O te nie było trudno z jednego prostego względu- kumulacja bokserskich gal. Czyli czegoś, co kibice lubią najbardziej. Spektrum emocji jak zawsze było szerokie- od rozpaczy po czystą, sportową euforię, a słowem-kluczem najlepiej podsumowującym wiele z pojedynków jest ‚weryfikacja’. I chodzi tu zarówno o weryfikację sportowych umiejętności jak i weryfikację dalszego przebiegu i rozwoju kariery. Chociaż w pewnym sensie oba te określenia się przenikają i są ze sobą ściśle powiązane.

Dla Michała Syrowatki walka z ringowym weteranem Jackiewiczem miała być ostatnim tegorocznym testem. W przyszłym roku miały być wielkie walki, mówiło się nawet o występach za Oceanem. To wcale nie brzmiało jak science-fiction, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jego współpromotorem od kilku miesięcy jest Andrzej Wasilewski, który ma bardzo dobre kontakty w Stanach. Zaczęło się niemal sensacyjnie- ‚Wojownik’ z Mińska Mazowieckiego już w pierwszej rundzie wylądował na deskach i wydawało się, że będzie to początek końca. Nic bardziej mylnego. Magia Ełku (Jackiewicz stoczył tu w 2009 roku niezapomniany bój z Delvinem Rodriguezem) podziałała chyba na niego drażniąco. W kolejnych rundach zaskakująco łatwo lokował na szczęce rywala ciosy podbródkowe i wydawał się zawodnikiem szybszym oraz bardziej ‚luźniejszym’. Koniec nastąpił w czwartej odsłonie- Jackiewicz wykorzystał swoje doświadczenie (ponad 60 stoczonych pojedynków) i sprytnie obszedł Syrowatkę zadając krótki prawy prosty, który powalił go na deski. Chwilę później byliśmy świadkami dramatycznych scen- plączące się nogi przy próbie wstania, płacz dziewczyny, ‚interwencję’ jednego z kibiców (prawdopodobnie członek rodziny), który koniecznie chciał przekazać coś sędziemu ringowemu. Decyzja Dariusza Zwolińskiego była jednak jak najbardziej słuszna i poddawanie jej w jakąkolwiek wątpliwość jest przejawem skrajnej ignorancji.
Co zgubiło Michała w tej walce? Trudno wskazać jednoznacznie. Myślę, że była to wypadkowa kilku czynników- zlekceważenie rywala (wzmożone przez nokdaun w pierwszej rundzie), walka w wyższym limicie wagowym, zawiodła też głowa (również po walce, gdzie w wywiadzie Syrowatka rozważał nawet zakończenie kariery).
Wielkość zawodnika poznaje się po tym jak znosi on porażkę. Pięściarz trenowany przez Andrzeja Gmitruka ma wciąż papiery na boks na europejskim i światowym poziomie. Śmieszą mnie opinie ludzi wypisujących w Internecie teksty typu „balonik pękł”, „kolejny polski bum”. Większość z tych ‚ekspertów’ piała z zachwytu po efektownym nokaucie na Chudeckim w listopadzie ubiegłego roku i udanych dalszych występach.
Rewanż? Większość kibiców odpowie zdecydowanie: CZEMU NIE?! Syrowatka musi jednak do niego podejść z chłodną głową, a z tym może być różnie. Ambicjonalne podejście do sprawy i chęć zemsty za wszelką cenę z tak doświadczonym i klasowym rywalem (były mistrz Europy, pretendent do tytułu mistrza świata) może po raz kolejny okazać się brutalnym zderzeniem ze ścianą. I tym razem może to być zderzenie, które może mu wybić na dobre boks z głowy. Ja mimo wszystko uważam, że Syrowatka to nadal jeden z najlepszych polskich pięściarzy młodego pokolenia i ta porażka ujmy mu nie przynosi. Była ona bolesna (tym bardziej, że odniesiona przed publicznością z rodzinnego miasta) i niespodziewana. Ale taki właśnie jest boks. Brutalny i nieprzewidywalny. I w tym właśnie tkwi jego piękno.

Do najszczęśliwszych po sobotniej nocy nie należy również z całą pewnością Mateusz Masternak.  Przegrał on minimalnie na punkty z Tonym Bellew na gali w Londynie. Minimalnie, ale jednak. Czwarta już porażka dopisana do rekordu. Powodów do wstydu jednak nie ma. Walka była wyrównana i mogła iść w obie strony (kluczowa była ostatnia runda, w której Mateusz był na skraju nokautu).  Pięściarz z Wrocławia w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy zaliczył wiele walk wyjazdowych (Rosja, Dania, Monako, Francja, RPA, a teraz Londyn). Niepisaną zasadą walki na terenie przeciwnika jest to, że trzeba tam wygrać wyraźnie rundę, aby ta była zapisana na konto zawodnika przyjezdnego. W RPA tak właśnie było, ale to, co tam się stało było skandalem i rabunkiem w biały dzień i z tego miejsca jako polski kibic chciałbym serdecznie pozdrowić środkowym palcem  organizatorów walki Masternak-Muller.  Mateusz nie powinien nikogo obwiniać o tę porażkę. O skandalu sędziowskim nie ma mowy, przegrana z zawodnikiem klasy Anglika też ujmy nie przynosi. Mateusz pokazał, że należy do europejskiej czołówki, ale czy jest materiałem na zawodnika klasy światowej? Kto wie, gdyby nie lepsze prowadzenie, to już byłby po mistrzowskiej walce. Talent na pewno ma. Brakuje jednak tej przysłowiowej kropki nad i. A tę trzeba umieć postawić. Zwłaszcza jeśli tak często boksuje się na terenie rywala.

Podczas tej samej gali w walce wieczoru wystąpił uważany przez wielu kibiców i ekspertów przyszły dominator wagi ciężkiej- Anthony Joshua. Walka z Dilianem Whyte’m miała być swojego rodzaju vendettą za porażkę z czasów amatorskich. Walka potrwała aż siedem rund, co było dla wielu osób sporym zaskoczeniem, ponieważ mistrz olimpijski z Londynu w poprzednich 14 zawodowych walkach nie walczył dłużej niż 3 rundy. Łajdak z Brixton wyszedł po zwycięstwo i okazało się, że to wystarczyło, by sprawić problemy faworyzowanemu rodakowi. Entuzjaści talentu niepokonanego prospekta jak i on sam chyba zdali sobie ostatecznie sprawę, że jeszcze za wcześnie na wielkie walki i na tym etapie kariery potrzebne będą cenne rundy w ringu. Kto może takie mu dać? Mówi się o Derecku Chisorze… To jednak cień zawodnika, który został obrabowany w pojedynku z Heleniusem oraz dał zaskakująco ciężką walkę Vitalijowi Kliczce. Joshua ma wszystko, by zostać mistrzem świata królewskiej dywizji- warunki fizyczne, bardzo mocny cios, odpowiedni charakter, a przede wszystkim- czas. Wszak  ten zawodnik w październiku skończył dopiero 26 lat. A w tej kategorii wagowej to wiek juniorski.

Zostajemy przy wadze ciężkiej-Chris Arreola był faworytem w walce z Travisem Kauffmanem. Wygrał, ale było to zwycięstwo wymęczone i zdaniem wielu niezasłużone. ‚Koszmar’ notuje czwartą walkę z rzędu, w której nie zachwycił, pomimo rekordowo dobrej jak na niego wagi (107 kg).  Arreola nigdy nie był dla mnie pięściarzem pierwszej klasy. Przegrał wszystkie najważniejsze pojedynki w karierze (Kliczko, Adamek, 2x Stiverne), a ostatnio przeżywa ringowe męczarnie z zawodnikami, których jeszcze kilka lat temu odprawiłby wszystkich do domu jednego wieczora.

Weryfikacje w boksie bywają często bolesne i brutalne. Są jednak cenną lekcją pokory oraz rewizją umiejętności danego zawodnika. Takie sprawdziany są potrzebne, a wręcz nieuniknione.  Porażki i niespodzianki są nieodłączną częścią sportu. Czy sobotni bohaterowie wyciągną odpowiednie wnioski ze swoich wygranych bądź przegranych pojedynków? Dla części z nich będzie to prawdziwy test charakteru. Jeśli się okaże, że tego im brakuje, to niestety  nie jest to sport dla nich.

Źródło zdjęcia-polsatsport.pl

Dodaj komentarz

Landowski Boxing Night VII

Już w tę sobotę (12 grudnia) odbędzie się kameralna gala organizowana przez braci Landowskich- Łukasza oraz Karola. Landowski Boxing Night VII ma jednak sporą konkurencję, bowiem w tym samym dniu odbędzie się gala boksu zawodowego w Ełku oraz w Londynie, gdzie o pas EBU powalczy Mateusz Masternak. O tym dlaczego warto pojawić się na Fortach Bema i zobaczyć tę kameralną imprezę dowiecie się z rozmowy z trenerem i organizatorem- Karolem Landowskim.

 

– Szósta edycja Landowski Boxing Night już niebawem. Jak to w ogóle się zaczęło?
Karol Landowski: Prowadzimy zajęcia dla osób, które uprawiają rekreacyjnie tę dyscyplinę po kilka lat, ale nie mogą sprawdzić swoich umiejętności i zobaczyć jak to jest: wejść do ringu i doświadczyć całej tej otoczki walki. Rozmawiałem kiedyś z chłopakami z grupy, którą trenuję. Spytałem ich czy chcą zorganizowania wieczoru sparingowego. Połączyliśmy grupy moją i brata (Łukasza Landowskiego). Miało być skromnie- same sparingi. Chłopaki jednak powiedzieli, że muszą być dziewczyny i muzyka. I tak to się zaczęło. Od sparingów do takiej małej gali.
– Czy na sobotniej imprezie wystąpią tylko zawodnicy trenujący w Landowskiboxing?
KL: Będą też zawodnicy z innych klubów. Gala będzie się składała z dwóch części- walk amatorskich, gdzie będą zawodnicy z Landowskiboxing, Gwardii Warszawa, Budowlanych Płońsk, Broni Radom, Knockout Gymu, od Andrzeja Liczika z Białegostoku, będzie zawodnik z Akademii Lwa, studenci z WAT-u, gdzie prowadzę zajęcia oraz walki koneserów. Przyjadą koneserzy z Białegostoku, Radomia oraz Płońska. Ogólnie zbiorą się zawodnicy z okręgu mazowieckiego i okolic. Tak można to ująć.
-Co mamy rozumieć przez pojęcie ‚walki koneserów’?
KL: Osoby rekreacyjnie trenujące boks. Tak zwane ‚białe kołnierzyki’. Z bratem nazwaliśmy walki tych zawodników jako ‚walki koneserów’. Trenują oni hobbistycznie i dla zabawy.
-Ilu zawodników jest zapisanych?
KL: Walk amatorskich jest jedenaście, w tym jedna kobiet oraz osiem walk koneserów. Szukam jeszcze przeciwnika dla mojego zawodnika- kadeta Patryka Skwarka, który waży trochę dużo jak na kadeta, bo 80 kilogramów. Ale cały czas szukamy, więc tych walk amatorskich może być nawet dwanaście.
-Czy był taki limit czy po prostu tyle było zgłoszeń?
KL: Limit już został wyczerpany. Był spory odzew klubów z Warszawy oraz całej Polski. Chcieli przyjechać zawodnicy ze Śląska, ale lista była już zamknięta. I tak trochę przeciągnęliśmy ten limit, bo walk amatorskich miało być dziesięć. Będzie jednak dwadzieścia walk łącznie, żeby ta impreza za bardzo się nie przedłużała czasowo. Wiadomo, że później dochodzi zmęczenie fizyczne i psychiczne zawodników.
-Walki mają odbyć się na dystansie trzech rund po dwie minuty. Będzie podział na kategorie wagowe. Czy będzie też podział zawodników względem ich poziomu zaawansowania?
KL: Tak, oczywiście. Cały czas jesteśmy w kontakcie z trenerami i pytamy o staż i doświadczenie zawodników. Nie chcemy przypadków przepaści w umiejętnościach, co mogłoby się nawet skończyć ciężkim nokautem. Chociaż sparingi odbywają się w kaskach marki Paffen Sport oraz 18-uncjowych rękawicach, więc bezpieczeństwo jest bardzo duże.
– Termin Waszej imprezy jest trochę niekorzystny, bo w tym samym dniu odbywa się gala w Ełku oraz gala w Anglii, gdzie walczy Mateusz Masternak z Tonym Bellew oraz Anthony Joshua z Dillianem Whyte’m. Czym Wasza impreza może przyciągnąć kibiców i jakiej frekwencji się spodziewacie?
KL: Nie byliśmy do końca tego świadomi. Jeszcze w tym samym czasie odbędzie się Turniej o Złotą Rękawice w Krakowie. Tam też pojedzie kilku zawodników, którzy mogliby wystąpić u nas, a walczą na naprawdę wysokim poziomie. Przychodzi dużo znajomych i ludzi, którzy gdzieś tam sobie rekreacyjnie trenują. Mam nadzieję, że frekwencja dopisze i będzie super zabawa. Czym możemy przyciągnąć? Na pewno nietuzinkową atmosferą, jaka tu panuje. Klub bokserski Legia na Fortach Bema ma po prostu swoją duszę. Jest to nieduża sala, ale 300 osób spokojnie się tu zmieści. Wszyscy się znają, każdy ze sobą rozmawia. Będą występy artystów, a całą imprezę poprowadzi Szymon Majewski, który również tu trenuje. Będzie trochę żartobliwie, ale fajnie się to wszystko komponuje. Mam nadzieję, że frekwencja dopisze, ludzie będą się dobrze bawili i będzie to dla nich prawdziwa bokserska uczta.
-Macie więc ring announcera, co jest elementem boksu zawodowego. A czy będą również hostessy?
KL: Hostessy były już od pierwszej gali. Będzie również oprawa muzyczna z oświetleniem. Prawdopodobnie będzie bramka z dymem, przez którą będą przechodzić zawodnicy. Niestety nie może być ognia ze względów bezpieczeństwa, ponieważ jest to za mała powierzchnia. Będzie DJ, który prowadzi również gale u Tomka Babilońskiego i Marcina Piwka. Mam więc nadzieję na oprawę jak na zawodowej gali- będzie wyjście z dziewczynami do ringu oraz muzyka do tego. Chłopaki poczują ten dreszczyk bokserskich emocji związanych z wyjściem do ringu.
-Czy zawodnicy mogli wybrać swoją muzykę do wyjścia na ring?
KL: Oczywiście. Mają stworzone tak zwane ‚CV bokserskie’, gdzie zawarty jest ich utwór, ulubiony bokser oraz ich staż treningowy, klub oraz trener. Te wszystkie rzeczy zostaną wyczytane przez Szymona Majewskiego, który będzie zapowiadał.
-Dużym magnesem dla kibiców i zawodników mogą być znane osoby ze świata sportu, które niejako mogą być twarzami tej imprezy. Macie już potwierdzoną ‚listę VIP-ów’?
KL: Trochę nam to właśnie kolidowało z innymi imprezami. Na pewno będą dziewczyny, które wystąpią za tydzień w Łomiankach, a więc: Ewa Brodnicka, Karolina Łukasik oraz Sasza Sidorenko. Paweł Głażewski również zapowiada swoją obecność. Albert Sosnowski niestety będzie komentował galę w Ełku. Na chwilę mają podjechać Adam Jabłoński oraz Michał Cieślak, którzy docelowo mają stawić się również na gali w Ełku. Będzie również Henryk Petrich- medalista olimpijski oraz mistrzostw świata i Europy. Wszystko będzie sędziował wicemistrz olimpijski- Paweł Skrzecz. Wstęp wynosi 30 zł i zawarty jest w nim poczęstunek z napojami. Dzieci do lat dwunastu wchodzą za darmo.
-Krótko ujmując- gala amatorska, ale z pełną oprawą oraz goścmi z ringów boksu zawodowego.
KL: Dokładnie tak. To wszystko dzięki naszym sponsorom, dzięki którym będą nagrody rzeczowe oraz statuetki i pamiątki dla zawodników. Będzie sprzęt w postaci ochraniaczy na zęby oraz owijek-bandaży. Miejmy nadzieję, że na następnej gali będzie równie duży odzew, chociaż tak naprawdę to już nasza szósta gala- dwie zorganizowaliśmy podczas obozu nad morzem, a trzy tutaj, w Warszawie. Trenerzy bardzo sobie chwalą tę inicjatywę i chcą przyjeżdżać ze swoimi zawodnikami.
-Mógłbyś wymienić sponsorów tej imprezy?
KL: Oczywiście! Bardzo chcielibyśmy podziękować producentowi ciągników Ursus, którego siedziba mieści się w Warszawie, firmie Remington, która wspiera nas od naszej pierwszej gali i dostarczy souveniry ze swoim logiem, Bedmet Logistic, Warszawski Dzień, SushiGo, z którego nasz kolega tutaj trenuje i pomaga, Makulatura Klub, WegBet, gdzie można zjeść smaczne obiady, Energotel, czyli nasz kolega Daniel, VisionPlus, czyli najlepsze okulary w Polsce i na świecie, Quest- oświetlenie, 4 Carriers, Taga Harmony- firma braci Kokocińskich, Rise-informatycy odpowiedzialni za plakaty i koszulki, firma Perfekt odpowiedzialna za wywóz nieczystości, Vip Cars naszego kolegi Piotrka, Helen Doron- szkoła językowa kolegi, Pizzeria Mille Luci, Jaś&Małgosia, MMANIAK.pl, który zapewni sprzęt bokserski, MON24 Security, Ludzie Tego Miasta, którzy wykonują dla nas koszulki. Są też patroni medialni: topboxing.pl, ringpolska.pl oraz bokser.org. Bokser.org będzie transmitował to wydarzenie na żywo na swojej stronie internetowej poprzez streama. Tych sponsorów trochę jest, ale bez nich ta gala nie mogła by się odbyć. Miejmy nadzieję, że potencjalni przyszli mistrzowie mają możliwość startu w fajnej imprezie i przeżycia takich emocji.
-Myślicie już o organizacji siódmej edycji w przyszłym roku?
KL: Mamy już nawet termin- 28 luty. Będzie to na większym obiekcie. Jest pomysł na zorganizowanie meczu bokserskiego Polska-Anglia. Rozmawialiśmy w tej sprawie z zaprzyjaźnionymi trenerami. Są to jednak na razie tylko jakieś wstępne pomysły. Termin 28 luty jest już jednak zaklepany i pod to ułożyliśmy termin obozu, który odbędzie się na początku lutego. Wyjeżdżamy wtedy do Zakopanego budować wydolność i wytrzymałość siłową, potem trening ukierunkowany oraz specjalistyczny, a potem- gala. I boksujemy! Mamy nadzieję, że odbędzie się z jeszcze większym rozmachem. Liczymy na to, że zawodnicy będą startować i podnosić swoje umiejętności. A startów na Mazowszu jest, tak naprawdę, mało.

Dodaj komentarz

Krajobraz po burzy

Od sensacyjnej zmiany na tronie wagi ciężkiej minęło już kilkadziesiąt godzin. Kurz powoli opada, emocje się tonują. Zaczynamy powoli oswajać się z myślą, że waga ciężka po wieloletnich rządach Wladimira Kliczki uwolniła się spod jego tyranii. Nie było w zasadzie kibica boksu, który przyjąłby tę wiadomość w sposób obojętny. Dla wielu osób był to ogromny szok i sensacja na miarę wyniku walki Tyson-Douglas. Inni z kolei nie kryli radości, bowiem Doktor Stalowy Młot był dla nich uosobieniem ringowej nudy i z niecierpliwością czekali na jego porażkę. Sen tych drugich ziścił się po kilku latach oczekiwania, a ‚wybawcą’ wagi ciężkiej okazał się pyskaty i charyzmatyczny Anglik- Tyson Fury. Chociaż po tym, co pokazał w sobotni wieczór w Dusseldorfie nie sposób mu odmówić ringowych umiejętności- wypunktowanie Ukraińca wydawało się bokserskim science-fiction, jednak „Gipsy King” dokonał właśnie tego teoretycznie niemożliwego i pokazał, że słowo ‚niemożliwe’ w boksie nie istnieje.
Wladimir nie bez powodu nazywany był przez wielu ekspertów, dziennikarzy i kibiców robotem. Ta perfekcyjna maszyna bojowa przez ostatnich kilka lat wypracowała niezawodny styl, który nie był zbyt porywający, ale przynosił efekty w postaci zwycięstw, głównie odnoszonych przed czasem. A przecież o to w tym sporcie chodzi.
Ponad 11 lat bez porażki, 18 kolejnych udanych obron mistrzowskich pasów z rzędu. Nic dziwnego, że Ukrainiec czuł się pewny swojego. Jego pozycja w hierarchii wagi ciężkiej była ugruntowana i niepodważalna. W ten poukładany śwat wtargnął jednak ktoś nieobliczalny i zwariowany. Ktoś, kto od samego początku konsekwentnie siał zamęt i zwątpienie w głowie wieloletniego mistrza wszechwag. Zachowanie Fury’ego podczas konferencji prasowych poprzedzających walkę dla wielu osób było uosobieniem błazenady. Jednak w każdym szaleńswtwie tkwi metoda. Jak się okazało, było to jedynie preludium do ringowych wydarzeń. Fury ten pierwiastek niebliczalności przeniósł również między liny ringu, co nie udało się żadnemu z jego kilkunastu poprzedników i okazało się, że… to wystarczyło, aby Wladimir Kliczko okazał się niemal bezradny! TEN Wladimir Kliczko, który niemal ‚posprzątał’ całą wagę ciężką. Anglik miał być jedynie kolejnym skalpem do kolekcji. Okazało się, że na maszynę zaprogramowaną na wygrywanie (niekoniecznie efektowne i porywające) wystarczy nieszablonowy styl. Boks Fury’ego wymykał się spod wszystkich schematów, jakie do tej pory przerobił Wladimir. A przerobił on przecież praktycznie wszystkie możliwe style i sposoby walki przeciwnika. To co jednak zaprezentował Fury było dla niego absolutnie czymś nowym. Doktor Stalowy Młot przez większość z 12 rund był niemal całkowicie bezradny w konfrontacji ze stylem Tysona. Można nie lubić Anglika, ale trzeba być skrajnym hipokrytą, aby nie docenić tego co pokazał w sobotni wieczór. A pokazał naprawdę sporo: przede wszystkim zrobił należyty użytek ze znakomitych warunków fizycznych, przez co Wladimir bił mało i wyjątkowo nieskutecznie, doskonale poruszał się po ringu, płynnie zmieniał pozycję z klasycznej na leworęczną, bił z nietypowych płaszczyzn i kątów. Wprowadził chaos do uporządkowanego świata Kliczki i narzucił mu swój styl walki. Wygrał zasłużenie na punkty i za to należą mu się wyrazy szacunku. Umarł król, niech żyje król!
Wiadomość dla tych, którzy z różnych względów nie mogli obejrzeć walki- niech sucha punktacja (115-112, 115-112, 116-111) Wam wystarczy. W ringu działo się niewiele i jeśli koniecznie ktoś chce zobaczyć powtórkę tego pojedynku, to niech włączy ją, gdy będzie mieć problem z zaśnięciem… Znacznie więcej działo się po końcowym gongu. Fury po raz kolejny pokazał, że posiada również niebanalny talent wokalny i odśpiewał znaną piosenkę grupy Aerosmith- „I don’t wanna miss a thing”.
Co dalej z Wladimirem? Dla niego jest to sytuacja, do której nie był przyzwyczajony. Stracił on jednej nocy wszystkie mistrzowskie pasy. Do tego była to prawdopodobnie jego najgorsza od wielu lat walka, w której to on dał narzucić sobie styl przeciwnika, w konfrontacji z którym nie mógł zbyt wiele zrobić. Trudno znaleźć dokładną przyczynę tej porażki- wiek, niedocenienie klasy rywala czy też może głowa zaprzątnięta sprawami rodzinnymi? Młodszy Kliczko musi teraz w ekspresowym tempie poukładać wiele spraw w głowie i zacząć przygotowania do rewanżu, który był zapisany w kontrakcie. A może Vitali powróci z pięściarskiej emerytury by pomścić brata? Robił to już dwukrotnie (brał odwet za porażki Wladimira z Rossem Purritym oraz Corrie Sandersem). Scenariusz niczym z filmu… Niestety science-fiction. Starszy z braci jest niewątpliwie w formie (bieganie, siłownia, basen), ale ponad trzy lata rozbratu z ringiem mówią same za siebie.
Wladimir będzie musiał więc wziąć wszystko ‚na klatę’. Musi wyciągnąć wnioski i zaryzykować w rewanżu. To on będzie pretendtem. To nie on będzie obwieszony mistrzowskimi pasami podczas konferencji prasowych. To on będzie wychodzić drugi do ringu. Będzie to dla niego całkowita nowa sytuacja. Jak psychicznie zniesie tak niekomfortową i zupełnie nową dla siebie sytuację zbliżający się do czterdziestki były już mistrz? Czy 12 rund stoczone na Esprit Arena wystarczyły, by ‚nauczyć się’ nietypowego stylu przeciwnika i  w rewanżu znaleźć na niego receptę? Wladimir powiedział kiedyś o sobie następujące słowa: „Vitali urodził się wojownikiem. Ja musiałem nim zostać.” Nie pozostaje mu więc nic innego jak pokazanie charakteru warriora i wydarcie z powrotem pasów, które przez tyle lat do niego należały. Wielcy mistrzowie zawsze powracali po przegranych. Miejmy nadzieję, że Wladimir jest czempionem tego kalibru i udowodni to w rewanżu.
Druga porażka z rzędu będzie dla niego katastrofą i tragicznym epilogiem jego długoletniego panowania na tronie wagi ciężkiej. Czas nie gra na jego korzyść i zdaje on sobie z tego doskonale sprawę. Rewanż z Fury’m będzie pojedynkiem o ‚być albo nie być’. Czy Wladimir odnajdzie się w zupełnie nowej dla siebie rzeczywistości? Czas pokaże. Jedno jest pewne- taki pięściarz nie zasłużył na taki koniec kariery, a takowy powinien szczególnie mocno rozważyć w przypadku ponownej przegranej z Anglikiem…
Czy Fury jest materiałem na kolejnego wieloletniego dominatora wagi ciężkiej? Teoretycznie posiada wszystko- warunki fizyczne, nietuzinkowy styl oraz niesamowitą charyzmę. Z drugiej strony złośliwi wypomną mu deski z Cunninghamem oraz legendarny cios podbródkowy, którym sam siebie uderzył. Jedno jest pewne- jest to najbardziej charyzmatyczny mistrz wagi ciężkiej od czasów legendarnego Muhammada Alego. Pokonując w sobotę Wladimira Kliczkę na stałe zapisał się historii boksu. Od niego samego tylko zależy jak dalej ją zapisze.

1 komentarz

Wladimir Kliczko vs Tyson Fury: ZAPOWIEDŹ

Przed nami najbardziej wyczekiwane starcie wagi ciężkiej ostatnich kilku lat. Absolutny dominator kontra nieprzewidywalny pretendent. Siła spokoju kontra dzikość i nietuzinkowość. Takich zestawień można jeszcze wymienić przynajmniej kilkanaście, jednak nie ma sensu przedłużać. Panowie i Panie, już za kilkadziesiąt godzin w Dusseldorfie w ringu staną naprzeciwko siebie Wladimir Kliczko oraz Tyson Fury i jeśli drogi czytelniku na myśl o tej walce nie odczuwasz chociażby najmniejszego dreszcza emocji lub podniecenia, to możesz odpuścić sobie dalszą lekturę tego tekstu i poszukać innej dyscypliny sportowej do  oglądania.
Jeśli chodzi o promocję tego pojedynku, to Anglik powinien dostać jakiś osobny pas. Czytanie bajek, śpiewanie w trakcie treningu, kilka błyskotliwych ripost- po zakończeniu kariery pięściarskiej Olbrzym z Wilmslow z pewnością odnajdzie się w świecie showbiznesu. Ma ku temu ogromne zadatki. Odłóżmy jednak na bok pozaringowe talenty charyzmatycznego Cygana, bo między linami prezentuje on się równie dobrze. Oprócz znakomitych warunków fizycznych (jeden z nielicznych rywali Wladimira, który jest od niego wyższy) dysponuje całkiem przyzwoitym ciosem oraz płynnie potrafi zmieniać pozycję z klasycznej na ustawienie na mańkuta. Doktora Stalowego Młota czeka naprawdę ciężka przeprawa, kto wie czy nie najcięższa walka w ciągu ostatnich 10 lat. Wszyscy wiemy w jakim stylu boksuje Ukrainiec i ilu pretendentów odprawił, w większości nokautując. Co wiemy natomiast o Angliku? Na pewno nie chcielibyśmy powtórki z walki z jego rodakiem (Wladimir Kliczko vs David Haye, lipiec 2011), kiedy to kibice rozochoceni zapowiedziami Hayemakera byli świadkami asekuracyjnej walki skończonej tłumaczeniami o złamanym palcem u stopy (from zero toe hero- gra słów: ‚toe’ po angielsku oznacza palec u stopy). Miejmy nadzieję, że Fury na zapowiedziach nie skończy i w ringu ‚odpali’ obiecane fajerwerki. Bo na co go stać, to chyba tylko sam zainteresowany wie. Jakiekolwiek więc pisanie o możliwych scenariuszach walki z udziałem Tysona jest porównywalne z wróżeniem z fusów. Na pewno nie mierzył on się z zawodnikiem pokroju Wladimira (notabene problem ten dotyczy praktycznie wszystkich jego poprzedników) i ta weryfikacja może okazać się niezwykle bolesna i brutalna. Co niektórzy wieszczą koniec walki po pierwszym celnym ciosie Ukraińca. Jako poparcie swojej tezy przywołują nokdauny jakie zaserwowali Anglikowi Cunningham oraz Pajkić. Z drugiej strony należy pamiętać, że Wladimir przegrał wszystkie pojedynki przed czasem, a Tyson ma wszelkie predyspozycje ku temu by ‚odstrzelić’ Doktora Stalowego Młota- mocny cios, doskonałe warunki fizyczne oraz pierwiastek nieprzewidywalności. Jednak czy to wystarczy w konfrontacji z ogromną siłą, konsekwencją taktyczną oraz doświadczeniem Ukraińca? Przekonamy się niebawem. Apetyty kibiców zostały maksymalnie pobudzone. Miejmy nadzieję, że danie jakie zaserwują nam bohaterowie sobotniego starcia będzie godne!
Mój typ: wygrana Wladimira po niełatwej przeprawie w końcowych (8-10) rundach.
A jak ten pojedynek widzą ludzie ze świata boksu? Zapraszam do zapoznania się z ich opiniami na temat tej walki.

Andrzej Kostyra (komentator pięściarski, Polsat Sport) : Faworytem jest oczywiście Kliczko. Jeżeli by przegrał, to oznacza, że nadejdzie jakiś kataklizm i coś niedobrego się dzieje. Trzeba pakować śpiwory, jakieś koce i wychodzić na ulice, bo będzie jakieś trzęsienie ziemi. Ale trzęsienia ziemi się zdarzają i nie można wykluczyć niespodzianki. Szansa na to jest jednak minimalna. Kliczko już tak długo panuje, że jakaś zmiana by się przydała. Tyson Fury ma warunki, wiadomo, że nie pęknie psychicznie, ale poza warunkami fizycznymi nic więcej nie ma. Nie ma doświadczenia, nie walczył z takimi rywalami jak Kliczko, nie ma silnego ciosu. Trudno sobie wyobrazić, by Kliczko przegrał, bo on do każdego przeciwnika podchodzi bardzo poważnie. Będzie zdecydowanym faworytem, ale walka może być ciekawa, bo Fury to nie jest facet, który wyjdzie tylko po wypłatę.

Marcin Piechota (Znokautuj Bukmachera) : Kliczko wygra na początku walki. Może nawet w pierwszej rundzie. Fury jest niezłym zawodnikiem, ale jego przewaga w dotychczasowych walkach opierała się głównie na warunkach fizycznych, wyczuciu dystansu. Brytyjczyk ma katastrofalną szczękę, paść w wadze ciężkiej po ciosie Cunninghama jest trudniej niż namówić Mariusza Pudzianowskiego do noszenia rurek, a przecież Brytyjczyk był też na deskach z niezbyt mocno bijącym Pajkiciem. W momencie, kiedy Fury ma narzędzia do utrzymywania walki w bezpiecznym dystansie (czyli przewagę warunków fizycznych) może boksować skutecznie. Teraz tej przewagi nie będzie miał. Zawodnicy, którzy potrafili przetrwać bombardowanie Kliczki (Jennings, Powietkin czy Wach), boksowali zza podwójnej gardy. Fury ma lewą rękę nisko, ślepo ufa refleksowi. Tego już nie zmieni, a to go zgubi.

Tomasz Delimat (Eurosport.onet.pl) : Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje. Tyson Fury sztukę „trash talkingu” opanował do perfekcji, ale czy rzeczywiście – tak, jak zapowiada – będzie w stanie zdetronizować wielkiego mistrza wagi ciężkiej? Moim zdaniem królem po walce pozostanie Władimir Kliczko. Ukrainiec powinien w każdej rundzie zaznaczać swoją przewagę, będąc aktywnym i oddając wiele ciosów. Fury to olbrzym i być może uda mu się, tak jak Mariuszowi Wachowi, wytrzymać pełen dystans. Ringowa mądrość Kliczki zapewne uniemożliwi jednak Anglikowi jakiekolwiek działanie i sprawi, że kolejne rundy sędziowie będą punktować na korzyść aktualnego czempiona. Typ: wyraźne zwycięstwo punktowe Kliczki.

Przemek Garczarczyk (fightnews.com) : Żaden inny rezultat niż dominacja Kliczki byłby niespodzianką. HBO w komentarzach do walki sugeruje podobieństwo Fury’ego do Wacha. Jest opinia, że choć Tyson jest znacznie bardziej „ruchomy” niż Mariusz, to jego brak odporności na ciosy będzie nie do przeskoczenia. Moja uwaga – dla mnie pozaringowe wygłupy Fury’ego dadzą się tylko usprawiedliwić jeśli da bardzo dobrą walkę. Nikt nie pamięta pajaców którzy przegrywają.

Michał Leśniak (pięściarz wagi super lekkiej) : Jeżeli chodzi o walkę, to na pewno jest dobrze rozreklamowana medialnie. To może być dobre show. Wiadomo jaki Fury jest. Nie boi się i dużo mówi, ale nie ma co ukrywać- boksuje, jak na tę kategorię wagową, dość luźno, więc na pewno będzie bardziej niewygodnym rywalem dla Kliczki niż inni, mniej elastyczni.  Wiadomo, Kliczko ma mega mocny cios, więc na pewno od 8 rundy będzie już wypełniać swoją przewagę ringową. A po tylu rundach ciosy odłożą się na Furym, więc nic widzę innego rozwiązania jak wygrana Kliczki. Myślę, że to będzie wspaniałe widowisko dla kibica, bo tak nagłośnione walki przyciągają przede wszystkim ludzi spoza środowiska bokserskiego. Mimo iż nie przepadam za wagą ciężką, to czekam na dobre widowisko i mocne bomby z obu stron.

Mirosław Brózio (sędzia boksu zawodowego) : Władimir Kliczko pokona Tysona Fury’ego zdecydowanie, jeżeli Fury podejmie walkę, to zostanie pokonany przez KO do 5 rundy jak Pulew. Jeżeli Fury będzie boksował na wstecznym, polegnie około 10 rundy przez TKO. Władimir zdecydowanie boksuje z zawodnikami o podobnych gabarytach.

Jurij Nesterenko (promotor boksu zawodowego, Ukraina) : To będzie walka, która będzie podobna do pojedynku Wladimira z  Pulewem. Kliczko zwycięży przez TKO w rundach 5-8.

Krzysztof Kwaśny (To Jest Boks) : Kliczko na punkty. Fury wbrew temu co pokazuje na konferencjach prasowych i w mediach nie będzie w stanie porwać się na atak na Kliczkę. Ukrainiec z kolei nie ustrzeli wielkoluda.

Krzysztof Rogowski (pięściarz wagi piórkowej) : Kliczko wygra.

Kamil Zieliński (trener, WarriorTV) : Jeszcze kilka miesięcy temu typowałbym inaczej. Szczerze teraz wątpię w ten typ. Walka została przesunięta. Zrobili to samo z Wachem i z Pulewem. Przesunięcie terminu i wybicie z przygotowań, a to bardzo ważne. Przetrenowanie jest gorsze niż niedotrenowanie, więc w pierwszym terminie Fury na punkty,  ale teraz mam dziwne przeczucie, że Kliczko wygra przez KO. Fury nie wytrzyma pełnego dystansu, choć chciałbym wygranej tego świra. Jest nieobliczalny i to daje mu przewagę, bo sam nie wie co zrobi w ringu. Ludzie w Anglii chcą wygranej Kliczki, twierdząc,że Fury ośmiesza ich kraj i ich samych w świecie.

Kacper Lipski (Splinterboxing) : Nie postawiłbym pieniędzy ani na Władimira, ani na Tysona. Mimo, że patrząc na to zestawienie obiektywnie wyraźnym faworytem jest panujący od lat mistrz, ja bym pretendenta nie skreślał. Wiele zależy od tego jakiego Fury’ego zobaczymy w ringu: skoncentrowanego i realizującego plan profesjonalistę, czy nieobliczalnego, nieco szalonego świra. Jeżeli Tyson zawalczy mądrze to daję mu spore szanse na zwycięstwo. Jest szybki, jest wysoki, jest silny, jest odważny i młody. Zaryzykuję taki typ: Tyson Fury wygra na punkty.

Kamil Łaszczyk (pięściarz wagi piórkowej) : Myślę, że walka Kliczko-Fury będzie ciekawa. Na pewno da dużo emocji. Jeżeli Fury będzie w takiej formie jak zapowiada, to może sprawić niespodziankę. Jest on nieprzewidywalny. Myślę, że w początkowych rundach będzie wywierał mocny pressing, ale jakbym miał stawiać, to postawiłbym na Kliczko. Jest na pewno bardziej doświadczonym zawodnikiem, mocniej bijącym, precyzyjniejszym i silniejszym, jednak wszystko zależy od głowy i czy się za bardzo nie spali tym przed-walkowym show robionym przez Fury’ego. Nie ma co zapominać- to waga ciężka: jeden cios i może wygrać każdy. Myślę, że walka potrwa na pełnym dystansie.

Robert Gortat (sędzia boksu zawodowego) : Powiem tak: nadchodzi małymi krokami chęć zmiany lidera wagi ciężkiej. Czy będzie nim Fury? Mi się nie podoba jego zachowanie, buńczuczność, brak skromności itp.  Uważam, że jest w stanie wygrać z Kliczko, tylko czy wystarczy mu argumentów? Wszystko zależy od przygotowania i dyspozycji w dniu walki. Jeśli Fury narzuci swój styl walki i nie da się cały czas klinczować, to wydaje mi się, że może wygrać walkę koło 8-10 rundy. Jeśli Kliczko przetrzyma początkowy napór i nie da się trafiać to wygra w 6-8 rundzie.

Bartosz Grzelak (Boks Polski) : Tyson Fury robi wokół siebie dużo szumu przed tą walką. Władimir Kliczko jak zwykle zachowuje stoicki spokój, choć i u niego widać pewną irytację zachowaniem swojego rywala. Co do walki: nie mam cienia wątpliwości, że będzie ona toczona pod dyktando Ukraińca. Od samego początku narzuci Fury’emu swój styl boksowania i nie spodziewam się, by miał kłopoty z wygraniem. Wydaje mi się, że Fury dotrwa do końca walki, ale nie pozostawi po sobie dobrego wrażenia. Słuchając jego wypowiedzi sama na myśl nasuwa się analogia do walki Kliczko – Haye, gdzie również Wladimir był mocno atakowany przez rywala przed walką, za to z samego pojedynku wyszedł praktycznie bez szwanku. Mimo wszystko bardziej cenię sobie umiejętności Haye’a niż Fury’ego i jeżeli on nie dał sobie rady z Ukraińcem, to tym bardziej nie spodziewam się wygranej Tysona. Tak jak więc wspominałem, obstawiam punktową wygraną Kliczki (każda runda dla czempiona). Let’s go champ!

Sebastian Drewnicki (TylkoBoks) : Przed nami zdecydowanie najciekawsza walka w królewskiej dywizji w tym roku. Fury sprawi problemy panującemu mistrzowi, jestem o tym przekonany. Stawiam jednak na Władimira. Na punkty po ciężkim boju, ewentualnie przez KO w końcowej fazie pojedynku.

Andrzej Sołdra (pięściarz wagi super średniej) : Dla mnie jest jeden faworyt- Kliczko. Całe gadanie Fury’ego jest tylko po to, żeby zrobić szum wokół walki. Ilu to już było zawodników i czego to oni nie mieli zrobić Kliczce…  To samo będzie z Furym. Kliczko to wygra. Nie będę sie bawił w wyliczankę w której rundzie, bo to ciężko przewidzieć, ale jeśli nie na punkty, to w którejś z ostatnich rund będzie KO. Pod każdym względem Kliczko jest lepszy od Fury’ego- cały bagaż doświadczeń, jakie zdobywał podczas walk o mistrzowskie tytuły na dużych galach z najlepszymi zawodnikami. Można by tutaj wymieniać i wymieniać… Po prostu jest lepszy i Fury go niczym nie zaskoczy. Chyba, że zdejmie spodenki i pokaże d**ę.

Krystian Cieśnik (promotor, Thunder Promotions) : Stawiam na wygraną Kliczko przez KO do 6 rundy. Już kilka razy widzieliśmy Fury’ego w tarapatach np. z USS, który nie jest puncherem, zaś Władimir ma czym uderzyć. Ciężko natomiast mi uwierzyć w wygraną Fury’ego.

Andrzej Wawrzyk (pięściarz wagi ciężkiej) : Mój typ- Kliczko KO 9 runda. Kliczko w każdym elemencie bokserskiego rzemiosła jest o kilka szczebli lepszy niż Fury.

Łukasz Landowski (trener, LandowskiBoxing) : Kliczko w drugiej połowie walki KO. Fury jest za słabo wyszkolony technicznie i przede wszystkim za wolny, a do tego nie walczył z tak silnym i doświadczonym przeciwnikiem.

Krzysztof Chudecki (trener, były pięściarz) : Maksymalnie 7 runda Kliczko. Fury to nie ten poziom.

Norbert Dąbrowski (pięściarz wagi super średniej) : Moim zdaniem scenariusz tej walki bedzie taki sam jak poprzednich. Tyson Fury nie będzie w stanie w jakikolwiek sposób zagrozić Kliczce. Walka prawdopodobnie skończy się do 3 rundy. Fury nie ma twardej szczęki. Widać to bylo w walce z Cunnighamem i być może już po czysto zadanym lewym prostym Kliczki może zapoznać się z matą. Daję Fury’emy maksymalnie 5 rund.

Przemysław Osiak (Przegląd Sportowy) : Kliczko przez KO w 8. rundzie Nie ma sensu analizować największych atutów Władimira Kliczki, bo są one doskonale znane. Zbliżający się do czterdziestki Ukrainiec na przestrzeni lat stał się niezawodną, perfekcyjną maszyną bojową. Doskonale wie, które działania w ringu mu służą, a które nie. Błędy zdarzają mu się niezwykle rzadko. A jeśli je popełnia, potrafi znaleźć sposób, aby uniknąć dalszych konsekwencji. Na jego tle Tyson Fury sprawia wrażenie chaotycznego zawodnika, którego defensywa pozostawia wiele do życzenia. Kliczko to wykorzysta. Umie walczyć z olbrzymami. Spodziewam się, że Fury przegra przed czasem.

Paweł Głażewski (pięściarz wagi półciężkiej) : Moim zdecydowanym faworytem jest Kliczko. Wygra przed czasem po pierwszym czystym ciosie jakim trafi Fury’ego, skoro przewrócił go Cunningham. Myślę, że w początkowej fazie walki- 4 runda.

Tomasz Król (pięściarz wagi super lekkiej) : Kliczko wygra raczej na punkty. Lepszy pięściarz o większej sile i technice! Ale Przede wszystkim mądrzejszy sportowo, a Fury to komediant, który sam sobie narzuca presję, której może nie wytrzymać. Do tego dużo gada i komediuje. Wygra spokój i siła Kliczki !

Marcin Brzeski (pięściarz wagi ciężkiej) : Myślę, że będzie to ciekawa walka. Stanie naprzeciw siebie dwóch niepokonanych Fury- młody i głodny zwycięstwa, który zrobi wszystko żeby wygrać. Kliczko to rutyna, spokój w ringu i konsekwencja! Na pewno ma dobry plan. Mój typ to wygrana Kliczki w 6 rundzie, ponieważ jest lepszym zawodnikiem, któremu kibicuje. Chociaż to jest boks. Będę mile zaskoczony jak wygra Fury.

Piotr Jagiełło (komentator pięściarski, TVP Sport) : Dla Władimira Kliczki, hegemona dominującego w wadze ciężkiej od jedenastu lat, walka z Furym będzie potężnym wyzwaniem, nie tylko ze względu na warunki fizyczne brytyjskiego pretendenta. „Olbrzym z Wilmslow” jest lotny pięściarsko i nie będzie wyłącznie mięsem armatnim dla ukraińskiego bombardiera, o tym jestem przekonany i nie zgadzam się, że to kolos na glinianych nogach. Spodziewam się emocjonującej walki, która będzie miała swoją dramaturgię i to niekreowaną na wyrost. Mimo docenienia klasy Fury’ego, a chyba nie wszyscy dostrzegają w nim realny potencjał, górę weźmie profesjonalizm panującego mistrza – cierpliwość zaowocuje „czasówką” w ostatnich rundach. Kliczko KO w 10 rundzie.

Tomasz Skarżyński (cutman, Babilon Promotion) : Pełen dystans. Kliczko na punkty.

Kamil Młodziński (pięściarz kategorii super lekkiej) : Kliczko w drugiej połowie walki przez KO. Doświadczenie, rutyna oraz siła ciosu zadecyduje o tym, że Fury nie wytrzyma pełnego dystansu.

Irosław Butowicz (promotor, Silesia Boxing) : Trzy zdania: Król jest jeden. Krowa, która dużo ryczy daje mało mleka. W boksie cenimy tych, którzy więcej robią niż mówią. Czy mam wskazać faworyta ? Pytanie retoryczne.

Kacper Kmieciak (youtuber RedHawkBoxing) : Sercem jestem oczywiście za Tysonem Fury, ale rozum podpowiada, że doświadczenie i brutalna siła Kliczki odegrają kluczową rolę w tym pojedynku. Całkowitych szans młodemu Brytyjczykowi jednak odbierać nie można, nie ustępuje Kliczce warunkami fizycznymi, potrafi bardzo dobrze poruszać się po ringu, ale jego wadą jest jednak dosyć słaba odporność na ciosy. Kliczko to nie Cunningham, po jego prawym Fury już sie nie podniesie. Szansę oceniam na 65 do 35 na korzyść Kliczki.

Dodaj komentarz

Więcej takich weekendów!

Za nami prawdopodobnie najbardziej intensywny pięściarski weekend tego półrocza. Poprzednia taka sytuacja miała miejsce dokładnie… pół roku temu. Analogii i wspólnych mianowników było naprawdę sporo i warto do nich nawiązać. Kwietniowa kumulacja wyglądała następująco: gala w Legionowie, Fonfara vs Chavez Junior, Matthysse vs Prowodnikow. A to wszystko w odstępie zaledwie kilku godzin!
Zestawmy to zatem z minionym weekendem- Fonfara vs Cleverly, gala w Wieliczce, Gołowkin vs Lemiuex i analogie widoczne są jak na dłoni: walka ‚Polskiego Księcia’ , gala Tomasza Babilońskiego oraz starcie dwóch ringowych killerów. Tym razem wszystko zostało rozłożone na dwa dni, więc co niektórzy mieli utrudnioną podróż do Wieliczki (w tym ja) przez zarwanie nocki na walkę naszego najlepszego pięściarza wagi półciężkiej. Ale nikt nie powiedział, że życie kibica boksu jest łatwe… 😉
Runda 1. 
Od pierwszego gongu Cleverly imponował przygotowaniem szybkościowym na tle Polaka. Skuteczny lewy prosty raz po raz dochodził do celu. Pierwsze 3-4 rundy zapowiadały dominację Walijczyka, jednak można było zastanawiać się wtedy, czy Nathan utrzyma tak wysokie tempo do ostatniego gongu. Tak oczywiście się nie stało i Fonfara w drugiej części walki po prostu ‚zajechał’ ambitnego przeciwnika. W walce zostało wyprowadzonych aż 2524 uderzeń, co jest nowym rekordem wagi półciękiej! Takiego tempa nie powstydziliby się zawodnicy wagi muszej!
Walka była toczona w niesamowitym tempie oraz bardzo czysta (interwencje sędziego ringowego można policzyć na palcach jednej ręki). Jedyne czego zabrakło to dramaturgii w postaci nokdaunów… Ale Cleverly po walce trafił do szpitala ze złamanym nosem- Polski Książe nie głaszcze!
Walka ta jest idealnym przykładem, aby tych sceptycznie nastawionych do boksu przekonać, że jest to pasjonujący i pełen emocji sport. Jeśli znacie takich niezdecydowanych, to koniecznie pokażcie im ten pojedynek! Istnieje spora szansa na ich ‚nawrócenie’.
W każden beczce miodu musi być jednak łyżka dziegciu- obrona Andrzeja nie była w tej walce jego mocną stroną. Zbyt łatwo i często Cleverly lokował na jego głowie i korpusie swoje uderzenia. Z jednej strony można uznać tłumaczenie, że czuł on, że przeciwnik nie będzie w stanie poważnie go zranić, z drugiej strony taka niefrasobliwość w defensywie w rewanżu ze Stevensonem, o którym Andrzej marzy i otwarcie mówi, mogłoby skończyć się znacznie gorzej niż w miniony piątek w UIC Pavilion. A skoro już o rewanżach mowa- Cleverly wyraża chęć i gotowość na drugi pojedynek z Polakiem. Czy jest ktokolwiek przeciwny? Cisza…

http://sport.tvp.pl/22225330/zobacz-walke-andrzeja-fonfary-z-nathanem-cleverlym

Runda 2.
Wprost ze Stanów Zjednoczonych przenosimy się do Wieliczki, którą można było nazwać galą powrotów. Najgłośniej oczywiście mówiło się o powrocie po dwuletniej przerwie Krzysztofa Zimnocha, który swój ostatni zawodowy pojedynek stoczył właśnie w tym mieście. Powrotem poniekąd była również walka Pawła Głażewskiego, który po dwóch bolesnych porażkach (szybka porażka przed czasem z Juergenem Braehmerem oraz wysoka przegrana punktowa w rewanżu z Maciejem Miszkiniem) w pojedynku z Bartłomiejem Grafką walczył o bokserskie ‚być albo nie być’. Presja była tym większa, ponieważ ‚Głaz’ zadeklarował, że w razie porażki skończy zawodową karierę. Tomasz Babiloński (promotor) miał w tej kwestii identyczne zdanie…
Grafka w swoim stylu od pierwszego gongu ruszył do zdecydowanego, aczkolwiek chaotycznego ataku. Głażewski wyglądał na niezwykle spiętego. Rozluźnił się dopiero w ostatnich 2-3 rundach, co jednak okazało się niewystarczające do wygranej. Przegrał, choć niejednogłośnie, przez co mógł czuć się wygranym w tym pojedynku, co podkreślał w wywiadzie tuż po walce. Gdy rozmawiałem z nim o deklaracji dotyczącej końca kariery, powiedział, że jeszcze musi to przemyśleć. Jeśli jednak zawodnik, który jeszcze niecały rok temu walczył o mistrzowski pas przegrywa z zawodnikiem o ujemnym bilansie, to chyba naprawdę najwyższy czas, aby pomyśleć o zawieszeniu rękawic na kołku.
Rękawice z kołka po długiej przerwie zdjął natomiast Krzysztof Zimnoch. Dwa lata przerwy to niemal wieczność w boksie zawodowym, ale pięściarz z Białegostoku zmienił otoczenie (trenuje w Londynie pod okiem CJ Husseina) i dalej wierzy, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w wadze ciężkiej. Chociaż o walce z Oluokunem za dużo też nie można powiedzieć, bo nie trzeba było być pięściarskim ekspertem, żeby zauważyć, że zeszłej soboty pięściarz z Nigerii szukał tylko sposobnej okazji, żeby wylądować na macie po przyjęciu w miarę czystego ciosu… Była to jego trzecia wizyta w Polsce w tym roku (przegrana punktowa z Wachem w Lubinie, przegrana przed czasem z Rekowskim Opolu, a teraz ‚teatrzyk’ w walce Zimnochem) i prawdopodobnie ostatnia. Kibice nie lubią zawodników, którzy przyjeżdżają jedynie jak najładniej i najmniej boleśnie przegrać. Cieszy jednak zwycięski powrót Krzysztofa, jakikolwiek by nie był. Co niektórzy zaczynają już myśleć nad ewentualnym pojedynkiem z Arturem Szpilką, a konflikt ten kilka lat temu był najszerzej komentowanym wydarzeniem na pięściarskim polskim podwórku. Kto wie, może ścieżki kariery tych dwóch zawodników za kilka lub kilkanaście miesięcy ponownie się skrzyżują i upust wszystkich złych emocji będziemy mieli w ringu. Scenariusz taki jest jednak mało prawdopodobny, jednak nie takie pojedynki dopinano…

http://www.polsatsport.pl/Wiadomosc/ga/Gala-W-Wieliczce-Blyskawiczny-Powrot-Zimnocha-Koniec-Glaza/index.html

Runda 3.
Nie minęło kilka godzin, a kibice już siadali ponownie przed telewizorami, by obejrzeć pojedynek, który miał być deserem tego weekendu- starcie Giennadija Gołowkina oraz Davida Lemiuex. Najbardziej pobudzającą liczbą ich w zestawieniu był z pewnością ich imponujący bilans wygranych przed czasem- 30 z 33 w przypadku Kazacha oraz 31 z 34 po stronie Kanadyjczyka. To zwiastowało jedno- w ringu nie będzie iskrzyć. Zapowiadała się prawdziwa burza z piorunami i brutalnym zakończeniem. Sędziowie punktowi byli w tej walce potrzebni jedynie ze względu na przepisy… Praktycznie nikt nie wierzył, że zdołamy usłyszeć ich werdykt.
Od pierwszego gongu Gołowkin pokazał swoją wyższość. Systematycznie rozmontowywał obronę rywala i z każdą upływającą minutą zmniejszał jego szanse (które i tak przed walką było iluzoryczne) na zwycięstwo. Lemiuex można pochwalić za charakter i serce do walki, ale z takim ringowym killerem jak GGG to zdecydowanie za mało. Słowa pochwały należą się zwłaszcza za sytuację w piątej rundzie, gdy został on uderzony, gdy klęczał na macie. Mógł wtedy wymusić zakończenie walki przez dyskwalifikację, ale wstał i chciał walczyć dalej, a przyjmowanie bomb od Gołowkina to przejaw skrajnego masochizmu. Koniec nadszedł w ósmej odsłonie, kiedy to sędzia przerwał zawody. Może i Lemieux mógł walczyć jeszczę rundę lub dwie, to nie powinien mieć on pretensji do ringowego. Zaoszczędził mu on sporo zdrowia. Jednak oprócz zdrowia Kanadyjczyk stracił również mistrzowski pas, chociaż kibice na pewno docenili fakt, że nie unikał on starcia z królem kategorii średniej, tylko od razu przystąpił on do pojedynku unifikacyjnego.
Gołowkin czeka teraz niecierpliwie na zwycięzcę w hitowo zapowiadającym się starciu Alvarez vs Cotto. To właśnie zwycięzca tej potyczki ma zmierzyć się z kazachskim niszczycielem, chociaż obaj zawodnicy niespecjalnie palą się do tej potyczki. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż ich pojedynek, mimo iż, jest to walka o pas wagi średniej odbywa się w umownym limicie (155 funtów), który wynosi tylko funt więcej niż limit kategorii junior średniej! Bezsens? Tylko pozornie. Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze…
Czy dojdzie do pojedynku GGG vs Alvarez/Cotto? Czy Triple G zgodzi się na umowny limit poniżej 160 funtów? Chyba nie będzie mieć wyboru, jeśli będzie chciał sięgnąć po kolejny pas wagi średniej. Z drugiej strony pamiętamy jego deklarację, że dla walki z Floydem Mayweatherem był w stanie zejść do 154 funtów? Dlaczego dla pieniędzy i sławy nie zrobiłby tego dla Portorykańczyka lub Meksykanina? Na pewno walka ta sprzedałaby więcej PPV niż pojedynek z Lemiuex, który wykupiło relatywnie mało osób- ‚zaledwie’ 150 tysięcy.
Na sam koniec mała refleksja- czy Gołowkinowi należy się miejsce na tronie rankingu P4P, które kilka tygodni temu zwakował Floyd Mayweather? Dla niektórych odpowiedź jest oczywista i brzmi ona ‚tak’. Z drugiej strony mamy całkiem spore grono sceptyków boksu Kazacha, którzy są tak wybredni, że nie jestem pewien czy wygrana jednej nocy z Wardem, Kowaliowem, Władimirem Kliczką, Terminatorem, Supermanem i Son Goku wystarczyłaby, aby zmienili zdanie.

Za nami naprawdę intensywny weekend i chciałoby życzyć sobie takich więcej. Rodzi się jednak pytanie- czy nawet najbardziej zagorzali kibice wytrzymaliby tak intensywne tempo jakie narzucili Fonfara wraz z Cleverlym? Czy może jednak lepiej, że takie kumulacje trafiają się raz na kilka miesięcy?

Dodaj komentarz

Łukasz Landowski: Głażewski nie jest wyboksowany

Podczas gali Underground Boxing Show głównym wydarzeniem będzie powrót na ring po dwuletniej przerwie Krzysztofa Zimnocha. Nie będzie to jednak jedyny powrót tego wieczoru. Po dwóch bolesnych porażkach wraca również Paweł Głażewski (23-4, 5 KO), dla którego walka z Bartłomiejem Grafką (14-18, 6 KO)  jest z gatunku ‚być albo nie być’. Jak ten pojedynek widzi jego trener- Łukasz Landowski?

Druga z rzędu walka walka Pawła Głażewskiego, w której będzie trener stał w jego narożniku. Jak układa się współpraca?
Łukasz Landowski: Układa nam się bardzo dobrze! Znamy się bardzo długo, prywatnie jesteśmy kolegami. Znamy się nie tylko od strony sportowej. Chciałoby się więcej, tylko brakuje czasu.

W jakiej formie, nie tyle fizycznej, co psychicznej jest Paweł Głażewski? Dwie ostatnie walki to bolesne porażki i czy nie wpłynęły one negatywnie na jego psychikę?
ŁL: Paweł jest głodny boksu. Sam dokładnie nie wie, co było przyczyną porażki z Miszkiniem. Na pewno był gdzieś jakiś błąd w przygotowaniach. Kondycyjnie przygotowywał się w Białymstoku, gdzie wykonywał ciężką pracę. On lubi się ‚zajeżdżać’ ciężko trenując i chyba do tego stanu doprowadził. Był trochę przemęczony w tym pojedynku, co chyba było widać.

W Wieliczce zmierzy się on z Bartłomiejem Grafką, z którym miał już okazję walczyć. Jakiego pojedynku się spodziewacie? Nie ma co ukrywać, że jest to dość ciężki rywal, zwłaszcza, że Paweł jest po serii dwóch przegranych pojedynków. Nie za mocny rywal?
ŁL: Też się nad tym zastanawialiśmy. Dokładnie tak jest, co udowodnił w ostatnich pojedynkach, zwłaszcza pojedynkiem w Niemczech, gdzie na terenie wroga odniósł cenne zwycięstwo i to na punkty. Wszyscy wiemy jak wygląda tam sędziowanie. Trzeba podejmować wyzwania i Pawła stać na wygrane z dużo lepszymi zawodnikami.

Czy Głażewski jest w stanie jeszcze zaboksować o coś poważnego?
ŁL: Paweł jest głodny treningu i walki i tak naprawdę nie jest wyboksowany. Gdzieś zostały popełnione błędy w przygotowaniu fizycznym. Ja niestety, nad czym bardzo ubolewam, z Pawłem widzę się zbyt krótko. Tylko okres sparingowy razem przepracowaliśmy. Nalegałem wręcz, żeby przyjechał na dłużej, ale było to niemożliwe. On jest z Białegostoku, ja mieszkam, pracuję i trenuję w stolicy.

Bilans z Miszkiniem wynosi 1-1. Trzecia walka wchodzi w grę? Czy to już kwestie wyłącznie promotorskie?
ŁL: Bardziej kwestie promotorskie. Na pewno nikt nie naciska na to, by doprowadzić do trzeciej walki. Gdyby doszło do tej trzeciej walki, otrzymalibyśmy stuprocentową odpowiedź czy był to przypadek czy Miszkiń jest po prostu lepszy.

Czarny scenariusz- Głażewski przegrywa walkę z Grafką. Czy trener doradziłby mu w takiej sytuacji koniec kariery?
ŁL: Paweł chce trenować i chce walczyć. Nie zakładamy takiego scenariusza, ale na pewno podchodzimy do Grafki z pełnym szacunkiem, bo udowodnił on, że potrafi wygrywać z teoretycznie mocniejszymi zawodnikami od siebie.

Grafka to dobrze wam znany rywal, bo Głażewski walczył z nim w 2013 roku.
ŁL: To niewygodny i chaotyczny stylowo zawodnik i… potrafi zaskakiwać.

Oglądał trener walkę Miszkinia z Gargulą? Miszkiń właśnie po walce z Głażewskim był na fali wznoszącej i prawdopodobnie tym zwycięstwem zapewnił sobie występ na gali Polsat Boxing Night. Czy przez chorobę ‚Tomery’ ta walka wyglądała jak wyglądała?
ŁL: Dokładnie tak ja powiedziałeś. Po prostu. Nie można go w żaden sposób skomentować. W tym pojedynku nikt nie był w stanie nic ciekawego pokazać.

Czy zobaczymy lepszego Pawła Głażewskiego niż w Legionowie?
ŁL: Mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że Paweł złapie świeżość i uda mi się go ożywić. Był ewidentnie ‚zamulony’ i brakowało mu takiej cechy motorycznej jaką jest szybkość. Po prostu nie był sobą. Zawsze kojarzyłem go z ofensywnego i dynamicznego boksu, a tego mu brakowało mu w ostatnich pojedynkach.

Czy zgodzi się trener ze mną, że Paweł ma wszystko w rękach i nogach, tylko najważniejsze żeby odblokował głowę?
ŁL: To też. Teraz niezbyt wiele czasu nam zostało, ale zrobiliśmy wszystko, aby Paweł wypoczął, pobudził swoje mięśnie i żeby, przede wszystkim, poprawił dynamikę.

Powodzenia i do zobaczenia w Wieliczce!
ŁL: Pozdrawiam wszystkich sympatyków pięściarstwa. Do zobaczenia w Wieliczce!

Dodaj komentarz

Szymański o walce z Gutierrezem: Gdy czysto trafię, to go znokautuję.

 Patryk Szymański 16 października w hali UIC Pavillion stanie przed najprawdopodobniej najtrudniejszym wyzwaniem w karierze. Jego rywalem będzie Richard Gutierrez, który może nie imponuje bilansem (28-16-1, 17 KO), ale ma na koncie walki z takimi zawodnikami jak: Vanes Martirosyan, Alfredo Angulo, Gilberto Ramirez, Luis Carlos Abregu, Joshua Clottey czy Omar Chavez. Nie zwykł on przegrywać przed czasem, dlatego też jest spora szansa, że pojedynek potrwa więcej niż kilka rund i z pewnością będzie cennym doświadczeniem dla młodego pięściarza z Konina.

Forma i waga zrobione?
Patryk Szymański: Czuję się bardzo dobrze, więc forma jest. Co do wagi- zostały do zbicia ostatnie funty, ale z tym problemu większego nie ma.

 Co możesz powiedzieć na temat swojego rywala?
PS: Jest to na pewno doświadczony i twardy zawodnik.

Czy traktujesz Gutierreza jako największe wyzwanie w zawodowej karierze?
PS: Jeden z większych testów.

Ostatnie 7 pojedynków wygrałeś przed czasem. Guttierez przed czasem raczej nie przegrywa. Spodziewasz się, że Twoja szczęśliwa passa może zostać zatrzymana?
PS: Nie myślę  w ogóle o tym. Wychodzę do ringu i robię swoje, ale wiem jedno- gdy czysto trafię, na pewno go znokautuję.

Czy jesteś już po rozmowie z Panem Andrzejem Wasilewskim, który będzie teraz Cię współpromować? Wiadomo już czy kibice będą mogli Cię oglądać na polskich ringach? 
PS: Wstępne rozmowy już jakieś były, ale myślę, że dopiero po walce w Chicago usiądziemy i porozmawiamy na temat mojej przyszłości.

Jeśli miałbyś wybrać dowolnego zawodnika ze swojej kategorii wagowej, z którym chciałbyś się zmierzyć, choćby w następnej walce, to kogo byś wybrał?
PS: Nie zastanawiałem sie nad tym. Uważam, że moja kariera jest w dobrych rękach i ufam swoim promotorom oraz trenereowi i to oni wybierają dla mnie rywali tak, aby każda kolejna walka pchała mnie do góry.

 Kilka słów do fanów w Polsce i na świecie.
PS: Pozdrawiam wszystkich kibiców. Dziękuję za wywiad.

Dodaj komentarz

Ewa Brodnicka: Dam rewanż Piątkowskiej, jeśli przyzna moją wygraną.

Chyba żaden pojedynek rozgrywany na polskich ringach nie był wypromowany w taki sposób. Dwie Ewy spierały się o limit wagowych, liczbę rund, a także rękawice. Machina została skutecznie nakręcona, a w ringu działo się również sporo. Sprawy jednak nie do końca zostały w nim załatwione. Codziennie można przeczytać newsy odnośnie tej walki, które są bardzo licznie komentowane. Z EwąBrodnicką spotkałem się w miniony czwartek (01.10.2015) w centrum handlowym Arkadia w Warszawie. Oto zapis naszej rozmowy:

-Jak humor po walce?
EB: Bardzo dobrze. Dalej szampański nastrój, nawet warkoczyki sobie zostawiłam, ale jutro je zdejmuję, bo idziemy na urodziny Polsatu Sport. Weekend zapowiada się relaksujący, bo mam imprezę rodzinną. Być może w przyszłym tygodniu wyjadę na jakieś wakacje.

-Obejrzałaś już na spokojnie powtórkę walki?
EB: Tak, obejrzałam w poniedziałek powtórkę i pomimo tego, iż znałam wynik, to bardzo przeżywałam każdy cios. Oglądałam powtórkę razem ze znajomymi w restauracji Champions. Liczyliśmy również punkty. Podesłałam nawet walkę i punktację Fragomeniemu, którego powinieneś znać. Powiedział, że mam przysłowiowe ‚jaja’ i gdyby nie nokdaun, to dałby mi 4 punkty przewagi.

-A co czułaś podczas oglądania powtórki jak widziałaś siebie lądującą na deskach?
EB: Na całe szczęśćie wiedziałam jak to się później skończy. Było widać, że wszedł tam czysty cios na szczękę. Nie lubiłam tego momentu. Na pewno nie był to miły widok, ale nieważne jak się zaczyna. Ważne jak się kończy.

– A jak to wyglądało w ringu?
EB: To był mocny cios, który poczułam. Na zwolnionym tempie było widać, że miałam trochę zachwianą i złą pozycję. Gdyby ten cios był nokautujący, to miałabym bardziej błędne oczy i nogi z waty, a tego nie było. Zresztą podniosłam się i szybko się pozbierałam. Zarówno mentalnie jak i fizycznie. W narożniku miałam podobno sine usta, ale to dopiero później mi powiedzieli (śmiech).

-A jak współpraca z trenerem? Bariera językowa jest problemem?
EB: Nie mamy z tym problemu, bo dogadujemy się po angielsku.

– Wasz angielski musi być więc na naprawdę wysokim poziomie, bo minutowe przerwy między rundami to sytuacja bardzo stresowa i trzeba jasno przekazywać myśli.
EB: Rozmawiałam z nim bez problemu. Rozumiałam co mówi. Były to proste komendy. Wszystko to, co ćwiczyliśmy. Mieliśmy bardzo dobrze rozpracowaną Ewę Piątkowską, oglądaliśmy bardzo dużo jej walk, analizowaliśmy moje sparingi i podeszliśmy do walki z ułożonym planem taktycznym. Cały czas trzeba było go realizować, więc te komendy musiały być jak najbardziej zrozumiałe. Plan był też taki, że jakbym czegoś nie rozumiała, to Karolina udzieliłaby jakichś podpowiedzi. Oczywiście w trakcie walki krzyczała również jakieś swoje podpowiedzi. Jako fajną anegdotę mogę dodać, że trener przyjechał z wydrukowanymi motywującymi plakatami, które rozwiesił w szatni. Były na nich hasła: Jesteś silniejsza niż myślisz, badź silna, wierz w siebie. Trener był przygotowany perfekcyjnie. To niemiecka maszyna, o czym już zresztą mówiłam panu Kostyrze na ceremonii ważenia. On nie do końca wierzył i powtarzał: „Ewa, to tylko dwa tygodnie. Pracujesz z tym trenerem dopiero dwa tygodnie! A Ewa (Piątkowska) z trenerem Gmitrukiem sporo dłużej.” Odpowiedziałam mu, że to być może tylko dwa tygodnie, ale trener przez ten czas poświęcił mi tyle czasu. Trenowaliśmy dwa razy dziennie po dwie godziny i każda minuta była mi poświęcona. Uważam, że Ewie trener przez ten miesiąc nie poświęcił tyle czasu co mi.

-A jak będą wyglądały twoje kolejne przygotowania? Wyjedziesz znów do Niemiec, czy może trener przyjedzie do Polski?
EB: Będziemy na ten temat rozmawiać w przyszłym tygodniu. Zobaczymy jaki mamy plan i do jakiej walki będziemy się przygotowywać, bo od tego będzie zależało ułożenie przygotować. Jest taka możliwość, abym jeździła do Karsluhe. Dominick (trener) czeka na mnie z otwartymi ramionami. Najłatwiej można by to było załatwić budżetowo w taki sposób, że spałabym na miejscu w gymie i niedługo będą takie możliwości, bo hotele w Niemczech wychodzą bardzo drogo.

-Przed walką było sporo złej krwi. Po walce emocje nieco siadły- były wspólne zdjęcia i uśmiechy. Czy wszystko więc zostało załatwione, póki co, w ringu, bo mówi się już sporo o ewentualnym rewanżu?
EB: Sprawa została załatwiona póki co w ringu. Ja przed walką mówiłam, że chciałabym w niej coś udowodnić Ewie i sobie i po tym pojedynku nie mieć ze sobą już nic wspólnego. Ewa bardzo ładnie zachowała się po walce. Pogratulowała mi zwycięstwa, powiedziała, że celniej trafiałam. Powiedziała to w ringu tuż po samej walce, jak i w wywiadach. Natomiast ostatnio na jej fanpage’u widziałam post, w którym sugerowała, że walczyła na wyjeździe, była pokrzywdczona przez sędziów i tak dalej. To są jednak wymówki i tracę w tym momencie do niej szacunek. Zyskała go u mnie po walce,bo przyznała się do porażki, a później pod presją osób, które jej doradzają i wmówiły jakieś głupoty, zaczęła się wykręcać. To było tak samo jak w walce Mayweather-Pacquiao. Pacquiao po walce zaczął szukać wymówek, a Mayweather powiedział, że miał lepsze zdanie o swoim przeciwniku. Jeżeli ja przegram, to nie będę szukać wymówek.

-Został złożony protest obozu przeciwniczku w sprawie suspensorium, a także pracy sędziego ringowego, Roberta Gortata. Jakiś komentarz?
EB: Tak. Suspensorium absolutnie nie było sparingowe. Mam też zdjęcia, na których Ewa ma za wysokie suspensorium, które jest dozwolone dla kobiet. Być może u mnie jest bardziej obniżony top, natomiast suspensorium jest pożyczone od koleżanki z Niemiec, w którym walczyła o pas WBC. Jest więc zgodne z przepisami i nie było to męskie suspensorium. Wszystko było więc jak najbardziej przepisowo i jest to śmieszne. Może jeszcze okaże się, że miałam złe buty lub zły kolor stroju? A co do pracy sędziego- uważam, że na powtórkach wszystko się wyjaśniło. Ewa również klinczowała i jeżeli mi dałby ostrzeżenie za klincz, to jej powinien dać ostrzeżenie bądź odjęcie punktu za uderzenie barkiem w siódmej lub ósmej rundzie. Było by w sumie po równo.

-Ewentualny rewanż? Wszystkie karty są po twojej stronie.
EB: Mnie ten rewanż szczerze nie jest do niczego potrzebny, bo już udowodniłam, że mogę z Ewą wygrać. Gdyby doszło do rewanżu, to już na moich zasadach. Ewa mówiła, że była to dla niej walka wyjazdowa, chociaż uważam, że to dla mnie była walka jak na wyjeździe, ponieważ wszystkie warunki były układane pod nią. Ona nie chciała wejść do ringu, jeżeli nie zostałyby spełnione warunki według jej zasad. Jeżeli miałoby dojść do rewanżu, to myślę, że w nie najbliższym czasie, bo teraz mam po prostu inne cele. Chciałabym zawalczyć z innymi zawodniczkami. Nie mogę walczyć tylko w Polsce z Ewą Piątkowską. Rewanż na dystansie 10 rund i nie o pietruszkę, tylko być może o jakiś pas, w kategorii wagowej taką jak ja chcę i na pewno w rękawicach europejskich, ponieważ po zakończeniu kariery chciałabym pracować i rozwijać się, a nie rozbijać się w rękawicach z Meksyku, które są robione na zamówienie. Są może 10-uncjowe, ale przy kostkach są cieńsze. Bolały mnie ręce na rozgrzewce. Karolina Łukasik powiedziała, że w życiu takich rękawic nie miała i nigdy by ich nie założyła. Jeżeli chodzi o rękawice, to nie był problem z kolorem rękawic, tylko ja nie miałam swoich rękawic, a Ewa przyniosła swoje. Dopiero później organizator udostępnił nam te same rękawice marki Grant. Podjęłam ryzyko i ja tej walki się nie bałam, jak to powtarza Pan Wasilewski.

-Z drugiej strony gdyby nie te wszystkie zakulisowe zagrywki, to nie byłoby takiej atmosfery. Wasz pojedynek w dzień gali został przesunięty bliżej walki wieczoru.
EB: Myślę, że promocja nie musiała iść szczególnie w tym kierunku. Ona poszła tak a nie inaczej przez kaprysy Ewy i jej żądania. Pomyśl teraz, że ja bym się jednak nie zgodziła. Ewa mówiła w Puncherze, że nie wyjdzie do ringu jak nie będę ważyć tyle i tyle kilogramów. Ja musiałam cały czas ustępować i myślę, że były to dziecinne zagrywki. Równie dobrze mogłyśmy tę walkę wypromować w inny sposób, bo szczerze się nie lubimy. A te szczegóły mogły być ugadane wcześniej przez promotorów i zapisane w kontrakcie. Jeżeli dojdzie do rewanżu, to muszę mieć wszystko zapisane w kontrakcie i nie może być takich sytuacji, bo jest to nieprofesjonalne. Moim zdaniem miało mnie to wytrącić z równowagi, ale pewnym osobom się to niestety nie udało.

-A skąd pomysł z przystawieniem pięści do brody rywalki? Było to spontaniczne czy zamierzone?
EB: Nie myślałam o tym wcześniej. Dzień przed walką zamieniam się w takiego przysłowiowego zwierzaka i wyszła ze mnie sportowa agresja. Wychodzimy po to, żeby sobie coś udowodnić i się bić i stąd więc ta pięść. Nie doszło jednak do żadnych przepychanek.

-Dalsze plany na ten rok? Odpoczynek czy może jeszcze jakaś walka?
EB: Będę się widziała z promotorem, to z nim pomówię na ten temat. Wiem, że jest możliwy termin gali pod koniec roku, więc miałabym czas na przygotowanie się. Także mogłabym jeszcze zaboksować w tym roku, potrenować z Dominickiem i poprawić pewne elementy. Byłby to taki próbny start, w którym mogłabym spróbować wszystkich elementów, a na początku przyszłego roku chciałabym zaboksować o pas. W tym roku już nawet o tym nie myślę, bo stoczyłam niełatwą walkę z Piątkowską i przygotowywanie się do walki o pas pod koniec roku byłoby sporym obciążeniem psychicznym i fizycznym. Do tej walki przygotowywałam się około trzech miesięcy. Muszę dać więc sobie teraz trochę luzu.

-Przed walką z Piątkowską rozstałaś się z trenerem Drzazgowskim, co było dość nieoczekiwanym zwrotem akcji w twoich przygotowaniach. Jak układają się teraz wasze relacje? Był telefon z gratulacjami?
EB: Spotkaliśmy się po walce i pogratulował mi na żywo. Poznał także Dominicka. Musimy teraz się spotkać na spokojnie. Krzysiek obejrzał mój ostatni wywiad, w którym mówię z wdzięcznością o jego przygotowaniach fizycznych. Zadzwonił do mnie po obejrzeniu tego wywiadu i życzył mi powodzenia w walce. Mówił, że będzie na hali i trzyma kciuki, co dodało mi skrzydeł. Myślę, że nie mamy do siebie urazy i, kto wie, być może będzie dalej trenerem od przygotowania fizycznego. Byłoby to naprawdę bardzo dobre rozwiązanie.

-Polska korona zdobyta. Co dalej? Europa? Świat?
EB: Nie wiem. To już zależy od promotora. Tam jest kilka pasów i teraz trzeba wszystko logistycznie zaplanować i uderzyć w konkretny pas. Wiem, że też jest wakujący pas EBU. Nie mogę się na te tematy za bardzo wypowiadać. Są pomysły, ale muszę sobie zrobić trochę luzu, aby nacieszyć się tym zwycięstwem. Robię sobie reset, w którym myślę tylko o przyjemnościach.

-Odpisałaś już na wszystkie wiadomości z gratulacjami?
EB: Tak. Po tej walce przyszło ich chyba pięć razy więcej niż w poprzednich walkach. Wcześniej były to tylko gratulacje od płci męskiej, a teraz również pojawiły się gratulacje od dziewczyn, które piszą, że trenują rekreacujnie i jestem dla nich wzorem. Cieszy mnie, że coraz więcej kobiet śledzi mój fanpage i jest to bardzo miłe.

-Dzięki za rozmowę.
EB: Również dziękuję. Aha, jeszcze jedno mi się przypomniało. Do rewanżu dojdzie tylko wtedy, jeżeli Ewa Piątkowska i jej sztab przyznają w mediach, że ja tę walkę wygrałam. Później zaczęły się jakieś wątpliwości i wykręty. Powinni okazać mi szacunek za to, że wygrałam. Jeżeli dla nich ta walka jest na korzyść Ewy Piątkowskiej, to myślę, że w tym momencie nie mamy o czym rozmawiać.

Dodaj komentarz

Łukasz Janik: Lecę na obóz do Irlandii

Łukasz Janik (28-3, 15 KO) ostatnią walkę stoczył w maju, kiedy to w ostatniej chwili zastąpił Krzysztofa ‚Diablo’ Włodarczyka, którego dopadła choroba tuż przed rewanżową walką z Grigorijem Drozdem.  Przegrał, choć jak zawsze pokazał serce do walki i sporą ambicję. Czym aktualnie zajmuje się ‚Lucky Look’? Co sądzi o ostatniej edycji Polsat Boxing Night i walce z Cieślakiem?

-Co robi teraz Łukasz Janik? Trenuje czy odpoczywa?
Łukasz Janik: Trenuje, ale wylatuje do Irlandii teraz. We wtorek lecę do przyjaciela, który zorganizował mi tam tak jakby obóz przygotowawczy. Jadę tam troszeczkę się odciąć. Jadę też zobaczyć coś nowego. Ma on tam klub bokserski, będę mieć więc sparingpartnerów. Będzie gdzie trenować. Mam też gdzie mieszkać- mam domek nad samym morzem. Wszystko na mnie czeka i jest przygotowane. Więc jadę tam. Jeżeli będzie gala 5 grudnia i będę brany pod uwagę, to po prostu jadę się tam przygotowywać. Kończę studia, nie uda mi się jednak obronić teraz, ale ostatnie 2-3 tygodnie od 8 do 16 spędzałem na uczelni, bo chciałbym mieć magistra i to wszystko za sobą.

-Na długo planujesz wylecieć?
ŁJ: Myślę, że około dwóch miesięcy.Gdyby była gala 5 grudnia, to przed galą wrócę.

-Padło wyzwanie ze strony Michała Cieślaka na Wieliczkę. Odmówiłeś, bo jest za mało czasu na przygotowania, co jest oczywiste. Czy zaimponował ci on swoimi dwoma ostatnimi szybkimi wygranymi przed czasem?
ŁJ: Widziałem tylko ostatnią wygraną. Super mi nie zaimponował. Co to był za przeciwnik? Nie oszukujmy się. Michał uderzył dwa lewe, zanim zebrał się do prawego haka, to trochę to trwało. Jak na moją szybkość, to myślę, że będę potrafił się z nim odnaleźć w ringu. Szczerze mówiąc mi nie zaimponował. Wygrywa, ale w rekordzie ma bumów, z którymi walkę kończy szybko przed czasem. Moim zdaniem jest to dużo gorsza wersja Diablo, bo Cieślak podobnie boksuje. Z Diablo na sparingach całkiem nieźle sobie radziłem, więc wydaje mi się, że walka z nim nie będzie zbyt dużym wyzwaniem, ale zwycięstwo przybliży mnie do kolejnych lepszych walk.

-Jakie widzisz atuty w boksie Cieślaka i jak to wygląda na twoim tle?
ŁJ: Nie śledzę za bardzo jego kariery, ale Krzysiek Głowacki powiedział ostatnio, że biję mocniej od niego. Wydawało mi się, że jego atutem jest właśnie mocne uderzenie. Jest dobrze ułożony, ale nie jest wirtuozem ringu. Nie bije długich kombinacji, łatwo jest go przewidzieć. Wydaje mi się, że na mój styl boksowania to nie będzie dla mnie trudny rywal. Wiadomo, że go nie zlekceważę i przygotuję się do tej walki jak najlepiej, ale wyjdę do ring po to, żeby mu pokazać, że jeszcze nie ten czas.

– A jakbyś miał do wyboru: rewanż z Masternakiem czy walka z Cieślakiem. Co byś pierwsze wziął?
ŁJ: Pierwszą bym chyba wziął walkę z Cieślakiem, ale wszystko zależy od kwestii czasu. Ja też dawno nie boksowałem. Była to walka po dziewięciu dniach przygotowań (maj 2015, Moskwa, przyp. red.) Wolałbym więc najpierw zbić Cieślaka, a wtedy wszystko by się bardziej nakręciło i ludzie by sobie o mnie przypomnieli i łatwiej by było zaboksować z Mateuszem.

-Mamy więc nazwiska Masternaka i Cieślaka. A co z innymi polskimi cruiserami- Włodarczyku i Głowackim. Wykluczasz czy może odpowiednia oferta finansowa może zrobić swoje?
ŁJ: Ostatnio była nawet propozycja żebym zabkosował z Diablo pod koniec listopada, ale propozycja finansowa jaką dostałem była dla mnie śmieszna, bo takie same pieniądze miałem dostać za 8-rundową walkę z Cieślakiem. Nie ma co porównywać nawet Cieślaka i Diablo. Cieślaka wyjdę oklepać, a z Diablo może być różnie.

-A jak było z tym Polsat Boxing Night, bo Mateusz Borek dość ostro cię zripostował tekstem o wyczerpanych bateriach. Jak to wyglądało z twojej strony?
ŁJ: Nawet tego nie usłyszałem, bo gdybym to usłyszał, to też na pewno bym mu coś odpowiedział. Mi chodziło przede wszystkim o kasę. Zadzwonił do mnie z jakąś propozycją finansową. Powiedział ile dostanę za walkę z Cieślakiem, ja powiedziałem ile ja bym chciał za ten pojedynek i już tematu w ogóle nie było. Więc powiedziałem prawdę i jak to wyglądało, Mateusz powiedział, że mi się bateryjki skończyły. Nie wiem o co w tym chodziło? Może dlatego, że miałem chwilę takiego zastanowienia, bo nie wiedziałem czy powiedzieć konkretnie, że Polsat nie udźwignął mojej propozycji finansowej. Mateusz robi swoją robotę, jest wyszczekany. O to chyba w tym chodzi. Powiedziałem to, co myślę i zrobiłem to spokojnie i z klasą. Cieślakowi pogratulowałem przede wszystkim zwycięstwa. Nie cwaniakowałem i nie wywyższałem się. Jeśli będą odpowiednie pieniądze, to wyjdę bez najmniejszych problemów do ringu.

-Głód boksu jest? Rwiesz się do ringu?
ŁJ: Oczywiście. Tym bardziej ostatnio, tak jak mówię, nie było zbyt dużo boksu. Lekko trenowałem, bo uczelnia zabierała mi sporo czasu. Nie było również żadnych walk, więc głód boksu jest duży. Chciałbym wejść do ringu i już nie mogę się doczekać kiedy dostanę jakąś propozycję.

-Nawiązując do tematu studiów- temat twojej pracy magisterskiej?
ŁJ: Chcę napisać pracę o karierach polskich pięściarzy zawodowych. Będę pisał o kolegach i swojej karierze. Na tej podstawie będę pisał o kolegach z drużyny, którzy odnieśli jakieś większe sukcesy. Kilku z nich będę musiał wybrać. Będzie to polegało w głównym stopniu na wywiadach, które przeprowadzę. Muszę znaleźć również odpowiednie lektury poświęcone boksowi. Trochę czasu jednak jeszcze mam, bo zmieniły się przepisy. Miałem się bronić do 30 września, kiedy byłem jeszcze w trakcie zaliczania przedmiotów. Więc obrona będzie chyba przełożona na kolejny rok.

-A jak podobała ci się ostatnia gala Polsat Boxing Night? Miałeś już okazję zawalczyć na imprezie z tej serii.
ŁJ: Gala mi się średnio podobała. Szanuję Tomasza Adamka. Był wielkim pięściarzem i dał w swojej karierze mnóstwo fantastycznych walk, a w pewnym momencie był najlepszym pięściarzem w kategorii cruiser na świecie. O walce wieczoru nie ma co mówić. Było kilka walk, które można było zobaczyć… Fajne show, dużo ludzi. Wszystko dobrze nakręcone medialnie. Polsat robi to w taki sposób, że chyba coraz więcej osób na te gale przychodzi, ale ta ostatnia gala nie była chyba tak udana jak wcześniejsze. Moim zdaniem oczywiście, jeśli chodzi o sportowy punkt widzenia. Zmieniło się też to, że nie było już tylko walk polsko-polskich, tylko zaczęli przyjeżdżać zagraniczni pięściarze. Walka Rekowskiego z Aguilerą była najlepszą na całej gali.

-Dzięki za rozmowę.
ŁJ: Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Relacja z Polsat Boxing Night IV- Adamek vs Saleta

Za nami kolejna edycja Polsat Boxing Night. Edycja eksperymentalna, bowiem odstąpiono od organizacji pojedynków wyłącznie polsko-polskich, które były dotychczasową domeną gal organizowanych pod tym szyldem. Fightcard można określić mianem ‚przejściowego’- było kilka pojedynków polsko-polskich oraz Polska vs Reszta Świata.
Jak wypadł ten pomysł w praktyce? Nie ma jeszcze wyników sprzedaży przyłączy PPV. Wiadomo natomiast na pewno, że Atlas Arena dnia 26 września nie wypełniła się do ostatniego miejsca. Głównej przyczyny tego stanu rzeczy trzeba chyba szukać w walce wieczoru, ponieważ nie niosła ona takiego ładunku emocjonalnego jak na poprzednich galach z tej serii: Adamek vs Gołota, Gołota vs Saleta, Adamek vs Szpilka. Każda z tych walk miała swój podtekst i charakter sportowy, natomiast sobotni main event nie miał ani odpowiedniego kontekstu, ponieważ obaj Panowie nigdy nie mieli żadnych zatargów, ani tym bardziej nie wyzywali się do wzajemnego pojedynku. Mało tego, Adamek nawet deklarował, że nie będzie walczyć z pół-inwalidą (Saleta jest bez jednej nerki, którą oddał córce). Jednak odpowiednia oferta ze strony telewizji Polsat zrobiła swoje i pięściarz z Gilowic już po raz trzeci wystąpił na gali organizowanej przez tę telewizję.

Fightcard Polsat Boxing Night, Atlas Arena, Łódź, 26.09.2015:

Tomasz Jabłoński vs Bartosz Gołębiewski
Bokserskie zmagania w Atlas Arenie otworzył pojedynek amatorów, co jest świetną promocją powoli odradzającego się polskiego boksu olimpijskiego. Jabłoński to świeżo upieczony wicemistrz Europy, natomiast jego młodszy kolega w ostatnim Turnieju im. Feliksa Stamma zdobył srebrny medal. Kapitan drużyny Rafako Hussars Poland na ring w Łodzi trafił prosto z Niemiec, gdzie był na sparingach, które były elementem przygotowań do Mistrzostw Świata. Pojedynek miał charakter pokazowy, jednak walka mogła się podobać. Najważniejsze, że obaj zawodnicy skończyli ją bez kontuzji i mogą bezproblemowo wracać do treningów. Przy okazji mogli pokazać się szerszej publiczności. Przyjemny dla oka 3-rundowy sparing był zaledwie przystawką do kolejnych walk zawodowych, jednak obu zawodnikom należą się brawa i wypada im tylko życzyć dalszych sukcesów. Warto dodać, że obu zawodników dzieli aż 8 lat różnicy wieku.

Maciej Miszkiń vs Tomasz Gargula
Na papierze był to jeden z najlepiej zapowiadających się pojedynków z undercardu. Gargula po 11 latach odsiadki wrócił dwoma wygranymi pojedynkami, natomiast Miszkiń po zwycięstwie w Legionowie z Pawłem Głażewskim był na fali wznoszącej. Na kilka dni przed pojedynkiem atmosfera jednak wyraźnie siadła z powodu choroby ‚Tomery’- nastąpił powrót anemii. Na konferencji przed walką Miszkiń postawił sprawę jasno: spytał prosto w twarz pięściarza z Nowego Sącza czy ten na pewno chce walczyć. Wkradł się również wątek polityczny, ponieważ Handsome stwierdził, że Gargula jest jego rodakiem i nie jest jego wrogiem jak syryjski uchodźca. Takie słowa mogły wywołać oburzenie wśród osób przeczulonych na punkcie poprawności politycznej. Skupmy się jednak na wydarzeniach ringowych- od samego początku Miszkiń narzucił swój rytm oraz styl rywalowi. Koniec nastąpił w czwartej odsłonie i był on nieco kuriozalny. Pięściarz z Sokółki ulokował na głowie rywala kilka mocnych uderzeń. Na to wszystko zareagował sędzia, który wpadł między zawodników. Nie przerwał on jednak walki, a zaczął liczyć Gargulę. Gdy wyliczył go do 8 i spytał czy ten chce kontynuować pojedynek, na co pięściarz oczywiście odpowiedział twierdząco, walka została przerwana. Gdy oglądałem to na żywo, wydawało mi się, że przerwanie było przedwczesne i niesłuszne. Po obejrzeniu powtórek na spokojnie w domu muszę przyznać się do błędu- walka powinna być zastopowana w momencie, kiedy Miszkiń zdecydowanie przyparł rywala do przysłowiowego muru. Sędzia Zwoliński zastosował zasadę liczenia na stojąco, która podczas tej gali nie obowiązywała. Jak później się okazało, nie był to jego pierwszy błąd tego wieczora…

Kamil Szeremeta vs Patrick Mendy
O tym pojedynku z całą pewnością można było powiedzieć jedno- na 99,99% skończy się on na punkty, ponieważ obaj pięściarze mają łącznie zaledwie 2 nokauty. Mendy mógł być kojarzony przez polskich kibiców- niecały rok temu podczas gali w Białymstoku wypunktował Roberta Świerzbińskiego. Szeremeta miał więc znakomitą okazję, aby pomścić krajana. Pojedynek nie należał do najbardziej atrakcyjnych dla oka- był szarpany i toczony w niezbyt porywającym tempie. Jednak w tej chaotycznej potyczce więcej celnych ciosów wyprowadził Szeremeta i to on zasłużenie wygrał na punkty. Pojedynek z takim niewygodnym rywalem jak Mendy to z pewnością cenne doświadczenie, a sam Kamil w wywiadzie po walce przyznał, że była to chyba jego najtrudniejsza walka. Warto dodać, że był to drugi pojedynek stoczony w ciągu miesiąca przez pięściarza promowanego przez Tomasza Babilońskiego. Teraz czas na krótki odpoczynek, a potem? Możliwy jest ponowny wyjazd do Stanów, gdzie przygotowywał się na pojedynek z Jackiewiczem i wielu kibicom, obserwatorom i ekspertom Szeremeta w tej walce zaimponował przygotowaniem.

Dariusz Sęk vs Pedro Otas
Rywalem pięsciarza z Tarnowa pierwotnie miał być Cornelius White- uznana marka w wadze półciężkiej. Bokserowi z Ameryki jednak odwidział się występ w Polsce (jak później się okazało, nie tylko jemu). Na zastępstwo wybrano więc pochodzącego z Brazylii Pedro Otasa, który co prawda bilans miał bardzo dobry (29-2, 25 KO), to jednak trudno w nim było doszukać się wygranych z wartościowymi rywalami. Dwie porażki w rekordzie to ‚robota’ Makabu i Jacksona Juniora. Jednak to pięściarz trenowany przez Andrzeja Gmitruka cały czas był zdecydowanym faworytem w tej potyczce. Wynik 100-90 na wszystkich trzech kartach sędziów punktowych chyba mówi sam za siebie. Dobrze, że taki pięściarz jak Darek mógł zaprezentowaś się na imprezie tak dużego formatu. Moim zdaniem to jeden z najbardziej niedocenianych polskich pięściarzy.

Michał Cieślak vs Shawn Cox
Pojedynek, który musiał skończyć się przed czasem. Polscy kibice już nieraz mogli przekonać się jak mocno bije pięściarz z Radomia- wystarczy chociażby przypomnieć sobie demolkę jaką zafundował Rosbergowi w Międzyzdrojach czy Binkowskiemum w Legionowie. Pięściarz z Barbadosu imponował bilansem wygranych przed czasem- aż 17 z 18 pojedynków wygranych pojedynków kończył przed czasem. Snajper ma czym uderzyć, ale też niestety nie ma na co przyjąć-5 z 6 przegranych pojedynków kończył na deskach.
Pojedynek ten okazał się być kolejną ekspresową wygraną pięsciarza z Radomia. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że Cieślak ostatnio dłużej udziela wywiadów po walce niż przebywa w ringu. Tuż po walce zaprosił on ‚do tańca’ w Wieliczce Łukasza Janika. Ten jednak z propozycji nie skorzystał, tłumacząc się zbyt krótkim czasem na przygotowania. Cieślak vs Janik na następnej edycji Polsat Boxing Night? Jak najbardziej! Pierwsze podwaliny pod ten pojedynek zostały położone w sobotni wieczór.

Ewa Brodnicka vs Ewa Piątkowska
Pojedynek o koronę polskiego kobiecego boksu zawodowego. Balon został napompowany do granic możliwości. Byliśmy świadkami konfliktów o każdy możliwy aspekt- ilość rund, limit wagowy, kolejność wychodzenia do ringu, a nawet rękawice (spór zwieńczony w piątek późnym wieczorem, o którego końcu zadecydował… rzut monetą)
Pod koniec pierwszej rundy Piątkowska mocnym lewym sierpem posłała rywalkę na deski. Wydawało się wtedy, że będzie to początek jej dominacji. Tak jednak się nie stało. Brodnicka w dalszych rundach była aktywniejsza i ostatecznie wygrała decyzją większości, chociaż trzeba przyznać, że walka była bardzo bliska. Myślicie, że wszelkie sprawy zostały załatwione w ringu? Nic bardziej mylnego! Obóz Piątkowskiej złożył protest w sprawie walki- są zastrzeżenia do pracy sędziego ringowego (Roberta Gortata) oraz zbyt wysoko umiejscowionego suspensorium u pięściarski grupy Tymex Boxing Promotion.
Rewanż? Niewykluczony… Póki co korona dla Brodnickiej!

Marcin Rekowski vs Nagy Aguilera
Rex pierwotnie miał zmierzyć się z Cedriciem Boswellem, co w momencie ogłoszenia tego pojedynku wprawiło w osłupienie wielu kibiców, ponieważ Amerykanin nie boksował od… 4 lat! Walka ostatecznie jednak nie została zakontraktowana z powodu nagłej zmiany żądań finansowych byłego pretendenta do pasa WBA Regular. Ściągnięto więc znanego polskim kibicom Nagy’ego Aguilerę- byłego rywala Tomasza Adamka, a także sparingpartnera Artura Szpilki. Walka od samego początku mogła się podobać- dobry lewy prosty pięściarza z Dominikany, mocne ciosy sierpowe Polaka. Zastanawiam się czy jest sens w ogóle przekazywać słownie, co działo się w ringu, ponieważ czegoś takiego jeszcze w życiu na żywo z bliska nie widziałem! Nokaut dosłownie wisiał w powietrzu w każdej sekundzie walki, natomiast ostatnie kilkanaście sekund ostatniej rundy oglądałem z rękoma założonymi na głowę. Po raz kolejny tego wieczoru nie popisał się sędzia Zwoliński. Kto jeszcze tej walki nie widział, niech prędko nadrabia zaległości! Moim zdaniem to murowany kandydat do zwycięstwa w kategorii ‚walka roku na polskim ringu’. Minęło już kilka dni, a ja wciąż mam przed oczami Karolinę Owczarz i Artuta Łukaszewskiego, obok których stałem podczas ostatniej rundy. Szok, niedowierzanie, ogromne zdumienie- podejrzewam, że takie miny miała większość kibiców oglądających ten pojedynek, czy to w hali, czy przed telewizorem. Warto dodać, że Rekowski ten pojedynek prowadził na punkty. Do zwycięstwa brakło dosłownie dwóch sekund. Rewanż? Pytanie retoryczne.

Tomasz Adamek vs Przemysław Saleta
Od samego momentu ogłoszenia tego pojedynku nie budził on w kibicach większych emocji. Zdecydowanym faworytem był Adamek, a większość kibiców typowała rundę, w której skończy się walka. Każdy inny scenariusz byłby sensacją. Dla Górala walka ta miała być swojego rodzaju weryfikacją. Profesjonalny obóz przygotowawczy przygotowany przez Mateusza Borka miał z niego wycisnąć to, co najlepsze. Tajną bronią miał być Jakub Chycki- specjalista od przygotowania fizycznego, który miał za zadanie wykrzesać z byłego mistrza świata dwóch kategorii wagowych dawną iskrę. Z początku miała to być walka pożegnalna, jednak Tomek z upływem miesięcy chyba ponownie uwierzył w to, że jest jeszcze w stanie coś zwojować w wadze ciężkiej. „Jestem szybki,wygram z każdym” powtarzane w kazdym wywiadzie wywoływało u niektórych co prawda ironiczny uśmiech, ale sam zainteresowany naprawdę głęboko w to wierzy. Z całym jednak szacunkiem do osoby Przemysława Salety- czy 47-letni bokser (wyjątkiem mógłby być jedynie legendarny Bernard Hopkins) może być jakimkolwiek testerem i wyznacznikiem formy? Pytanie retoryczne. Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości w tej kwestii, to zostały one rozwiane wraz z pierwszym gongiem. Adamek od samego początku był wyraźnie szybszy i był dla Salety znikającym punktem. Dobrze funkcjonowała firmowa broń Górala- lewy prosty. Większych zastrzeżeń nie można było mieć do pracy nóg. Różnica klas była wyraźna i kwestią otwartą pozostawał jedynie fakt, w której rundzie walka się skończy. Saleta nie wyszedł do 6. rundy, a powodem przerwania pojedynku była kontuzja barku.
Miała to być pożegnalna walka Tomasza Adamka, jednak ten w trakcie przygotowań, które profesjonalnie zorganizował Mateusz Borek, chyba ponownie uwierzył w siebie i dalej chce coś zwojować w wadze ciężkiej. Pytań rodzi się jednak sporo. Czy Saleta był odpowiednim wyznacznikiem formy Adamka? Jak logistycznie zostanie rozegrania kwestia kolejnego obozu przygotowawczego? I najważniejsze- czy wrócił faktycznie ‚stary’ Adamek czy też walki ze Szpilką i Głazkowem pokazały, że jego gwiazda nieco już przyblakła? Odpowiedzi na te wszystkie pytania powinniśmy poznać w ciągu najbliższych kilku tygodni/miesięcy. Jedno jest jednak pewne- niemal na pewno zobaczymy jeszcze wojownika z Gilowic w ringu.

Wszystkie pojedynki sobotniej gali można zobaczyć  na stronie ipla.tv

Tradycyjna porcja materiałów audio i video:

20150926_183544 20150926_191452 20150926_180959

DSC00031

DSC00054 DSC00033

DSC00063DSC0005820150926_233228 20150926_231126 20150926_205350 20150926_201823 20150927_010424

DSC00029

DSC00039 DSC00042

20150926_205141DSC00072

20150927_022711
Czwarta odsłona Polsat Boxing Night z całą pewnością nie dostarczyła tylu emocji i niespodzianek co edycja ostatnia (Adamek-Szpilka), jednak nie można powiedzieć, że w Atlas Arenie nie działo się nic. Było trochę emocji i niespodzianek. Formuła ewoluuje i wielu kibiców, dziennikarzy, a także zawodników jest ciekawych zestawień na kolejnej edycji. A ta podobno już na wiosnę i ma być jedną z dwóch odsłon Polsat Boxing Night jakie planuje telewizja Polsat na rok 2016.

Dodaj komentarz

Andrzej Sołdra: Jak wszystko dobrze pójdzie, to wrócę zimą na ring.

Andrzej Sołdra w zeszłym roku odniósł bardzo cenne zwycięstwo, kiedy to podczas gali Polsat Boxing Night miał być jedynie przystawką dla Dawida Kosteckiego, który wracał na ring po wizycie w zakładzie karnym. Skazywany na porażkę pięściarz z Nowego Sącza pokazał niesamowity charakter i po zaciętej walce wygrał minimalnie na punkty. Jednak powrót na ring podczas tegorocznej gali w Legionowie okazał się koszmarny. Szybka porażka przed czasem, w dodatku okupiona bardzo groźnym złamaniem nogi. O tym jak wygląda rehabilitacja, powrót do formy oraz planowany termin powrotu na ring dowiecie się z lektury niniejszego wywiadu:

-Jak zdrowie? Jak noga? Jak to wygląda na dzisiaj?
Andrzej Sołdra: Na ten moment przechodzę rehabilitację. Jestem po usunięciu całego zespolenia- wszystkich siedmiu śrub. Po pierwsze przeszkadzały one w nodze, a po drugie miałem pecha, bo już zacząłem jakieś treningi, coraz lepiej szło mi w bieganiu i jedna ze śrub się złamała i chcąc nie chcąc trzeba było przyspieszyć usunięcie wszystkich śrub. Jestem cztery tygodnie po zabiegu. Pech był taki, że oprócz złamania trzeba było rozwiercić dziurę w kości i spowodowało to cofnięcie postępów. Co zrobić? Widocznie tak musiało być… Teraz rehabilituję nogę cały czas i mam nadzieję, że będzie lepiej.

-Jakie konkretnie wykonujesz ćwiczenia rehabilitacyjne?
AS: Wszystko, co tylko związane z nogą. Masaże, kriozabiegi, jakieś pola magnetyczne,  lasery. Ćwiczę razem z masażystami, żeby te mięśnie się wzmacniały, bo noga była znieruchomiona i osłabiona. Rozciągane jest również ścięgno Achillesa i cała stopa. Mozolna i ciężka rehabilitacja.

-Rozmawiałeś już z lekarzami na temat powrotu do treningów typowo boskerskich?
AS: Zobaczymy. Teraz będę miał następną wizytę i lekarz powie mi czy te dziury po śrubach i rozwierceniu nogi w jakimś stopniu już się zarosły. To będzie piąty tydzień jak będę na wizycie. Jeżeli będą jakoś zarośnięte, to wtedy lekarz podejmie decyzję. Myślę, że będzie dobrze. Lekarz zna moją sytuację i wie, że pierwotnie miałem wracać na ring w październiku, ale niestety nie powiodło się ze względu na złamanie tej śruby. Teraz po prostu czekam… I mam nadzieję, że będzie dobrze.

-Jak ty, jako sportowiec, bokser radzisz sobie z tym, że nie możesz normalnie trenować i chcąc nie chcąc, musisz siedzieć na miejscu?
AS: Teraz już trochę pogodziłem się z tym, że jestem lub byłem od innych uzależniony. Po samym złamaniu chodziłem o kulach i była to tragedia i szlag mnie trafiał! To był dla mnie koniec świata. Psychicznie byłem rozbity. Nie mogłem sam niczego zrobić- musiałem za każdym razem kogoś prosić. To niesamowita katorga. Zresztą nie tylko dla mnie jako sportowca- człowieka, który jest w ciągłym ruchu. Dla normalnego człowieka, który pracuje czy robi coś innego to również wielka katastrofa. Jesteś unieruchomiony i uzależniony od innych, bo samemu praktycznie nie zrobisz nic.

-A jak wygląda u ciebie teraz sprawa z wagą? Ważysz się czasem i kontrolujesz sprawę?
AS: Tak, tak. Ważę w granicach 80 kilogramów. Nigdy nie miałem z tym większych problemów. Nie mam tak, że nawet jak się nie ruszam, to ta waga mi idzie mocno w górę. Ostatnio jak się ważyłem to wyszło chyba niecałe 80 kilogramów. Tragedii nie ma.

-Wróćmy do tego pechowego Legionowa… 2 lata temu remis z Grafką, w tym roku porażka i bolesne złamanie. Czy chciałbyś tam jeszcze zaboksować w myśl zasady ‚do trzech razy sztuka’ czy wolałbyś jednak nie kusić losu?
AS: (śmiech) To trudne pytanie, bo to promotor decyduje o tym gdzie i kiedy walczę. Ja za bardzo nie mam  w tej sprawie wyboru. Ciężko mi powiedzieć. Było tak jak było i teraz nie mam co do tego wracać. Muszę się z tym po prostu pogodzić. Co mogę powiedzieć? Pewnie, że szkoda tego wszystkiego  i stało się tak, a nie inaczej. Co zrobić? Życie…

-Dzięki za rozmowę. Życzę ci zdrowia! A po głosie słychać, że optymizm jest.
AS: Jest coraz lepiej, bo nawet niedawno rozmawialiśmy z Tomkiem Babilońskim i jak wszystko dobrze pójdzie, to wrócę zimą na ring. Zobaczymy co przyniosą najbliższe dni i co powie lekarz. Jeśli wszystko będzie dobrze, to zaczynam ostrą pracę!

Dodaj komentarz

Relacja z gali Egoo Seaside Boxing Show VII

Już po raz siódmy wielki boks, za sprawą Tomasza Babilońskiego, zawitał do nadmorskiego kurortu w Międzyzdrojach. Grupy Konspol Babilon Promotion oraz Sferis Knockout Promotion  jak zawsze przygotowały ciekawą kartę walk i publiczność zgromadzona w amfiteatrze mogła obejrzeć kilka naprawdę ciekawych pojedynków.

Gargula, Szeremeta, Cieślak- oni wystąpią już za niecały miesiąc na Polsat Boxing Night, dlatego to właśnie na nich najbardziej była skupiona uwaga kibiców, komentatorów oraz ich promotorów. Przede wszystkim chodziło o zakończenie pojedynków bez poważniejszej kontuzji, która mogłaby mocno utrudnić przygotowania do kolejnej walki lub wręcz ją uniemożliwić. Na szczęście wszyscy trzej pewnie wygrali swoje pojedynki, nie dając zrobić przy tym sobie większej krzywdy.
Zdecydowanie największe wrażenie zrobił główny bohater wieczoru. Bombardier z Radomia potrzebował niecałych dwóch minut(!) , aby znokautować Jarno Rosberga. Początkiem końca były dwa silne uderzenia na korpus, po których Fin ledwo się podniósł. Cieślak nie zwykł marnować takich okazji- po wznowieniu walki włączył tryb ‚berserkera’ i ponownie posłał rywala na deski. Ten nie miał sił wstać, a sędzia ringowy przerwał pojedynek. Miał być trudny test z niewygodnym i doświadczonym rywalem, a wszystko skończyło się już w pierwszej odsłonie…
Gargula i Szeremeta pewnie wygrali swoje pojedynki na punkty. Fajerwerków nie było, chociaż w walce ‚Tomery’ z Sebastianem Skrzypczyńskim kilka razy byliśmy świadkami efektownych wymian. Najważniejsze są jednak pewne punktowe wygrane oraz brak poważniejszych kontuzji. Jest to jednak usprawiedliwione zbliżającą się galą Polsat Boxing Night, która dla całej trójki może okazać się imprezą przełomową. Cieślak zmierzy się wtedy z Shawnem Coxem (18-6, 17 KO), Szeremeta skrzyżuje rękawice z Patrickiem Mendy (16-8, 1 KO), natomiast Gargula stanie w szranki z Maciejem Miszkiniem (17-3, 4 KO). Do tej gali z pewnością będziemy jeszcze wracać i analizować poszczególne pojedynki.
Pięściarze udali się na zasłużony krótki wypoczynek, a po niej wracają do pracy na podkręconych obrotach. Ich pojedynki już 26 września w Atlas Arenie w Łodzi!

Gwoli formalności:
Kamil Szeremeta vs Arthur Hermann: 99-93, 99-91, 97-93
Tomasz Gargula vs Sebastian Skrzypczyński: 59-54, 58-55, 60-53
Artem Karpets vs Łukasz Janik: 3x 60-54
Piotr Gudel vs Marc Vidal: 75-76, 76-76, 77-76
Tomasz Król vs Jacek Wyleżoł: 57-57, 56-58, 55-59

http://www.polsatsport.pl/Film/Piotr-Gudel—Marc-Vidal-Skrot-Walki_6325461/index.html

http://www.polsatsport.pl/Film/Tomasz-Gargula—Sebastian-Skrzypczynski-Skrot-Walki_6325460/index.html

http://www.polsatsport.pl/Wiadomosc/ga/Gala-W-Miedzyzdrojach-Cieslak-Rosberg-Zobacz-Nokaut/index.html

Wizyty w Międzyzdrojach z pewnością dobrze nie będą wspominać Tomasz Król oraz Hiszpan Marc Vidal. O ile w przypadku tego pierwszego wynik walki z Jackiem Wyleżołem mógł pójść w obie strony, to w drugim rzecz trzeba nazwać po imieniu- remis w tej walce był rozbojem i rabunkiem.
Swoją drogą to kolejny już Hiszpan, który z bardzo dobrej strony zaprezentował się na polskich ringach. W październiku w Dzierżoniowie Kamilowi Łaszczykowi wysoko poprzeczkę zawiesił Sergio ‚Sugar’ Romero. Vidal zawiesił ją Gudelowi jeszcze wyżej. Szkoda takich wyników, bo niszczą one ten sport. A jeszcze nie tak dawno narzekaliśmy na skandaliczny werdykt w walce Masternak-Muller…

Media społecznościowe jak zawsze nie zawiodły i udało się zamienić parę słów z dwoma przyjezdnymi zawodnikami. Oto zapis naszych rozmów:

Wywiad z Arthurem Hermannem.

-Co możesz powiedzieć o swoim przeciwniku- jego mocnych i słabych stronach?
Jest silny i wysportowany. Przyjął kilka mocnych ciosów. Jego ręce były trochę wolne, ale nadrabiał to świetnym timingiem oraz dokładnością. To dobry zawodnik i życzę mu szczęścia w przyszłości. Może nasze ścieżki jeszcze się skrzyżują.

-Wydawało się, że w 6. rundzie zostałeś uratowany przez gong… Jak to wyglądało z Twojej strony?
Zostałem złapany na tylnej nodze w narożniku i zasypany gradem ciosów. Żaden z nich nie zrobił mi krzywdy, ale ciężko było odpowiedzieć. Byłbym rozczarowany, gdyby sędzia to przerwał. Nie byłem zamroczony, zostałem jedynie uwięziony w niekorzystnej dla mnie sytuacji. Kamil zadał dużo ciosów w trakcie walki, ale nigdy mnie nie zranił.

-Druga walka z Polakiem i druga porażka… Nie masz szczęścia do polskich pięściarzy?

Na to wygląda. 16 wygranych i 2 porażki, obie z Waszymi zawodnikami. Byliśmy traktowani bardzo dobrze. Macie piękny kraj i czekamy na trzeci raz. Oby okazał się tym razem szczęśliwy.

-Twoje wrażenia odnośnie Polski? Co najbardziej Ci się podobało?

Traktowano nas bardzo dobrze. Nigdy tak dobrze się nie czuliśmy jako przyjezdni. Wszystko było sprawiedliwe. Kamil zawalczył bardzo dobrze i zasłużył na zwycięstwo. Byliśmy tu jednak w pracy, a nie dla rozrywki. Jesteśmy szczęśliwi i chcielibyśmy szczególnie podziękować Danielowi Bartłomowiczowi, który dotrzymał każdej złożonej obietnicy i sprawił, że strona biznesowa była naprawdę bardzo łatwa.

-Co chciałbyś powiedzieć polskim kibicom?
Macie bardzo dobrego zawodnika. Myślę, że daliśmy dobrą walkę i Wam się podobała.

-Chciałbyś jeszcze kiedyś odwiedzić Polskę?
Oczywiście, ale następnym razem tu wygram!

Wywiad z Marciem Vidalem.

-Jak czujesz się po walce?
Czuję się dobrze i jestem zadowolony z pracy jaką wykonałem. Niestety werdykt był niesprawiedliwy.

-Czy widziałeś powtórkę walki w telewizji lub Internecie?
Jedynie urywki.

-Co powiesz na temat swojego rywala?
To silny przeciwnik i zna się na boksie.

-Wrażenia z wizyty w Polsce?
Wszystko co widziałem było ładne!

-Wiadomość dla kibiców z Polski?
Ludzie mówili, że wygrałem ten pojedynek. Dziękuję wszystkim za gratulacje i miłe słowa po walce.

-Co powiesz na rewanż?
Biorę to pod uwagę, ale wszystko zależy od moich managerów. Jestem bokserem i lubię walczyć. Czuję się wygranym sobotniego pojedynku. Miło by było, gdyby tym razem sędziowie byli bardziej sprawiedliwi.

Na fanpage’u na Facebooku trwa konkurs, w którym można wygrać biografię braci Kliczko wzbogaconą o kilka autografów znanych postaci związanych z polskim boksem.

Podczas gali tuż przed walką wieczoru oddano hołd tragicznie zmarłemu Arielowi Krasnopolskiemu. Kibicom nie trzeba przypominać jego niesamowitej ringowej wojny, jaką stoczył z Krzysztofem Cieślakiem w 2013 roku w Legionowie. Z pewnością wielu z nas często do niej wraca… Spoczywaj w spokoju, Mistrzu!

Na sam koniec tradycyjnie porcja zdjęć,materiałów video oraz trochę ciekawostek:

20150822_223541

Ring girls.

Andrzej Gmitruk i Janusz Pindera oglądają powtórkę efektownego nokautu Cieślaka.

Rękawice Kamila Szeremety.

Rękawice Kamila Szeremety.

Piotrek Gudel przed walką był w bardzo dobrym humorze. Po niej już niekoniecznie...

Piotrek Gudel przed walką był w bardzo dobrym humorze. Po niej już niekoniecznie…

Gość specjalny gali- świeżo upieczony mistrz WBO!

Gość specjalny gali- świeżo upieczony mistrz WBO!

Tomasz Babiloński oraz Krzysztof Głowacki podpisują konkursową książkę.

Tomasz Babiloński oraz Krzysztof Głowacki podpisują konkursową książkę.

Pełen entuzjazm przed walką ;)

Pełen entuzjazm przed walką 😉

Od lewej: Krzysztof Włodarczyk, Krzysztof Głowacki, Tomasz Babiloński, Pan w czerwonym :), Daniel Bartłomowicz.

Od lewej: Krzysztof Włodarczyk, Krzysztof Głowacki, Tomasz Babiloński, Pan w czerwonym :), Daniel Bartłomowicz.

Jarno Rosberg gotowy do wyjścia na ring...

Jarno Rosberg gotowy do wyjścia na ring…

Przyszły mistrz?

Przyszły mistrz świata?

Pas Międzynarodowego Mistrza Polski trafił na biodra Michała Cieślaka!

Pas Międzynarodowego Mistrza Polski trafił na biodra Michała Cieślaka!

Było zaje*iście, chociaż nasze miny wcale tego nie oddają :)

Było zaje*iście, chociaż nasze miny wcale tego nie oddają 🙂

Świetny materiał od chłopaków z To Jest Boks!

Trochę na luzie 🙂

Więcej filmów na kanale topboxing.pl na YouTube.

Garść ciekawostek zza kulis:
-Rozmawiałem z Jerzym Galarą- jednym z trenerów Andrzeja Sołdry, który podczas kwietniowej gali w Legionowie doznał poważnego złamania nogi. Pięściarzowi niedawno wyjęto specjalne opaski, które trzymały pękniętą kość. Andrzej rwie się do treningu i kolejnej walki, jednak trenerzy muszą tonować jego entuzjazm… Życzymy zdrowia i szybkiego powrotu do pełni formy!
-Tomasz Babiloński zdradził, że w przyszłym roku planuje jeszcze więcej ciekawych eventów, jednak nic więcej nie chciał powiedzieć, co jest chyba oczywiste.  Spytany o Sashę Sidorenko, odpowiedział, że  daje sobie spokój z kobiecym boksem, natomiast na pytanie o Michała Chudeckiego (Panowie kilka miesięcy temu rozstali się w dość przykrych i nie do końca jasnych okolicznościach) jego riposta była krótka: „Chudy? Nie znam człowieka. Nie ma tematu.”
Gala jak zwykle nie zawiodła, a Seaside Boxing Show chyba powoli staje się równie wielką atrakcją Międzyzdrojów jak Promenada Gwiazd. Najlepszym tego dowodem było olbrzymie zainteresowanie biletami.  Tuż przed galą wyemitowano wejściówki na miejca stojące w cenie 100(!) zł. Chętnych jednak nie brakowało.

Chciałbym podziękować wszystkim organizatorom za fachową i profesjonalną realizację eventu, zawodnikom (szczególnie pozdrowienia dla Tomka Króla, z którym miałem okazję bardzo fajnie porozmawiać i usłyszeć kilka ciepłych słów pod swoim adresem) za emocjonujące walki i zdrowie zostawione w ringu, a także kolegom po fachu. Miło było znów się zobaczyć i wspólnie działać. Do zobaczenia za rok nad pięknym polskim morzem!

Dodaj komentarz

Patryk Szymański przed walką z Louishommem

Patryk Szymański (13-0, 8 KO) to jeden z najciekawiej zapowiadających się polskich pięściarzy młodego pokolenia. 22-letni pięściarz z Konina kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, a ostatnio notuje długą serię wygranych przed czasem. Już 11 lipca odbędzie się jego kolejny pojedynek, a jego rywalem będzie Maurice Louishomme (8-2-1, 4 KO). Zawodnik grupy Global Boxing USA jest zdecydowanym faworytem tego starcia. Wszyscy jego kibice liczą na efektowne zwycięstwo  oraz coraz mocniejszych rywali w przyszłości. Patryk znalazł chwilę czasu na rozmowę. Oto jej zapis:

-Co wiesz o swoim rywalu? Analizowałeś już jego mocne i słabe strony?
PS: Oglądałem jego jedna walkę. Jest to na pewno lepszy rywal niż ostatni (Youri Estrella przyp. red.) co mnie bardzo cieszy. Uważam, że z lepszym rywalem i ja lepiej się zaprezentuję, a na tym mi zależy.

-Jak forma i obóz? Nad czym pracowałeś?
PS: Obóz był bardzo dobry. Z trenerem zaczęliśmy się wreszcie rozumieć praktycznie bez słów. Poznał mój organizm i wie jakie obciążenia na mnie najlepiej działają.

-Czy upał na Florydzie nie przeszkadza w treningach, chociażby bieganiu?
PS: Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia i dostosowania godzin treningu. bBiegam wcześnie rano, gdy słońce dopiero wschodzi. Wiadomo, temperatura jest dosyć wysoka, ale nie ma jeszcze takiej gorączki.

-Czy po walce udajesz się na wakacyjny odpoczynek czy też wracasz do ciężkich treningów?
PS: Po walce będzie krotki odpoczynek.

-Czy są jakieś plany Twojej walki w Polsce?
PS: Plany są, ale co z tego wyjdzie- zobaczymy w przyszłości. Nie chcę na razie nic zapeszać. Ja osobiście chciałbym bardzo zaboksować w Polsce. Życzymy więc powodzenia!

11053387_10205171420219281_7153539033323693496_n

Od lewej: Artur Szpilka, Patryk Szymański, Andrzej Fonfara. Fot. Przemek Garczarczyk

Dodaj komentarz

Walka stulecia: typują eksperci

Pacquiao kontra Mayweather. Ta walka od kilu lat rozpalała emocje we wszystkich kibicach pięściarstwa w każdym zakątku świata. Filipiński bóg wojny kontra amerykański geniusz defensywy. Dwa odmienne style, dwóch wielkich bokserów, z całą pewnością przyszli członkowie Galerii Sław, rekordowe gaże, burzliwe negocjacje, trenerzy pewni tego, że ich podopieczny skopie tyłek rywala… O tej walce zostało napisane i powiedziane już praktycznie chyba wszystko. Pojedynek anonsowany jako walka stulecia wymaga stosownego podejścia, przygotowania i nakręcenia atmosfery. Jak typują ludzie związani z pięściarskim środowiskiem z Polski i zza granicy?

Michał Cieślak (pięściarz wagi cruiser) :  Chciałbym żeby wygrał Manny, ale wygra Floyd. Tak 70/30 dla niego. Jeśli wygra, to na punkty.

Sergio Romero (niedawny rywal Kamila Łaszczyka) : Myślę, że będziemy widzieli dynamicznego Pacquiao w pierwszych 4 rundach, który może wpędzić Floyda w tarapaty i wtedy może on odnieść zwycięstwo. W drugiej połowie walki widzę jak Mayweather zaczyna przełamywać Filipińczyka czystymi ciosami. W takim wypadku Floyd wygra na punkty. Aczkolwiek chciałbym zwycięstwa Pac-Mana.

Rico Hoye (pięściarz wagi cruiser, były rywal Łukasza Janika) : To klasyczne zestawienie stylów. Szybkość, praca nóg i agresja  Manny’ego kontra atletyzm, kondycja oraz bystrość Floyda. Stawiam na Mayweathera, ponieważ jest niepokonany i nie zna smaku porażki. Myślę, że doświadczenie faworyzuje Pacquiao.

Ewa Brodnicka (międzynarodowa mistrzyni Polski wagi super lekkiej) : Według mnie walkę stulecia wygra Floyd Mayweather. Prezentuje nadal mimo wieku świetną pracę nóg i niesamowitą defensywę. Manny Pacquiao łatwo skóry nie sprzeda i będzie próbował od samego początku narzucić tempo i mocno atakować. Gdyby do walki doszło 5 lat temu, kiedy Pacquiao był w szczytowej formie, jeszcze przed nokautem z Juanem Manuelem Marquezem, to dawałabym mu większe szanse na pokonanie Mayweathera. Myślę, że walka potrwa na pełnym dystansie i nie zabraknie emocji.

Łukasz Rajewski (zawodnik MMA, Ankos Zapasy Poznań) : Bardzo lubię jednego i drugiego. Każdy z nich ma swój unikalny styl, ale myślę, że szybkość Pacquiao nie wystarczy do pokonania Floyda, który jest równie szybki, ale też mądrzejszy w ringu.

Bartosz Grzelak (serwis Boks Polski) : W walce Mayweather-Pacquiao co innego podpowiada mi rozum, a co innego serce. Rozum mówi, że zwycięży Floyd, natomiast gdzieś po cichu z drugiej strony głowy kłębi się myśl, że to jednak będzie wieczór Pacmana. Za Floydem przemawia świetna defensywa, natomiast spodziewam się, że będzie to pojedynek rozstrzygnięty na punkty i zadecyduje bardziej aktywna postawa Filipińczyka. Obaj pięściarze są już raczej bliżsi końca karier, dorobili się sławy i pieniędzy, więc stawiam na wyrównaną walkę i minimalną wygraną na punkty Pacquiao, która zdecydowanie szeroko otworzyłaby wrota do niezapowiadanego na ten moment rewanżu.

Mariusz Kołodziej (szef grupy Global Boxing) : Tak jak zawsze to jest boks i wygra lepszy. Moim faworytem jest Amerykanin z uwagi na to jak inteligentnie prowadzona jest jego kariera (nie pomijając umiejętności i talentu).

Kamil Zieliński (trener, DKB Dzierżoniów) : Mam dziwne wrażenie, że walka zdecydowanie za późno została dogadana. 2-3 lata wstecz emocji by nie brakowało. Teraz wydaje mi się, że będzie do jednej bramki, oczywiście na korzyść Mayweathera. Marquez zakończył Pacmana. W statystykach wypada dalej dobrze, niby jest lepszy, ale to już nie to samo. Mayweathera boks nigdy naprawdę mi się nie podobał, bo zamiast typowej wojny wprowadził coś, co ogarnąłem później- nauczenie się przeciwnika na pamięć, rozpracowanie go, dostosowanie się, uniki na milimetry, nie zadawanie niepotrzebnych ciosów, jak trafiać, to celnie, poruszanie się w ringu, oszukanie przeciwnika na każdym kroku- coś, czym zdominuje w tej walce. Pytanie jak zachowa się Pacman jak zostanie naruszony. Czy to będzie definitywny koniec Manny’ego ? Zobaczymy już niedługo.

Kacper Lipski (SplinterBoxing) : Nie odczuwam jakichś specjalnych emocji przed tą walką, ponieważ dla mnie jest to pojedynek z bardzo wyraźnym faworytem w osobie Floyda Mayweathera. Kilka lat temu można by się zastanawiać, dzisiaj szanse to 70 do 30 dla „Moneya”. Mayweather wygra wysoko na punkty.

Travis Walker (pięściarz wagi ciężkiej, były rywal Tomasza Adamka i Mariusza Wacha) : Mayweather. Jego nie da się pobić. Pacquiao obniżył loty jako pięściarz. Myślę, że KO z Marquezem naprawdę go zraniło. Ale to boks. Wszystko może się zdarzyć.

Damian Wrzesiński (pięściarz wagi lekkiej) : Bardziej lubię styl Pacquiao, bo walczy odważnie i widowiskowo. Maywether mało ryzykuje i walczy zachowawczo. Bedze to walka dwóch rożnych na wysokim poziomie stylów- ofensywny z defensywnym. Wygra lepiej przygotowany na ten dzień oraz ten z lepszym szczęściem. Jestem za Pacquiao.

Sebastian Drewnicki (portal TylkoBoks) :  Serce mówi Pacquiao, rozum podpowiada Mayweather. Zapowiada się bardzo ciekawy pojedynek. Czy Money znajdzie sposób na ciągłą presję Pacmana? Mayweather po wyrównanym pojedynku – mój typ.

Sasun Karapetyan (pięściarz wagi super półśredniej) : Myślę, że Freddie Roach ustalił idealny plan taktyczny na tę walkę i na początku Floyd będzie miał spore problemy. Wydaje mi się jednak, że z rundy na rundę Money będzie wybijał Pacmana z rytmu i wejdzie w swój własny i wypunktuje go.

Borys Mańkowski (mistrz wagi półśredniej federacji KSW) : Zawsze myśląc o tej walce bylem za Pacquiao,  ale z racji tego ze Chudy znalazł się w obozie Floyda, to jestem za Mayweatherem!

Krzysztof Szot (pięściarz wagi półśredniej) : Pacquaio na punkty lub przed czasem w 11 rundzie. Będzie szybszy.

KamilSzeremeta (pięściarz wagi średniej) : Chciałbym, aby wygrał Pacquiao, lecz raczej wygra Mayweather na punkty. To jest jego gala, sędziowie będą przychylniejsi Floydowi. Pacquiao musi znokautowac Floyda, ale to będzie bardzo trudne,gdyż jak wiadomo Mayweather ma zaje***tą obronę.

Michał Leśniak (pięściarz wagi super lekkiej ) : Mayweather.

Marek Matyja ( pięściarz wagi półciężkiej) : Uważam, że zwycięzcą walki zostanie Mayweather, ponieważ jest dokładniejszym zawodnikiem, potrafi bardzo dobrze regulować rytm walki, a u Pacquiao po walce z Marquezem widać już brak podejmowania ryzyka w wymianach. Posiada dalej szybkie ręce i pracę nóg, co może dać ciekawą walkę.

Mariusz Grabowski (szef grupy Tymex Boxing Promotion) : Moim zdaniem faworytem jest Mayweather. Powinien spokojnie sobie poradzić. Pacquiao popełnia błędy w ataku i nie nokautuje jak kiedyś ,więc to wszystko przemawia za wygraną Mayweathera.

Michał Syrowatka (pięściarz wagi półśredniej ) : Moim typem na walkę jest Mayweather. Jest bardzo niewygodny, mądry w swoim boksie i wykorzystuje nawet najmniejszy błąd przeciwnika. Aczkolwiek bardzo kibicuję Pacquiao i trzymam za niego właśnie kciuki.

Michał Chudecki (pięściarz wagi lekkiej, sparingpartner Mayweathera) : Mój typ na walkę to zwycięstwo Floyda Mayweather Jr. jednogłośną decyzja na punkty. Na pewno PacMan napsuje dużo krwi Floydowi, walka bedzie ekscytująca, w szczególności w pierwszej połowie, ale myślę, że Mayweather później dostosuje się do stylu Pacquiao i po prostu go oszuka i przechytrzy, ponieważ Floyd to bardzo inteligentnie i mądrze boksujący pięściarz. Myślę, że mocna bronią Mistrza będzie jego prawa ręka, która bije naprawdę precyzyjnie i z czasem Pac-man może się nadziać na którąś z kontr…

Przemek Garczarczyk (dziennikarz, korespondent FightNews) : Mayweather, wyraźnie na punkty. Style robią walkę. Duża liczba ciosów Pacmana, to idealny styl znakomitego w kontrze Floyda.

Andrzej Kostyra (komentator Polsatu Sport): Rozum mówi Mayweather, serce Pacquiao. Jeśli występuje bokser niepokonany, to zawsze trzeba mu dać przywilej bycia faworytem. Walka rozgrywa się na jego terenie w Las Vegas. Po trzecie, Pacquiao od czasu porażki przez nokaut z Marquezem już nie jest tym samym pięściarzem. Mayweather ma lepsze warunki fizyczne- jest wyższy i ma lepszy zasięg ramion. On nie przechodził od wagi muszej tak jak Manny. Jego marsz w górę był krótszy i ta waga jest dla niego bardziej naturalna. Moje serce jest za Pacquiao, bo bardziej cenię ludzi skromnych, a nie pyszłka, który obnosi się ze swoim bogactwem i damskiego boksera, bo przecież siedział w więzieniu za przemoc domową.

Rowland Bryant (pięściarz wagi półciężkiej, były rywal Pawła Głażewskiego) : Nie mam faworyta w tej ławce. Chcę po prostu zobaczyć dobrą walkę. Pacquiao szanuję za skromność. Został znokautowany dwa razy i wracał silniejszy. Mayweather nigdy nie przegrał i ma dobry team biznesowy i za to go podziwiam.

Mirosław Brózio (sędzia bokserski) : Z uwagi, iż mam przyjaciół w Stanach i na Filipinach, nie kibicuję żadnemu, niech zwycięży lepszy. Reasumując dokonania obu pięściarzy wychodzi mi 60: 40 dla Floyda /pkt/ – jest Amerykaninem, pojedynek w Stanach, nie przegrał na zawodostwie, nigdy na deskach z wielkimi zawodnikami (Cotto, Alvarez, Ortiz, Maidana itp.) Jest zawodnikiem kompletnym, bardzo mocna psychika, lepsze warunki fizyczne, boks Manny’ego będzie mu odpowiadał. Czekamy na ten wielki pojedynek.

Dodaj komentarz

Gorączka sobotniej nocy: Kto na kacu? Kto pijany ze szczęścia?

Za nami bez wątpienia jedna z najlepszych bokserskich sobót w historii. A to za sprawą kumulacji  niezwykle emocjonujących gal, z czego dwóch szczególnie ważnych dla polskiego kibica. Emocji nie brakowało, spore grono osób (w tym ja) w ogóle nie kładło się spać, aby załapać chociaż godzinę snu przed obejrzeniem pojedynków zza Oceanu. Jak to po sobotniej imprezie bywa- częstą dolegliwością jest powszechnie nielubiany kac. A taki dolegał z pewnością kilku pięściarzom po sobotnich walkach. Jednak niektórzy budzili się w niedzielny poranek pijani… ze szczęścia. Ale po kolei:

 Legionowo
Polskie Las Vegas ponownie nie zawiodło. Głównie za sprawą dwóch głównych pojedynków wieczoru przed którymi było naprawdę sporo złej krwi. Ogórek, nocnik, burak, Al Capone w dresach- trzeba przyznać, że to dość niecodzienny zestaw, ale takich gadżetów i pseudonimów nie szczędzili sobie przed walką Jackiewicz i Szeremeta. W ringu emocji nie zabrakło, chociaż po kibice po wymianach takich ‚uprzejmości’ spodziewali się czegoś więcej. ‚Wojownik’ zapowiadał, że naj*bie młodszemu koledze, jednak od pierwszego gongu był dość bierny w swoich poczynaniach. Szeremeta górował nad nim przede wszystkim fizycznie i konsekwentnie realizował swój plan taktyczny na ten pojedynek. Po walce obaj pięściarze powiedzieli o sobie parę miłych słów, co docenili kibice, nie szczędząc obu zawodnikom gromkich braw za sportowe zachowanie.
W kolejnym pojedynku, który był wielkim rewanżem za zeszłoroczną batalię, notabene w tym samym miejscu, było również sporo złej krwi. Głównie za sprawą Pawła Głażewskiego, który czasami wręcz poniżej pasa atakował Maćka Miszkinia. Zraził on tym samym do siebie sporą grupę kibiców. Buc, burak, tępak- takimi epitetami widzowie określali postawę Głaza. I mieli do tego pełne prawo. Walka najdobitniej udowodniła prawdziwość twierdzenia „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem” czy też „Kto dużo gada, ten mało robi”. ‚Handsome’ on pierwszego gongu ruszył na rywala niczym tur. Konsekwentnie uderzał lewym hakiem na wątrobie- ciosie, który w grudniu ubiegłego roku znokautował Głażewskiego w zaledwie kilkadziesiąt sekund. Miszkiń od pierwszego gongu narzucił swój styl walki i po prostu stłamsił rywala. W rywalizacji mamy więc remis i niemal oczywistym wydaje się, że powinna odbyć się trzecia potyczka, która wyłoniła by pięściarza bezsprzecznie lepszego w tej trylogii. Jest jednak kilka ‚ale’: Maciej zapowiedział zejście do kategorii super średniej i ‚wywołuje do tablicy’ Opalacha, Starbałę i Sołdrę. Z tym ostatnim może być problem, bo przegrał walkę w kiepskim stylu, a do tego doznał złamania nogi. Sołdry w ringu już raczej w tym roku nie ujrzymy. Kolejną sprawą jest fakt, że Głażewski wydaje się być zagubiony, a dwie porażki z rzędu w, delikatnie mówiąc, kiepskim stylu na pewno wpłyną w znaczny sposób na jego psychikę.
Oglądając walkę wieczoru, mimo sporej odległości do pierwszych rzędów, widziałem bardzo dobrze zmartwioną minę Tomasza Babilońskiego. Trudno się temu dziwić- jego dwóch czołowych pięściarzy (Głażewski i Sołdra) przegrali swoje pojedynki i na dłuższy czas wypadną z obiegu. Na osłodę zostały wygrane Szeremety oraz debiutantów zza wschodniej granicy (Sasza Sidorenko i Artem Karpetsa). To chyba jednak troszeczkę za mało…

20150418_183718

20150418_212908

Zimnoch, Sulęcki, Cieślak

 

 

20150418_225625

20150418_234548

20150419_000358

20150419_000524

 

11160435_10206628402574621_624296793_n

Od lewej: topboxing.pl, Porozmawiajmy o boksie, TylkoBoks

11174973_1573848252891232_4508838602657993381_n

Łukasz ‚Lucky Look’ Janik

11065952_1573848956224495_672343273075656248_n

Maciej ‚Striczu’ Sulęcki

20150419_011414

 

Wywiady z głównymi bohaterami gali (Paweł Głażewski odmówił komentarza po walce)

 

Verona
Lucas Matthysse vs Rusłan Prowodnikow. Te dwa nazwiska na papierze gwarantowały starcie, które z miejsca było kandydatem do walki roku. I nie zawiedli! 12 emocjonujących rund, soczyste wymiany, zero kalkulacji. Obaj wymienili prawie 1800 ciosów (Matthysse- 1034, Prowodnikow- 755). Na temat tej walki nie ma sensu dłużej się rozpisywać. Ją po prostu trzeba obejrzeć! Obu pięściarzom na pewno w niedzielny poranek szumiało w głowie. Po tylu ‚bombach’ jest to naturalną koleją rzeczy…


10425097_464041873749375_364350321363204276_n

Twarz Prowodnikowa jest najlepszym dowodem tego jak wiele działo się w ringu.

11151025_1574107969531927_2241246534233363021_n

Piękny obrazek-pięściarze dziękują sobie za 12 rund ostrego mordobicia.

11170366_464302327056663_7454688924216041307_n

Pięść Matthysse potwierdza- Prowodnikow ma niezwykle twardą głowę!

 

Chicago
Warto było wytrwać do rana! Chociaż łatwo nie było, ale dzięki napojom energetycznym czy kawie było to zadanie znacznie łatwiejsze. Fonfara w tej walce faworytem nie był. Jednak od pierwszego gongu sceptycznie nastawieni do niego kibice czy też eksperci musieli szybko cofać swoje słowa. Polski książę bił celniej i, przede wszystkim, mocniej. Kulminacyjnym momentem walki była 9. runda i potężny lewy sierp, który ‚posadził’ meksykańskiego wojownika na deski. Do kolejnej rundy już nie doszło- Chavez został w narożniku. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że uchroniło to go przed ciężkim nokautem. Przed Fonfarą otwierają się teraz zupełnie nowe perspektywy- pokonał on przede wszystkim zawodnika ze znanym nazwiskiem, a efektowna wygrana przed czasem poszła w świat. Za pojedynek z Juniorem dostał stosunkowo niewiele, bo ‚zaledwie’ 400 tysięcy dolarów. Dla porównania- na czeku Chaveza widniała suma około 6 razy wyższa. Jedno jest pewne- przed Fonfarą otwiera się wiele drzwi i może on liczyć na wiele interesujących ofert. Zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.

Andrzej Fonfara jako pierwszy posłał Chaveza Juniora na deski.

Andrzej Fonfara jako pierwszy posłał Chaveza Juniora na deski.

 

Lewy sierp- świetna broń na mańkuta. A Fonfara z takim jednym zatargi ma…

 

To była bokserska sobota, jakiej dawno nie mieliśmy i długo mieć nie będziemy! Będziemy ją jeszcze wielokrotnie w ciągu najbliższych miesięcy wspominać. Co niektórzy mają po niej wciąż kaca, są też dalej pijani ze szczęścia. I nie mam w tym wypadku na myśli napojów wyskokowych, tylko stan emocjonalny. I właśnie na tym polega piękno tego sportu.
PS. A kto z bohaterów w jakim stanie wstał w niedzielny poranek można się tylko domyślać…

Dodaj komentarz

Święta Boksu!

Przed nami chyba najbardziej emocjonująca pięściarska sobota ostatnich kilku lat! Jednego wieczoru i tej samej nocy czeka nas bowiem kilka niezwykle zapowiadających się gal. Natomiast w kolejnych tygodniach czeka nas emocjonujące starcie w wadze ciężkiej oraz absolutny hit- walka o miano najlepszego pięściarza globu, o której marzyli wszyscy kibice szermierki na pięści od dobrych kilku lat. Ale po kolei…

Sobota, 18 kwietnia

Wojak Boxing Night, Legionowo (Polsat Sport, godzina 20.00, Polsat otwarty 00.05)
11150229_1572127186396672_4736947967825872923_n
Polskie Las Vegas! Gala, która anonsowana jest jako ‚NEVER STEP BACK’ (nigdy się nie cofaj) moim zdaniem powinna nosić nazwę ‚BAD BLOOD’ (zła krew). Dlaczego? Każdy, kto śledzi chociaż trochę pięściarskie wydarzenia z polskiego podwórka wie, że bohaterowie dwóch głównych walk wieczoru, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą.

Paweł Głażewski vs Maciej Miszkiń
Walka rewanżowa. Obaj bokserzy spotkali się niemal równo rok temu, kiedy to po zaciętym 8-rundowym boju minimalne lepszy okazał się ‚Głaz’. Werdykt sędziowski spolaryzował jednak opinie kibiców i ekspertów, dlatego drugi pojedynek był kwestią czasu. Dla Głażewskiego będzie to powrót po bolesnej i ekspresowej porażce z Jurgenem Braehmerem. Miszkiń w ostatnim pojedynku na styczniowej gali w Toruniu wygrał, chociaż nie zachwycił. Porażka dla jednego lub drugiego będzie sporym utrudnieniem w dalszej karierze. W stawce pojedynku będzie pas WBC Baltic, którego zdobycie z miejsca gwarantuje miejsce w czołowej piętnastce rankingu tejże federacji. Wydaje mi się, że większa presja będzie na Głażewskim, który chciałby przede wszystkim zamazać fatalne wrażenie po blamażu w wyjazdowej walce o pas WBA. Miszkiń  z kolei podchodzi do pojedynku równie ambicjonalnie- chce  udowodnić, że wynik pierwszej walki był dla niego krzywdzący i z pewnością w sobotni wieczór zrobi wszystko, aby w rewanżu być pięściarzem lepszym. Jego ewentualna wygrana oznaczałaby oczywisty scenariusz- moglibyśmy spodziewać się trzeciej walki i dopełnienia trylogii.
Typ na walkę: Ponowne punktowe zwycięstwo Głażewskiego. Chociaż nie ukrywam, że mocno kibicuję Miszkinowi, bo zachowania Pawła Głażewskiego przed tą walką wskazują, że przydałby mu się ponownie kubeł zimnej wody wylanej na głowę.

W narożniku Polsatu: Głażewski-Miszkiń
http://www.ipla.tv/W-narozniku-polsatu-pawel-glazewski-maciej-miszkin/vod-6237232#/r-32

Spojrzenie Miszkina wyraża więcej niż 1000 słów.

Spojrzenie Miszkina wyraża więcej niż 1000 słów.

Głażewski vs Miszkiń I
http://www.ipla.tv/Pawel-glazewski-maciej-miszkin/vod-5934067#/r-5

Jackiewicz vs Szeremeta
Młodzieniec kontra rutyniarz, młody wilczek kontra przebiegły stary lis. Takich określeń można by wymienić jeszcze z kilkanaście. Do walki tej przymierzano się już kilkukrotnie, jednak z różnych względów nie dochodziła ona do skutku. Starszy z pięściarzy zapowiada, że jest w niesamowitej formie, natomiast młodszy formę tę szlifował przez kilka tygodni za Oceanem. Jackiewicz mówi wprost- najebię mu! Szeremeta ripostuje, że wszystko zweryfikuje ring. Jedno jest pewne- byłoby obrazą dla kibiców jeśli po wymianie tylu ‚uprzejmości’ obaj panowie się kolokwialnie mówiąc ‚wystrzelali’, a w ringu mielibyśmy jeden wielki niewypał. W słownych przepychankach z pewnością zdecydowanie lepszy jest Jackiewicz. Jego bezczelność, arogancja, zarozumialstwo oraz chamstwo są po prostu nie do podrobienia. I piszę tu o tych cechach w pozytywnym kontekście. Takiego drugiego jak Rafał szybko nie będzie. Możliwe, że nigdy.
Typ na walkę: Jeśli walka potrwa pełen dystans, to pięściarzem przychylniej ocenianym przez sędziów będzie z pewnością młodszy z nich, z którym wiązane są jakieś nadzieje przez jego promotora Tomasza Babilońskiego. Jackiewicz nie ukrywa, że walczy, bo ‚hajs się zgadza’ i to jest od kilku pojedynków jego główną motywacją. Wyzywać nikogo nie będzie, a jeśli pojawi się kolejna dobra finansowa oferta, to z pewnością uważnie się jej przyjrzy.

W narożniku Polsatu: Jackiewicz-Szeremeta
http://www.ipla.tv/W-narozniku-polsatu-rafal-jackiewicz-kamil-szereme/vod-6237226#/r-32

Gala w Liverpoolu (Polsat Sport Extra, godzina 21.00)
Derry Mathews vs Tony Luis.
W stawce pas WBA Interim wagi lekkiej.
Można przełączać w przerwach gali w Legionowie 😉

Andrzej Fonfara vs Julio Cesar Chavez Junior (TVP 1, godzina 3.20)
11138171_955227107828909_5813781951945036157_n

Dla polskiego kibica to z pewnością najważniejsza walka weekendu. ‚Polski Książe’ zmierzy się z rywalem, który ma przede wszystkim nazwisko. Walka odbędzie się w umownym limicie 172  funtów, a w stawce będzie specjalny na tę okazję przygotowany pas federacji WBC. Wygrana Polaka otworzy przed nim wiele drzwi, w tym przede wszystkim te wymarzone- rewanż z Adonisem Stevensonem. Skazywany na pożarcie Fonfara wytrwał pełen dystans z królem nokautu, a nawet posłał go na deski.
Fonfara w tym momencie to prawdopodobnie najlepszy polski pięściarz bez podziału na kategorie wagowe. Występ w publicznej telewizji powinien podnieść jego popularność. Bo po ewentualnej wygranej z Meksykaninem jest pewne, że jego akcje gwałtownie pójdą w górę.

Typ na walkę: Bądźmy szczerzy- Fonfarze będzie niezwykle trudno wygrać ten pojedynek na punkty. Jedyną szansą na zwycięstwo wydaje się zakończenie pojedynku przed czasem. Andrzej ma czym przyłożyć, ale trzeba pamiętać, że Chavez to jedna z najtwardszych szczęk w tym biznesie. Sercem za wygraną przez nokaut Fonfary, rozum podpowiada punktowe zwycięstwo Meksykanina…

O taki pas powalczą w sobotę Fonfara i Chavez.

O taki pas powalczą w sobotę Fonfara i Chavez.

Lucas Matthysse – Ruslan Prowodnikow (Polsat Sport Extra, godzina 3.00)

11147586_881298835266096_4217317120780940062_n
Na papierze to starcie to murowany faworyt do walki roku. Najlepszym dowodem na poparcie tej tezy jest fakt, że obaj pięściarze w dwóch poprzednich latach według wielu kibiców oraz ekspertów stoczyli najbardziej widowiskowe ringowe wojny- 2013 (Prowodnikow-Bradley) oraz 2014 (Matthysse-Molina). Były dramatyczne zwroty akcji, knockdowny, krew oraz ostra bitka do ostatniego gongu lub momentu przerwania walki. Starcie w ringu takich zawodników jak Matthysse i Prowodnikow może oznaczać tylko jedno- prawdziwą burzę z piorunami! Nieprzypadkowo zresztą noszą oni przydomki The Machine (Argentyńczyk) oraz The Syberian Rocky (Rosjanin). Matthysse jest pięściarzem lepszym technicznie, a także z mocniejszym uderzeniem. Obaj mają niesamowite serce do walki i boksują często na instynkcie. Minimalnym faworytem bukmacherów jest bombardier z Ameryki Południowej. Nie ma wątpliwości- tu szykuje się prawdziwa jatka.
Typ na walkę: Lucas Matthysse KO 10 runda

Matthysse vs Molina highlights:

Bradley vs Provodnikow highlights:


Terence Crawford vs Thomas Dulorme (Polsat Sport News, godzina 2.00)

crawford-dulorme (4)

Pojedynek, którego stawką będzie tytuł WBO w kategorii super lekkiej (140 funtów). Dla Crawforda będzie to debiut w tym limicie. I jako debiutant jest z pewnością faworytem tej potyczki. Dzięki wygranym z Burnsem, Gamboą oraz Beltranem zapewnił sobie miejsce wśród najlepszych pięściarzy zeszłego roku. Teraz przeszedł do wyższej kategorii, której podbój zapowiada. Jedno jest pewne- mocno obsadzona kategoria zyskała nowego poważnego gracza!
Typ na walkę: Crawford PTS (118-110)

25 kwietnia, Madison Square Garden, Wladimir Klitschko vs Bryant Jennings (Polsat Sport)

Wladimir Klitschko v Bryant Jennings - Press Conference
Wielki powrót króla wagi ciężkiej za Ocean. Wladimir z pewnością będzie chciał pokazać krytykom swojego boksu, którzy zarzucają mu nudny i asekuracyjny styl, że są w błędzie i będzie dążył do jak najszybszego i jak najefektowniejszego zakończenia pojedynku. A zadaniem wcale łatwym to nie będzie, bo Jennings to solidny zawodnik, a do tego świetny atleta z bardzo szczelną gardą. Jednak wszystskie asy w rękawie ma Mistrz- warunki fizyczne, siła ciosu oraz ringowe doświadczenie.
Typ na walkę: Wladimir Klitschko KO 6 runda

2 maja, MGM Grand, Floyd Mayweather vs Manny Pacquiao (TVP)

pobrane

Pojedynek ten można by określić wisienką na torcie. Trzeba jednak przyznać, że wisienką trochę zgniłą, Obaj pięściarze najlepsze lata mają już za sobą. Pojedynek ten był najbardziej pożądany 4-5 lat temu, kiedy obaj byli w swoim prime. Dziś obaj panowie mają odpowiednio 38 (Money) oraz 36 lat (Pac-Man). Walka ta jednak mimo swojego niewątpliwego opóźnienia przejdzie do historii ze względu na rekordowe gaże oraz zyski. Mówi się o 120 milionach dolarów dla Amerykanina oraz 80 milionach dla Filipińczyka. Zyski według wstępnych szacunków mają wynieść ponad 400 milionów ‚zielonych’. Swoje siły połączą konkurencyjne stacje Showtime i HBO. Cena pakietu PPV (zapłać aby obejrzeć) wynosi około 100 dolarów. Spodziewany jest absolutny rekord wykupionych transmisji w tym systemie (ponad 3 miliony). Od tych wszystkich cyferek przeciętnemu Kowalskiemu aż kręci się w głowie. Nie musi się on jednak obawiać o uszczuplenie swojego portfela- w Polsce transmisję przeprowadzi TVP i nie przewidywane są żadne dodatkowe opłaty związane z tym wydarzeniem. Walkę tę można podsumować znanym powiedzeniem- „lepiej późno niż wcale”.
Typ na walkę: Floyd Mayweather na punkty (116-112)

Krótko mówiąc- czekają nas 3 niezwykle emocjonujące weekendy! Obecność przed telewizorami OBOWIĄZKOWA!

Dodaj komentarz

Wrzesiński o powrocie do Polski: Mam nadzieję, że będę mógł utrzymywać się z boksu.

Damian Wrzesiński (7-0, 4 KO) wraca na stałe do Polski! Zawodnik grupy Tymex Boxing Promotion po kilkunastu miesiącach pobytu w odległej Norwegii, gdzie łączył pracę na budowie z treningami bokserskimi postanowił wrócić do ojczyzny. Związane jest to ze współpracą z nowym trenerem, a także nadzieją na coraz lepsze walki, a co za tym idzie- lepsze pieniądze. Najbliższa okazją do zobaczenia ‚Wrzosa’ w akcji będzie w czerwcu na kolejnej gali grupy Pana Mariusza Grabowskiego.

 

-Skąd decyzja o powrocie do Polski i jakie czynniki na niej głównie zaważyły?
DW: Po każdej walce cały czas mi czegoś brakuje. Mam niedosyt, wiem że mogę lepiej boksować. Tylko po czterech indywidualnych treningach z trenerem Polcynem wiem, że on może mi pomóc się rozwinąć, dlatego postanawiam wrócić.

-Gdzie będziesz trenował i mieszkał? Czy będziesz dalej łączył pracę z treningami?
DW: Mieszkać będę na początek w Poznaniu lub lub jego okolicach. Jesteśmy w trakcie szukania miejsca. Trenować będę z Polcynem. Chcę skupić się głownie na boksie, dorywczo pójdę na zbieranie jagód (śmiech).

-Kiedy możemy spodziewać się Twojej kolejnej walki? Czy masz już może jakieś konkretne nazwiska na swoim celowniku?
DW: 19 czerwca planowana jest  kolejna walka na gali mojego promotora Mariusza Grabowskiego, może z udziałem Mariusza Wacha. Nazwiska mojego rywala jeszcze nie znam, to zależy od mojego promotora.

-Jak ręka? Czy po wypadku doszła już do 100% sprawności?
DW: Do pełnego czucia potrzebuje około roku, ale nie przeszkadza mi to w treningu, przynajmniej bólu nie czuję.

-Jakie są Twoje główne oczekiwania związane z powrotem do ojczyzny?
DW: Mam głównie nadzieję, że będę robił dobre, mocno zauważalne postępy w boksie, a przy tym pokonywał z łatwością każdego rywala i ostatecznie mógł utrzymać z tego tytułu rodzinę, tak aby żyło nam się ze spokojem i na dobrym poziomie.

Dodaj komentarz

Szymański przed najbliższą walką- Estrella to doświadczony i twardy zawodnik

Już 26 marca swój kolejny zawodowy pojedynek stoczy Patryk Szymański (12-0, 7 KO). Rywalem młodego pięściarza grupy Global Boxing będzie twardy i doświadczony Yoryi Estrella (11-9-2, 8 KO). Czy trzynastka okaże się szczęśliwa dla boksera z Konina? Nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki i liczyć, że podtrzyma on swoją passę zwycięstw przed czasem! O treningach za Oceanem, planach na przyszłość, a także ewentualnych walkach polsko-polskich porozmawialiśmy przez telefon, a oto zapis rozmowy:

-Pierwsza sprawa- przygotowania. Gdzie i z kim trenowałeś do zbliżającej się walki?
PS: Przygotowywałem się przez 8 tygodni z trenerem Chico Rivasem na Florydzie. Wcześniej pracowałem nad siłą i wytrzymałością z trenerem od przygotowania fizycznego w Polsce. Po ostatniej walce nie miałem za dużo przerwy, więc podtrzymywałem formę i przyleciałem w dobrej dyspozycji. Trener był z tego bardzo zadowolony i skupiliśmy się na przygotowaniach stricte bokserskich

-Co wiesz o swoim rywalu?
PS: Na pewno jest doświadczony i to jest jego wielkim atutem. To twardy zawodnik i nie pada od byle ciosów. Walczył z naprawdę dobrymi bokserami i te walki kończyły się na punkty. Ma doświadczenie w walkach z klasowymi rywalami, bo walczył między innymi z Randallem Bailey, z którym miałem okazję sparować tutaj w gymie i mogę powiedzieć, że jest to świetny zawodnik. Wiem, że nie mogę go zlekceważyć, bo może być to naprawdę ciężki pojedynek  jeślibym przyjął z nim walkę, bo on szuka wymiany.

-Masz już przygotowanie jakieś konkretne akcje i taktykę na ten pojedynek?
PS: Tak, pracowaliśmy nad nimi z trenerem praktycznie od początku przygotowań. Rywala poznałem praktycznie w pierwszy dzień przygotowań, więc wiedziałem z kim się zmierzę. Tak samo on będzie przygotowany do tej walki. Pracowałem cały obóz pod kątem tego rywala i mam przygotowanych parę akcji, które mam nadzieję, że sprawdzą się w ringu.

-Z tego co mi wiadomo, to był albo wciąż na obozie u ciebie także jest Kamil Łaszczyk. To chyba fajna sprawa potrenować z kolegą z grupy, a także rodakiem.
PS: Wiadomo, że tak. Nie mieszkamy razem, ale widujemy się na sali. Zawsze można z kimś po polsku zamienić parę słów.

-Sporo osób w Polsce chciałoby znów zobaczyć cię na krajowych ringach. Rozmawiałeś już może z promotorem na temat planów na najbliższe miesiące i czy obejmują może one również Polskę?
PS: Są jakieś plany walki w Polsce, ale na pewno nie tak w bliskiej przyszłości jakiej bym chciał. Wszystko zależy od tego jak moja kariera w Stanach będzie się rozwijała. Mam zaplanowane już dwie walki- tą i następną. Jednak to jest boks i wszystko może się zmienić. Myślę jednak o najbliższej walce i skupiam się na rywalu. A co dalej będzie, to się okaże. Po każdej walce siadamy z promotorem i rozmawiamy o przyszłości po danym pojedynku.

-Śledzę twoją karierę praktycznie od samego początku. Pojawiało się wtedy wiele komentarzy typu ‚Szymański zdolny chłopak, dobra technika, ale w rękawicy wata.’ W tamtym roku zanotowałeś 4 zwycięstwa, wszystkie przed czasem. Skąd przyszła ta siła? Z wiekiem czy też to może efekt specjalistycznego treningu?
PS: Myślę, że z wiekiem, ale też spędziłem dużo czasu na siłowni. Współpracuję z trenerem od przygotowania fizycznego- Krzysztofem Kozłowskim. Kiedy jestem w Polsce, to robimy treningi wspólnie. Czuwa nad moimi przygotowaniami, w miarę możliwości rozpisuje mi treningi. Wspólnie dużo planujemy i rozmawiamy. Rozpocząłem z nim współpracę przed walką w Międzyzdrojach (sierpień 2013) i od tamtej pory ta współpraca świetnie się układa. Cały czas udoskonalamy nasz trening i ja czuję tego efekty- jestem silniejszy, a wszystko się zgrywa. Z trenerem od boksu również rozmawiam i mówię mu, co robię na treningach siłowych i tak dalej. Mam nadzieję, że to wszystko zbierze się w całość i efekty będą jeszcze lepsze.

-Czy rozważasz przejście do wyższej kategorii czy nie masz problemów ze zrobieniem limitu 154 funtów?
PS: Zacząłem współpracę z, moim zdaniem, najlepszymi dietetyczkami w Polsce z jakimi do tej pory się spotkałem. Współpracuję z firmą MedFood- Pauliną i Emilią. Są to naprawdę profesjonalne dziewczyny i bardzo pomagają w robieniu wagi i żadnym problemem nie będzie dla mnie utrzymanie limitu wagi junior średniej.

-Ostatnio modnym tematem stały się pojedynki polsko-polskie. Chciałbyś się w takiej formule spróbować czy twój pomysł na karierę jest inny? Kierunek Ameryka czy też może jest na polskim podwórku ktoś z kim mógłbyś się zmierzyć?
PS: Powiem tak- nie widzę za bardzo dla siebie rywala w Polsce. Walka z każdym z nich byłaby dla mnie krokiem w tył. Jedynym bokserem, z którym walka mogłaby mi coś dać to Damian Jonak, jednak wydaje mi się, że ma on inne plany. Ja też mam jakąś swoją drogę, ale jeśli pojawiłaby się jakaś propozycja, to na pewno byśmy usiedli z promotorami i poważnie rozważyli taki pojedynek.

Dodaj komentarz

Relacja z gali w Lubinie, 14.03.2015

Za nami kolejna tegoroczna już gala boksu zawodowego. Tym razem współpracujące grupy Tymex Boxing Promotion oraz Global Boxing zorganizowały imprezę w Lubinie, na nowo wybudowanej hali RCS. Umiejętnie dobrana karta walk, a także nowoczesny obiekt sprawiło, że hala była niemal zapełniona do ostatniego miejsca. Dopisała również widownia przed telewizorami- Mateusz Borek na Twitterze podał informację, że galę obejrzało około 450 tysięcy osób. Wynik całkiem przyzwoity biorąc pod uwagę, że sobotni wieczór to naprawdę gorący czas antenowy.
Oto krótki zapis każdego z pojedynków:

Robert Milewicz vs Gordan Glisić
Można by powiedzieć, że był to powrót weterana. Mistrz Polski z 1993 to zawodnik miejscowy, więc był to miły niuans dla mieszkańców Lubina. Walka miała jednostronny przebieg, więc punktacja nie mogła być inna jak trzykrotne 40-36.

Michał Leśniak vs Lukas Lesković
‚Szczupak’ to nowy nabytek grupy Mariusza Grabowskiego, z którym wiązane są duże nadzieje. Był to jego zawodowy debiut, więc stres na pewno był spory. Było to zresztą widać w ringu, bo brakowało luzu, a walka zbyt często przybierała chaotyczny przebieg. Być może było to też spowodowane dopingiem licznej grupy przyjaciół i znajomych boksera z Wałbrzycha. Leśniak jednak był jednak tego wieczoru pięściarzem zdecydowanie lepszym i zasłużenie wygrał wszystkie rundy, co dało punktacje u wszystkich sędziów 40-36.

Damian Wrzesiński vs Chawazi Chacygow
Dla ‚Wrzosa’ był tom powrót po ciężkiej kontuzji ręki. Rywal na papierze był groźny i potwierdził to na samym początku walki, kiedy to posłał polskiego pięściarza na deski potężnym ‚cepem’. Zdołał on jednak dojść do siebie i w dalszej części pojedynku zaczął on odzyskiwać nad nim kontrolę i powiększać swoją przewagę. Białorusin niespodziewanie nie wyszedł do 4 rundy. Do momentu przerwania walki punktacja wyglądała następująco: 28-28, 28-28, 28-29.

Michał Gerlecki vs Stepan Bozić
Pierwszy poważny test w karierze młodego polskiego pięściarza kategorii półciężkiej. Można powiedzieć, że na pewno zaliczony na dobrą ocenę, bo wygrana przed czasem (4 runda) z takim nazwiskiem, pomimo tego iż najlepsze lata ma on już zdecydowanie za sobą, idzie w świat.

Robert Parzęczewski vs Farouk Daku
Wrzało na ceremonii ważenia, w ringu jednak już tak gorąco nie było. Parzęczewski wygrał zdecydowanie, chociaż zabrakło trochę błysku. Jak sam mówi w następnych walkach powinno być lepiej. Pod koniec roku powinien zaboksować na dłuższym dystansie o jakiś pas/tytuł. Punktacja: 80-72, 80-72,80-73.

Ewa Brodnicka vs Gina Chamie
Również dla jedynej kobiety występującej na tej gali był to pojedynek weryfikujący dotychczasowe umiejętności. Ewa zdała test na mocną czwórkę. Pola wyprzedzała ataki bardziej doświadczonej rywalki dzięki czemu odniosła wysokie punktowe zwycięstwo (80-72, 79-73, 80-72) i zdobyła pas Międzynarodowej Mistrzyni Polski w wadze super lekkiej. Walka z imienniczą Piątkowską? Kibice cały czas czekają!

Mariusz Wach vs Gbenga Oluokun
Przed walką wielu kibiców narzekało, że pochodzący z Nigerii pięściarz nie będzie żadnym wyzwaniem dla Wikinga. No cóż, jeśli ktoś ocenia tylko pięściarzy na podstawie paru cyferek wyczytanych na portalu Boxrec, to z taką opinią nawet nie ma co dyskutować, tylko skwitować ją ironicznym uśmiechem. Gbenga to bardzo niewygodny pięściarz, umiejętnie walczący w defensywie (dobry balans, obrony barkiem, częste odchylenia-trudny do czystego trafienia). Toczył on walki z wieloma zawodnikami z czołówki wagi ciężkiej (Głazkow, Takam, Pulew, Charr) i mimo iż pojedynki przegrywał, to jest to zawodnik, który potrafi napsuć sporo krwi. I tak właśnie było tego wieczoru. Oluokun był naprawdę dobrze przygotowany, a 9 i 10 runda pokazała, że przyjechał tu po zapowiadane zwycięstwo i zrobił wszystko, aby dorwać i ustrzelić Wacha przed czasem. Po walce sporo osób mówiło, że Mariusz powinien więcej ‚siedzieć’ na tylnej nodze, żeby lepiej wykorzystywać swoje doskonałe warunki fizyczne. Może czas na lekcje u Pawła Kołodzieja, który pokaże mu jak używać nogi zakrocznej? 😉 Wszyscy też byli zgodni ( w tym sam Waszka), że Nigeryjczyk mieszkający w Niemczech był drugim najtrudniejszym jego rywalem w zawodowej karierze. Jak każdy pięściarz goszczący Polskę był on niesamowicie zadowolony ze sposobu, w jaki przyjmowali go kibice i bez dłuższego zastanowienia zadeklarował, że bardzo chętnie tu wróci przy najbliższej nadarzającej się okazji. Gwoli ścisłości punktacja wyglądała następująco: 97-93, 97-92, 98-94. Jeśli ktoś martwił się o zdrowie Mariusza i był zaniepokojony tym, że po walce on wyraźnie utykał, to nie ma powodów do obaw- było spowodowane to pęknięciem odcisku na stopie.

Co dalej?
Kolejna gala grupy Tymex Boxing Promotion planowana jest na 16 maja w Bydgoszczy, gdzie w walce wieczoru ma wystąpić Damian Jonak. Mariusz Grabowski wspominał także o możliwym terminie czerwcowym w bliżej nieokreślonej jeszcze lokalizacji. Rozmawiałem ostatnio z Patrykiem Szymańskim i nie krył on, że chętnie w takim terminie zaboksowałby on w kraju. Póki co przygotowuje się on do walki, która odbędzie się 26 marca. Podczas tej samej gali wystąpi również Kamil Łaszczyk. Dla Mariusza Wacha sobotnia walka miała być ostatnią na polskiej ziemi. Jak wiadomo, w boksie nie można być niczego pewnym, ale Mariusz Kołodziej w wywiadach mówił, że chciałby w drugiej połowie roku zorganizować wszystkim Polakom zgromadzonym w swojej stajni dużą galę za Oceanem- mówi się o Prudential Center lub mniejszej hali przy Madison Square Garden. Pozostaje nic innego jak czekać cierpliwie na rozwój wydarzeń i kibicować naszym chłopakom.

Na sam koniec tradycyjnie już porcja zdjęć oraz materiałów video:
PS. Na stronie tylkoboks.pl obszerna fotorelacja z gali. Przy okazji pozdrawiam prowadzącego ją Sebastiana. Mam nadzieję, że w Legionowie się spotkamy!

20150314_171651 20150314_191307 20150314_221713 20150314_224756 20150314_230946 20150314_231149 20150315_001027 20150315_002211 20150315_023723

 

Dodaj komentarz

O ochraniaczach zębów słów kilka…

Kiedy myślimy o ludziach boksu, to pierwszymi skojarzeniami są oczywiście pięściarze, trenerzy i promotorzy. Jest jeszcze jednak spora grupa osób mniej widocznych, ale bez których działanie tej machiny byłoby praktycznie niemożliwe. Do takich zalicza się z pewnością producentów sprzętu sportowego. W boksie szczególnie ważnym elementem wyposażenia jest ochraniacz na zęby- tak zwana ‚szczęka’. O sekretach produkcji indywidualnie dopasowanych ochraniaczy dowiecie się z wywiadu z Damianem Muchą- właścicielem firmy Gladiato Mouthguard. Zapraszam do lektury:

– Zacznijmy od tego czym zajmujesz się na co dzień?
DM: Prowadzę laboratorium protetyczne, także ogólnie mówiąc zajmuję się zębami oraz wszelkimi uzupełnieniami protetycznymi.

– Skąd w takim razie pomysł, aby zająć się produkcją ochraniaczy na zęby przeznaczonych do sportów kontaktowych?
DM: Zauważyliśmy pewną niszę w ringu… w rynku oczywiście. Takich rzeczy dla profesjonalnych bokserów jest w Polsce bardzo mało. Ludzie też są nieświadomi, że coś takiego w ogóle jest. My także staramy się uświadamiać ludzi, że zamiast zwykłego ochraniacza za kilka złotych, można mieć profesjonalną ‘szczękę’.

– Od jak dawna zajmujesz się tą dość specyficzną odmianą wyposażenia sportowego?
DM: Zaczęliśmy w 2013 roku. Znajomi z branży początkowo się śmiali, że chroniąc zęby sam sobie odbieram robotę (śmiech). Poszliśmy jednak w inną stronę i to była trafna decyzja – spotykamy ciekawych ludzi i jeździmy po różnych klubach w Polsce, a także za granicą.

– Ochraniacze na zęby kojarzą się przede wszystkim ze sportami walki. W jakich innych dyscyplinach mają one jeszcze zastosowanie?
DM: We wszystkich sportach kontaktowych – rugby, futbol amerykański, koszykówka, piłka ręczna, hokej, a nawet zdarzyło się nam kilku piłkarzy nożnych. Coraz częściej zdarzają się także zamówienia składane przez rodziców dzieci, które jeżdżą na rolkach, deskorolkach czy rowerze. Do każdego sportu przeznaczony jest inny rodzaj ochraniacza. Mamy takie trzy grupy: do sportów walki, do sportów z użyciem piłki lub kija oraz do pozostałych sportów takich jak: narciarstwo, rower, rolki.

– Czy mógłbyś wyjaśnić na czym polegają różnice pomiędzy tymi trzema grupami?
DM: Do sportów walki ochraniacze są przede wszystkim grubsze, bo to głowa jest w nich głównym celem. Takie szczęki są dodatkowo wzmocnione od środka miękkim wyścieleniem, dla lepszej amortyzacji. Ochraniacze do sportów z użyciem piłki lub kija mają z przodu twarde wzmocnienie, które chroni siekacze np. przed uderzeniem kijem. Trzecia grupa, czyli ochraniacze do pozostałych sportów to w sumie cienka nakładka dopasowana do zębów. Są one najcieńsze ze wszystkich trzech grup – nie ma potrzeby by podczas jazdy na rowerze, nartach czy deskorolce mieć w ustach grubszy ochraniacz, cienki w zupełności wystarczy i doskonale ochroni przed jakimiś wypadkami losowymi.
Wszystkie rodzaje „szczęk” chronią nie tylko zęby, dziąsła i policzki ale dzięki absorbowaniu i rozpraszaniu siły uderzenia zapobiegają również złamaniom szczęki i żuchwy, uszkodzeniom stawu skroniowo-żuchwowego, a nawet zmniejszają ryzyko wstrząśnienia mózgu. Poza tym są bardzo wygodne w użytkowaniu, idealnie dopasowane, nie wypadają, można w nich swobodnie mówić, oddychać i przełykać ślinę.

– Mógłbyś przybliżyć jak wygląda od początku do końca proces uzyskania takiego ochraniacza?
DM: Ze względu na to, że są te profesjonalne, indywidualnie dopasowane „szczęki”, to dany zawodnik w pierwszej kolejności musi pojawić się na wizycie w naszym gabinecie. Na wizycie pobierane są wyciski – górny i dolny, oraz sprawdzane zwarcie, czyli to jak pacjent zagryza górę z dołem. Po tej wizycie odlewane są modele z wycisków i na wycisku górnym jest formowana ciśnieniowo pierwsza warstwa szczęki. Jeśli klient zażyczył sobie jakieś napisy, wzory itp., to na tym etapie jest to właśnie robione. Wszystkie nadruki znajdują się pomiędzy warstwami ochraniacza – są trwałe i nie ma ryzyka, że zmyją się pod wpływem śliny. Następnie dopasowujemy „szczękę” do zgryzu czyli dolnego modelu, tak żeby można było swobodnie zagryzać zęby na całej długości. Dalszym etapem jest polerowanie ochraniacza oraz jego sterylizacja. Później jest on wysyłany do klienta, ewentualnie klient odbiera go osobiście i od razu przymierza.

– Ile czasu mniej więcej zajmuje więc wykonanie szczęki- od pierwszej wizyty w gabinecie do jej odbioru?
DM: Maksymalnie tydzień. Po pierwszej wizycie od razu ustalamy projekt szczęki. Kiedy jest on zaakceptowany przez klienta, to wtedy maksymalnie w ciągu tygodnia robimy szczękę i wysyłamy do zawodnika. Jest też możliwe wykonanie ochraniacza w ciągu jednego dnia, bo takie sytuacje również się zdarzają. Ten termin jest wydłużony z racji tego, że mamy sporo zamówień i żeby to wszystko ogarnąć musimy mieć właśnie ten kilkudniowy zapas.

– Mógłbyś pochwalić się jacy zawodnicy zamawiali u ciebie wykonanie ochraniacza?
DM: Ostatnio chociażby Artur Szpilka, który był zrobić sobie dwie szczęki przed wylotem do Stanów. Z pozostałych pięściarzy to na przykład Mariusz Wach czy Patryk Szymański. Trudno przypomnieć sobie wszystkie nazwiska. Sporo jest także zawodników z MMA, w tym walczących także na KSW, między innymi Łukasz Chlewicki czy Marcin Różalski.

– Z pewnością takie nazwiska jak Mariusz Wach czy Artur Szpilka, którzy używają zrobionych przez Twoją firmę ochraniaczy to duża reklama sama w sobie…
DM: Właśnie po takich bardziej znanych klientach zwiększył nam się ruch. Fani tych sportowców widzą w czym walczą i sami chcą też spróbować.

– Rozumiem, że jakimś czynnikiem do zajęcia się produkcją ochraniaczy na zęby mogło być to, że po prostu interesujesz się sportem?
DM: Jasne. Sam też kiedyś rekreacyjnie uprawiałem karate. Interesuję się głównie sportami walki. Mam także swój własny ochraniacz wykonany przez siebie. Nie mam w sumie porównania z tymi ochraniaczami za kilka-kilkanaście złotych, chociaż klienci mówią, że nigdy do takich nie wrócą i zawsze już będą wracać do nas z nowymi pomysłami na szczęki.

– Czy znajdujesz czas, aby oglądać z bliska walki zawodników, którym wykonujesz ochraniacze na zęby?
DM: Oczywiście. Staramy się zawsze być na walkach naszych zawodników. Jeździmy po różnych galach bokserskich czy MMA i oglądamy naszych klientów w akcji.

– Czy waszymi klientami są tylko zawodowcy, którzy mają dzięki sponsorom zapewnione możliwości finansowe, aby kupić tak drogi ochraniacz, czy też zdarzają się klienci-amatorzy, którzy trenują gdzieś tam w lokalnych klubach?
DM: Oczywiście zdecydowaną większość klientów stanowią zawodowcy, chociaż ostatnio zdarza nam się coraz więcej amatorów, którzy są chyba uświadamiani, że coś takiego jest bezpieczniejsze. Lepiej jest wydać kilkaset złotych na nowy ochraniacz niż kilka tysięcy na nowe zęby. Dalej jest to jednak jakaś tam bariera cenowa, której większość amatorów nie może przekroczyć.

– Skoro poruszyliśmy już temat cen – mógłbyś przybliżyć koszty takich ochraniaczy?
DM: Ochraniacze do sportów walki są najdroższe i ich cena w zależności od wzorów wynosi od 290 do 390 zł. Dla sportów z użyciem piłki lub kija ten koszt wynosi 250-350 zł w zależności od wzoru, natomiast dla pozostałych sportów 200-300 zł.

Polub topboxing.pl na Facebooku!

1 komentarz

Ewa Brodnicka przed walką z Chamie: To solidna rywalka na ten etap kariery.

14 marca podczas gali organizowanej przez Tymex Boxing Promotion oraz Global Boxing kibiców z pewnością czeka spora dawka pięściarskich emocji. W walce wieczoru Mariusz Wach (29-1, 16 KO) zmierzy się z Gbengą Oluokunem. Na gali transmitowanej przez Polsat Sport wystąpią także m.in. Michał Gerlecki, Robert Parzęczewski, Michał Leśniak czy Damian Wrzesiński. W tym wybitnie męskim gronie okazję do zaprezentowania swoich pięściarskich umiejętności będzie miała przedstawicielka płci pięknej- Ewa Brodnicka (6-0, 2 KO), która zaboksuje o Międzynarodowe Mistrzostwo Polski z Giną Chamie (11-2, 5 KO).

-Powiedz coś o przygotowaniach-gdzie trenujesz, z kim trenujesz?
EB: Trenuję  w Warszawie pod okiem Krzysztofa Drzazgowskiego. Współpraca układa się coraz lepiej, bo cały czas się poznajemy. Przepracowaliśmy już parę cyklów i on wie jakie jednostki treningowe na mnie działają. Robiliśmy siłę statyczną na siłowni, potem przechodziliśmy do siły dynamicznej połączonej z wytrzymałością. Najbardziej efektowne były ćwiczenia z ketlami. Sparuję w Warszawie z Anią Słowik na Torwarze, ale także z chłopakami. Później będę jeździć do żoliborskiej szkoły boksu.

-Sparujesz zarówno z dziewczynami, jak i facetami. Czy jest różnica w sparingu pomiędzy kobietą a mężczyzną?
EB: Jest w dynamice i sile ciosu. To też zależy. Jeśli boksuję z chłopakami, zwłaszcza z niższych wag, to na pewno są bardziej dynamiczni. Jeśli dziewczyna jest na dobrym poziomie, to też nie odbiega siłą i techniką. Sparingi z zawodnikami cięższymi, a to się zdarza, są na pewno cięższe. Przyjąć cios od takiego na gardę czy w klinczu po prostu czuć. Liczę jednak, że takie sparingi pozwolą mi się bardziej rozwinąć boksersko. Więc nie narzekam. (śmiech)

-Czy kolegom po fachu po sparingach zdarzało się powiedzieć coś w stylu, że twoja uroda może być myląca i nie spodziewali się tak ciężkiej przeprawy?
EB: Oni już raczej mnie znają, więc to ich trzeba by było się zapytać jakie odczucia mieli na początku. Zakładam, że wiele jest takich opinii, że bokserce się nie wierzy, że trenuje boks, patrząc na twarz i budowę ciała. Najlepiej żeby miała krzywy nos i była dość masywna. Potem jak się ktoś dowiaduje, że boksuję, to jest lekkie zdziwienie i niedowierzanie. Kto mnie zna, ten wie, że profesjonalnie trenuję i inaczej na to już patrzy. Jeśli chodzi o chłopaków z treningów- ostatnio mówili do mojego trenera, że ciężej im się sparuje niż chociażby dwa miesiące temu czy przed przygotowaniami do ostatniej walki. To cieszy, bo to świadczy, że jakiś progres jest.

-Czy mężczyźni w ringu traktują cię po ‚dżentelmeńsku’ i starają się oszczędzać czy widzisz, że dają z siebie 100% podczas sparingów?
EB: Jeśli facet jest cięższy i waży około 75-80 kg, to on sparuje trochę po dżentelmeńsku mimo, iż tego nie przyzna. To są jednak sparingi zadaniowe na jakieś konkretne techniki z mojej strony. Jeśli jest chłopak z mojej wagi, bądź trochę lżejszej, to są to sparingi na 100% i koledzy w ogóle mnie nie oszczędzają.

-Co czujesz przed wyjściem na ring?
EB: Czuję adrenalinę oraz pełne skupienie i tak naprawdę nie myślę już o niczym innym, tylko o walce. Wydaje mi się, że kieruję się wtedy tylko instynktem. Podczas rozgrzewki i wiązania bandaży jestem już bardzo skupiona i nie ma już żadnych innych myśli poza walką i przeciwniczką.

-Przejdźmy teraz do twojej przeciwniczki. Analizowałaś już ją na pewno. Jakie są jej mocne i słabe strony?
EB: Przygotowujemy się od połowy stycznia, ale niekoniecznie właśnie pod tę zawodniczkę. Uważam ją za solidną jak na ten etap kariery. Ma tylko dwie porażki i to w walkach z naprawdę mocnymi przeciwniczkami. Bije kombinacje w różnych płaszczyznach. Z tego co zauważyliśmy, bije zarówno z ataku jak i obrony oraz wchodzi w wymiany. Nie wiem czy te ciosy dużo ważą. Wiem, że pięć pojedynków wygrała przed czasem. Oglądaliśmy z trenerem jej walkę z Ramoną Kuehne i dawała w niej sobie radę. Dopiero pod koniec 6 rundy ‚przestrzeliła’ łokieć i nie wyszła do kolejnej rundy. Braliśmy pod uwagę również ostatnią przeciwniczkę Ewy Piątkowskiej- Sabrinę Giuliani, jednak po analizie z moim promotorem stwierdziliśmy, że Gina Chamie będzie lepsza. Giuliani jest bardziej statyczna na nogach, dobra w obronie, ale za dużo ciosów nie zadaje. Chcę rywalki, która będzie szła do przodu i zadawała więcej ciosów, a nie tylko stała za gardą i oddawała pojedyncze ciosy. Nie o to w tym chodzi. Co do minusów- może to nie do końca minus, ale zauważyliśmy, że opada jej trochę prawa ręka i dziwnie się nią broni. Pracujemy nad kombinacjami z lewym sierpem i lewym na dół.

-Padło nazwisko Ewy Piątkowskiej, która mówi, że być może już na następnej gali zawalczy o mistrzowski pas. Ty także masz na pewno mistrzowskie aspiracje…
EB: W tym roku jestem gotowa na walkę o mistrzostwo świata. Szczegółów jednak nie znam. Trzeba by o nie było spytać mojego promotora Mariusza Grabowskiego. Myślę jednak, że taka szansa w tym roku dla mnie się pojawi. Moim marzeniem jest walka o pas na polskiej ziemi przed polską publicznością, ale jeżeli trzeba będzie wyjechać gdzieś za granicę do dziewczyn z mojej wagi, to jestem gotowa. W mojej wadze w pierwszej dziesiątce jest aż 7 z Argentyny, więc taka podróż by się liczyła pewnie z wyjazdem do tego właśnie kraju. Jeżeli chodzi o walkę z Ewą Piątkowską, to my byliśmy na tę walkę gotowi już w zeszłym roku. Mój promotor kontaktował się z jej promotorami. Tak się jednak zdarza w boksie, że propozycje są odrzucane. My także odrzucamy różne propozycje. Nie doszło do tej walki i nie myślę o niej w tym momencie. Skupiam się na walkach, które mogą dać mi pas. Jeżeli będzie taka potrzeba i publiczność będzie tego chciała, to myślę, że na 100% spotkamy się w ringu.

-Na pewno wiele osób zastanawia się jak odnajdujesz się jako kobieta w twardym męskim sporcie jakim jest boks i jak w ogóle doszło do tego, że zajęłaś się pięściarstwem?
EB: Odnajduję się bardzo dobrze, bo wychowałam się wśród chłopaków. Mam w rodzinie praktycznie samych kuzynów i rodzeństwo płci męskiej. Jest to rzeczywiście twardy sport nie dla każdej kobiety. Nie zatraciłam jednak swojej kobiecości i jak tylko mogę, to w czasie wolnym ubieram się w sukienki i staram się nie chodzić tylko w sportowych ciuchach. Do ringu wchodzi się zakładając, że przeciwnik jest przygotowany i wyraził na to chęć. Jest to konfrontacja bardziej bezpośrednia niż w innych sportach. Jeśli chodzi jeszcze o kobiecość- chodzę do fryzjera i kosmetyczki, w domu lubię być przytulana i jestem spokojną kobietką, a na ringu zamieniam się w zwierzaka.

-Czy zdarzało ci się, że kibice na ulicy mówili ci coś w stylu „Ewa, taka ładna z ciebie dziewczyna. Daj sobie spokój z boksem, bo jeszcze ci nos połamią.’ ?
EB: Wydaje mi się, że w Polsce zmienia się odbieranie tego sportu. Kiedy 8 lat temu mówiłam, że trenuję boks, to spotykało się to z jakąś większą negacją i właśnie wtedy mówiono mi: „Po co ci to? Masz przecież taką ładną buzię.” Natomiast teraz nie ma aż takich reakcji. Jak ktoś się dowiaduje, że trenuję już 8 lat, to wręcz nie może uwierzyć, że nie mam złamanego nosa. Bagaż treningów oraz tego, że ciągle mam cała twarz powoduje te słabsze reakcje. Mam dużo pozytywnych wiadomości na moim fanpage’u od moich kibiców. Pisze do mnie wiele kobiet, które uważają, że jestem dla nich wzorem i chcą rozpocząć treningi bokserskie- nie tyle zawodowe, co rekreacyjne dla siebie. Zdarzają się też pytania czy kobieta może mocno uderzyć, czy boksuję z chłopakami. Bezpośrednio już takich pytań o koniec kariery nie słyszę. Być może się boją, że dostaną. Żartuję oczywiście. (śmiech)

-Czy myślałaś zatem, żeby w przyszłości, po zakończeniu kariery, zostać na przykład trenerem personalnym, skoro tyle kobiet do ciebie pisze i prosi cię o porady?|
EB: Być może kiedyś tak… Bardziej myślę jednak o jakimś dziennikarstwie sportowym. To mnie bardziej kręci. Jeśli chodzi o treningi, to chciałabym chociaż kilka razy w tygodniu prowadzić jakieś zajęcia grupowe dla kobiet. Zawsze odpowiadam na wszelkie zapytania o dietę, treningi i tak dalej. Cieszy mnie to, że mogę być ‚ambasadorką’ dla kobiet, które chciałyby zacząć coś robić- schudnąć, lepiej się odżywiać, coś zacząć trenować, a brakuje im motywacji. Być może wtedy patrzą, że kobieta może boksować i to dodaje im pewności siebie i motywacji.

-Skoro wspomniałaś o dziennikarstwie sportowym, to męska część widowni byłaby na pewno zachwycona gdybyś stworzyła jakiś duet z byłą bokserką- Karoliną Owczarz.
EB: (śmiech). Z Karolcią się bardzo dobrze znamy, więc czemu nie? Być może w przyszłości jakiś projekt powstanie. Życie jest tak nieprzewidywalne i piękne, że nie wiadomo co się wydarzy.

-Na sam koniec trochę prywatnie- czym zajmujesz się w wolnym czasie? Co oglądasz, czego słuchasz?
EB: Obecnie tego czasu mam niestety bardzo mało. Po ciężkim treningu zajmuję się gotowaniem. To moja nowa pasja! Wychodzę z psem na spacery. Czasem też biegam, choć raczej nie jest to wypoczynek (śmiech). Interesują mnie książki o psychologii człowieka, o tym jak myślimy podświadomością i różnymi nawykami, które można tak naprawdę zmienić. Telewizji raczej mało oglądam. Jak już to przeważnie jakieś filmy, które gdzieś sobie kupię bądź wypożyczę. W lato uwielbiam jeździć na rowerze. W weekendy korzystam z basenu i masaży. Jest to wręcz obowiązkowe dla relaksu ciała. Spotykam się także z przyjaciółmi jak tylko mi czas pozwala.

-Wspomniałaś o książkach o tematyce psychologicznej. Takie lektury na pewno pomagają w zawodowym sporcie. Przydaje się taka wiedza na przykład podczas patrzenia w oczy po ceremonii ważenia. Idzie coś wyczytać z oczu przeciwniczki?
EB: Za bardzo do tego nie przykładam uwagi. Wiadomo, że jest to face to face i walka na spojrzenia. To jednak na ma jakiegoś wielkiego znaczenia. Ja zawsze patrzę pewna siebie, niektóre przeciwniczki jednak szybko uciekają z tym wzrokiem. Zdarzają się nawet mistrzynie, które w ringu przy stuknięciu rękawicami nie patrzą rywalce w oczy. Te książki pomagają mi w koncentracji i zrozumieniu tego jak myślimy, jak radzić sobie ze stresowymi sytuacjami. Aktualnie czytam książkę ‚Bohater’. Czytam również książki Beaty Pawlikowskiej. Pozwalają mi one na wizualizację celu, jaki chcę osiągnąć. Ostatnio nie miałam już sił podczas bardzo ciężkiego treningi i zwizualizowałam sobie cel, który chcę osiągnąć, czyli mistrzowski pas i… pomogło! Już prawie nie dawałam rady, a wstąpiły we mnie nagle nowe siły. Uważam, że wszystko siedzi w naszej głowie i nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy mocno chcieć i ciężko pracować.

11022903_821498404583267_603810679_n11042092_821499157916525_398539785_n

Dodaj komentarz

Michał Leśniak przed zawodowym debiutem: Chciałbym zmierzyć się z Kaczorem!

Już 14 marca wielki zawodowy boks zawita do Lubina. Na gali współorganizowanej przez Tymex Boxing Promotion oraz Global Boxing wystąpią m.in. Mariusz Wach, Ewa Brodnicka, Damian Wrzesiński, Robert Parzęczewski. Przed szeroką publicznością Polsatu Sport okazję do zaprezentowania swoich umiejętności będzie także miał debiutujący Michał Leśniak. Oto wywiad z nowym nabytkiem grupy Pana Mariusza Grabowskiego:

-Jak przebiegają twoje przygotowania do zawodowego debiutu?
ML: Mogę powiedzieć, że przebiegają bardzo dobrze. Teraz jestem w najlepszym miejscu, gdzie mogę się znaleźć. Trenuję w trzech salach- 100 km ode mnie u Mariusza Cieślińskiego, u siebie w Wałbrzychu z Krzysztofem Sadłoniem i około 40 km mam do Dzierżoniowa, gdzie trenuje Piotr Wilczewski, który teraz poleciał do Stanów

-Jak doszło do tego, że związałeś się z grupą Tymex Boxing Promotion, której szefem jest Mariusz Grabowski?
ML: Były już jakieś propozycje w zeszłym roku. Było to jednak przekazywane przez pośrednika. Nie dogadaliśmy się jednak z Panem Grabowskim, bo nie było bezpośrednich rozmów, a pośrednik przekazał mi informacje, które mi się nie podobały, a okazało się, że było zupełnie inaczej. Miałem debiutować już w październiku w Dzierżoniowie. Mariusz Grabowski miał mi
zorganizować debiut, a pośrednik mówił coś o kontrakcie na trzy lata, co mi się nie spodobało. To było wprowadzenie mnie w błąd. W tamtym momencie też dostałem kontrakt z Niemiec na 5 lat i rozważałem czy podpisać ten czy może tamten. Po
dłuższym czasie i rozmowie z trenerem Cieślińskim zdecydowaliśmy, że na razie go nie podpiszemy i będziemy go negocjować. Warunki jego były jednocześnie dobre i niedobre. Jego zerwanie łączyło się z dużymi konsekwencjami. Miał być w listopadzie debiut zawodowy bez podpisywania kontraktu, a po nim miałem dostać cały kontrakt w nowej wersji. Miałem jednak trochę problemów prawnych oraz osobistych i tak wyszło, że nie wystąpiłem na tamtej gali w Hamburgu. Przyjeżdżałem jednak do Dzierżoniowa na sparingi do chłopaków i narodził się pomysł żeby może jeszcze raz spróbować z Grabowskim. Rozmawiałem z Piotrkiem Wilczewskim i kontrakt wyszedł mi na dobre, bo jednak mogę się pokazywać przed polską publicznością. Jeżeli chodzi o Niemcy, to wiadomo- szczególnej rozpoznawalności bym nie miał zarówno tam jak i w Polsce.

-Czy rozmawiałeś już ze swoim promotorem na temat tego jak wyglądać ma Twoja kariera? Czy przekazywałeś mu już może jakieś pomysły i sugestie?
ML: Tak, tak. Miałem nawet lecieć na trzy tygodnie do Stanów z Piotrkiem Wilczewskim, aby się przygotowywać do walki.
Niestety miałem kilka problemów i wyszło tak, że nie zdążyłbym zorganizować paru spraw. Ostatecznie Piotrek poleciał tam
sam, ale mam z nim codziennie kontakt na Skype, telefonicznie i mailowo. Rozpisuje mi treningi, a ja je realizuję na miejscu
z Mariuszem Cieślińskim i Krzysztofem Sadłoniem. Piotrek ma przylecieć dwa tygodnie przed galą i wtedy wspólnie
potrenujemy.

-Czy masz swoją wizję odnośnie rywali z jakimi chciałbyś zaboksować? Przeciwnicy zagraniczni czy może modne ostatnio walki polsko-polskie?
ML: Raczej nie jestem za walkami polsko-polskimi. Nie podoba mi się po prostu ten pomysł, tym bardziej, że w mojej wadze
występują moi koledzy i rówieśnicy z obozów i wyjazdów. Na przykład Michał Chudecki, Tomek Król czy Kamil Łaszczyk. Nie ukrywam jednak, że jedną walkę polsko-polską chciałbym stoczyć… z Rafałem Kaczorem. Myślę, że zbiłbym nawet do tej walki 10 kilogramów i chciałbym zawalczyć na dystansie 8-10 rund i po prostu go zbić!

-Skąd u ciebie taka niechęć wobec jego osoby?
ML: Nie lubimy się po prostu. W tym momencie nie pałam do niego sympatią. Miałem ogólnie przez niego trochę problemów prawnych, z klubem, byłem zawieszony w boksie. Kilku chłopaków, w tym ja, zostało wyrzuconych z klubu Kaczor Boks Team. Między innymi za to, że w lipcu 2012 pojechałem na obóz. Spędziłem tam świetny tydzień z pięcioma trenerami i za to zostałem wyrzucony z wałbrzyskiego klubu- za to, że chciałem się rozwijać i podnosić poziom sportowy. Był to okres wakacyjny, więc równie dobrze mogłem pojechać z dziewczyną na wczasy i imprezować nad morzem czy gdziekolwiek. Ja wolałem jednak pojechać na obóz i trenować. Później przychodziły jakieś pisma i ogólnie cyrki były. Pojechałem na Mistrzostwa Polski jako niezrzeszony zawodnik. Byłem już w ćwierćfinale bądź półfinale. Mój przeciwnik Artur Gierczak miał złamaną szczękę i chciał oddać walkowera. Ja się ucieszyłem, bo to zawsze jedna walka mniej, a kilka ciężkich ich miałem wcześniej. Na drugi dzień ‚przerobili’ mnie na Kaczor Boks Team, gdzie ja z nimi nie chciałem mieć nic wspólnego. Powiedziałem wtedy delegatom, że ja w tej sytuacji nie będę boksował i reprezentował tego klubu i robił z siebie
szmaciarza. Ja nie będę punktował dla ludzi, których po prostu nie lubię i narobili mi problemów. Oddałem więc walkowera.
Później znów były problemy z pismami. Dostawałem różne pisma, a także musiałem wysyłać do miasta w jakim klubie
startowałem na mistrzostwach Polski. To było po prostu chore.

-Czyli krótko mówiąc walka z Kaczorem miałaby charakter osobisty?
ML: Po prostu nie lubię tego człowieka. Słyszałem też na mieście, że mówi na mnie jakieś dziwne rzeczy. To jest w tej
chwili jednak nieistotne. Jeżeli chodzi o walkę polsko-polską, to z nim mógłbym zawalczyć. Rozmawiałem z moimi trenerami, a także promotorem Mariuszem Grabowskim, że chcę tej walki na debiut. Minimum 6 rund- tyle bym chciał. Mój promotor powiedział jednak, że jest za wcześnie i żebym spokojnie wdrożył się w boks zawodowy, a takie walki przyjdą z czasem. Walka na pewno zyskałaby spore zainteresowanie, bo byłby to pojedynek dwóch Wałbrzyszan i zawsze by było trochę biletów więcej na imprezę sprzedanych.

-Do gali zostało kilkanaście dni. Wiesz coś na temat z kim się zmierzysz?
ML: Rywala właśnie jeszcze nie znam. Jesteśmy w trakcie robienia badań- rezonans głowy, badania krwi itp, które trzeba
będzie przesłać promotorowi. Na dzień dzisiejszy jednak nie znam rywala.

-Gala odbędzie się w Lubinie, czyli niedaleko twojego rodzinnego Wałbrzycha. Spodziewasz się dużo kolegów i znajomych na widowni?
ML: Między tymi miastami jest około 80 kilometrów. Sporo osób zaczepia mnie i pyta o bilety, na facebooku mam wiele
nieodczytanych wiadomości w tej sprawie. Na pewno będzie dużo moich znajomych z Lubina. Raczej powinno być sporo kibiców jeśli chodzi o moją osobę.

-Czy czujesz w związku z tym jakiś dodatkowy stres czy też może mobilizację?
ML: W tym momencie akurat nie. Nie wiem natomiast co będzie w dniu walki, gdzie będą światła, kibice i cała ta otoczka. Nie ukrywam, że mogę być spięty, bo to duża gala. Szczerze mówiąc wolałbym zadebiutować w jakimś dalszym zakątku Polski. Nie nastawiam się na nokaut, ale chcę jak najlepiej się pokazać.

-Kto stanie w twoim narożniku?
ML: Na pewno będzie Mariusz Cieśliński i Piotrek Wilczewski, a co dalej to zobaczymy. Może będzie to ktoś z klubu od Piotrka albo trener Sadłoń. Tego jeszcze nie wiem.

-Nastawiasz się na to, żeby jak najlepiej się pokazać czy też chcesz spokojnie przeboksować pełen dystans?
ML: To wszystko zależy od przeciwnika. Jak będzie chaotyczny, to wiadomo, że ta walka może nie być łatwa. Jeżeli jednak będzie mi dobrze szło, to będę 2-3 rundy boksować na luzie, poprzepuszczam trochę ataków, a potem zobaczymy co wyjdzie. Ciężko mi cokolwiek teraz powiedzieć i nie wiem jak się nastawić, bo nie znam jeszcze rywala.

-Jakie masz oczekiwania wobec swojej kariery? Mówiłeś, że sparowałeś z Kamilem Łaszczykiem czy Michałem Chudeckim. Wiadomo na jakich etapach kariery są oni teraz. Czy uważasz, że stać cię, aby być na takim poziomie co oni i również prowadzić karierę w Stanach?
ML: Myślę, że to pytanie bardziej do Piotrka Wilczewskiego, który widział te sparingi. Jeżeli chodzi o Michała, to bardzo mi on nie leżał z powodu tego, że jest mańkutem. Przegrałem z nim kiedyś na Mistrzostwach Polski Seniorów w Poznaniu. Nie leży mi on jako zawodnik, ale mieliśmy dobre sparingi. Z Kamilem była inna sytuacja, bo boksuję w innej wadze i jestem sporo wyższy i to ja mu nie leżałem.

-Jeśli pojawiłaby się okazja wylotu do Stanów, aby podszlifować umiejętności, to pakujesz od razu torby i lecisz?
ML: Miałem właśnie lecieć z Piotrkiem Wilczewskim, ale za późno się dowiedziałem o tym pomyśle. Nie zdążyliśmy po prostu z papierkową robotą. Miałem na to ledwie tydzień i niemożliwe było ogarnięcie tego w tak krótkim czasie.

-Na sam koniec pytanie o sprawy, o których mało bokserów chce otwarcie rozmawiać… Pieniądze. Przejście na zawodowstwo jest pewnie podyktowane względami finansowymi. Nie ma co ukrywać, że zawodowcy mają dzięki promotorom i sponsorom zapewnione o wiele lepsze warunki niż amatorzy.
ML: Aktualnie jestem na etapie szukania sponsorów. Jeśli ich znajdę, to będę mógł fajnie to wszystko sobie poukładać. W boksie amatorskim sponsorzy są niechętni do współpracy, bo ten boks jest inny i nie ma telewizji. Mariusz Grabowski współpracuje z Polsatem i myślę, że sponsorów będzie łatwiej znaleźć. Cały czas prowadzę jakieś rozmowy, ale jeśli chodzi o mój rejon wałbrzyski, to jest ciężko. Ja już od 3 lat szykuję się na zawodowstwo. Zmieniłem styl na bardziej zawodowy- nie biję seriami na gardę, tylko staram się celować, nie skaczę tyle na nogach.

Dodaj komentarz

Wrzesiński przed pojedynkiem w Lubinie: Chciałbym w tej walce pokazać to ‚coś’.

Kiedy kilka miesięcy temu Damian Wrzesiński (6-0, 3 KO) uległ poważnemu wypadkowi ręki mało kto wierzył, że tak szybko wyleczy kontuzję i wróci na ring. Można powiedzieć, że ‚Wrzos’ pierwszą pozaringową potyczkę ma już za sobą. Kolejna już 14 marca na gali Tymex Boxing Promotion, gdzie zmierzy się z doświadczonym Chawazim Chacygowem (11-9, 7 KO). O walce z kontuzją, najbliższym rywalu, a także treningach w dalekiej Norwegii porozmawialiśmy sobie kilka dni temu na Skype, a oto zapis rozmowy:

-Cofnijmy się kilka miesięcy wstecz… Nieszczęśliwy wypadek i groźna kontuzja ręki. Jak to się stało?
DW: Miałem olbrzymiego pecha, bo zahaczyłem o podwyższony próg w przejściu przez futrynę w domu. Uderzyłem niefortunnie łokciem w szybę od drzwi.

-Czy przeszło Ci wtedy przez myśl, że tak poważny wypadek może bardzo spowolnić lub wręcz zastopować karierę?
DW: Nie miałem nawet przez chwilę takich myśli, w przeciwieństwie do żony, która bardzo to wszystko przeżywała. Ja od początku wiedziałem, że wrócę.

-Od wypadku minęło nieco ponad 4 miesiące. W ilu procentach ta ręka jest teraz sprawna?
DW: Największy problem mam z ćwiczeniami ciągowymi, np. dociąganie sztangi, bo nie mam jeszcze stuprocentowego ścisku. Jeśli chodzi o inne ćwiczenia, to można powiedzieć, że pobiłem rekord siły maksymalnej w wyciskaniu. Także tym mogę się pochwalić. (śmiech)

-Przygotowujesz się obecnie do występu na gali, która odbędzie się 14 marca w Lubinie. Na jakim etapie przygotowań jesteś?
DW: Od tego tygodnia zacząłem już trening siły (wywiad przeprowadzony był w dniu 13 lutego) typowo ukierunkowanej oraz techniki. Zacząłem też już lekko wchodzić w sparingi. Na razie są to treningi wytrzymałościowe, jeszcze nie wchodzę na pełne obciążenia, bo na to przyjdzie czas. Jadę zgodnie z planem przygotowanym przez trenerów Piaseckiego i Polcyna.

-Do gali zostało parę tygodni, a Ty znasz już rywala. To chyba komfortowa sytuacja? Możesz spokojnie się pod niego przygotować.
DW: Tak, oczywiście. Ale dla niego to też jest komfortowa sytuacja, bo on też może to zrobić. Może oglądać moje walki i się przygotowywać. Myślę, że będzie przygotowany, bo to zapowiada. Ja też będę gotowy. Codziennie staram się jakąś jego walkę obejrzeć. Skupiam się na jego błędach. Na treningach robię techniki, które pomogą mi w walce z nim. W razie czego będę też przygotowany na inny scenariusz, bo zawodnik  w walce może zmienić styl.

-Obejrzałeś już parę jego walk. Zauważyłeś jakieś jego mocne i słabe punkty?
DW: Jak tylko dostałem potwierdzenie, że z nim zawalczę, to od razu obejrzałem kilka jego walk. Byłem maksymalnie nakręcony- boksowałem z cieniem i pokazywałem, co będę robił w ringu. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo może to być na moją niekorzyść. Wolę pokazać to wszystko w ringu.

-Uważasz, że jest to dobry rywal na powrót po tak poważnej kontuzji?
DW: Właśnie kłóciłem się o to z moim promotorem. Mi zależy, aby mierzyć się z coraz lepszymi zawodnikami, nie zważając nawet na to, że miałem kontuzję. Skupiam się na tej walce, a potem zobaczymy co dalej. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to chciałbym walczyć z jeszcze lepszymi zawodnikami.

-Czy spodziewałeś się, że tak szybko wrócisz na ring po kontuzji?
DW: Dawałem sobie pół roku na powrót. Kiedy poczułem, że na siłowni dźwigam już coraz większe ciężary i czuję się coraz mocniejszy, powiedziałem sobie, że szkoda już czasu i wziąłem się za trening bokserski.

-Opowiedz kilka słów o swojej specjalnej diecie pod grupę krwi?
DW: Jest to dieta ułożona pod grupę krwi. Jem 6 posiłków dziennie co 2-3 godziny. Spożywam bardzo dużo ryb i warzyw oraz mięsa wołowego. Rano i wieczorem wjeżdżają odżywki białkowe oraz BCAA, czyli wszystko to, co jest najważniejsze do szybkiej regeneracji.

-Gala będzie transmitowana na Polsacie Sport. To chyba spore możliwości pokazania się przed szeroką publicznością?
DW: Brałem to pod uwagę i dlatego też chciałem jak najszybciej wrócić i mieć możliwość pokazania się na antenach Polsatu. Chciałbym też w tej walce pokazać to ‚coś’, co miałem kiedyś i później gdzieś to straciłem.

-Czy uważasz, że ta kontuzja w jakimś stopniu cię wzmocniła?
DW: Psychicznie na pewno jestem bardziej skoncentrowany niż wcześniej. Wiele osób nie dawało mi szans, że tak szybko znów zaboksuję. Pozbierałem się jednak szybko i pokazałem, że można zrobić coś z niczego.

-Można powiedzieć, że jedną walkę w tym roku masz już wygraną- pokonałeś kontuzję.
DW: Jaki początek, taki będzie cały rok! Czy coś w tym stylu. (śmiech)

-Ile pojedynków planujesz jeszcze stoczyć w tym roku?
DW: Kolejną walkę stoczę prawdopodobnie w maju, później w drugiej połowie roku mają być jakieś dwie walki. Szczegółów jeszcze nie znam i będę rozmawiać na ten temat z moim promotorem przy okazji najbliższej walki.

-Mieszkasz na stałe i trenujesz w Norwegii. Tam zakazane są zawodowe sporty walki wręcz. Jak jest z dostępnością do sal treningowych, trenerów, sparingpartnerów i jak wygląda to na tle Polski?
DW: W Polsce na pewno tych klubów jest więcej. Masz możliwość większego wyboru. W Norwegii jest ich mniej, ale udało mi się trafić do jednego z większych. Klub nazywa się VIKING. Mam tu dużo sparingpartnerów z różnych krajów: Czeczenii, Pakistanu, Ukrainy, Litwy, Łotwy, którzy są akurat w mojej kategorii wagowej. Wyjeżdżamy też co jakiś czas na zgrupowania norweskiej kadry, gdzie zjeżdżają się też zawodnicy z Danii, Finlandii i Szwecji. Jeżeli chodzi o porównanie z treningami w Polsce, to trudno powiedzieć. Niektóre kluby są słabsze, inne lepsze. Wszystko zależy od tego do jakiego klubu trafisz. Mam kontakty z trenerami z Niemiec czy Anglii, więc niewykluczone, że w przyszłości w tych krajach spróbuję swoich sił.

-Czy będziesz w jakiś sposób oszczędzać rękę w trakcie walki, czy będziesz też używać jej z pełną mocą?
DW: Ręka jest z tygodnia na tydzień coraz silniejsza i myślę, że do walki będzie w pełni gotowa i będę mógł z niej w pełni korzystać i zadawać również sierpy i haki.

-Dzięki za rozmowę i powodzenia!
DW: Dziękuję również i do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Rafako Hussars Poland vs Italia Thunder

W zeszły piątek rozgrywki znanej ligi World Series of Boxing (WSB) zagościły w Koninie- mieście o wspaniałych tradycjach bokserskich. Nasza drużyna podejmowała zespół z Włoch, który w składzie miał aż trzech medalistów olimpijskich. To zwiastowało naprawdę ciężką przeprawę dla naszych pięściarzy. Widzowie zgromadzeni w hali ‚Rondo’ zobaczyli pięć pojedynków, a oto krótki zapis każdego z nich:

Dawid Jagodziński vs Patrkick Barnes (-49kg)
Bolesna lekcja boksu dla „Jagody”. Praktycznie od pierwszego gongu widoczna była różnica klas obu zawodników. Irlandczyk bił szybkie serie na głowę i korpus (szczególnie skuteczny był lewy hak na wątrobę). Walka odbyła się na pełnym dystansie i skończyła się wynikiem 50-45, 50-45, 50-43 dla zawodnika z włoskiej drużyny.

Sylwester Kozłowski vs Michael Conlan (-56kg)
Kolejny Irlandczyk we włoskiej ekipie i kolejny (na nieszczęście dla naszego zawodnika) medalista olimpijski. Po pierwszej rozpoznawczej rundzie kolejne starcia były zdecydowanie na korzyść zawodnika z Zielonej Wyspy. Nie osiągnął on jednak takiej przewagi jak jego rodak w pierwszym pojedynku. W oczy rzucała się nietypowa garda oraz płynne przechodzenie z postawy normalnej na pozycję odwrotną (mańkut). Zawodnik włoskiej ekipy dzięki lepszym warunkom fizycznym spokojnie punktował Polaka. Werdykt sędziowski: 3 x 50-45 dla pięściarza Italia Thunder.

Damian Kiwior vs Vincenzo Mangiacapre (-64kg)
Włoch od pierwszego gongu emanował ogromną pewnością siebie, czego najlepszym dowodem była garda a’la Roy Jones Junior, czyli ręce praktycznie całkowicie opuszczone wzdłuż tułowia. Zawodnik ten także zmieniał pozycję, co utrudniało boksowanie naszemu zawodnikowi. Włoch bez większych problemów punktował ze wstecznego biegu i pewnie wygrał na kartach wszystkich trzech sędziów puntkowych po50-45. Tym samym pewne już było to, że polska ekipa już tego meczu nie wygra, choć była jeszcze szansa na wywalczenie jednego punktu.

Tomasz Jabłoński vs Salvatore Cavallaro (-75kg)
Przed kapitanem polskiej ekipy stało teoretycznie najłatwiejsze zadanie. Ewentualna wygrana dawała szanse na wywalczenie cennego punktu w tym meczu. Pierwsza odsłona była mocno szarpana, co zapowiadało zacięty bój. Włoch bił bardzo mocno z lewej ręki. W drugiej rundzie został jednak ukarany odjęciem punktu za ściąganie przeciwnika. Od trzeciej rundy Jabłońskiemu zaczęły bardzo dobrze wchodzić bezpośrednie prawe proste (świetna broń na mańkuta, a tym akurat był jego rywal), co przyniosło efekt w postaci krwawiącego nosa przeciwnika. Tomek do ostatniego gongu utrzymał wysoką skuteczność ciosów z prawej ręki, dzięki czemu zasłużenie wygrał walkę u wszystkich trzech sędziów: 48-46, 49-45, 49-45.

Igor Jakubowski vs Endri Spahiu (-91kg)
Idol konińskiej publiczności w początkowych rundach był spięty. Presja lokalnej widowni oraz chęć jak najlepszego pokazania się przed własną publiką zrobiła swoje. Z czasem jednak „Cygan” nabrał luzu i pewnie punktował rywala, a w ostatniej odsłonie był nawet bliski skończenia go przed czasem. Gdyby pojedynek potrwał kilkadziesiąt sekund dłużej, niemal na pewno bylibyśmy świadkami nokautu, gdyż zawodnik Italia Thunder na miękkich nogach dotrwał do ostatniego gongu. Werdykt sędziowski nie mógł być inny niż wysokie zwycięstwo naszego ‚ciężkiego’ : 50-45, 50-44, 50-44. Dla Jakubowskiego była to pierwsza walka w ramach ligi WSB stoczona na pełnym dystansie. Poprzedni jego rywale dość szybko ‚zapoznawali’ się z deskami. Dawno w Polsce nie mieliśmy amatora, o którym się tyle mówi, z którym wiązane są tak spore nadzieje i wokół którego panuje tak gorąca atmosfera. A to wszystko poparte jest naturalnym talentem i instynktem killera!

Wywiad z Tomaszem Jabłońskim:

-Gratuluję przede wszystkim wygranej walki. Jakbyś ją ocenił?
TJ: Walka była bardzo ciężka. W pierwszych rundach byłem bardzo spięty. Stres dał się we znaki. Byłem spięty, wolny, mało ruchliwy na nogach, potem jednak udało się wstrzelić prawym prostym i widziałem, że przynosi to rezultat. Trochę mnie to uskrzydliło. Potem jeszcze ten odjęty punkt, kiedy sędzia zauważył, że przeciwnik wyklucza mnie z półdystansu. Ja bazuję głównie na półdystansie, a tutaj nie mogłem nic zrobić i liczyć na moją główną broń.

-Jak prawa ręka zaczęła Ci wchodzić, to wiedziałeś już, że zwycięstwo już jest bardzo blisko?
TJ: Wiedziałem, że jest bliżej niż dalej. Zwycięstwa nigdy nie można być pewnym. Wystarczy jeden głupi cios i może być po walce. Wchodził prawy, miałem to boksować i nie dać się później trafić. W klinczu widziałem, że nic mi nie robi. Bardziej się przepychał i stosował chwyty zapaśnicze niż boksował, więc wiedziałem, że nic mi nie grozi w tym półdystansie. Więc jak trafiałem pojedynczym prawym, to od razu był klincz, bo on sam wpadał po swoich akcjach. Sędziowie to widzieli i przyniosło to rezultat.

-Czy słyszałeś ten doping czy w ferworze walki jednak w jakimś stopniu się ‚wyłączyłeś’ i skupiłeś na przeciwniku?
TJ: Tak naprawdę słyszę tylko odpowiednich ludzi, ale czuć tę atmosferę i bębny. Konin zrobił naprawdę fantastyczną imprezę. Jestem bardzo zadowolony, że mogłem tu wystąpić i jeszcze przynieść zwycięstwo.

-Zdawałeś sobie sprawę z tego, że przed wyjściem do ringu kiedy przegrywaliście już 0-3 i nie było szans na wygranie meczu, że Twoja wygrana dałaby nadzieję na zdobycie chociaż jednego cennego punktu. Jako kapitan czułeś odpowiedzialność za poderwanie drużyny?
TJ: Tak, tak. Dlatego też w pierwszych rundach stres był większy i było trochę ciężko, ale na szczęście udało się przełamać.

Jest wasza drużyna, czyli Rafako Hussars Poland, a w niej liderzy- czyli Ty oraz Igor Jakubowski. W klasyfikacjach w swoich kategoriach wagowych zajmujecie pierwsze miejsca. To oznacza awans na Olimpiadę…
TJ: Każdy walczy o kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie. Dlatego zależy bardzo na zwycięstwie. W mojej wadze dwóch się łapie, więc są szanse. Jestem na razie pierwszy i mam nadzieję, że uda się małymi kroczkami wywalczyć kwalifikację olimpijską z tego turnieju. Są później oczywiście mistrzostwa Świata i Europy, w których mogę oczywiście startować, ale nie musiałbym bić się o kwalifikację, a to będzie na pewno większy luz psychiczny.

Jak u Was z formą po tych kilku kolejkach rozgrywek grupowych? Pojawiła się już jakaś lekka zadyszka?
TJ: Zmęczenie trochę już jest. Niedługo wylatujemy do Stanów (wywiad przeprowadzany w zeszły piątek). Lecą dwie grupy- jedna walczy w Stanach, my dwa tygodnie później lecimy do Wenezueli, więc naprawdę jest ciężko o regenerację i trzeba sobie jakoś radzić. Ostatnio też dopadło mnie zmęczenie- ciężka 5-rundowa walka, co na pewno odbija się na zdrowiu, ale staramy się być zawsze przygotowanym.

Czy to doświadczenie zaczyna procentować, bo to nie pierwszy sezon polskiej drużyny w rozgrywkach WSB? Czy czujecie, że zbliżacie się poziomem to czołowych ekip takich jak Kazachstan czy Kuba?
TJ: Myślę, że każdy zaczyna widzieć to, że jesteśmy w stanie walczyć z każdym tak naprawdę. Z dobrymi zawodnikami dajemy wyrównane walki i to też uskrzydla. Ja też swoje pierwsze walki przegrywałem, ale wiedziałem, że walczę jak równy z równym i niedużo mi brakuje. Nie jestem gościem do bicia, tylko wychodzę i walczę. To dodaje siły i motywacji do treningów.

-Ile teraz odpoczynku?
TJ: W niedzielę wylatujemy do Stanów, gdzie będziemy trenować, czyli… dwa dni.

Tomasz Jabłoński

Tomasz Jabłoński

Igor Jakubowski

Igor Jakubowski

Wywiad z Igorem Jakubowski przeprowadzony przez Bartka z Boks Polski:
https://www.youtube.com/watch?v=Hv8PIoPeQPc

Liga WSB to fantastyczna inicjatywa. Nasi zawodnicy dzięki sponsorom mają zapewnione świetne warunki, dzięki czemu mogą się skupić wyłącznie na treningu i doskonaleniu pięściarskiego warsztatu. Dzięki kontraktom mają zapewniony stały dochód, przez co nie muszą trudnić się dodatkową pracę. Jak widać, wszystkie tryby w tej maszynie podporządkowane są zapewnieniu jak najlepszych warunków boksującym w polskiej ekipie zawodnikom. WSB to elitarna liga i sama okazja do występowania w niej to spore wyróżnienie. Dla młodych zawodników to wspaniała przygoda, bo mogą zwiedzić wiele dalekich, a często egzotycznych krajów takich jak na przykład Wenezuela czy Portoryko. Zdarzają się czasem bolesne porażki po jednostronnych walkach, ale Ameryki nie odkryję pisząc, że lepiej przegrać z medalistą olimpijskim niż zanotować dziesięć zwycięstw nad wątpliwej klasy rywalami. Korzystając z okazji chciałbym podziękować Damianowi Kiwiorowi, który to właśnie opowiedział o tym, jak to jest być członkiem ekipy występującej w WSB.
Doświadczenia zgromadzone na wyjazdowych meczach czy w pojedynkami z bardziej utytułowanymi zawodnikami na pewno zaprocentują w przyszłości! Wszystkich kibiców pięściarstwa zachęcam do śledzenia poczynań ekipy Rafako Hussars Poland. Mecze transmituje telewizja TVP Sport. Można je również oglądać na stronie internetowej sport.tvp.pl.

Na sam koniec chciałbym zwrócić uwagę na fantastyczny i głośny doping w konińskiej hali ‚Rondo’. Konin był niegdyś jednym z najbardziej utytułowanych miast na bokserskiej mapie Polski za sprawą klubu ‚Zagłębie’ (korzystając z okazji chciałbym się pochwalić, że kilka lat w tym klubie boksował mój tata). Na trybunach zasiadł chyba najbardziej znany polski kibic- Wojtek Ruminkiewicz, który cały czas aktywnie prowadził doping podczas każdego z pięciu pojedynków tego wieczoru.

51a8a04895b7c5c3360a23ca50c96474

Dodaj komentarz

Relacja z gali Wojak Boxing Night- Toruń, 31.01.2014

Za nami pierwsza tegoroczna gala boksu zawodowego. W ostatni dzień stycznia wielki boks za sprawą grup Sferis Knockout Promotion oraz Babilon Promotion zawitał do miasta Mikołaja Kopernika.
Wydarzenie odbyło się na oddanej w zeszłym roku oddanej do użytku hali widowiskowo-sportowej. Trzeba przyznać, że obiekt robi niesamowite wrażenie. Niestety frekwencja nie do końca dopisała. Powodów było kilka. Głównym z nich była niestety nie do końca mocna pozycja Krzyśka Głowackiego w polskim boksie zawodowym. Jest to spokojny, skromny chłopak, którego talent nie idzie niestety w parze wraz z medialnością. Kolejna sprawa to słabe tradycje pięściarskie Torunia, o czym przez chwilę rozmawiałem z Panem Wasilewskim. Połączenie tych dwóch czynników poskutkowało tym, że na trybunach było sporo pustych miejsc (około 70% zapełnienia na moje oko). Widzowie mieli okazję zobaczyć sześć zawodowych pojedynków, a oto ich krótki opis:

Kosela-Czarniakiewicz
Wiadomo, że po zawodowym debiucie nie można się za dużo spodziewać, bowiem wiąże się to zazwyczaj z ogromnym stresem, co przekłada się na postawę w ringu. Nie inaczej było w tym przypadku. Zwycięstwo oczywiście jak najbardziej zasłużone, ale przed Krzyśkiem jeszcze sporo czasu i rzeczy do poprawy.

Miszkin-Owsjannikows
Walka typowo na odbudowanie rekordu po trzech(mniej lub bardziej słusznych) porażkach z rzędu. Nikt chyba nie miał wątpliwości, że Miszkin powinien tę walkę wygrać i to zdecydowanie. Moim zdaniem walka była nieco bardziej wyrównana, niż wskazuje na to punktacja. Walka ta była jednak tak czy owak formalnością i wiadome było już przed nią, że na kwiecień szykowany jest rewanż z Pawłem Głażewskim. Oj, szykuje nam się naprawdę bardzo mocna karta walk w Legionowie!

Piątkowska-Giuliani
Walka z pewnością bezcenna pod względem zdobytego doświadczenia i cennych rund z rutynowaną i utytułowaną rywalką. Ewa otwarcie mówi, że chce już walk mistrzowskich. Uważam jednak, że powinna zaboksować  jeszcze 3-4 walki na dystansie 8, 10, a nawet 12 rund z podobnej klasy rywalkami, aby do walki mistrzowskiej przystąpić z należytym doświadczeniem. Ewa jest jeszcze dość młodą zawodniczką i wszystko przed nią. Jeśli pas mistrzowski jest jej pisany, to go zdobędzie. Ewa, apeluję do Ciebie- spiesz się powoli!

Matyja-Bozic
Przed walką sporo było głosów mówiących, że Marek zwyczajnie może sobie nie poradzić z tak doświadczonym i mocnym rywalem. Ring zweryfikował jednak wszystko. Matyja od pierwszej rundy systematycznie osłabiał rywala, a ostateczne rozwiązanie nastąpiło już w 3. rundzie. Czy to kolejny mocny polski półciężki? Czas pokaże. Niemniej jednak apetyty kibiców po takim zwycięstwie zostały pobudzone.

Rogowski-Gudel
Przed walką między obydwoma pięściarzami narosło sporo negatywnych emocji i przed pierwszym gongiem było pewne, że będą chcieli w ringu coś sobie udowodnić. Od pierwszego gongu zawodnicy narzucili sobie mocne tempo i nie żałowali sobie mocnych ciosów. Gudel był nawet liczony  w 4. rundzie, ale jak sam przyznał po walce nie był w tamtej sytuacji zamroczony, a jego wizyta na deskach była spowodowana złym ustawieniem nóg.  Walka zakończyła się punktową wygraną pięściarza grupy Babilon Promotion, niemniej jednak wynik ten został odebrany jako kontrowersyjny. Rewanż? Obaj pięściarze są za. Kibice też chyba nie mają nic przeciwko, bo walki w niższych wagach są przeważnie bardzo emocjonujące. Niestety pięściarze tych kategorii są często niedoceniani lub słabo rozpoznawalni.

Głowacki-Seferi
Miała to być najtrudniejsza zawodowa walka Krzyśka w dotychczasowej karierze, a tymczasem okazało się, że ‘Albański Tyson’ nie miał w ringu absolutnie nic do powiedzenia i ani przez sekundę nie zagroził naszemu pięściarzowi. Główka umiejętnie wykorzystywał przewagę warunków fizycznych oraz bardzo dobrze chodził na nogach. To wystarczyło, aby ograć do jednej bramki starszego rywala. Momentami miałem wrażenie, że w ringu walczy Artur Szpilka. Identyczna ‘fryzura’, podobne ruchy, nisko opuszczone ręce,  charakterystyczne ruchy barkami oraz praca nóg. Zresztą każdy kto tę walkę oglądał, z pewnością doszedł do podobnych wniosków. Głowackiego czeka teraz prawdopodobnie wyprawa na Wyspy Brytyjskie, aby zmierzyć się w finałowym eliminatorze WBO z Tonym Bellew. Później już czeka sam Marco Huck, na którego Wałczanin ‘poluje’ od dłuższego czasu. Najpierw musi jednak pokonać przeszkodę w postaci Anglika. Musi z pewnością uważać na angielskie sędziowanie, bowiem arbitrzy mają tam wyjątkową tendencję do przerywania pojedynków, gdy tylko gospodarz zada 3-4 silne celne ciosy. Druga sprawa to oczywiście sędziowie punktowi- wiadomo, jak to bywa na wyjazdach. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co czeka go w Niemczech. Mam jednak przeczucie graniczące z pewnością, że Krzysiek zaprezentuje się po stokroć lepiej niż jego koledzy z grupy, którzy walczyli, a raczej ‘brali udział’ w walkach o mistrzostwo świata.

Tradycyjnie kilka ‘smaczków’ i anegdot zza kulis:

-Kontrola antydopingowa po walce.
Z racji tego, że walka ta była sankcjonowana jako eliminator WBO, obowiązkowe były testu moczu na sprawdzenie ewentualnej zawartości niedozwolonych środków u któregoś z zawodników. Pewnie jesteście ciekawi jak taka kontrola wygląda? Polega ona po prostu na oddaniu moczu do probówki (co najmniej 90 ml). Jeśli myśleliście, że po walce zawodnik idzie za przysłowiowy parawan i oddaje mocz, to…  jesteście w błędzie! Też myślałem, że w ten sposób to wygląda. Problem polega jednak na tym, że po 12 rundach mocnego fizycznego wysiłku (około 2-3 litry wylanego potu) wcale nie jest tak łatwo od razu… no wiecie 😉 Trzeba odpowiednio się nawodnić i odczekać paręnaście minut, aby pęcherz ‘zadziałał’. W tym czasie puściliśmy Krzyśkowi szum wodospadu z telefonu komórkowego. Zawodnik musi potem odplombować jeden z zestawów i rozdzielić zawartość słoiczka na dwie próbki. Po wszystkim następuje czas na podpisy oraz zapakowanie próbek. W międzyczasie porozmawiałem również dłuższą chwilę z Danielem Bartłomowiczem, który jest odpowiedzialny za organizację gal. Powiedział, że marzy mu się zrobienie wielkiej gali w Poznaniu. Przy następnej okazji na pewno dowiem się więcej czy takie coś jest możliwe w stolicy Wielkopolski. Wielkiego boksu nie mieliśmy tu od dawna…

-Jacek Głowacki pomylony z bratem.
Po walce pewien starszy Pan podszedł do Jacka i poprosił go o autograf. Starszy brat ‚Główki’ z uśmiechem wyjaśnił, że pyta złą osobę. Porównajcie zresztą sami podobieństwo obydwóch Głowackich:
20150201_014747 20150201_022935

Prywatnie Jacek to bardzo sympatyczny facet, który także boksował jako amator (około 100 stoczonych walk). Obecnie pracuje jako policjant i sekunduje bratu w narożniku podczas pojedynków.

-Co powiedział Maciej Miszkiń, gdy mnie zobaczył? ‘O, jest mój kolega, który wszędzie jeździ!’
Fajnie, że coraz więcej osób ze środowiska rozpoznaje i kojarzy moją skromną osobę.

Przed rozpoczęciem gali miałem okazję dłuższą chwilę porozmawiać z Panem Andrzejem Kostyrą. Numer telefonu wzięty- spodziewajcie się obszernego wywiadu w najbliższym czasie. Strzeliliśmy sobie także ‚selfie’ ze stanowiska komentatorskiego tuż pod ringiem:
20150131_195624

-W trakcie gali można było wygrać pamiątkowe zdjęcie z Markiem Matyją.
10 szczęśliwców, którzy najszybciej wysłali sms zostało zaproszonych za kulisy, gdzie mogli zrobić sobie fotografię z naszym pięściarzem. Pomyśleć, że inni muszą wysyłać sms na coś, co ja mam za darmo i w nieograniczonej ilości… I love this job 🙂
20150131_225057 20150131_225049

-Na gali gościem był także Andrzej Wawrzyk, by dopingować kolegów z grupy. Prawdopodobnie wróci on na jesieni walką w Polsce, do której jednak będzie się przygotowywać w Ameryce. Najpierw jednak musi dojść do pełnej sprawności po poważnym wypadku samochodowym.

Trochę zdjęć i filmów:
20150131_19230220150131_19324320150131_21553120150131_22363620150131_23411220150131_23550920150131_23595520150201_00000820150201_00053720150201_010425

Dziękuję serdecznie znajomym za gościnę! Toruń to bardzo ładne miasto z fantastyczną halą widowiskowo-sportową. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku zostanie ponownie wpisane do pięściarskiego kalendarza polskich promotorów!

Co dalej? Luty zapowiada się  względnie spokojnie (mecz Hussars Poland w Koninie oraz gala KSW 30 w Poznaniu). Marzec to gala Tymex Boxing Promotion, natomiast SKP&BabilonPromotion w kwietniu prawdpodobnie zorgranizują aż dwie(!) gale (Rzeszów oraz Legionowo). Zapowiada się więc pracowita wiosna 🙂

Dodaj komentarz

Rogowski przed walką z Gudelem: Gdzie jestem ja, a gdzie jest on?

Już za kilka dni wielki zawodowy boks zawita do Torunia. W walce wieczoru Krzysztof Głowacki zmierzy się w elimintorze WBO kategorii cruiser z groźnym i twardym Nurim Seferim. Zanim jednak kibice obejrzą tę potyczkę czeka ich kilka mniej lub bardziej ciekawie zapowiadających się pojedynków. Interesująco na pewno zapowiada się starcie Krzysztofa Rogowskiego z Piotrem Gudelem, który wypłynął wygraną z Rafałem Kaczorem podczas gali Polsat Boxing Night. Teraz zmierzy się z rutynowanym ‚Rogusiem’. Czy ta walka pokaże, kto jest najlepszy w tym przedziale wagowym na polskim podwórku?

-Powiedz coś o przygotowaniach do walki. Na ile jesteś przygotowany? Ludzie, którzy śledzą twoją karierę wiedzą, że oprócz boksowania pracujesz także fizycznie. Jak udało ci się pogodzić pracę z treningami?
Że tak powiem… Ciężko. Wziąłem trochę wolnego. Dokładnie dwa tygodnie. No i zasuwam. Trenuję z Mariuszem Koperskim- przyjacielem, z którym razem boksowałem w PKB Poznań. Dariusz Snarski przygotowuje treningi, a my je realizujemy

-Waga zrobiona?
Tak, tak. Ja dużo nie ważę, bo około 58,5 kg. Do 57kg zejdzie spokojnie.

-Co wiesz o swoim rywalu? Nie ma on za dużo walk na zawodowych ringach… Jakie widzisz atuty po swojej stronie i stronie przeciwnika w tym pojedynku?
Ja chcę wykorzystać ringową mądrość. Nie lecieć na wariata, tylko spokojnie podejść i po prostu go przechytrzyć swoimi umiejętnościami i cwaniactwem ringowym. On dużo zawodowych walk nie ma stoczonych, amatorskich zresztą chyba też tyle co ja miałem. Po prostu wchodzę i daję z siebie wszystko jak zawsze. Ja nie liczę na minimalizm, tylko na dobry boks.

-Niedawno pojawiła się wypowiedź Gudela, w której mówi, że masz taki trochę chaotyczny styl, przez co masz dużo wygranych, ale i przegranych przed czasem. Jakbyś się do tego odniósł?
Dopiero drugi raz boksuje w Polsce na takiej dużej gali. Wcześniej boksowałem u Darka Snarskiego. Boksowałem w Rzeszowie na Wojak Boxing Night z Kamilem Łaszczykiem. Gala w Toruniu będzie drugą taką dużą, że tak powiem. Fajnie, że będę mógł się pokazać w Polsce większej publiczności. Chcę pokazać, że boksuje za granicą i nie przegrywam tam słusznie czy po jednostronnych walkach, ale walkach bardzo dobrych i z wyrównaną punktacją, typu 2-1 lub około remisu,  a jak to bywa na wyjazdach- sędziowie dają mi przegrane.

-Czy uważasz, że ta walka z Gudelem może być jakimś przełomowym momentem twojej kariery?
Nie, nie… Gdzie ja jestem, a gdzie jest Gudel? Ja w rankingu jestem wysoko- bodajże 23. miejsce w Europie,  a gdzie jest Piotrek? On nic nie wniesie do mojego rankingu czy rekordu.

-Ale chyba zgodzisz się ze mną, że takie nazwisko coś może ci dać, bo pokazał się on szerokiej widowni wygraną nad Rafałem Kaczorem na Polsat Boxing Night.
Nie wiem. Rozmawiałem z Rafałem i powiedział, że zaskoczył go w dwóch ostatnich rundach i że on powinien tę walkę wygrać. Ale werdykt był taki, a nie inny. Ja wchodzę od pierwszej rundy i walczę do końca. Czy to się skończy na punkty czy przed czasem- ring pokaże.

-Czy traktujesz ten pojedynek jako starcie o prymat na polskim podwórku w tej kategorii wagowej?
Na pierwszym miejscu w naszej kategorii to chyba jest Kamil Łaszczyk, nie?

-Traktujemy Kamila już w nieco innych kategoriach. Wiadomo, że trenuje w Ameryce i oczekiwania wobec niego są znacznie wyższe.
Tak jest. Ma bardzo dobre ‚podwórko’, które mu pomaga w treningach i wszystkim innym. Bo to jest tak naprawdę podstawa. Może się skupić wyłącznie na treningach, a to bardzo dużo daje. Ja chcę wygrać ten pojedynek, a jak się zakończy, to zobaczymy. Co tu dużo mówić… Niech wygra lepszy.’

-Twój promotor Dariusz Snarski mówi, że ta walka pokaże kto jest najlepszy na polskim podwórku.
Gudel dążył do tego żebyśmy się spotkali, a dla mnie nic ten pojedynek nie wniesie.

-Będzie wojna?
Ja myślę, że tak. On chce pokazać swoje, ja też chcę pokazać na co mnie stać. Jestem dobrze przygotowany. Wchodzę i robię swoje.

Dodaj komentarz

Stiverne vs Wilder

Przed nami jedna z najbardziej elektryzujących potyczek w wadze ciężkiej ostatnich kilku lat. Chociaż mi osobiście jakoś ten nastrój się nie udziela i nie chodzę ‚nakręcony’, to większość kibiców już zaciera ręce na myśl o dzisiejszym pojedynku. Stawka ogromna, bo na szali położony będzie pas federacji WBC. Walka ta będzie wyjątkowa także z paru innych względów. Najważniejszym z nich jest z pewnością fakt, że jest to walka mistrzowska, w której nie bierze udziału Władimir Kliczko, chociaż nie ukrywa on, że z wielką chęcią zawalczyłby o zielony pas, który jeszcze do niedawna był w posiadaniu jego starszego brata.
Co natomiast możemy powiedzieć o głównych bohaterach dzisiejszego pojedynku? Pierwszy wspólnie ich opisujący mianownik jaki mi przychodzi do głowy to… niesprawdzeni. Obaj zaliczani są do czołówki wagi ciężkiej, ale w ich imponujących rekordach trudno znaleźć więcej niż kilka godnych odnotowania ‚skalpów’. Prześwietlmy więc najpierw mistrza: 24 wygrane (21 KO) i tylko jedna porażka (w mocno kontrowersyjnych okolicznościach), liczba przeboksowanych rund-85, odsetek nokautów- 80,77%. Najmocniejsze nazwisko na rozkładzie Stiverne’a to z pewnością Chris Arreola, którego pokonywał dwukrotnie (pierwszy raz na punkty, w drugim podejściu przed czasem). Jeśli chodzi o rekord pretendenta, to jest on naprawdę imponujący: na 32 walki wygrał wszystkie i to przed czasem! Potrzebował on na to zaledwie 58 rund. Trudno jednak szukać wśród ofiar ‚Bronze Bombera’ nazwisk ze ścisłej czołówki. Gavern, Scott czy Liachowicz to nazwiska z drugiej, a nawet trzeciej ligi obecnej wagi ciężkiej. Kolejny aspekt- waga zawodników. Stiverne wniósł na wagę 108,4 kg, natomiast Wilder ‚zaledwie’ 99,3 kg. Obaj mierzą odpowiednio 188 cm oraz 200 cm wzrostu, zasięg ramion: 203 cm mistrza oraz 211 cm pretendenta.

Bogatsi o wiedzę w postaci paru suchych liczb możemy zatem pobawić się w przewidywanie ewentualnego przebiegu walki tych mocno bijących wielkich facetów. Zanim jednak do tego przejdziemy, chciałbym zaznaczyć, że dla obu będzie to pierwszy poważny test w karierze. Jak zniosą presję oraz świadomość tego jak wielka jest stawka tego pojedynku? Obaj mają dosłownie ładunki wybuchowe w rękawicach. Nokaut będzie  wisieć w powietrzu! Przewiduję trzy możliwe warianty:
a) Wygrana Wildera na punkty. Może wydawać się Wam to niedorzeczne, ale ja wcale nie wykluczałbym takiego zakończenia. Obaj mają potężne uderzenie, ale Wilder, który nie walczył nigdy więcej niż 5 rund będzie spokojnie ‚pykać’ wyraźnie wolniejszego i mniej dynamicznego rywala długim lewym prostym. Walka nie będzie wtedy z pewnością zbyt widowiskowa, ale ‚Bronze Bomber’ mógłby pokazać, że obawy niektórych o jego kondycję są bezzasadne. Z drugiej strony- kiedyś musi w końcu przyjść pierwsza ‚dwunastka’ rozegrana na pełnym dystansie. Szanse na takie zakończenie są jednak nikłe.
b) Wygrana Wildera w pierwszej fazie walki Amerykanin powiedział wprost- za nadgodziny mu nie płacą, dlatego wszystkie swoje walki kończy tak szybko. Bardzo możliwe więc, że od pierwszego gongu mocno ruszy na rywala i zasypie go swoją firmową nawałnicą ciosów, z których jeden lub więcej czysto ‚siądzie’ na szczęce lub skroni rywala i będzie po zabawie. Stiverne to zawodnik dobrze kontrujący, ale będzie bardzo trudno przedrzeć się przez długie i szybkie ręce znacznie wyższego rywala.
c) Wygrana Stiverne’a w drugiej fazie walki Wilder bije potwornie mocno. Co do tego chyba nie można mieć żadnych wątpliwości. Może jednak się ‚wystrzelać’ i opaść sił. W późniejszych rundach to Stiverne może być stroną przeważającą, o ile przetrzyma napór rywala i nie zbierze zbyt dużej ilości ciosów. Podejrzana szczęka i niesprawdzona na dłuższym dystansie kondycja jego rywala zdają się być jego atutem, jeśli walka potrwa dłużej niż 6 rund.

Faworytem bukmacherów jest Wilder. Kursy na Amerykanina wahają się w granicach 1,5. Stawiając na jego rywala można zarobić znacznie więcej, bo około 2,5 zł za każdą postawioną złotówkę. Wśród ekspertów i kibiców podział ten jest zdecydowanie bardziej zbliżony i wynosi mniej więcej 50-50. Wygrana żadnego z zawodników nie będzie żadną niespodzianką. Zaskoczeniem natomiast będzie, jeśli usłyszymy w tej walce ostatni gong i będziemy czekali na werdykt sędziów punktowych. Ja stawiam na panującego mistrza, ale nie skreślam Wildera. Procentowo rozłożyłbym to na poziomie 60-40 na korzyść Stiverne’a.

A co dalej? Federacja WBC wyznaczyła już eliminator Powietkin-Perez. Jego zwycięzca ma zmierzyć się ze zwycięzcą dzisiejszego pojedynku. Oficjalnym pretendentem do pasa jest z kolei Bryant Jennings, który negocjuje walkę z Doktorem Stalowym Młotem. Na pewno bacznie będzie się przyglądać dzisiaj potencjalnym rywalom. W ciągu następnych kilku dni powinien zdecydować się czy bierze pojedynek o trzy mistrzowskie pasy z Władimirem, w którym szanse ma niewielkie lub walkę o pas WBC, w której nie stałby z pewnością na straconej pozycji. Pożądliwie w stronę zielonego pasa z pewnością spogląda także dominator królewskiej dywizji, który chciałby, aby trofeum powróciło do rodziny i potwierdziło tym samym jego absolutną hegemonię. Wśród tego wszystkiego jesteśmy oczywiście my, kibice, którzy oczekujemy dziś w nocy wielkich grzmotów i jeszcze większych emocji! 2015 może być naprawdę bardzo dobry i obfitujący w wiele ciekawych walk na szczycie. Oby dzisiejsza była właśnie pierwszą z nich. Tego sobie i Wam życzę. 🙂

Dodaj komentarz

Podsumowanie 2014

Kolejny pięściarski rok dobiega końca. Jak zawsze byliśmy świadkami wielkich walk, rozczarowań, powrotów i pożegnań. Nie zabrakło spektakularnych nokautów jak i niespodziewanych porażek faworytów. Czas więc na krótkie jego podsumowanie i wyróżnienia- zarówno te chlubne, jak i te wstydliwe. Zaczynamy!

POLSKA
Powiedzmy sobie szczerze- rok 2014 był najgorszym w historii polskiego boksu zawodowego od wielu, wielu lat! Mistrzowski pas w wadze junior ciężkiej stracił po kiepskiej walce Krzysztof Włodarczyk. O innym zawodniku walczącym na tej samej gali też o pas, ale innej federacji chyba nie warto nawet wspominać, bo była to totalna kompromitacja. Miałem niemały problem z wyborem najlepszego polskiego pięściarza mijającego roku, bo szczerze mówiąc… nie bardzo było w czym wybierać! Ostatecznie postanowiłem nie przyznawać tytułu pięściarza roku. Chciałbym jedynie wyróżnić Andrzeja Fonfarę za przyprawienie o chwilę strachu Adonisa Stevensona i zapoznanie go z deskami. Mało kto dawał szanse Polakowi na dotrwanie do ostatniego gongu, ten jednak wytrzymał pełne 12 rund z królem nokautu. Przegrał jednak tę walkę wyraźnie.  Na wyróżnienie zasługuje także moim zdaniem Patryk Szymański– 3 zwycięstwa, wszystkie przed czasem. Powrócił też do Stanów Zjednoczonych, co może mu wyjść tylko na dobre. Radzę dokładnie się przyglądać temu chłopakowi!
Najlepszym podsumowaniem 2014 jest to, że jedynym miłym akcentem było posadzenie Stevensona na deski przez Fonfarę. Reszta niech będzie milczeniem…
Najlepsza gala? Tu nie będzie zaskoczenia. Zdecydowanie Polsat Boxing Night. Kapitalnie zestawiony undercard dostarczył sporej dawki emocji, nokautów, oraz niespodzianek.
Nokaut roku: Syrowatka-Chudecki
Brutalny prawy sierpowy z poprawką, która była swoistym ‚pocałunkiem na dobranoc’. Cała Kraków Arena w jednej chwili dosłownie zamarła…

Walka roku: Kostecki-Sołdra
Wielka niespodzianka na Polsat Boxing Night. Obaj dali z siebie wszystko. Mało tu było bokserskich szachów- większość czasu oni po prostu się bili! Wynik dla większości kibiców i ekspertów sensacyjny, ale na tym polega właśnie piękno boksu.
http://www.ipla.tv/Dawid-kostecki-andrzej-soldra/vod-6067613

Rozczarowania roku
Tutaj nominowanych jest pełno. Nie chcę się pastwić nad nikim, dlatego tylko wymienię Panów z imienia i nazwiska. Czego ‚dokonali’, każdy doskonale pamięta…
-Paweł Głażewski
-Paweł Kołodziej
-Krzysztof Włodarczyk
-Grzegorz Proksa
-Dawid Kostecki
-Tomasz Adamek

ŚWIAT
Kandydatów do pięściarza roku było kilku. Ja ostatecznie stawiam na Siergieja Kowaliewa. Zanotował on w tym roku 3 zwycięstwa, a wisienką na torcie było wypunktowanie starego (49 lat!) ringowego cwaniaka Bernarda Hopkinsa. Rosyjski bombardier dzierży w tym momencie 3 mistrzowskie pasy, a walka o pozycję absolutnego dominatora kategorii półciężkiej z innym królem nokautu- Adonisem Stevensonem zdaje się być kwestią czasu.
Na wyróżnienia z kolei zasługują:
Gennadij Gołowkin za trzy kolejne wygrane przed czasem. Kazachski postrach wagi średniej już w tym momencie uważany jest za ścisły top rankingu P4P, chociaż część kibiców i ekspertów zarzuca, że GGG w swojej karierze nie mierzył się z zawodnikiem ze ścisłej światowej czołówki.
Wladimir Kliczko również zasługuje na wyróżnienie. O ile walka z Alexem Leapai sportowo sensu nie miała, to walka z Pulewem pokazała ile lat świetlnych dzieli resztę zawodników wagi ciężkiej od jej króla.

Walka roku: Lucas Matthysse vs John Molina
Mało kto spodziewał się, że Argentyńskiego króla nokautu będzie czekać aż tak ciężka przeprawa. Obydwaj zawodnicy lądowali po 2 razy na deskach, nie szczędząc sobie brutalnych wymian, w których całkowicie zapominali o obronie. Ostatecznie jednak brutalna siła ‚Maszyny’ zwyciężyła.

Nokuat roku
Przyznam szczerze, że miałem tu niemały dylemat. Ostatecznie jednak postanowiłem wybrać efektowny nokuat jakim ‚poczęstował’ Aleksander Powietkin twardego Manuela Charra.

Rozczarowanie roku
Fury-Chisora II. Miała być bitwa o Anglię i prawdziwy hit,  dostaliśmy shit jakich mało. Chisora już powinien dać sobie spokój z boksem, bo jest już mocno robity. Przed Furym czas na poważniejsze wyzwania. Fury-Wach? Czy jest ktoś ma coś przeciw? Cisza… 😉

Co w 2015?
Ten rok zapowiada się naprawdę bardzo bogato, jeśli chodzi o hitowe pojedynki:
-Pacquaio vs Mayweather (jak nie teraz, to kiedy?!)
-Kowaliew vs Stevenson
-Alvarez vs Cotto
-Cotto vs Gołowkin
-Chavez Jr vs Froch

Niech chociaż połowa z nich dojdzie do skutku i będzie dobrze!

Na (prawie) sam koniec wyniki ankiety na najlepszego polskiego i zagranicznego pięściarza minionego roku:
aaaa-horz

2014 dla topboxing.pl
Co tu dużo mówić- to był świetny rok! Strona działa od kwietnia i jest już jakoś w miarę rozpoznawalna, a jej marka coraz bardziej się umacnia. Podsumuję ten rok w liczbach:
-5 gal bokserskich z akredytacją (Ślesin, Lublin, Międzyzdroje, Dzierżoniów, Radom)
-ponad 3000 przejechanych kilometrów
-wiele nowych znajomości, które w przyszłości na pewno pomogą
-ponad 1600 polubień na facebooku

A to wszystko w nieco ponad pół roku!!

Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować osobom, które w minionym roku mi pomagały: Tomasz Skarżyński, Natalia Nędzi, Michał Chudecki, Krzysztof Chudecki, Kamil Zieliński, Mariusz Grabowski, Jeff Wojciechowski, Monika Polska, Sebastian Rzadkiewicz.

2015 zapowiada się jeszcze lepiej! 🙂

Dodaj komentarz

Pięściarze roku- Polska i Świat. Głosowanie.


Dodaj komentarz

Relacja z gali Windoor Boxing Night- Radom, 12.12.2014

Za nami ostatnia już w tym roku gala boksu zawodowego na polskich ringach. Wydarzenie anonsowane jako ‚Ciężkie zderzenie’ przyniosło kilka emocjonujących pojedynków, a jednocześnie wiele pytań co ich bohaterów czeka w nadchodzącym roku. Ale może zacznijmy od początku: Podróż do Radomia przebiegła bez problemów. Nie nadziałem się na żadną ‚rutynową’ kontrolę, chociaż dworzec w Poznaniu patrolowały oddziały Straży Ochrony Kolei wraz z psami tropiącymi. Na miejscu byłem jakieś 2-3 godziny przed rozpoczęciem. Było więc sporo czasu, aby zaznajomić się z halą i zrobić mały wstępny rekonesans. Zaczepił mnie młody chłopak, który pytał czy dostępne są jeszcze jakiekolwiek wejściówki. Niestety te rozeszły się całkowicie kilka dni wcześniej. Zainteresowanie walkami Wacha, Łaszczyka, Jonaka czy Brodnickiej było ogromne i komplet wejściówek sprzedał się niemal od ręki. Zaczęliśmy sobie luźno rozmawiać. Ta niezobowiązująca pogawędka przerodziła się niemal w godzinną dyskusję! Oczywiście temat nie mógł być inny jak boks. Ciekawą anegdotą jest również to, że Antonio Horvatić (rywal Łaszczyka) wraz z trenerem podeszli do mnie i spytali gdzie odbywają się testy medyczne przed walką. Widocznie wzięli mnie za jakiegoś zawodnika. Sportowa torba na ramieniu i dres wystarczyły im, aby mnie wziąć za zupełnie kogoś innego. Grzecznie wytłumaczyłem, że dzisiaj mam nieco inne obowiązki. Przy odbiorze akredytacji było trochę problemów, bo nie było mnie na liście. Było trochę nerwówki, ale cała sytuacja skończyła się pomyślnie i mogłem ze spokojem przystąpić do działania. Bardzo miłe było to, że coraz więcej osób mnie kojarzy, często z imienia, a także od razu je łączą z moim portalem. W tym roku byłem na pięciu galach (Ślesin, Lublin, Międzyzdroje, Dzierżoniów, Radom).  Całkiem niezłe osiągnięcie jak na początki działalności. Mam nadzieję, że ten trend się utrzyma i będzie tylko lepiej i na stałe zagoszczę w tym środowisku.
Na gali można było spotkać wielu znajomych. Był Krzysztof ‚Skorpion’ Cieślak, którego poznałem w trakcie jego sparingów z Michałem Chudeckim, który przygotowywał się do walki z Lorą. Pogadaliśmy głównie o Polsat Boxing Night. Przy wejściu do szatni stał z kolei Andrzej Sołdra. Przywitanie było bardzo gorące. Pierwszą rzeczą było oczywiście pogratulowanie zwycięstwa nad faworyzowanym Kosteckim. Jednocześnie zaznaczył, że nie chce kolejnych pojedynków z rodakami. Woli mierzyć się z rywalami zza granicy. Zdaniem jego wzajemne ‚wybijanie’ się na krajowym podwórku nie jest dobrym pomysłem na polski boks zawodowy. Na trybunach zasiadł także Michał Cieślak- jeden z najlepiej zapowiadających się pięściarzy młodego pokolenia. Spotkałem również Pawła Skrzecza, do którego zwróciłem się ‚Panie Grzegorzu’ (bracia Skrzecz to bliźniaki). Nie spotkało się to z jego aprobatą, bowiem wiadomo nie od dziś w bokserskim światku, że obaj za sobą, delikatnie mówiąc, nie przepadają. Głównym tematem przewijającym się gdzieś w kuluarach było oczywiście zeszłotygodniowe zatrzymanie Piotra Wilczewskiego, Kamila Łaszczyka oraz Mariusza Wacha. W tej sprawie póki co zostało powiedziane w mediach praktycznie wszystko. Teraz nie pozostaje nic innego czekanie na postępowanie wyjaśniające. Sprawa jest naprawdę póki co bardzo niejasna i mocno podejrzana, dlatego doradzam wszystkim wstrzymanie się z osądami i jednoznaczną oceną bohaterów tego zamieszania. Przejdźmy teraz do najważniejszych wydarzeń tego wieczora,  a więc pojedynków bokserskich. Chciałbym się skupić na trzech głównych walkach tego wieczoru, bowiem z pięściarzami w nich występujących sporo kibiców pokłada spore nadzieje:
Kamil Łaszczyk – Antonio Horvatić
‚Szczurek’ to jeden z najbardziej utalentowanych polskich pięściarzy ostatnich lat. W tym roku stoczył aż 4 zawodowe pojedynki, a pierwszym z nich była walka z mocnym Danielem Diazem. Poziom rywali jednak nie został utrzymany. Kolejni rywale byli coraz słabsi. Kamil w dwóch ostatnich pojedynkach zmagał się z problemami zdrowotnymi- przetrenowanie, problemy z odpowiednią dietą i suplementacją. Rozmawiałem po walce z jednym z jego trenerów i powiedział mi on, że dieta została już rozpisana od A do Z wraz ze wszelkimi witaminami, mikroelementami itd. Na tak wysokim poziomie jest to niezbędne! Szkoda, że tak wysoko notowany w rankingach swojej kategorii wagowej zawodnik w swojej 19. zawodowej walce rywala zmienianego na dzień przed walką. Łaszczyk powinien znów wyjechać do USA. W Polsce niestety sparingpartnerów z jego kategorii wagowej jest jak na lekarstwo. Za Oceanem będzie mieć ich ‚do wyboru, do koloru’ (proszę nie odbierać tego jako przejaw dyskryminacji rasowej 😉 ). Powinien także solidnie odpocząć i zrobić serie niezbędnych badań, aby być gotowym w 100%. Trener Wilczewski powiedział, że w walce z Horvaticiem widzieliśmy 40-50% Kamila. Jeśli chce on dobrze zaprezentować się w pojedynkach w Stanach Zjednoczonych musi on być gotowy fizycznie na 110%!
Damian Jonak – Bradley Pryce
Dla idola śląskiej publiczności był to powrót po ponad rocznej przerwie na zawodowe ringi. Powodów tak długiej pauzy było kilka- zamieszanie z byłym promotorem Panem Andrzejem Wasilewskim, treningi z nowym szkoleniowcem i przestawianie się na nowy styl, szukanie wielkiej walki za Oceanem. Była to z pewnością najbardziej efektowna walka tego wieczoru. Zawodnicy wielokrotnie wdawali się w efektowne wymiany, co doceniała publiczność i nagradzała ich obu głośnymi brawami. Jonak wygrał minimalnie (76-75, 77-75, 76-75). Pomogło mu w tym na pewno liczenia rywala w 5 rundzie. Damian to pięściarz efektowny. Jego walki gwarantują sporo emocji i ładnego dla oka boksu. Było widać jednak trochę ringowej rdzy. 13 miesięcy rozbratu z ringiem to jednak spory kawałek czasu. Miejmy nadzieję, że w kolejnych pojedynkach będzie już tylko lepiej i Damian doczeka także w końcu swojej wielkiej walki. Musi tylko poukładać swój boks, bo sam w wywiadach po walce tłumaczył, że przedobrzył sprawę i chciał pokazać nowe elementy, zapominając jednocześnie o bokserskim abecadle, które sobie przyswoił już wiele lat wcześniej.
Mariusz Wach – Travis Walker
Walka anonsowana jako ‚ciężkie zderzenie’. W ringu mieliśmy dwóch potężnych chłopów z niesamowitą siłą w pięściach. Przed walką chyba nikt, kto chociaż trochę zna się na boksie, nie miał wątpliwości, że każdy inny rezultat poza wygraną Wacha przed czasem będzie niemal sensacją. Od samego początku pojedynku Wach kontrolował jego przebieg lewym prostym. Jeśli dobrze kojarzę, to chyba dopiero w 3. rundzie dołożył uderzenia z prawej ręki. Walker od samego początku walki polował na pojedyncze mocne uderzenie, z którego słynie, ale ani przez moment nie zagroził poważniej polskiemu zawodnikowi. Rzucała się przede wszystkim pewna nieporadność Amerykanina w atakach, gdzie nogi zostawały daleko z tyłu i nie nadążały za górą ciała. Walker próbował prowokować Wacha- opuszczał nisko ręce i próbował uników na refleksie, zachęcał do bójki gestami zapraszającymi do niej, pokazywał język itd. Mariusz nie dał jednak wciągnąć się w jego gry i konsekwentnie realizował swój plan taktyczny, którego finalizacja nadeszła w 6 rundzie. Po walce miałem okazję chwilę porozmawiać z Travisem. Powiedział, że jeszcze nie wie czy był to ostatni pojedynek w jego karierze. Musi to wszystko przemyśleć i sobie poukładać. Gdy spytałem go o siłę ciosu Wacha, odparł, że wcale najmocniej nie bije. Natomiast jako najlepszego przeciwnika z Polski z jakim miał do czynienia bez chwili wahania wskazał na Tomasza Adamka.

Wszystkie pojedynki radomskiej gali można zobaczyć na stronie internetowej ipla.tv.

Na sam koniec tradycyjnie kilka zakulisowych ‚smaczków’  i ciekawostek, a także garstka zdjęć:

-Na samym początku chciałbym odnieść się do zachowania części kibiców Mariusza Wacha, którzy co prawda nie żałowali gardeł w zagrzewaniu do boju swojego faworyta, ale używanie określeń ‚lej czarnego ku*asa’ wydaje mi się po prostu buractwem. Panowie, trochę szacunku dla zawodników. Skoro jesteście już tacy mądrzy to była okazja powiedzieć mu tego prosto w oczy. Gwarantuję Wam, że nie wydusilibyście z siebie słowa, bo spojrzenie Walkera było po prostu przerażające. Miałem okazje spojrzeć mu w oczy i jeszcze nikt nigdy tak na mnie nie spojrzał. Nie wiem ilu z nich leciało po walce robić sobie z Amerykaninem zdjęcia, ale takie zachowania są po prostu dla mnie śmieszne.
-O face to face z Walkerem już wspomniałem, ale po nim pozwoliłem sobie na małego psikusa. Podczas ‚boxing position’ przyłożyłem do szczęki Travisa swoją pięść. Zrobiło się przez chwilę naprawdę wesoło.

20141213_002251 20141213_002258

-W przerwie między walkami podszedłem chwilę porozmawiać z Andrzejem Kostyrą. Pan Andrzej okazał się sympatycznym gościem. W końcu mogłem go spytać skąd wynajduje on swoje specyficzne porównania, którymi raczy kibiców w trakcie oglądania komentowanych przez niego walk. Zaśmiał się głośno i powiedział, że wymyśla je na bieżąco lub też powtarza teksty zasłyszane gdzieś od znajomych z bokserskiego środowiska. Obok niego na stanowisku siedział trener Gmitruk, któremu oczywiście pogratulowałem przygotowania Syrowatki i Sulęckiego na Polsat Boxing Night. Pamiątkowe zdjęcie z ekspertami było wręcz obowiązkowe! 😉

20141212_221632 20141212_221956
– W trakcie całej gali aktywnie zbierałem podpisy pięściarzy, a także osób w różnym stopniu związanych z boksem. Autografy w albumie boksu zawodowego ‚Przeglądu Sportowego’ złożyli: Mariusz Wach, Kamil Łaszczyk, Andrzej Sołdra, Ewa Brodnicka, Krzysztof Cieślak, Mariusz Grabowski, Michał Cieślak, Mateusz Borek, Andrzej Gmitruk, Andrzej Kostyra. Ta wspaniała bokserska pamiątka będzie już niedługo do wygrania na facebookowym profilu topboxing.pl.

1220141212_21191320141212_212032

20141212_21282620141212_221915

-Kiedy rozmawialiśmy z Krzyśkiem Cieślakiem podeszła do nas jakaś ekipa telewizyjna i spytała czy może prosić o opinię na temat pojedynku wieczoru. Pomyślałem, że pewnie chcą spytać boksera, bo kto jak kto, ale ten z pewnością mógłby udzielić fachowej i rzeczowej odpowiedzi. Chłopaki jednak nie skojarzyli, że tuż przed nimi stoi były (na ten moment) pięściarz. ‚Skorpion’ zrobił im małego psikusa i poprosił o autograf na identyfikatorze. Materiał przygotowany przez tę ekipę można obejrzeć pod linkiem. (3.05 poznajecie? 😉 )

-W drodze powrotnej miałem okazję porozmawiać z sędzią Pawłem Kardyni. Dowiedziałem się wiele ciekawych rzeczy odnośnie zasad punktacji, sędziowania i zachowywania się arbitrów w określonych sytuacjach ringowych.

-Skoro już o sędziach mowa: na gali jednym z nich był także Mirosław Brózio, którego wiele kibiców pamięta z ringowej wojny Chudecki-Lora, która miała miejsce w sierpniu w Międzyzdrojach. Po niezwykle krwawej walce jego koszula przypominała fartuch rzeźniczy. Z ciekawości  spytałem o dalsze losy tej sławnej już koszuli. Pan Mirosław odpowiedział, że udało się ją doprać i dalej mu dzielnie służy.

To by było na tyle ode mnie 🙂 Był to piąty tegoroczny wyjazd. Rok ten z całą pewnością mogę uznać za więcej niż udany. Już teraz z tego miejsca chciałbym życzyć wszystkim zdrowych, wesołych świąt. Trzymajcie się!

Dodaj komentarz

Patryk Szymański przed walką z Gundrickiem Kingiem

Patryk Szymański to jeden z najlepiej zapowiadających się polskich pięściarzy młodego pokolenia. Mimo młodego wieku (21 lat) ma już na swoim koncie pas mistrza świata WBF oraz WBO Youth. Niedawno związał się on kontraktem z wszechwładnym Alem Haymonem, co jest nie lada zaszczytem i może oznaczać coś naprawdę grubego. Na swoim koncie ma on także pobyt na obozie przygotowawczym u niszczyciela wagi średniej- Gennadija Gołowkina. Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z pięsciarzem z Konina, który swoją kolejną zawodową walkę stoczy 12 grudnia w Chicago, gdzie zmierzy się z Gundrickiem Kingiem (18-13, 11 KO).

Jak przebiegły przygotowania- na jakim etapie jesteś i nad czym głównie pracowałeś?
Przygotowania przebiegły bardzo dobrze. To mój pierwszy obóz z nowym trenerem. Dużo się podczas niego nauczyłem. Obecnie zakończyliśmy już sparingi. Ostatni tydzień to już dopracowanie taktyki i łapanie świeżości po ciężkich przygotowaniach.
Co wiesz o swoim rywalu? Jakie ma on według Ciebie wady/zalety. Co będzie Twoją główną bronią w walce z nim?
Jest to doświadczony zawodnik, stoczył dużo pojedynków z dobrymi rywalami, ale po takim obozie jestem spokojny o swoją dyspozycję.
Jak układa się współpraca z nowym trenerem Rivasem? Wprowadził jakieś zmiany w Twoim treningu/styu/boksowaniu. Wyróżnia sie czymś na tle Twoich poprzednich trenerów?
Ze współpracy z trenerem jestem bardzo zadowolony. Oczywiście zostały wprowadzone pewne zmiany, myślę, że w każdym wymienionym elemencie.
W jakim limicie będziesz walczył w najbliższych walkach i czy planujesz ‚wycieczkę’ w górę? Jeśli tak, to kiedy?
Walka odbędzie się w limicie kategorii junior średniej (154 funty) i na tym limicie się skupiam. Czuję się w nim komfortowo.
Czy jest jakiś polski zawodnik, z którym chętnie byś zmierzył się np. na gali Polsat Boxing Night?
Nie ma obecnie zawodnika w Polsce z którym walka cokolwiek sportowo by wnosiła do mojej kariery. Wspólnie z moim promotorem Mariuszem Kołodziejem mamy inne plany na prowadzenie mojej kariery.
Domyślam się, że na Święta wracasz do Polski. A kiedy z powrotem wylot do Stanów?
Konkretna data będzie ustalona po mojej najbliższej walce. Wtedy usiądę do rozmowy z moimi promotorami, managerem oraz trenerem.
Jakbyś podsumował mijajacy wlasnie rok i jakie masz plany na ten nadchodzący?
Jestem zadowolony z tego jak rozwija się moja kariera i tutaj chciałbym podziękować mojemu promotorowi Mariuszowi Kołodziejowi. W tym roku podpisałem dwa ważne kontrakty,  które mam nadzieje już w 2015 roku zaczną przynosić korzyści. Co do planów na przyszły rok- tak jak wspominałem, po walce wspólnie z Teamem ustalimy co dalej.

Nie pozostaje nic innego jak życzyć Patrykowi powodzenia i kolejnych zwycięstw,  a w przyszłym roku jeszcze więcej sukcesów!

Dodaj komentarz

Być partnerką boksera…

Bycie zawodowym pięściarzem to niełatwy kawałek chleba. Ciężkie treningi, rygorystyczna dieta, rozłąka z bliskimi, ryzyko kontuzji i urazów, możliwość oberwania ‚po łbie’. Sport ten wymaga twardego charakteru i całkowitego poświęcenia się zamierzonym celom. Ważne jest też wsparcie najbliższych osób, dla których się walczy i w których można szukać wsparcia w najtrudniejszych momentach. Dla boksera z pewnością taką osobą jest jego partnerka. Z natury delikatne kobiety muszą oswoić się z widokiem krwi, zadrapań i siniaków, bowiem te są nieodłączną częścią sportów walki. Muszą być cierpliwe, bo nie zawsze jest czas na spędzenie czasu wolnego razem. O tym jak to jest być partnerką pięsciarza i co się z tym wiąże wypowiedziało się pięć Pań:
-Żaneta (dziewczyna Michała Syrowatki)
-Sylwia (dziewczyna Kamila Łaszczyka)
-Karolina (żona Krzysztofa Głowackiego)
-Monika (dziewczyna Michała Cieślaka)
-Natalia (żona Damiana Wrzesińskiego)

Zapraszam do lektury!
1.Czy jak poznałaś swojego wybranka, to czy przeszkadzało Ci, że uprawia tak niebezpieczny sport?
Żaneta: Gdy poznałam Michała to nie miałam pojęcia czym on się zajmuje, ale muszę przyznać, że jego sylwetka i pewność siebie były dla mnie – i wciąż są – bardzo… intrygujące. Każdy sport jest niebezpieczny, ale Michał nie daje zrobić sobie krzywdy. U mnie na początku była to ekscytacja, potem strach, a teraz jedno i drugie połączone z zażartym kibicowaniem bo wiem i widzę (i nie tylko ja), że jest po prostu najlepszy!
Sylwia:  Zanim poznałam Kamila nie zdawałam sobie sprawy jaki to trudny i niebezpieczny sport. Teraz staram się o tym się myśleć.
Karolina: Absolutnie nie, wręcz mi to imponowało. Poznaliśmy się w gimnazjum, więc byliśmy obydwoje bardzo młodzi i wiedziałam , że kocha boks i jest to jego pasją, więc nigdy nie przyszło mi nawet na myśl żeby z niego zrezygnował.
Monika: Kiedy poznałam Michała boksował jeszcze na ringach amatorskich. Nie przeszkadzało mi, że uprawia akurat ten sport, tym bardziej, że sama uwielbiam boks i cieszę się, że poznałam kogoś, kto podziela moje zainteresowania i tak świetnie się w nich realizuje.
Natalia: Nie,wręcz przeciwnie. Zaimponowało mi to w mężu.

2.Czy w ogóle interesujesz się boksem?
Żaneta: Tak. Przed poznaniem Michała -wyglądało to tak jak w zasadzie u każdego. Przy okazji walk znanych nazwisk jak: Adamek, Gołota, Włodarczyk czy Saleta. Teraz przeszłam zdecydowanie na poziom bardziej zaawansowany i już nawet światowe nazwiska nie są mi obce. Przeżywam walki, typujemy zwycięzców, tak jak Michał odwiedzam portale bokserskie, aby być na bieżąco.
Sylwia: Od dłuższego czasu tak to jakby część mojego życia. W końcu to praca mojego chłopaka.
Karolina: Póki nie poznałam Krzyśka nigdy nie interesował mnie ten sport. Jednak siłą rzeczy w tym momencie śledzę walki, ale głównie jego przyjaciół z klubu.
Monika: Tak, bardzo. Zawsze interesowały mnie sporty walki, jednak boks to moja największa pasja. Zawsze wnosi wiele emocji i napięcia. Jako dziecko chciałam oglądać walki Andrzeja Gołoty, jednak leciały późno w nocy i nigdy nie dotrwałam do tak późnej godziny przed telewizorem.
Natalia: Boks to twardy sport, interesuję się odkąd pamiętam! Daje nam dużo emocji.

3.Ile czasu macie dla siebie ze względu na treningi?
Żaneta: Trenowanie to jego praca, tak jak ja mam swoją. Podczas przygotowań jest faktycznie tego czasu coraz mniej ale coż, Michał boksuje już ponad 10 lat, mnie zna od 3 i w tej kwestii protestowanie wydaje mi się bezzasadne. Czasu jest mało, ale trzeba z każdej chwili wycisnąć jak najwięcej pozytywnej energii. Gdy Michała nie ma zajmuję się wtedy swoimi sprawami, pomagam mu tyle na ile mogę i cierpliwie czekam.
Sylwia: Różnie. Jeśli jest w Stanach to mniej. Różnice czasowe- kiedy ja wstaję on śpi, kiedy on wstaje i idzie na trening ja praktycznie kończę dzień. Zdarza się nadrabiać w weekendy kiedy ma jeden trening, chociaż nie zawsze. Chodzi tam na eventy by się pokazać itd. Mamy mniej czasu dla siebime ale kiedy możemy to rozmawiamy. Co do treningów w Polsce: to jest znacznie łatwiejsze, chociaż nie zawsze, bo obóz to obóz.
Karolina: Ze względu na to , że mieszkamy w Wałczu gdzie ja mam pracę, nasza córka ma szkołę, a Krzysiek ma treningi w Warszawie, jesteśmy praktycznie cały czas osobno, ale staramy się każdy weekend spędzić razem.
Monika: Niewiele i chyba to najbardziej mi przeszkadza. Kilka tygodni przed walką Michał solidnie trenuje, ma treningi dwa razy dziennie, często jest zmęczony, dużo śpi. Nie mam do nikogo pretensji, wiedziałam z kim się związuje i z czym to się wiąże. Cieszę się, że się realizuje i mocno Go wspieram.
Natalia: Damian ma poukładaną prace, treningi, czas dla mnie, córeczki i na odpoczynek, czyli wszystko to na czym nam zależy.
4.Czy nie przeszkadza Ci, że podczas wyjść np. na miasto Twój mężczyzna jest zaczepiany przez fanów, którzy chcą pogadać, zrobić zdjęcie, wziąć autograf?
Żaneta: O nie, to super sprawa! Szczególnie jak widzę jaką to jemu sprawia przyjemność. Życzę mu jak najwiecej fanów i takich sytuacji.
Sylwia: Kiedyś może i tak. Szczególnie po walkach fani podchodzą gdy jesteśmy na zakupach itd. Ja wtedy idę dalej lub robię za fotografa. Inaczej jest po zejściu z ringu, ale trzeba się w kocu przyzwyczajać. Z drugiej strony cieszy mnie to, że jest coraz bardziej rozpoznawalny.
Karolina: Nie przeszkadza mi takie zachowanie, wręcz miło jest spotkać osoby które doceniają jego ciężką pracę.
Monika: Na początku było troszkę dziwnie, ale już powoli Michał się do tego przyzwyczaja. Mi absolutnie to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Fajnie jest usłyszeć od obcych ludzi, że trzymają za Michała kciuki i życzą mu sukcesów.
Natalia: Mąż jest początkującym pięściarzem, zdarza się że jest zaczepiany przez fanów ale mi to nie przeszkadza.
5.Co robisz w trakcie walki? Oglądasz z bliska czy może siedzisz gdzieś z tyłu, a może wcale nie patrzysz, tylko czekasz na werdykt końcowy?
Żaneta: Nie wyobrażam sobie tej ostatniej opcji! Muszę widzieć, nieważne gdzie wtedy siedzę. A co wtedy robię? Cała się trzęsę, nie drę się – może trochę i tylko czasami, ale uważnie słucham i obserwuję wszystko. Gdy emocje opadają mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami z Michałem.
Sylwia: Zawsze staram się być na walkach w Polsce i strasznie to przeżywam .Chyba bardziej niż on sam.
Karolina: To zależy gdzie oglądam walkę. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się żebym podczas walki była sama. Chyba nie dałabym rady oglądać walki sama. Staram się oczywiście zachować spokój, ale to jest zawsze ogromny stres i czasami zdarzało się, że osoba siedząca obok relacjonowała mi przebieg wydarzeń.
Monika: Przede wszystkim w trakcie walki bardzo się denerwuje. Oglądam walkę bardzo uważnie, jestem bardzo skupiona i czasem mam ochotę coś krzyknąć z emocji. Nie chcę by mu się coś stało. Na werdykt końcowy nie czekam, bo doskonale wiem, kto wygrał. Czekam tylko kiedy móc zacząć skakać z radości, że wygrał oraz jest cały i zdrowy.
Natalia: To są przeogromne emocje. Oglądam z bliska, staram się być opanowana i spokojna. Wiem na ile mąż jest przygotowany i ile może z siebie dać w ringu.

6.Z czym w ogóle wiąże się bycie drugą połówką boksera? Jakie są wady i zalety bycia z takim mężczyzną?
Żaneta: Cierpliwość przede wszystkim. Darzę mojego mężczyznę wielkim szacunkiem, podziwiam go, bo wiem ile nerwów i zdrowia go to kosztuje – mam tu na myśli szczególnie czas przygotowań. W końcu daje mi wiele powodów do radości i domu. Trzeba też mieć swoją przestrzeń i zainteresowania by dać jemu spokój, gdy tego potrzebuje i nie odbierać jego „humorów” zbyt osobiście Do zalet niewątpliwie należą wyjazdy w piękne miejsca oraz poznawanie ciekawych osób. A wady – nie wiem czy chcę się ich doszukiwać, może lepiej nie. To kwestia indywidualna zależna od charakterów.
Sylwia: Bycie z bokserem na takim poziomie wiąże się przede wszystkim z poświęcaniem chociażby dlatego, że często go nie ma. Muszę też rozumieć, że Kamil ma coraz więcej fanów i fanek. Zdarza się że razem od czasu do czasu trenujemy, biegamy, jeździmy na rowerze, chodzimy na basen.
Karolina: Zacznijmy od wad: wyjazdy i ciągłe bycie osobno. Stres i zamartwianie się czy nic złego się nie stanie podczas walki. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A więc zalety: bezpieczeństwo, duma z tego kim jest i co robi i oczywiście zawsze nigdy nie jest z nim nudno.
Monika: Wadą na pewno jest strach i stres. Boks to ciężki kawałek chleba. Boję się o Michała za każdym razem kiedy staje w ringu. Emocje jakie towarzyszą kobiecie, matce czy najbliższej rodzinie zawodnika są nie do opisania. Dla mnie zaletą na pewno jest to, że mogę podziwiać swojego mężczyznę za to jakie robi postępy i jak dużo daje emocji ludziom kochającym ten sport. Zaletą również jest duma jaka rozpiera mnie po każdej walce oraz to, że jest zadowolony, a to jest dla mnie bardzo ważne.
Natalia: Nie jest lekko, ale wiedziałam na co się decyduję. W każdej sytuacji staję za swoim mężem murem. Boks to trudny sport fizycznie i psychicznie. Jeśli jest się żoną pięściarza, to trzeba być odważną kobietą. Bez tej cechy charakteru nie można wiązać się ze sportowcem.
7. Ile czasu w ciągu roku macie całkowicie dla siebie, kiedy partner ma względne przerwy od treningów?
Żaneta: Licząc 4 walki rocznie, a do każdej przygotowuje się około 2 miesięcy… Teraz tak patrzę, że faktycznie nie wychodzi tego za dużo, ale wszystko to kwestia organizacji. Nie narzekamy. Jak nie pojedziemy gdzieś teraz, pojedziemy później. Znajomi i rodzina też są wyrozumiali i dostosowują się.
Sylwia: Przerwy są między walkami i to znowu zależy od tego czy walka jest w Stanach czy w Polsce. W Stanach walki są ciężkie, więc przerwę ma dłuższą. Wraca do Polski na odpoczynek. Czasem uda nam się gdzieś wyjechać… Po walkach w Polsce ta przerwa jest zdecydowanie krótsza- do dwóch tygodni, ale Kamil i tak wykorzystuje ją często w domu (jak nie codziennie) robi walkę z cieniem, rozciąga się itp. Aż muszę go prosić aby odpoczął, żeby ręce i mózg odpoczęły po dwu, trzy-miesięcznym obozie.
Karolina: To zależy głównie od tego ile ma zaplanowanych walk w ciągu roku, a co roku jest inaczej. Najdłużej wolne ma po walce, ponieważ spędzamy razem nawet do 3 tygodni, ale nie ma na to reguły. Staramy się każdy weekend spędzać razem .
Monika: Ciężko powiedzieć. Ten czas jest bardzo nieregularny. Michał to ambitny zawodnik i nie robi sobie zbyt długich przerw. Jest uzależniony od treningów. W niecały tydzień po walce z Abdoulem był na sali treningowej, mimo, że kolejny pojedynek miał stoczyć dopiero za ponad dwa miesiące. Następna walka jest przewidywana dopiero na marzec 2015 roku, ale on nie zwalnia tempa- jak nie siłownia to bieg lub basen. Chętnie chodzę z nim długie spacery i basen, ponieważ też preferuję aktywny tryb życia.
Natalia: To wszystko zależy ile ma walk w roku. Na dzień dzisiejszy w końcu będzie mógł chwile odpocząć i skupić się na leczeniu. Damian miesiąc temu przeszedł zabieg lewej ręki. Kilka miesięcy będzie miał przerwę. W grudniu zjeżdżamy do Polskim, aby wyleczyć rękę u najlepszego specjalisty którym jest ceniony w Polsce i na świecie Pan Profesor Romanowski. Teraz chcemy się skupić na leczeniu tej ręki, aby mógł powrócić na ring silniejszy i zdobyć wymarzony pas EBU (tytuł Mistrza Europy).

8. Jak spędzacie razem wolny czas?
Żaneta: Różnie, nie ograniczamy się. Lubimy wyjazdy i świeże powietrze. W związku z tym, że mieszkamy w Białymstoku, część naszych rodzin i znajomych została w Ełku, gdzie z chęcią wracamy.
Sylwia: Wolny czas spędzamy ze znajomymi. Gramy w siatkówkę, ping-ponga, koszykówkę, chodzimy na basen. Jeśli możemy, to wyjeżdżamy sami.
Karolina: Z Krzyśkiem nigdy się nie nudzimy. Spacery, rowery, spotkania z przyjaciółmi i rodziną lub po prostu spokojnie w kinie albo w domu przed telewizorem.
Monika: Michał ciężko trenuje i jest tak zmęczony, że zostajemy w domu, ale zupełnie nam to nie przeszkadza, bo bardzo lubimy oglądać razem filmy czy właśnie boks. Chodzimy również do kina lub na kolacje. Mimo, że jesteśmy ze sobą długo, nie rezygnujemy z randek.
Natalia: Każdą wolną chwile spędzamy z naszą 2-letnią córeczką. Staramy się jak najwięcej czasu jej poświęcić.

9. Jakim prywatnie człowiekiem jest Twój partner? Co lubi robić, ma jakieś szczególne pasje i upodobania poza boksem?
Żaneta: Samochody to jego druga pasja. Miał ich już sporo, interesuje się zarówno nowinkami technologicznymi jak i sam lubi coś „podłubać” pod maską. Prywatnie jest… fascynujący, ponieważ jest mega inteligentny. Jest moim przyjacielem, ale też potrafi mnie zganić, gdy jest taka potrzeba.
Sylwia: To strasznie dobry chłopak. Ludzie którzy go znają wiedzą, że jest strasznie pomocny. Co lubi robić? Generalnie jego życie to sport: siatkówka, koszykówka, ping-pong, piłka nożna i ciągły ruch. No i jeśli ma wolne, to lubi podjeść.
Karolina:  Krzysiek jest osobą skromną. Nie lubi mówić za bardzo o sobie. Najlepiej czuje się wśród najbliższych przyjaciół i rodziny. A co do pasji- chyba interesuje się wszystkim po trochu.
Monika: Prywatnie jest taki jak w wywiadach- nikogo nie gra, jest sobą, zachowuje się tak jak przystało na prawdziwego sportowca, czyli z klasą. Dużo by opowiadać jakim jest człowiekiem, natomiast w skrócie powiem, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Najbardziej podoba mi się to, że mamy taki sam pogląd na świat i że tak dobrze się rozumiemy, bo mamy podobne przeżycia. Naszą wspólną pasją poza boksem są również psy. Michał ma szczeniaka rasy Dogo Canario. To jedna z jego ulubionych ras. Piesek jest wspaniały i z dnia na dzień rośnie w oczach.
Natalia: Damian jest osobą spokojną i skromną. Lubi biegać, pływać i jeździć na rowerze. Interesuje się dietetyka i suplementacją.

10. Jak wyglądają jego ostatnie dni przed walką? Czy roznosi go energia przed wyjściem do ringu, czy też jest spokój, opanowanie i wyciszenie?
Żaneta: Wydaje mi się, że jest to bardziej pytanie do Michała. Ja odbieram te dni jako mieszankę wszystkich tych emocji, ale faktycznie to wyciszenie najbardziej, bo dużo śpi i nie zaprząta sobie głowy pierdołami.
Sylwia: To zależy. Zazwyczaj wyciszenie i spokój. Pamiętam walkę z Diazem- był tak spokojny, że aż nie wierzyłam. Uśmiechnięty i na luzie. Rozmawialiśmy przed walką i był strasznie pozytywnie nastawiony, pełen energii i zazwyczaj tak jest, ale jeśli coś jest nie tak i on to czuje w przygotowaniu (np. choroba) to wolę sama go unikać… I dać mu spokój, byleby się nie denerwował. Czysty umysł przed walka to chyba najważniejsze dla każdego zawodnika.
Karolina: Krzysiu jest zawsze opanowany przed walką i skoncentrowany tylko i wyłącznie na niej. Ale zawsze nie może się doczekać dnia walki i odlicza dni, więc energii ma aż nadto.
Monika: Michał jest na co dzień spokojny i taki też jest przed walką. Najważniejsze jest to, że musi być wyspany i najedzony. Godzinę przed walką roznosi go energia, ponieważ nie może się doczekać wejścia na ring i wtedy chodzi „nabuzowany”.
Natalia: Damian dba o to aby w chwili wyjścia na ring był wypoczęty i skoncentrowany. W dniu walki skupia się na relaksie.
11. Zdarzało się, że musiał wykorzystać czasem swoje pięściarskie umiejętności, aby wyjaśnić, że lepiej nie podrywać jego partnerki?
Żaneta: Na szczęście nie było – i oby nie było – takiej sytuacji. Michał „bije się” zawodowo i za pieniądze. Nie chcę, aby wykorzystywał swoje umiejętności poza ringiem. Mogłoby mu to zaszkodzić wizerunkowo. I bez tego czuję się przy nim bardzo pewnie i bezpiecznie. Gdybym była facetem, bałabym się go zaczepić.
Sylwia: Nie, odkąd z nim jestem nikt nawet nie próbuje. No, może na początku, ale nie mamy z tym problemów. To mądry chłopak. Za wiele mógłby stracić.
Karolina: Nie! Nigdy! I sądzę, że nie dojdzie nigdy do tego. Zawsze świetnie się bawimy i Krzysiu nie musi nic nikomu wyjaśniać.
Monika: Na szczęście nie było jakiś poważnych sytuacji, bo sama daję sobie radę, natomiast jeśli ktoś będzie zbyt nachalny, to nie chciałabym, żeby doszło do takiej sytuacji, bo bałabym się o tego pana który miałby do czynienia z Michałem.
Natalia: Tak, zdarzył się taki incydent na początku naszego związku.

12. Gdy skończy karierę, chciałabym aby został… (dokończ zdanie)
Żaneta: … trenerem.  Nie sądzę, by Michał kiedykolwiek chciał definitywnie skończyć z boksem. Za bardzo to kocha, po walce wystarczy mu kilka dni regeneracji i znów myśli o treningu, szuka kolejnego przeciwnika – to wojownik. Zarówno w życiu jak i na ringu.
Sylwia: Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale gdy skończy karierę chciałabym, żeby miał coś swojego. Może własny klub sportowy, może knajpkę typowo bokserską, gdzie można by było obejrzeć każdą walkę, zjeść, porozmawiać, rozluźnić się. Chociaż mówił mi, że mógłby walczyć w MMA itp sztukach walki, ale wiadomo, że człowiek z wiekiem staje się bardziej dojrzały i jeszcze wiele może się zmienić. Dziękuję i trzymajcie kciuki za niego !
Karolina: Gdy skończy karierę chciałabym, aby został tym kim będzie chciał, bo pomysłów ma niemało. A i w życiu jest obrotny i poradzić sobie umie. Mam nadzieję, że będzie to coś, co umożliwi nam spędzanie więcej czasu razem.
Monika: Po zakończeniu kariery bardzo chciałabym razem z Michałem zwiedzić świat. Jak wiadomo Michał teraz nie ma czasu na podróże, tym bardziej zagraniczne. Najważniejsza jest kariera i ja to w pełni rozumiem. Chciałabym również, aby po zakończeniu kariery bokserskiej wreszcie sobie porządnie odpoczął i miał spokojną głowę, że ja o wszystko zadbam, a on niech zajmie się tym, czym tylko sam będzie chciał. Na dzień dzisiejszy ma już jakiś plan, ale to nic konkretnego, nadal dużo pomysłów przychodzi mu do głowy. Na pewno razem chcielibyśmy mieć przynajmniej trzy duże psy, a co jeszcze wymyślimy to nie wiem, czas pokaże. Zapytacie mnie za parę lat.
Natalia: Trenerem boksu.

Dodaj komentarz

Wywiad z Przemysławem Opalachem

Już jutro w swoim rodzinnym Olsztynie na gali Spartan Boxing Night przypomni o sobie pięściarz wagi super średniej Przemysław Opalach (15-2, 13KO). Jego rywalem będzie Slavisa Simeunović, z którym to już miał okazję zmierzyć się w zawodowej karierze. O nowej grupie promotorskiej, podziale czasu pomiędzy rodzinę i obowiązki, a także ewentualnym występie na Polsat Boxing Night porozmawialiśmy w telefonicznym wywiadzie. Oto jego zapis:

-Powiedz coś o przygotowaniach do walki ze Slavisą Simeunovicem?
Przygotowywałem się około 2,5 miesiąca na tę walkę. Mieliśmy obóz kondycyjno-wytrzymałościowy w Gołdapii. Teraz są sparingi, szybkość. Mam nadzieję, że będę gotów.
-Miałeś okazję się już zmierzyć z tym rywalem. Miał on wtedy na swoim koncie bodajże 3 zawodowe walki. Można więc powiedzieć, że znasz tego zawodnika. Czy bierzesz pod uwagę to, że już wcześniej z nim walczyłeś?
Spodziewam się całkiem innego zawodnika. Jak wtedy walczyliśmy, to on dowiedział się o pojedynku dzień przed galą. Przyjechał z 7-8kg nadwagi. Nie miał nawet czasu na przygotowania i myślę, że przyjechał tylko po wypłatę. Jako amator był dobrym zawodnikiem, stoczył dobrą walkę z Uensalem Arikiem wygraną na punkty, dzięki której podskoczył w Boxrecu. Myślę, że miał tyle samo czasu na przygotowania co ja, dlatego sądzę, że przyjedzie całkiem inny zawodnik. Oczekuję też od niego dobrego przygotowania, żebyśmy mogli dać dobre widowisko.
-Jesteś zadowolony z doboru rywala, który został wyznaczony przez federację? Miałeś do wyboru trzech i ostatecznie padło na Simeunovica.
Dużym czynnikiem była moja decyzja. Ja odpowiadam za to wszystko, dlatego też mogłem wybrać. Miałem w tym roku tylko jedną walkę- z Bakerem Bakaratem. Chciałem mieć na pewno lepszych przeciwników. To jest wysoko notowany pięściarz i ja to widzę, żeby to tylko wygrać i szykować się wtedy na lepszych rywali. W tym roku nie walczyłem często i dlatego jest mi to na rękę, że to jest akurat on, ale też nie wiadomo jak się przygotuje. Może być tak znakomicie przygotowany, że może dać mi bardzo trudną walkę.
-Działasz również jako promotor. Miałeś grupę First Round Promotion, która przeszła już do historii. Zastąpiła ją Spartan Promotion. Z czym wiąże się ta zmiana? Nowe cele, nowe wyzwania?
U mnie się dużo zmieniło, bo teraz nie jestem już sam dla siebie promotorem. Mam również sztab trenerów. Mam ludzi od załatwiany organizacyjnych rzeczy, tak jak Tomek Wojtulewicz, który jest moją prawą ręką i odciąża mnie od wielu rzeczy: marketingu, reklamy i innych rzeczy. Dlaczego Spartan Promotion? Bo jesteśmy waleczni. Nie oszukujmy się. Do tej pory robiłem to sam i przyznaję, że dużo sam osiągnąłem. Więcej niż niektórzy zawodnicy, którzy mają promotorów. Prowadzimy rozmowy z pięściarzami, któzy mogliby dla nas walczyć. Będą mieli dobre warunki, ale ciężkie walki. Będą musieli pokazać się kibicom. Dlatego stąd taka nazwa nowej grupy.

-Jesteś bokserem, działasz jako współpromotor, masz też klub ‚Wilki Olsztyn’. Jak udaje się Tobie to wszystko łączyć z życiem osobistym?
Akurat przy tej gali bardzo ciężko jest to zorganizować. Moja rodzina jest bardzo wytrzymała, bo zapominam o rzeczach i obowiązkach w rodzinie. Dlatego narazie jest ciężko. Myślę, że od następnego roku będzie inaczej, bo dograliśmy fajny zespół i po prostu musi tak być. Na dluższą metę nie dam tak rady- walki, rodzina, organizowanie gal. Po protu nie dam rady… Teraz jestem trochę odciążony, jeszcze nie jest to, co sobie wyobrażam i myślę, że od nowego roku będzie to perfekcyjnie zaplanowane. Będę już wtedy tylko zawodnikiem, ojcem i mężęm.

-Za nami gala Polsat Boxing Night. Jej główną ideą są walki polsko-polskie. Boksujesz w kategorii super średniej, w której mamy na naszym podwórku kilku dobrych pięściarzy. Masz może kogoś konkretnego na celowniku z kim chciałbyś się zmierzyć na takiej imprezie?
Myślę, że z każdym mógłbym dać dobrą walkę. Tylko powiem szczerze, że… mnie to nie interesuje. Mam już wyznaczoną swoją ścieżkę marketingową i promocyjną. Póki co żadnego Polaka nie widzę na swojej drodze, dlatego bym odmawiał każdą walkę. Za dużo zainwestowałem w swoją karierę, żeby tak po prostu to stracić. Ktoś da mi przegrać na punkty, bo nie byłbym na przykład faworytem. Nie mogę tego zaryzykować, nie chcę tego zaryzykować. Ale… nie mówię nie. Nie oszukujmy się- jeśli będzie dobra oferta, to zawalczę. Boks zawodowy to przecież biznes. Nie oszukujmy się. Wątpie jednak by ktoś wyłożył na stół pieniądze, jakie ja zainwestowałem w siebie. Każdą walkę o pas opłacałem z własnej kieszeni i na własną rękę szukałem sponsorów.

-Walczysz teraz w swoim rodzinnym Olsztynie. Czy odczuwasz w związku z tym jakiś stres? Czy ludzie na ulicy cię zaczepiają i czujesz jakąś presję?
Na pewno jest jakiś stres. Nie oszukujmy się. Po mojej plamie z Ajetovicem, gdzie w pewien sposób pękłem psychicznie. Więc jest trema, żeby nie dać plamy. Z drugiej strony jest podwójna motywacja, żeby wygrać tę walkę w dobrym stylu w swoim rodzinnym mieście i pokazać na co mnie stać. Myślę, że jest więcej motywacji niż stresu. Na pewno będę przygotowany na 200%, żeby to pokazać.

-Czy są już jakieś dalsze plany czy narazie jest tylko skupienie na najbliższej gali?
Na razie się koncentrujemy na najbliższej walce, bo szykuje się duże wydarzenie i ładna gala. Parę dni po walce na pewno usiądziemy i będziemy dyskutować co i jak.

-Podczas swojej kariery zwiedziłeś trochę świata. Walczyłeś między innymi w Afryce. Czy wolałbyś prowadzić karierę w kraju, czy też pociągają cię wyjazdy?
Szczerze mówiąc- wyjazdy są fajne. Po pierwsze, zwiedzasz świat. Po drugie, motywacja jest o wiele większa. Wygrać za granicą u przeciwnika jest znacznie przyjemniejsze. Dlatego jak przyjdzie jakaś dobra oferta wyjazdowa, to będę wyjeżdżał. Wracająć do Afryki- można powiedzieć, że była to ostatnia szansa. Był wtedy kryzys w mojej karierze, a walka tam była mi na rękę, bo mogła mnie wypromować. Myślę, że się to udało: pojechałem, wygrałem, przywiozłem pas IBF International.

-Jak wygląda sprawa z twoją popularnością w Olsztynie- ludzie zaczepiają, proszą o autograf lub zdjęcie? Możesz spokojnie iść do sklepu na zakupy?
Nie no, bez przesady… aż takiej medialności nie ma (śmiech). Ludzie w Olsztynie na pewno mnie znają. To nie jest aż tak duże miasto. Życzą mi powodzenia. Ale są też tacy, którzy liczą na to, że mi się nie powiedzie. Tak jest w każdym sporcie. Dzięki Bogu na szczęście jeszcze nie jestem tak popularny i spokojnie mogę zakupy zrobić. Niemniej, zdarza się dać autograf lub zrobić zdjęcie i to jest bardzo miłe.

-Dzięki za wywiad i powodzenia! Dobrej walki, dopingu publiczności i wszystkiego dobrego.
Myślę, że damy dobrą walkę, a publiczność będzie liczna i dopisze.

Dodaj komentarz

Polsat Boxing Night-opinie, przewidywania, refleksje…

Już dosłownie kilka godzin dzieli nas od najbardziej wyczekiwanej w tym roku gali boksu zawodowego. Co niecierpliwsi kibice odliczają już nawet minuty i sekundy do pierwszego gongu… Atmosfera z każdą godziną jest coraz gorętsza. Portale społecznościowe są wręcz zalewane kolejnymi porcjami zdjęć, filmów, wywiadów i innych materiałów z bohaterami dzisiejszej gali, ale także ich trenerami, sparingpartnerami i innymi członkami sztabu. Do tego natłoku informacji chciałbym dołożyć swoje symboliczne trzy grosze i podzielić się z Wami swoimi przewidywaniami i typami odnośnie karty walk. A czeka nas naprawdę suta bokserska uczta! Zaczynamy!

1) Rafał Kaczor-Piotr Gudel (6 rund)
Pojedynek ten otworzy całą imprezę. Z całym szacunkiem dla obu zawodników, ale… mało kogo on obchodzi. Obaj zawodnicy są praktycznie anonimowi dla przeciętnego widza. Zresztą dziwne by było jakby było inaczej- mają oni na swoim koncie raptem po 2 pojedynki. Jako ciekawostkę można dodać fakt, że jeden z nich toczyli już między sobą w 2013 roku w Ostródzie, a kolejny…  z tym samym rywalem. Nie potrafię pojąć (podobnie jak zdecydowana większość) co takie zestawienie robi na Polsat Boxing Night. O wiele sensowniejszym byłby pojedynek Kaczora z Cieślakiem, ponieważ obaj Panowie chyba mają sobie coś do udowodnienia i jest to sprawa osobista. Na pewno wielu z Was czytało czy też widziało prowokacyjne zdjęcia Rafała z nożem wraz z podpisem, który był po prostu poniżej wszelkiego poziomu. Publiczność na pewno nie będzie po stronie Kaczora (możliwe gwizdy i wyzwiska). Z racji tego, że zawodnik ten budzi we mnie delikatnie mówiąc negatywne emocje, sytawiam na punktową wygraną Gudela.

2) Łukasz Maciec-Michał Żeromiński
Pojedynek ten (podobnie jak poprzedni) również średnio mnie interesuje. Spodziewam się twardej walki rozegranej na pełnym dystansie, bowiem rekordy zawodników wskazują, że do puncherów zdecydowanie oni nie należą. Stawiam na punktową wygraną Maćca.

3) Dawid Kostecki-Andrzej Sołdra
Faworytem jest oczywiście Dawid Kostecki. Nawet pomimo dwuletniej przerwy spowodowanej odsiadką w zakładzie karnym. Możemy być niemal pewni, że rozrywa go wręcz energia i będzie chciał ją wyładować na Sołdrze. Jeśli Andrzejowi uda się przetrzymać spodziewany przeze mnie huraganowy atak ‚Cygana’ w pierwszej fazie walki, to prawdopodobnie skończy się ona na punkty. Walka z Feigenbutzem pokazała, że Andrzej gubi się, gdy jest mocno atakowany i w tym swojej szansy powinien upatrywać jego rywal. Obu zawodników lubię, Andrzeja miałem okazję poznać kilka tygodni temu osobiście. Nie wyłamię się i nie wykroczę przed szereg i stawiam na wygraną Kosteckiego.

4) Grzegorz Proksa-Maciej Sulęcki
Moim zdecydowanym faworytem jest Grzegorz Proksa. Decydującym czynnikiem moim zdaniem w tej walce będzie jego doświadczenie na europejskim i międzynarodowym poziomie. Jak czas pokazał wcale nie został on zdeklasowany przez genialnego Giennadija Gołowkina, tylko po prostu padł jego ofiarą, podobnie jak jego następcy. I nie zaprezentował się na ich tle wcale jakoś słabiej!  Za Sulęckim z kolei zdecydowanie przemawiają warunki fizyczne. Grześkowi będzie bardzo ciężko zbliżyć się do rywala, jednak jego doświadczenie z walk o mistrzostwo świata czy też Eurpy powinno zaprocentować. Walka stoczona będzie w umownym limicie 74kg i wydaje mi się, że limit ten bardziej będzie premiować naszego byłego czempiona Starego Kontynentu. Prywatnie jestem wielkim fanem talentu Proksy, którego wielu nazywa ‚polskim Martinezem’ (do tego pięściarza z Argentyny mam również ogromny sentyment), dlatego też może niezbyt obiektywnie, ale typuję wygraną pięściarza z Węgierskiej Górki.

5) Michał Chudecki-Michał Syrowatka
Nie będę ukrywać, że mocno kibicuję ‚Chudemu’, którego znam osobiście. Miałem okazję zobaczyć kilka treningów z przygotowań do walki z jego imiennikiem, a także wcześniejszej osławionej już krwawej walki z Felixem Lorą. Doświadczenie przywiezione zza Ocenu w postaci sparingów m.in. z Dannym Garcią z pewnością procentuje. Chudecki skompletował cały sztab ludzi dbających o jego dietę, wyżywienie, treningi oraz wiele innych detali, które przekładają się na dyspozycję w ringu. Mógłbym pisać jeszcze długo o zaletach jego boksu oraz teamu, jednak czas przejść do atutów jego rywala, a ten ma ich także sporo. Syrowatka przede wszystkim to doskonały technik. Składa on ciosy w liczne kombinacje i oglądając go można odnieść wrażenie, że czasem po prostu bawi się on ze swoimi przeciwnikami i robi z nimi co chce. Imponuje także muskulaturą, ale może okazać się to dla niego zgubne. Walka odbędzie zaplanowana jest na 10 rund i ilość ta zdecydowanie premiuje Chudeckiego, który już walczył na takim dystansie. Syrowatka zdaje się mieć problemy kondycyjne. Jeśli Chudecki narzuci wysokie tempo walki, jego imiennik w pewnym momencie może go po prostu nie wytrzymać. Niech zatańczą w ringu dwa Michały i niech wygra lepszy! Ja stawiam na Chudeckiego 😉

6) Tomasz Adamek-Artur Szpilka
Od początku moim faworytem był Adamek i zdania nie zmieniam. Tomek to niezwykle doświadczony zawodnik i to będzie jego główną bronią w walce z niepokornym młodym rodakiem. Obaj mają swoje wady, a główną z nich jest defensywa: ‚Góral’ trzyma nisko lewą rękę, natomiast Artur prawą. Jednak to Adamek znacznie częściej korzysta z lewego prostego, który jeszcze kilka lat temu był znakomity. Dalej jednak to jego bardzo groźna broń. Szpilka niesamowicie wzmocnił się fizycznie, co widać po zdjęciach jakie umieszcza na portalach społecznościowych. Jednak w boksie mięśnie nie walczą, a często nawet wręcz przeszkadzają, bo dotlenić taką ilość ‚mięcha’ nie jest łatwo. Będzie to pierwsza walka odmienioniego fizycznie boksera z Wieliczki i pytanie brzmi jak on z tą nową masą mięśniową zaprezentuje się kondycyjnie. Dla mnie jednak ważniejszy jest inny aspekt- o ile Artur wzmocnił swą obronę, bo z tą miał w przeszłości spore problemy, co pokazały walki z Mollo i Jenningsem. Szpilka ponownie skacze na wielką wodę i wiele wskazuje na to, że może mieć spore problemy. W nokaut na Adamku nie wierzę, ciężko także wyobrazić mi sobie scenariusz wygranej na punkty… Szpila próbuje wytrącić Adamka z równowagi jakimiś zaczepkami słownymi, jednak ten jest tak mocny psychicznie, że niemożliwym chyba jest w jakikolwiek sposób ‚złamanie’ go przed walką. Wydaje mi się, że od 6-7 rundy Adamek zacznie całkowicie dominować nad rywalem, a w okolicach 9-10 rundy jakąś kombinacją może nawet go skumulować. Spodziewam się naprawdę elektryzującej walki, która momentami może przerodzić się w prawdziwą wojnę!

Zebrałem również opinie innych przedstawicieli bokserskiego środowiska- pięściarzy, administratorów fanpage’y bokserkich, a także trenerów i promotorów. Zobaczcie jak oni widzą dzisiejszą galę i jakich mają faworytów:

Bartek (Boks Polski)

Kaczor – Gudel
Moim zdaniem czeka nas walka niezwykle otwarta i zacięta. Obaj chyba zdają sobie sprawę, że zaufanie jakim obdarzyli ich organizatorzy jest ogromne. Wiedzą, że dostali szansę bardzo na wyrost ponieważ w zawodowym boksie nie zaistnieli a mimo to wezmą udział w najbardziej medialnym przedsięwzięciu pięściarskim w Polsce. Inna sprawa to uczestnictwo w PBN Kaczora, który z wiadomych względów nie powinien być promowany na takiej gali. Mimo wszystko typuję zwycięstwo na punkty Rafała Kaczora po wyrównanej walce.
Maciec – Żeromiński
Kolejna ciekawa walka, która moim zdaniem zostanie rozstrzygnięta werdyktem sędziów. Mnie osobiście bardziej przekonuje Łukasz Maciec, który jeśli będzie odpowiednio przygotowany powinien dać sobie radę z Żeromińskim. Zaskoczeniem byłby nokaut którejś ze stron. Wystarczy spojrzeć na rekordy obu pięściarzy by zorientować się, że raczej będziemy mieli do czynienia z technicznym boksem niż gradem atomowych ciosów.
Chudecki – Syrowatka
Jedna z ciekawszych moim zdaniem walk na tej gali. Ba, jedna z ciekawszych walk w tym roku na polskim podwórku. Chudecki po walce z Lorą ma coś do udowodnienia nie tylko innym , ale przede wszystkim sobie. Po takiej walce jak ta z Felixem musi bowiem potwierdzić, że dobra postawa nie wynikała jedynie z dobrej dyspozycji dnia. Podobnie jak Chudecki, również Syrowatka bardzo dobrze odnajduje się w technicznym boksowaniu dlatego spodziewać się możemy ładnego pięściarstwa z dużą ilością ciekawych kombinacji, akcji zarówno ofensywnych jak i defensywnych. Z uwagi na wrażenia po walce z Lorą w roli faworyta stawiam Chudeckiego, który moim zdaniem wygra na punkty. Nie skreślam jednak Syrowatki dla którego wygrana może być katapultą do przeskoczenia o poziom wyżej.
Kostecki – Sołdra
Nie jestem przekonany co do słuszności tej walki. Kostecki zapowiada, że chce szybko powrócić na szczyt i walczyć o pasy. Czy ewentualna wygrana z Sołdrą coś mu da? Wątpię. Można było znaleźć lepszego rywala nawet na polskim podwórku. Jedynym wytłumaczeniem takiej decyzji jest niepewność promotorów co do formy Dawida po wyjściu z „sanatorium”. Faworyt tego pojedynku może być tylko jeden. Przy całym szacunku dla Andrzeja Sołdry to jednak spodziewam się nokautu ze strony Kosteckiego. W zasadzie trudno znaleźć element, w którym Sołdra byłby lepszy od Kosteckiego. Reasumując – wygrana Kosteckiego przed czasem w 7-8 rundzie
Grzegorz Proksa – Maciej Sulęcki
Dla mnie najciekawsza walka wieczoru. Obaj zawodnicy są fenomenalnymi bokserami z dużymi umiejętnościami technicznymi przez co możemy spodziewać się emocjonującej walki, która pokaże całe piękno tego sportu. Chciałbym się mylić, ale wydaje się, że Proksa najlepsze lata ma już za sobą. Mimo to nadal uważam go za boksera o wielkim potencjale, który jeśli będzie odpowiednio przygotowany, nie będzie miał problemów zdrowotnych to może odpalić. Z kolei Sulęcki przez wiele osób uważany jest za faworyta tej walki. I wcale nie uważam, by takie zdanie było przesadą. Z pewnością Maciej należy do polskiej czołówki w swojej wadze co udowodnił już niejednokrotnie. W zasadzie ta walka pokaże czy Sulęckiego stać na dobrą, międzynarodową karierę, którą mimo wszystko zrobił już Proksa. To najtrudniejsza do wytypowania walka. Z sentymentu postawię na wygraną Proksy na punkty, ale uważam, że to będzie walka na styku.
Adamek – Szpilka
Choć wiele osób stawia na Szpilę to jednak ja twierdzę, że Artur nadal nie dorósł do boksu na wysokim poziomie. A taki mimo wszystko nadal prezentuje Adamek dla którego to już końcówka kariery. Bez wątpienia obaj będą świetnie przygotowani do walki. Spodziewam się, że do połowy walki może nawet zarysować się dość wyraźna przewaga Szpilki. Jednak potem jak zwykle to bywa w przypadku krakowianina, głowa się zagotuje i przestanie słuchać rad udzielanych w narożniku przez Fiodora Łapina. Szpilka będzie chciał zapolować na Adamka i posadzić go na deskach. Tak doświadczony pięściarz jak Adamek, ze swoją stalową szczęką, nie da się jednak tak łatwo. Myślę, że w drugiej częście walki wykorzysta moment „podniecenia” Artura i położy go na deskach kończąc walkę przed czasem. Zasadniczo tą walkę uważam bardziej jako wydarzenie medialne niż sportowe. Niemniej, mam nadzieję, że walka wieczoru przyniesie nam emocje, które zapamiętamy na długo.
Artur (Rękawice Mistrza)
Przed nami najważniejsze wydarzenie w polskim boksie od lat. Zastanawiam się chwilami, czy to nie będzie najlepsza gala na ojczystej ziemi. Przemawia za tym interesująca karta walk oraz duży ładunek emocjonalny, jaki wygenerował się wraz z ogłoszeniem trzeciej edycji Polsat Boxing Night.Każdy z pojedynków, które rozegrają się w najbliższą sobotę będą wielką niewiadomą, przyznam szczerze – i na pewno wiele osób mi to przyzna – nie ma wyraźnych faworytów i to buduje niesamowite napięcie.
Otwierającego galę pojedynku Piotra Gudela z Rafałem Kaczorem nie chcę obstawiać z dwóch powodów. W ogóle mnie nie interesuje,poza tym, jest to rewanż za wygraną Kaczora w Ostródzie. Była ona wyraźna, a sama walka pozbawiona jakichkolwiek emocji. Takie zestawienie w stosunku do pozostałych pojedynków kompletnie nie pasuje. Wolałbym zobaczyć dwóch młodych, perspektywicznych pięściarzy, którzy takim występem otworzyliby sobie drogę do kariery.
Łukasz Maciec – Michał Żeromiński. Odnoszę wrażenie, że Żeromiński nie jest poważnie traktowany w polskim boksie, dlatego praktycznie nikt na niego nie stawia. Zapewnia, że dzięki występowi na Polsat Boxing Night mógł w końcu porządnie przygotować się do pojedynku, nie łącząc tego jednocześnie z pracą – to może mieć znacznie. Zdecydowana większość stawia na Maćca, nie mam pewności, ale również na niego postawię. Przekonują mnie występy z Sasunem Karapetyanem oraz Lanardo Tynerem – w tej drugiej choć wypadł dosyć słabo – zaimponował twardością.
Pojedynek w półciężkiej, czyli Dawid Kostecki – Andrzej Sołdra. Kostecki? Wyraźny faworyt w oczach większości. Sam twierdzi, że jest dobrze przygotowany, w pewnych elementach czuje się nawet lepiej od tego, co prezentował przed dwoma laty. Ale czy na pewno? 27 miesięcy przerwy od ringu, ciężkich treningów, sparingów może nie naznaczyć się na bokserze? Wszystko zależy od dyspozycji Kosteckiego, osobiście nie wierzę w formę życia Sołdry, ale też nie można go przekreślać. Tak czy inaczej, stawiam na „Cygana” i liczę, że wróci do czołówki.
Grzegorz Proksa – Maciej Sulęcki. Jeśli ocenimy szansę na podstawie gabarytów, większe ma Sulęcki, jest wyższy, masywniejszy i ma dłuższy zasięg ramion. Zauważyłem, że część osób typuje na podstawie rekordów pięściarzy, a dokładnie precyzując – przegranych Proksy. Porażka z Hopem była oczywista, tutaj nie ma co dyskutować. Ale jakim kalibrem do Hope’a jest Giennadij Gołowkin i Sergio Mora? Pierwszy to najsilniejszy bokser wagi średniej, drugi niezwykle trudny rywal, którego cała czołówka unika, dlaczego? Wnioski trzeba wyciągnąć samemu. Sulęcki nie ma nokautującego ciosu, a nawet jeśli trafi – doskonale wiemy, że Proksa ma serce do walki. Na niekorzyść Maćka Sulęckiego wpływa waga, w walce jest co prawda umówiony ‚catchweight’, ale to Sulęcki od dłuższego czasu miał problemy ze zbiciem kilogramów. Teraz podobno limit osiąga, jednak wiadomo, jak to często odbija się na dyspozycję w ringu. Nieznacznie stawiam na Grzegorza Proksę. Jest szybki, sprytny, doświadczony i ma bardzo charakterystyczny styl, do którego ciężko się dopasować.
Michał Chudecki – Michał Syrowatka – taki pojedynek mógłby być równie dobrze walką wieczoru. Dwóch młodych, zdolnych i najlepszych lekkich w Polsce, którzy w dodatku znają się z ringów amatorskich. Dwukrotnie lepszy wówczas był Chudecki, ale to nie wpływa w żaden sposób na moją ocenę, minęło mnóstwo czasu, a obaj rozwinęli się. Sprawa jest otwarta – 10 rund – wygra lepszy. Liczę na wspaniałe widowisko i szczerze, nie potrafię wytypować faworyta tego starcia. Może Chudecki, który imponuje mi w tym roku podejściem do treningów, z kolei Syrowatka ma atuty, którymi może pokonać Chudeckiego.
Młodość kontra doświadczenie. Zacznę od razu od oceny. Tomasz Adamek jest dla mnie minimalnym faworytem w walce z Arturem Szpilką. Największymi atutami Adamka były zawsze szybkość i dynamika, które z wiekiem – co jest oczywiste – zmalały. Ale Adamek to człowiek, który zjadł zęby na boksie, to przysłowiowy „stary list”, który na pewno nie da się zaskoczyć żadnymi akcjami w ringu. Artur Szpilka, aby wygrać moim zdaniem musi walczyć konsekwentnie od pierwszej rundy do ostatniej i nie próbować nokautów, a to nie będzie łatwe. Nie da się w kilka miesięcy przestawić i wyeliminować wszystkie błędy. „Szpila” nieraz gubił podczas walki plan taktyczny, zapominał o defensywie (tak, ta prawa ręka) i szukał na siłę natychmiastowych rozwiązań. Jeśli uda mu się zachować wszystko w równowadze, będzie naciskał i zamykał Adamka przy linach, trzymał obronę i walczył z kontry, kombinacjami góra-dół wówczas ma duże szanse. Obaj mają dużo do ugrania. Adamek jeśli wygra, prawdopodobnie dostanie jeszcze jakąś dużą szansę. Dla Szpilki będzie to wygrana wygranych, a przegrana bardzo bolesna. Czekam na sobotę!

Tomasz Skarżyński (cutman Babilon Promotion)

Tomasz Adamek-Artur Szpilka
Adamek na punkty. Tak myślę, że Szpilka jest zbyt nerwowy i chciałby na tej imprezie wygrac przed czasem i to go zgubi. Myślę, że po prostu nie wytrzyma ciśnienia.

Grzegorz Proksa-Maciej Sulęcki
 Myślę, że Sulęcki na punkty.Proksie jeszcze po Gołowkinie szumi w głowie. Ma doświadczenie, ale tez nie jest młody. Parę wojen stoczył i już jest trochę zraniony.
Michał Chudecki-Michał Syrowatka
Myślę, że na punkty Syrowatka. Chudecki nie ma siły ciosu. Syrowatka jest bardziej lotny w ringu, bije ciosy z rożnych płaszczyzn (dobra szkoła Gmitruka)
Michał Żeromiński-Łukasz Maciec
Maciec wygra zdecydowanie z Żeromińskim- lepsze warunki fizyczne.
Dawid Kostecki-Andrzej Sołdra
Faworytem jest Kostecki, ale Sołdra ma w sobie to coś, że potrafi dać dobra walkę.
Rafał Kaczor-Piotr Gudel
Myślę, że po porażce na punkty Gudel wygra w dobrym stylu. Długo nie boksował i jest głodny boksu.

Paweł Głażewski(pięściarz wagi półciężkiej, pretendent do pasa WBA Regular)

Piotr Gudel vs Rafał Kaczor
Piotrek na pewno ciężko trenuje do tej walki. Rok przerwy w startach na pewno zrobił swoje, bo sam trening to nie to samo.Tak samo Gudel jak i Kaczor bazują na doświadczeniu z boksu amatorskiego.W pierwszej walce lepszy minimalne był Kaczor i jeżeli Gudelek chce wygrać walkę musi wznieść się na wyżyny swoich możliwości.

Dawid Kostecki vs Andrzej Sołdra
Dawid po 2 letniej przerwie na pewno nie prezentuje tego co przed odsiadka i to właśnie powinien wykorzystać Andrzej.Pierwsza walka po takiej przerwie,może być zardzewiały, choć na pewno wypoczęty i głodny walki. Andrzej musi wyjść z wielką wiarą w zwycięstwo.Na plus dla Andrzeja jest to ze Dawid jest faworytem.Andrzej nie ma nic do stracenia, a tacy zawodnicy są niebezpieczni.

Michał Zeromiński vs Łukasz Maciec
Tutaj uważam że walka może być wyrównana i decydować będzie przygotowanie.Obaj są twardzi, ale większe doświadczenie ma Maciec, który potrafił sprawić niespodzianki na walkach wyjazdowych.Żeromiński z kolei to spore doświadczenie amatorskie i dobra szybkość. Jest to walka w której ciężko mi wskazać zwycięzcę.Oczywiście obu życzę jak najlepszej walki.

Grzegorz Proksa vs Maciej Sulęcki
Doświadczenie i młodość. Sulęcki na pewno nie był w walkach na takim poziomie jak Proksa, bo ten mierzył się z czołówką.Ale Maćkowi mogą pomóc sparingi z Kesslerem, Abrahamem i czołówką. Co prawda sparing to nie walka, ale widział jak to wygląda.Maciek chciał tej walki i jest pewny wygranej. Na pewno ma szanse.

Michał Chudecki-Michał Syrowatka
I tutaj znowu wielkie doświadczenie amatorskie Michała i młody wilczek i z pewnością duży talent Syrowatka. Bardzo ciekawe zestawienie. Obaj prezentują wysoki poziom i są perspektywiczni.Syrowatka cały czas się rozwija, z walki na walkę jest coraz lepszy. Z kolei Chudecki pokazał ostatnio wielką formę pokonując jako pierwszy z Polaków Felixa Lorę i to w bardzo dobrym stylu. Moim zdaniem faworytem tej walki jest Chudecki. Jest niewygodny, zawsze dobrze przygotowany walczy z odwrotnej pozycji i w boksie amatorskim już kilkukrotnie pokonał Syrowatkę, choć to było dawno i obaj teraz prezentują całkiem co innego.
 Tomasz Adamek-Artur Szpilka
Ciekaw jestem co obaj zaprezentują.Pewne jest, że Artur szykuje formę życia, bo jeżeli chce wygrać z Adamkiem to taka musi być. Zobaczymy w tej walce czy Adamka faktycznie dopada już czas.Moim zdaniem ostatnia walka wcale tego nie pokazała. W boksie można mieć słabszy dzień i po jednej słabszej walce ciężko ocenić czy paliwo u Tomka faktycznie się kończy.Bardzo ciekawe zestawienie. Walka będzie bardzo emocjonująca, to jest pewne.Dla mnie Adamek jest faworytem, choć nie skazuje Szpilki na porażkę bo szanse ma.

Norbert Dąbrowski (pięściarz wagi super średniej)

Kaczor vs Gudel
Teoretycznie faworytem jest ten Kaczor jednak, zaważy to jak każdy przepracował czas od ich ostatniej walki. Stawiałbym na Gudla, bo jest mocno zdeterminowany żeby wygrać.
Kostecki vs Sołdra
Myślę, że Kostecki wygra ze względu na doświadczenie i agresywny styl walki, jednak nie zdziwiłbym się gdyby Sołdra zrobił niespodziankę. Ważne będzie to w jakiej formie jest Dawid po dwuletniej przerwie.
 
Maciec vs Zeromiński
Faworytem jest Maciec, ale jeżeli Żerom będzie dobrze przygotowany fizycznie może wygrać z Maćcem ze względu na swój styl boksowania.
Chudecki vs Syrowatka
Moim faworytem jest Syrowatka. Wydaje mi się, że jest silniejszym i twardszym zawodnikiem niż Chudecki i przełamie Chudeckiego swoim charakterem.
 
Sulęcki vs Proksa
Moim faworytem jest Maciek. Bardzo chciałbym żeby wygrał tę walkę. Ma lepsze warunki fizyczne- mam na myśli zasięg ramion i jest szybki. To będą jego atuty, jednak Proksa to wciąż bardzo niebezpieczny zawodnik i walka będzie na pewno trudna.
 
Szpilka vs Adamek
Moim faworytem jest Szpila. Jest szybki i silny. Adamek jest na pewno bardziej doświadczony. Ż
yczę Arturowi wygranej i mocno trzymam za niego kciuki.

Kacper(Splinterboxing)

Rafał Kaczor vs Piotr Gudel

Nie jest to według mnie walka, która zasługuje na miejsce na takiej gali jak Polsat Boxing Night. Obaj zawodnicy dopiero zaczynają zawodową karierę i trudno mi wskazać wyraźnego faworyta. Rafał wygrał raz, więc czemu nie miałby wygrać drugi? Jednogłośne, punktowe zwycięstwo Kaczora.

Łukasz Maciec vs Michał Żeromiński

W tym przypadku, postawiłbym pieniądze na Łukasza Maćca. Zawodnik bardziej doświadczony, a w ostatnim pojedynku z Tynerem pokazał, że ma serducho do walki (choć uważam, że zwycięstwo Łukasza było decyzją co najmniej kontrowersyjną). Maciec na punkty.

Dawid Kostecki vs Andrzej Sołdra

Trudno powiedzieć jak na Dawida wpłynął przymusowy, dwuletni urlop, ale na pewno nie zapomniał jak się boksuje. Wszyscy mówią, że jest w naprawdę dobrej formie, a umówmy się, Sołdra to nie jest rywal z najwyższej półki. Idealny na powrót. Potem trzeba się zabrać za poważniejsze wyzwania. Kostecki bardzo wyraźnie na punkty. Może nawet TKO w okolicach 7 rundy.

Michał Chudecki vs Michał Syrowatka

Pojedynek dwóch niepokonanych Michałów o niemal identycznym rekordzie. Trudno mi wskazać wyraźnego faworyta, ale wciąż jestem pod wrażeniem ostatniej walki Chudeckiego z Felixem Lorą i to na niego stawiam w pojedynku z Syrowatką. Serce do walki ma, uderzyć potrafi, myślę, że wygra jednogłośnie na punkty po twardej, ringowej wojnie.

Grzegorz Proksa vs Maciej Sulęcki

Wyraźnym faworytem jest dla mnie Grzegorz Proksa. Ma już za sobą pojedynki o stawkę na dużych galach, nie jest „wyboksowany” i prezentuje bardzo niewygodny dla rywala styl. Jeżeli tylko Grzesiek będzie boksował, a nie polował na jeden, nokautujący cios (co niestety czasami robi) – ogra Sulęckiego do jednej bramki. Proksa jednogłośnie na punkty.

Tomasz Adamek vs Artur Szpilka

Szpilka nie pokazał jeszcze nic, przez mógłbym go postawić w roli faworyta. Tomek to rutyniarz, który moim zdaniem doświadczeniem stłamsi młodego wilczka z Wieliczki. Sama młodość i chęć zwycięstwa na Górala nie wystarczą. Artur sam przyznał, że przed walką z Jenningsem nie poradził sobie z presją, a teraz ma do stracenia jeszcze więcej. Stawiam na wygraną Adamka przez TKO w 9 rundzie.

Kamil Łaszczyk (pięściarz wagi piórkowej)
Andrzej Sołdra-Dawid Kostecki
Wierzę, że Sołdra mocno się postawi i da ciężka i mocną walkę.

Piotr Gudel-RafałKaczor
Ja stawiam na Gudelka. Tamtą walkę powinien moim zdaniem wygrać. Teraz na pewno wzmocnił się jeszcze bardziej i powinien wygrać.

Michał Żeromiński-Łukasz Maciec
Ciężko mi powiedzieć. 50/50

Michał Chudecki-Michał Syrowatka
Powiem szczerze, że na tę walkę czekam. Kibicuje jednemu i drugiemu, bo jednego i drugiego znam. Obaj będą mieli ciężko, znają siebie z boksu amatorskiego. Tak samo jak w poprzedniej walce, wydaje mi się, że 50/50.

Grzegorz Proksa-Maciej Sulęcki
Ciężko powiedzieć. Doświadczenie większe ma Proksa, ale Sulęcki ma charakter. Maciek jest wyższy i wydaje mi się, że walka będzie na dystans. Ponownie 50/50.

Artur Szpilka-Tomasz Adamek
Powiem szczerze, że nie przepadam za bardzo za Adamkiem, ale moim zdaniem on wygra. Daję 60-80% na Adamka. Jest lepszym zawodnikiem, bardziej doświadczonym no i potrafi przyjąć cios.
Kamil Zieliński (DKB Dzierżoniów, drugi trener Mariusza Wacha)

Rafał Kaczor-Piotr Gudel
Ja uwazam ze 1 walke Gudel wygral, chociaz werdykt oficjalny był inny. Stalem wtedy w jego narozniku z Piotrkiem
Wilczewskim i sadzimy, ze ta walke Piotrek wtedy wygral. Wydaje mi się, że może być przewaga na Rafała. Wydaje mi się, że będą chcieli doprowadzic do pojedynku z Cieślakiem, który być może wróci z bokserskiej emerytury. Walka ta na pewno
przyniosłaby show, więc sądzę, że wynik znów pojdzie na stronę Kaczora. Boksersko wydaje mi się, że Gudelek jest lepszy.

Michał Żeromiński-Łukasz Maciec
Żeromiński łączył cały czas sport z pracą i wiadomo, że wtedy nie można się w pełni przygotować,a Maciec po wygranej z
Sasunem, może nie niespodziewanej, ale Karapetyan go jednak obijał na punkty. Walka się skończyła jak skończyła na korzyść Maćca, więc na dzień dzisiejszy Maciec ma lepszy sztab szkoleniowy i wydaje mi się, że Maciec tę walkę wygra.

Dawid Kostecki-Andrzej Sołdra
Cięzko będzie stwierdzić, bo jednak pracowałem z Andrzejem na sali. nie wiadomo co Dawid pokaże po dwuletniej przerwie. Świeżość może być za Andrzejem. Postawił wszystko na jedną kartę, bo przyjeżdżając do Piotrka Wilczewskiego i siedząc tu całymi tygodniami poddawał się reżimowi treningowemu, diecie itd. Miał konkretne przygotowania i sztab szkoleniowy może wiele zdziałać, jak ma się to wszystko zorganizowane. Pokazał to własnie Chudecki, że w Polsce można wejść na wyższy poziom. Nie będzie to subiektywna ocena, ale ja jestem za Andrzejem.

Michał Chudecki-Michał Syrowatka
Ja już mówiłem to niejednokrotnie- to, co stworzył Michał (Chudecki) to jest coś na czym powinna się wzorować cała reszta
zawodowych bokserów w Polsce: tworzenie samemu sobie odpowiedniego teamu, dobieraniu ludzi, konkretnych znawców danego tematu, czyli trenera od przygotowania fizycznego, dietetyka itd. oraz sponsorów, którzy to pociągną. Michał pokazał, że samemu można o wiele więcej zdziałać niż z promotorem. Był w Global Boxing, zakończył mu się kontrakt i każdy już sądził, że nic z niego nie będzie, a on pokazał, że można jednak coś zdziałać. Syrowatka odnosi się do walki z Lorą- to była wojna. Michał jednak jest fizycznym zawodnikiem i lubi takie pojedynki, ale chodzi mi ogółem. Ogólnie to wszystko, czyli cały sztab szkoleniowy i przygotowania od A do Z oraz całe zaplecze ma tak spokojną głowę, że tak się powinno wygrywać i toczyć kariery. Co by Syrowatka z Gmitrukiem nie wymyślił, ja sądzę, że Chudecki na wszystko będzie przygotowany i niczym nie będzie zaskoczony. Ani przez chwilę nie będzie miał jakiegoś zwątpienia w to, co będzie robił, nawet jak zbierze jakąś kontrę. Chudecki wraz ze swoim sztabem jest na o wiele wyższym poziomie.

Grzegorz Proksa-Maciej Sulęcki
Ciężko bezpośrednio stwierdzić. Za Proksą przemawia doświadczenie i niewygodny styl walki. Z drugiej strony Sulęcki miał
dość niewygodnych rywali i radził sobie z nimi. Chciałbym, żeby tę walkę wygrał Sulęcki, bo postawił teraz wszystko na
jedną kartę, a Grzesiek zbija dość dużo kilogramów z tego co słyszałem. Jego styl walki jest tak wyniszczający. Serce do
walki ma, ale nie wiem czy jak wejdą w otwartą walkę czy wytrzyma to tempo i czy będzie potrafił zaskoczyć czymś
Sulęckiego.
Tomasz Adamek-Artur Szpilka
Zawsze to będę powtarzać- doświadczenie wygra z młodością. Podczas pobytu w Berlinie z Wachem na sparingach u Pulewa rozmawiałem z wieloma bokserami wagi ciężkiej. Michael Grant stwierdził, że przed Szpilka jest jeszcze dużo czasu i póki co jeszcze jednak jest za wcześnie na zawodników takiego kalibru jak Adamek. Moja opinia jest taka: Jeśli miałbym patrzeć na wszystko od A do Z, to błędy Szpilki w walkach z innymi zawodnikami, w walce z Adamkiem mogą być jego atutami. Tomek potrafi opuszczać rękę i przyjmować bezpośredni lewy, a Artur nei bije kombinacjami, tylko pojedynczymi ciosami. Bije bezpośrednim prawym sierpem, a akurat tę rękę Adamek też opuszcza. Nie spodziewam się jednak tu nokautu. Szpilka nikogo konkretnego w wadze ciężkiej nie położył. Szybkość obaj maja porównywalną. Wytrzymałość szczęki zdecydowanie po stronie Adamka. Nie ma silnego ciosu, ale swoimi kombinacjami potrafił nawet Chrisa Arreolę ‚podłączyć do prądu’. Przy szklanej szczęce Artura to może się różnie zakończyć. Teraz pytanie na jakim poziomie Adamek podszedl do tej walki. Szpilka podszedł w 100%. Czy Tomek traktuje tę walkę jako kolejną walkę z biegu, czy ma ambicje na kolejna mistrzowską walkę, bo ta potyczka będzie się toczyć o pas IBF International. Ani Adamek, ani Szpilka w walce o mistrzostwo świata szans nie mają. Sądzę, że jeśli Adamek solidnie przepracował obóz przygotowawczy, to wygra. Jeżeli podszedł do tego jak do kolejnej walki i zarobku, to stawiam na Artura. Ambicje ma ogromne, jednak czas pokazał, że są one dla niego zgubne. Walka z Jenningsem to był jednak skok na zbyt głęboką wodę. Dlatego też mimo wszystko stawiam na Adamka.

Przemysław Opalach(pięściarz wagi super średniej)

Rafał Kaczor-Piotr Gudel
Szczerze mówiąc znam tylko Kaczora z amatorki. Gudela w ogóle nie kojarzę. Nie widziałem ich pierwszej walki, więc nawet nie wiem kto byłby teraz faworytem.

Dawid Kostecki-Andrzej Sołdra
Kostecki jest bardzo agresywnym pięściarzem. Jest dobrze ułożony technicznie. Miał jednak dłuższą przerwę i nie wiadomo
jaki będzie ona miała wpływ. Myślę, że Sołdra dobrze się przygotował pod okiem Piotra Wilczewskiego, ale na pewno nie jest faworytem. Moim zdaniem wszystko będzie zależeć od tego jak wpłynęła na Dawida przerwa od boksowania. Ciężko powiedzieć, to jest w końcu boks. Na pewno Kostecki jest faworytem.

Michał Żeromiński-Łukasz Maciec
Michał teraz mógł się dobrze przygotować, bo mógł się skoncentrować tylko na boksie zamiast pracy. Łukasz jest pięściarzem doświadczonym, dającym dobre walki, mocniej bije. Ja mówię, że 60-40 na korzyść Maćca.

Grzegorz Proksa-Maciej Sulęcki
Ciężki temat… Moim zdaniem po walce Szpilka-Adamek to będzie najbardziej widowiskowa walka. Jeden i drugi jest
zdecydowany wygrać i na pewno sobie nie podarują. Już parę słów padło z obu stron. Moim zdaniem 50/50.

Michał Chudecki-Michał Syrowatka
Szczerze to sam jestem kibicem Syrowatki. Wiem, że Chudecki bardzo dużo teraz zmienił w swoich treningach. Ciężko trenuje. Miał naprawdę dobrą walkę z Lorą. Szczerze ciężko mi powiedzieć coś więcej. Ponownie 50/50.

Tomasz Adamek-Artur Szpilka
Byłem na początku bardziej za tym, że Adamek wygra. Byłem praktycznie tego pewny. Dawałem 70-30 na Adamka. teraz jednak typuję 50/50, bo widać, że Szpilka naprawdę jest bardzo dobrze przygotowany. Widać to po budowie ciała. Jest fantastycznie zbudowany. Miał dobrych sparingpartnerów, dlatego jest na pewno szansa to wygrać i myślę, że po jego wygranej dużo by się zmieniło w polskim boksie. Wygrana ta sporo by namieszała także w światowym boksie. Co do szans- tak jak wcześniej powiedziałem: 50/50.

Krystian Cieśnik (szef grupy Thunder Promotion)

Rafał Kaczor-Piotr Gudel
Ze wskazaniem na Kaczora. Ma większe doświadczenie, więcej sukcesów amatorskich. Pierwszą ich walkę oglądałem i była bardzo słaba technicznie i boksersko- jeden drugiemu chciał głowę urwać. Uważam, że ta walka w ogóle nie powinna się pojawić na Polsat Boxing Night. Stawiam jednak na Kaczora.
Michał Żeromiński-Łukasz Maciec
Ciężka walka do typowania. Zobaczymy w jakiej formie wyjdzie Żeromiński, bo do tej pory pracował. Walka jednak z lekkim wskazaniem na Maćca.
Dawid Kostecki-Andrzej Sołdra
Zdecydowanie Kostecki.
Michał Chudecki-Michał Syrowatka
Najcięższa walka do typowania. Dwóch techników, dwóch świetnych zawodników. Oglądałem ich dwie ostatnie walki i dla mnie lekkim faworytem w ich pojedynku jest Syrowatka.
Grzegorz Proksa-Maciej Sulęcki
Ciężka walka, ale stawiam Sulęckiego na punkty.
Tomasz Adamek-Artur Szpilka
Zdecydowanie Adamek. Nie rozumiem w ogóle jak można mówić o atutach Szpilki. Mówi się o młodości, ale co to znaczy? Dla mnie wręcz mu to szkodzi. Nie uważam, że on w ciągu 7-8 miesięcy od walki z Jenningsem zmienił się technicznie i psychicznie o 180 stopni. Jedynym jego atutem jest to, że jest mańkutem, a Tomkowi nigdy tacy zawodnicy nie leżeli. Wytrzymałość, technika i obicie ringowe są po stronie Tomka. Myślę, że ta walka nie skończy się na punkty, lecz przed czasem w końcowych rundach.
 
Krótka refleksja na koniec: 
Mam nadzieję, że dotarliście aż tutaj, bo mam kilka słów podsumowania. Gala zapowiada się znakomicie! Fightcard powinien zadowolić nawet najbardziej wytrawnych koneserów pięściarstwa! Przekaz jest dostępny wyłącznie w przekazie PPV (zapłać, aby obejrzeć), co wywołuje grymas skrzywienia na twarzy wielu kibiców. Cena za tę przyjemność to 40zł. Niby dużo, niby niedużo… Weźcie jednak przykład ze mnie- wystarczy zarposić 2-3 kolegów na dobry trunek, a przy okazji koszt zrzutki spadnie do kilkunastu złotych. Przyjemne z pożytecznym. Ja już jestem gotowy na wieczór, a Wy? 🙂
 10414491_1489034924705899_8724028308117350735_n (1)
1 komentarz

12 szybkich-12 kontr: Andrzej Sołdra

Kolejny bohater cyklu ’12 szybkich-12 kontr’ to pochodzący z Nowego Sącza Andrzej Sołdra.Już 8 listopada zmierzy się on z Dawidem Kosteckim na gali Polsat Boxing Night. Faworytem nie jest,ale… to jest boks 😉 Andrzej nie rozgadał się tak bardzo jak jego poprzednicy, dlatego wywiad ten to prawdziwych 12 szybkich i 12 kontr! Zapraszam do lektury:

-Pierwszy trening?
Pierwszy trening wyszedł pozytywnie. Zawsze chciałem trenować.

-Boks: miłość od pierwszego wejrzenia?
Może nie miłość, ale… poczułem, że chcę to po prostu robić.

-Boks, koledzy, bójki- zdarzało się?
Zdarzały…

-Pierwsza walka?
W  ringu w wieku 16 lat.

-Pierwszy idol?
Andrzej Gołota.

-Pierwsza kasa?
Skromna, mała… Jak do tej pory (śmiech).

-Najtrudniejsza walka?
Na taką czekam.

-Walka o której marzę…
O mistrzostwo świata.

-Gdy skończę karierę zostanę…
Jeszcze się nie zastanawiałem.

-Gdybym nie był bokserem, byłbym…
Pewnie bym pracował. Nie wiem w jakim zawodzie, ale bym pracował. Może bym był księdzem (śmiech). Nie no, żartuję! Zawsze chciałem być bokserem.

-Boks kocham za…
Za adrenalinę.

-Ludzie, którzy nie rozumieją i nie lubią boksu są…
Każdy ma własne zdanie na ten temat i mi to nie przeszkadza.

Dodaj komentarz

12 szybkich-12 kontr: Dawid ‚PolishGipsy’ Kostecki

Kolejny bohater cyklu ’12 szybkich-12 kontr’ to pięściarz charakterny, wygadany, trochę filozof. Już na ten moment jego kariery można by o nim spokojnie wydać książkę, która z pewnością łączyłaby elementu komedii, horroru, akcji i kryminału (bez urazy Dawid! 🙂 ). O kim mowa? Chyba wiadomo- Dawid ‚PolishGipsy’ Kostecki!

-Pierwszy trening?
Piwnica u mnie. Powiesiłem sobie worek. Naoglądałem się Rocky’ego i innych tych filmów. Zszedłem na dół i zacząłem napierdzielać. Pierwszy trening kojarzy mi się z moją klatką, tam gdzie mieszkałem w centrum Rzeszowa. Do dziś moja mama tam mieszka. Z tym kojarzą mi się moje pierwsze treningi, które można powiedzieć sam sobie organizowałem. Oglądało się jakieś tam materiały i próbowało się robić to samo na worku.

-Boks: miłość od pierwszego wejrzenia?
Miłość od pierwszego wejrzenia… Żona.

-Boks, koledzy, bójki- zdarzało się?
No pewnie, cały czas. Tych walk takich ulicznych miałem stoczonych znacznie więcej niż tych zawodowych. Także, doświadczenie grube!  Powiem ci, że jeśli chodzi o mnie, to fascynowały mnie sporty walki. Oglądałem zapasy, kickboxing, boks i ogólnie na ulicy za gówniarza byłem taki dość żywy i często się biłem.

-Pierwsza walka?
Najbardziej kojarzy mi się walka, kiedy miałem 16 lat i bił się ze mną chłopak, który miał ponad 20. Miał on opinię największego fightera i jak raz trafi to… No po prostu się go bali. Skończyło się to po dwóch moich prawych sierpach. Zanim padł uderzyłem go jeszcze raz. Ważyłem wtedy 67kg, on ważył ponad setkę i rozwaliłem go w ciągu 5 sekund. To mi się tak kojarzy, bo można powiedzieć, że wtedy narodziła się moja uliczna legenda.

-Pierwszy idol?
Nie mam jakiś szczególnych idoli. Każdego cenię za coś. I nie mówię tylko o sportowcach, ale ogólnie o ludziach. Na pewno Hopkins- pomimo 5 lat pobytu w więzieniu po wyjściu z niego jest przykładnym człowiekiem, De la Hoya- był dosłownie złotym chłopcem i czego się nie dotknął, zamieniał to właśnie w złoto; Mayweather- za niesamowitą defensywę. Można tych zawodników podziwiać, ale nie znam ich też osobiście, więc ciężko powiedzieć jakimi ludźmi są na co dzień, kiedy nie pokazują tego kamery.

-Pierwsza kasa?
Nie mam żadnego skojarzenia z pierwszą kasą.

-Najtrudniejsza walka?
Wydaje mi się, że z Abdoulem. Dlatego, że to był taki przełom jeśli chodzi o moją osobę. Skoczyłem od razu z 8 na 12 rund i to była walka o tytuł u mnie w mieście. Nie była to najtrudniejsza walka na ringu, ale chodzi o całą tę otoczkę- pierwsze 12 rund, pierwsza walka o tytuł mistrza świata WBF. Wtedy to było coś dla mnie rzeczywiście ważnego i taka kulminacja, że wchodzę już w poważniejszy boks.

-Walka o której marzę…
Pojedynki  z żyjącymi legendami- Roy Jones Jr, Bernard Hopkins. Bardziej interesują mnie w tym momencie nie pasy, a nazwiska. To są zawodnicy, których zapamiętam, bo wyprzedzali epokę w swoim prime.

-Gdy skończę karierę zostanę…
Jak skończę karierę, to zostanę… nie wiem. Nie wyprzedzam aż tak czasu. Żyję dniem dzisiejszym i teraźniejszością. Nie wybiegam za bardzo w przód, ani też nie cofam się.

-Gdybym nie był bokserem, byłbym…
Też nie wiem. Jasnowidzem nie jestem. Różnie się życie toczy i równie dobrze mogłoby to być bardzo ciekawe i fajne życie, ale równie dobrze w jakiś czarnych kolorach. Generalnie byłem takim człowiekiem i mam taki charakter, że mogłem iść zarówno w tą dobrą jak i złą stronę. Ale nie jestem w stanie powiedzieć, bo nie jestem wróżką.

-Boks kocham za…
Adrenalinę, otoczkę, wylany pot, wylane łzy. Generalnie boks kocham za wszystko. Co się z tym wiąże- nie tylko walka, ale cała otoczka z nią związana. Cała ta kwintesencja boksu jara mnie od A do Z!

-Ludzie, którzy nie rozumieją i nie lubią boksu są…
Każdy ma prawo do swojego zdania. Ja nikogo nie oceniam i każdego zdanie staram się szanować. Chyba, że jest to bluzganie i wylewania toksyczności. Nie ma człowieka i nie ma sportu, który by wszystkich zadowolił. Są zwolennicy i przeciwnicy, i trzeba to uszanować. Dlatego nie mogę negować żadnego zdania, bo tak jakbym miał patrzeć czy mądre i inteligentne jest trenować boks… No nie za bardzo… Są tam uderzenia, mikrourazy głowy. To jest adrenalina, to się kocha. Są różne sporty ekstremalne. Ludzie tak samo chcą poczuć adrenalinę. Nawet jazda autem jest potencjalnym samobójstwem. Ty możesz dobrze jechać, ale ktoś w ciebie przypier.. trąbi i jest po tobie! Dlatego kurde… No, odpowiedziałem na to pytanie! (śmiech)

Dodaj komentarz

12 szybkich-12 kontr: Łukasz ‚Lucky Look’ Janik

Mam Wam przyjemność zaprezentować nową serię wywiadów, która miejmy nadzieję będzie cykliczna. Zaczynamy z wysokiego C! (Jakby to powiedział główny bohater tego tekstu: „BENG, BENG!”) Pierwszym gościem serii pod nazwą ’12 szybkich-12 kontr’ jest oczywiście Łukasz ‚Lucky Look’ Janik. Bokser z Jeleniej Góry aktualnie przebywa w Hiszpanii, gdzie sparuje z Yourim Kalengą. Znalazł jednak chwilę na rozmowę przed odlotem. Oto jej zapis:

-Pierwszy trening?
Na pierwszy trening przyszedłem patrzeć. Popatrzeć  jak wygląda. No co Ci mogę powiedzieć? Pierwszy trening wyglądał tak, że dowiedziałem się gdzieś od kolegów. Ciekawym epizodem rozpoczęcia mojej kariery było to, że w ósmej klasie podstawówki koledzy przynosili rękawice i organizowali walki w toaletach. Od nich dowiedziałem się, że w szkole obok mojego domu są prowadzone treningi boksu. Na pierwszy trening przyszedłem popatrzeć, na drugi przyszedłem już trenować no i poleciało!

-Boks: miłość od pierwszego wejrzenia?
Myślę, że nie. Wpierw chciałem trenować kickboxing. Mój starszy brat trenował kickboxing, a w Jeleniej Górze nie było wtedy kickboxingu, no i tak jak Ci powiedziałem: od kolegów dowiedziałem się o treningach boksu. Poszedłem… No ale… można powiedzieć, że od drugiego.

-Boks, koledzy, bójki- zdarzało się?
Jak byłem młody, miałem 16 lat i ważyłem 60kg, to goście mojej postury teraz często chcieli się gdzieś tam sprawdzać. Zdarzały się bójki, ale jak ważyłem te 60kg, to byłem taki bardziej chętny do bójek. Powiem tak: łatwiej dawałem się sprowokować. Później ważyłem 75kg kiedy miałem 17 lat bójki kończyły się po moim jednym ciosie i przestałem bić, bo nie chciałem nikomu zrobić krzywdy. Zacząłem się bać.

-Pierwsza walka?
Skończona w pierwszej rundzie. 2 liczenia. Bardzo szybko poszło.

-Pierwszy idol?
Chyba Michalczewski był takim moim pierwszym idolem.

-Pierwsza kasa?
400 zł za Mistrzostwa Polski od Prezydenta Miasta Jeleniej Góry. I ostatnia… A byłem 7 razy na MP w różnych kategoriach wiekowych i wagowych.

-Najtrudniejsza walka?
Madison Square Garden i Afolabi. 5, 6, 7 runda- wielki kryzys, liczenie sekund.

-Walka o której marzę…
Walka o mistrzostwo świata.

-Gdy skończę karierę zostanę…
Mam dużo rzeczy,  którymi bym chciał się zająć. Po części już rozpocząłem, ale myślę, że… nie wiem. Na pewno nie odetnę się od boksu, ale nie chciałbym całego swojego życia poza karierą sportową łączyć tylko i wyłącznie z boksem. Może będę reżyserem? Mam trochę też takie zajawki. Mam rozpisany program reality show, który chcę robić. Jest duże zainteresowanie, tylko że na razie nie mam czasu. Także… Czas pokaże.

-Gdybym nie był bokserem, byłbym…
Kto to wie? Ciężka jest dzielnica. Jak popatrzysz na moich kolegów i kim są teraz, to nie wiem kim bym był! Na szczęście jestem pięściarzem.

-Boks kocham za…
Za trening i uczucia jakie mi daje i możesz je poczuć w ostatnim tygodniu przed walką: atmosferę z tym związaną, energię którą czuję w sobie i w powietrzu. To jest niesamowity czas, gdy schodzisz z obciążeń po kilkutygodniowym bardzo ciężkim obozie przygotowawczym. Ten ostatni tydzień- konferencje, wywiady i kiedy czujesz, że energia cię rozpiera i nie możesz się doczekać. Można powiedzieć, że to jest czas, w którym lewitujesz.

-Ludzie, którzy nie rozumieją i nie lubią boksu są…
Ludźmi którzy nie rozumieją i nie lubią boksu. (Czy chciałbyś im coś powiedzieć i przekonać, że nie jest to bezmyślne mordobicie?) Tak, niech przyjdą na salę i zobaczą jak złożony jest boks. Jak wielkiej koordynacji i kontroli ciała wymaga ten sport. Przy zadawaniu najróżniejszych kombinacji trzeba kontrolować tak wiele elementów i głównie dlatego ludzie nie zdają sobie sprawy czym jest boks, bo nigdy go nie liznęli.

Dodaj komentarz

Relacja z gali Windoor Boxing Night- Dzierżoniów, 17.10.2014

Mam przyjemność przedstawić Wam kolejną już w tym roku relację z gali bokserskiej, na którą dostałem akredytację. Dzięki magicznemu identyfikatorowi na szyi, a także opasce na ręce nie było dla mnie praktycznie miejsc, gdzie nie mógłbym wejść. Dzięki temu jak zawsze mogłem zrobić kilka ciekawych zdjęć, poczuć atmosferę w szatni tuż przed walką, a także porozmawiać z organizatorami i samymi zawodnikami. Dziękuję Kamilowi Zielińskiemu i Panu Mariuszowi Grabowskiemu za docenianie mojej pracy i otrzymanie akredytacji. Dzięki temu mam okazję przedstawić Wam kolejną relację z gali bokserskiej od kulis. Gotowi? No to zaczynamy!

Na miejsce dotarłem długo przed rozpoczęciem imprezy. Był więc czas na odebranie identyfikatora i spokojne ‚zapoznanie’ się z terenem- przeczytanie programu gali wraz z godzinami poszczególnych walk, zobaczenie kto zajmuje poszczególne szatnie, przywitanie się z zawodnikami i organizatorami. Miałem okazję także poznać w końcu osobiście Artura, który prowadzi facebookową stronę Rękawice Mistrza. Fajnie pogadać z kimś, kto dzieli tę samą pasję i ma takiego samego pozytywnego bzika na punkcie boksu! Gala zaczęła się od walki pokazowej w kategorii… 34kg! Młodzi zawodnicy nie mieli absolutnej tremy przed zgromadzoną publicznością i pokazali się z naprawdę dobrej strony. Walka zakończyła się oczywiście remisem, a młodzi pięściarze otrzymali gromkie brawa. Fajnie, że mieli okazję zaprezentować się na takiej gali. To na pewno da im potężnego motywacyjnego kopa do dalszego cięższego trenowania. Kto wie, być może kiedyś to oni właśnie będą walczyć w walkach wieczoru, a nie otwierających gale pokazowych pojedynkach amatorskich.
Miałem okazję poznać także osobiście Damiana Wrzesińskiego, z którym w wakacje przeprowadzałem wywiad krótko po tym jak związał się z grupą Tymex Boxing Promotion. ‚Wrzos’ w pierwszej chwili nie poznał mnie i dłuższą chwilę mi się przyglądał próbując skojarzyć twarz. Dopiero jak przytoczyłem przykład wywiadu, wtedy na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech zrozumienia. Parędziesiąt minut później skojarzyła mnie pierwsza… jego żona, która podeszła do mnie i mieliśmy okazję zamienić parę słów na temat walki Damiana. Mogłem także usłyszeć kilka ciepłych słów pod adresem swojej działalności. To naprawdę motywujące słuchać samych pochwał nie tylko od bokserów, ale także od ludzi z ich najbliższego otoczenia!
Gdy Kamil (Zieliński) pytał mnie jak się czuję i jak mi się podoba, odpowiedź za każdym razem była ta sama. Niestety nie nadaje się chyba do zacytowania tutaj 😉 To moja czwarta gala w tym roku i zdążyłem już chyba oswoić się z panującą na takim wydarzeniu atmosferą, a także odnaleźć się w danym miejscu, czasie i sytuacji. Stres zastąpiło uczucie mobilizacji i zdecydowania. Miałem okazję spędzić w szatni ostatnie chwile przed wyjściem do ringu Mariusza Wacha i Kamila Łaszczyka. Naprawdę ciężko jest opisać słowami atmosferę takiego pomieszczenia. Czuć ekscytację, determinację, ale także lekkie poddenerwowanie związane z oczekiwaniem na pojedynek. Może wydawać się Wam, że akredytacja to super sprawa i praktycznie nie ma minusów. Otóż nie! Trzeba często stawać przed dylematem- zostać na hali i obejrzeć z bliska walkę, czy też popędzić do szatni i zobaczyć co słychać u chłopaków tuż przed pierwszym gongiem. Niestety nie da się być w dwóch miejscach naraz, dlatego trzeba starać się tak zorganizować sobie czas, aby jak najwięcej zobaczyć i jak najmniej stracić. Dlatego też nie będzie w tej relacji opisu wszystkich walk, ponieważ ich po prostu nie oglądałem. Część pojedynków niemniej jednak widziałem(niektóre w całości, inne urywkami) i mogę na ich temat chociaż w paru krótkich zdaniach się wypowiedzieć:
Damian Wrzesiński– rywal był twardy, nie chciał się przewrócić. Damian pokazał bardzo efektowne szybkie kombinacje w ostatniej rundzie pojedynku, ale nawet to nie wystarczyło, aby posłać  przeciwnika na matę.
Ewa Brodnicka– rywalka nie była zbyt wymagająca i od pierwszego gongu wiadome było, że walka nie potrwa pełnego dystansu. Walka z imienniczką Piątkowską wydaje się wręcz nieunikniona. Były przymiarki do tego pojedynku podczas Polsat Boxing Night, jednak pomysł niestety upadł. A szkoda, bo byłby to z pewnością ciekawy pojedynek i wyłonił by ‚królową’ na polskim podwórku. Tym bardziej, że obie Panie oprócz bokserskiego talentu posiadają także niebanalną urodę.
Mariusz Wach– chciałoby się krzyknąć: W KOŃCU! Mariusz po dwuletniej przerwie wrócił na ring. Przeciwnik nie był zbyt wymagający, ale zaprezentował dobrą obronę i twardą głowę, dzięki czemu dotrwał do ostatniego gongu. Być może ‚Viking’ wystąpi w tym roku jeszcze raz. Osobiście nie mam nic przeciwko. 2 lata przerwy to naprawdę sporo, więc trzeba zakasać rękawy do roboty i próbować znów namieszać w wadze ciężkiej. Sparingi z Haye’m, Chisorą czy Powietkinem powinny być mocną stroną naszego pięściarza.
Kamil Łaszczyk– chyba nikt nie sądził, że Sergio Romero zaprezentuje się tak dobrze i urwie ‚Szczurkowi’ parę rund. Kamil musi wyjechać do Stanów. Tylko tam będzie miał dostęp do szerokiej bazy sparingpartnerów z jego kategorii wagowej, bo w Polsce niestety jest ich garstka.

Na sam koniec garstka ciekawostek, które mogę Wam przytoczyć, a o których nie przeczytacie nigdzie indziej:
-Sergio Romero okazał się nie tylko twardym rywalem, ale także niesamowicie sympatycznym facetem! Bardzo żywiołowo reagował na gratulacje, a kiedy ktoś mówił do niego po hiszpańsku szeroko się uśmiechał i odpowiadał w swoim ojczystym języku.
-Kamil Łaszczyk zdradził mi, że nie lubi walczyć na samym końcu, bo.. nie lubi czekać długo na swoje pojedynki! Mówi, że wolałby zawalczyć wcześniej i mieć to po prostu jak najszybciej za sobą.
-Mariusz Wach kilka minut przed wyjściem do ringu poszedł w stronę wyjścia mówiąc wszystkim ‚Cześć! Na razie wszystkim!’ czym wywołał gromki śmiech zgromadzonych. Widać, że powrót na ring wprawił go w znakomity humor i pozwolił sobie na rozluźnienie atmosfery małym psikusem.
-W trakcie walki Kamila Łaszczyka, którą miałem okazję oglądać spod samego ringu stała za mną jego dziewczyna. Sylwia nie żałowała gardła glośno zagrzewając do boju swojego ukochanego. Po walce była tak ochrypnięta, że ledwo mówiła. Trudno się dziwić- chyba każdy by tak przeżywał walkę najbliższej osoby.
-Mariusz Wach wyszedł do ringu przy kawałku ‚Ważne jak kończysz’ grupy TRZECI WYMIAR. Panowie zrobili niesamowite show rapując na żywo. Mimo, iż nie jestem jakimś wielkim entuzjastą rapu (choć oczywiście zdarza mi się słuchać), to wywarło to na mnie niesamowite wrażenie!
-Jednym z gości był Wojciech Bartnik- ostatni polski medalista olimpijski w boksie. Oczywiście trzeba było z nim sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie, a także zamienić kilka słów.
-Miałem okazję stanąć face to face z Kamilem Łaszczykiem. Nie wytrzymaliśmy jednak zbyt długo. Któryś z nas nie wytrzymał i zawsze się kończyło tym samym- zamiast groźnych spojrzeń były przyjazne uśmiechy.
-Po walce Mariusza Wacha miałem okazję przybić z nim przysłowiowego ‚żółwika’. Korzystając z okazji uderzyłem dość mocno. Mario aż cofnął rękę i śmiejąc się powiedział, że biję mocniej od jego rywala(Kurtagića). Dobrze, że nie oddał, bo na relację musielibyście czekać do mojego wybudzenia ze śpiączki. 😉
-Po gali zostałem zaproszony na tzw. ‚after’, gdzie przy symbolicznym drinku można na całkowitym luzie porozmawiać ze wszystkimi ludźmi ze świata boksu, którzy byli na gali. Pogadałem bardzo długo z Andrzejem Sołdrą, który prywatnie jest bardzo sympatycznym facetem. Główny temat? Oczywiście Polsat Boxing Night! Bardzo miłe było to, że kilka osób pytało mnie co sądzę na temat poszczególnych walk i zawodników. Fajnie, że marka topxboxing.pl i moja osoba jakoś powoli wkręcają się w bokserskie środowisko! 🙂
-Podczas gali miałem okazję pogadać z członkiem ekipy dbającej o rozłożenie i złożenie ringu. Może to szczegół, ale fajnie dowiedzieć się parę faktów na temat tej roboty.
-Korzystając z okazji spytałem Mariusza o siłę uderzenia Władimira Kliczko. Niesamowicie precyzyjne- tak określił uderzenia ukraińskiego dominatora wagi ciężkiej.
-Ring girls zgodziły się nagrać krótki film zachęcający do odwiedzin mojej strony. Oto efekt ich starań:

Prawda, że nie sposób odmówić? 😉

To by było na tyle! Wróciłem na drugi dzień rano. Jednak nie padłem od razu spać. Masa wrażeń i niesamowitych pozytywnych emocji nie pozwoliły od razu zasnąć. Dziękuję jeszcze raz serdecznie Organizatorom za zaproszenie! Mam nadzieję, że jeszcze wiele razy spotkamy się na galach! Na sam koniec oczywiście kilka zdjęć:

20141017_180655 20141017_190121 20141017_194644 20141017_211042 20141017_211713 20141017_212257 20141017_212545 20141017_214250 20141017_214842 20141017_215334 20141017_215828 20141017_215959 20141017_224353 20141017_225917 20141017_230336 20141017_233811 20141017_233900

Dodaj komentarz

Wywiad z Sergio Romero

Sergio Romero okazał się bardzo wymagającym rywalem. Mimo przeciętnego rekordu dał bardzo dobrą walkę Kamilowi Łaszczykowi i po ostatnim gongu jego ambitna postawa i umiejętności zostały docenione nie tylko przez jego rywala, ale także publiczność, która gromkimi brawami nagrodziła obu zawodników za bardzo dobry pojedynek. Sergio za pośrednictwem Facebooka zgodził się na udzielenie krótkiego wywiadu. Zapraszam do lektury!

-Co możesz powiedzieć o walce i swoim przeciwniku?
Walka szła łeb w łeb. Była bardzo techniczna, a mój przeciwnik był szybki, silny i miał bardzo wysokie umiejętności.
-Jakie masz wrażenia odnośnie Polski? Zaskoczyło Cię coś w naszym kraju?
To była moja pierwsza wizyta w Waszym kraju. Ludzie byli dla nas bardzo mili. Jeśli mam być szczery, to zaskoczyło mnie, że całe bokserskie środowisko traktowało nas jak prawdziwych zawodowych sportowców.
-Udowodniłeś, że rekord jest sprawą drugorzędną. Czy dbasz o swój rekord, czy też jest to dla Ciebie drugorzędna sprawa?
Dla mnie najważniejszą rzeczą jest walka z najlepszymi bokserami i zbieranie dobrych życiowych doświadczeń w bokserskim świecie.
-Co chciałbyś powiedzieć Kamilowi? Co o nim sądzisz? Czy jest w stanie zostać mistrzem świata?
To najlepszy rywal jakiego miałem do tej pory. Ma on bardzo dobre umiejętności, aby zostać mistrzem świata. Życzę mu wszystkiego najlepszego!
-Jeśli byłaby taka możliwość, to przyleciałbyś do Polski jeszcze raz, np. w roli sparingpartnera?
Chciałbym bardzo przyjechać tutaj raz jeszcze jako sparingpartner, jako przeciwnik lub po prostu na wakacje!
-Twoje plany na końcówkę tego i następny rok?
Chcę walczyć o mistrzostwo Hiszpanii i rozwijać się jako bokser.
-Ile wiadomości z gratulacjami dostałeś po walce od polskich fanów?
Dostałem wiele wiadomości na Twitterze i Facebooku od wszystkich osób, które mnie śledzą, w tym także od promotorów i sponsorów gali. Polscy kibice sprawili, że poczułem się jak prawdziwa gwiazda. To było dla mnie niesamowitym doświadczem.
Na sam koniec chciałbym podziękować Adrianowi Królakowi za jego wsparcie i pomoc w Polsce, mojemu trenerowi Luisowi Muñozowi, wszystkim moim fanom i wszystkim ludziom, którzy kochają ten sport!

Nie pozostaje nic innego jak życzyć sympatycznemu Hiszpanowi powodzenia w następnych walkach i osiągnięcia wyznaczonych celów!

10410270_410727415743219_8526658757000069634_n

Fot. Karolina Bajcer / GLOBAL BOXING DZIERŻONIÓW

Dodaj komentarz

Przed galą w Dzierżoniowie…

Już w najbliższy piątek wielki boks zawita do Dzierżoniowa. Na gali organizowanej w tym mieście powróci w końcu po dwuletniej absencji były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej- Mariusz Wach. W walce wieczoru zawalczy pochodzący z Wrocławia jeden z najbardziej obiecujących polskich pięściarzy młodego pokolenia- Kamil Łaszczyk. Emocji nie powinno zabraknąć! Przeprowadziłem kilka wywiadów (telefonicznie) z organizatorami gali, a także jednym z głównych bohaterów wieczoru:

Kamil Zieliński (drugi trener Mariusza Wacha, DKB Dzierżoniów)

-Pierwsza sprawa: Mariusz Wach, który wraca po prawie dwuletniej przerwie. Jakiego Mariusza możemy spodziewać się w ringu? Czy ta przerwa miała na niego jakiś wpływ? Jak Ty to widzisz, co byś mógł powiedzieć na temat jego formy?
Na każdego zawodnika przerwa dwuletnia na pewno ma jakiś wpływ, jednak Mariusz nie był nieaktywny przez te dwa lata, bo cały czas jeździł na sparingi do Haye’a, Chisory czy Powietkina. Ciągłe był w jakiś sposób aktywny. Wiadomo, że to wtedy inaczej trochę wygląda, bo jeździsz i musisz się dostosować jako sparingpartner, a nie ktoś pod ciebie. Rozmowy trwały już w Ślesinie, żeby Mariusz zaboksował w Dzierżoniowie, jednak czekaliśmy na dopięcie tego. Zacząłem współpracować z Mariuszem na siłowni, bo od tego trzeba było zacząć, bo jednak podczas jeżdżenia po sparingach aż tak bardzo nie skupia się na zdrowym odżywianiu, bo wiadomo, że to ty jeździsz po świecie i jest ciężej. Ja jako dietetyk się tym zająłem. Była również suplementacja i Mariusz z początkowych 135kg zszedł do 119kg. Waga poszła więc znacznie w dół. Co mogę więcej powiedzieć? Jak robiłem z  nim siłę i byliśmy w Berlinie na sparingach u Pulewa, to na tamten etap Mariusz był dobrze przygotowany, ale wiemy jak to jest podczas treningu siłowego dochodzi jakiś trening bokserski- jesteś pospinany, to wszystko nie wygląda tak jak powinno wyglądać. Jednak ciągle mówiłem, że jak to przełożymy potem na trening dynamiczny i wejdziemy w odpowiedni cykl przygotowań już do tej walki, to będzie to o wiele lepiej wyglądało. Na tych sparingach poznałem Gary’ego Cornisha, który również sparowałem z Kubratem i cholernie spodobał mi się jego styl boksowania. Skontaktowałem się z nim i ściągnęliśmy go jako sparingpartnera. Sam Gary jest pod wrażeniem tego jak Mariusz prezentował się i wyglądał u Pulewa, jak i na dzień dzisiejszy. Po tych sparingach powiem tak: nie widziałem jeszcze Mariusza tak poruszającego się na nogach, tak dynamicznie zadającego ciosy. Na dzień dzisiejszy jest mega robota zrobiona. Od strony przygotowania fizycznego i kondycyjnego jest wszystko ok. Teraz już są szlify i końcówka. Mariusz walczący z Kliczko to 80% Mariusza. Nie jest to jeszcze to, co chcemy osiągnąć. Z mojej strony mogę powiedzieć, że chciałbym, żeby to było 120% tego w ringu. Ciągle będziemy pracować. Jeśli mogę odnieść się do samego Kurtagića, to powiem tak:  Cieszy mnie to, że ludzie mówią, że będzie to łatwy zawodnik dla Mariusza. Pomimo dwóch lat przerwy i negatywnych ‚hejtów’ ludzie wierzą w to, że Mariusz go łatwo pokona. Ja patrząc ze strony doboru przeciwnika nie uważam, że jest to jakiś ogórek do obicia, bo jednak walczył on z Dimitrienką czy Takamem i to na pełnym dystansie. Jak tacy zawodnicy, którzy są uważani są za szeroką czołówkę i coś tam pokazywali. Nie będzie to łatwy rywal, ale cieszą mnie opinie i komentarze, że będzie dla Mariusza przejście się po nim. Ludzie wierzą w to, że Mariusz może dużo.

-Głównym wydarzeniem będzie gali będzie powrót Mariusza Wacha i to na nim skupia się cała uwaga mediów i kibiców, ale walkę wieczoru ma Kamil Łaszczyk. Co byś mógł powiedzieć na temat jego rywala? Czy to dobry przeciwnik czy jest on jedynie na podtrzymanie aktywności?
Powiem odnośnie całego tego eventu: wiadomo, Mariusz Wach robi sam swoim nazwiskiem atmosferę. Wszyscy oczekują jego powrotu. Gdziekolwiek bym nie zapytał, to każdy jest ciekawy co Mariusz teraz pokaże. W walce wieczoru jest Kamil Łaszczyk, ponieważ prezentuje wysoki poziom. W Polsce i na świecie żeby coś osiągnąć trzeba robić show i być medialnym. Kamil jednak takim człowiekiem nie jest. To cichy i spokojny chłopak. Teraz spadł w rankigu WBO z trzeciego na piąte miejsce, ale zostawia on serce w ringu i na każdym treningu jest to samo: jak jak go widzę na treningach, to jest to po prostu masakra! Jeśli jednak z nim usiądziesz i pogadasz, to jest spokojny. Ciężko, żeby media o nim pisały. Nie zrobi nam show takiego jak na przykład Szpilka, żeby wszyscy o nim pisali. Dlatego czymś takim pokazujemy, że Kamil jest tutaj głównym wydarzeniem. To na Kamila mają patrzeć widzowie. Nie mamy drugiego takiego zawodnika w Polsce. Kamil wśród Polaków nie ma żadnego rywala i nikt nie rzuca mu wyzwań. Nikt nie może się z nim równać. Są na przykład walki jak niedługo Chudecki-Syrowatka: za jednym przemawia to, a za Syrowatką tamto. Chociaż dla mnie i tak ‚Chudy’ tę walkę wygra. Jeśli chodzi o Kamila, to nie ma po prostu takiego porównania. Co do Romero- z jednej strony nie jest jakimś asem, ale z drugiej strony są koszta sprowadzenia zawodnika. My się rozwijamy, więc potrzebne są nakłady, aby ściągnąć konkretnego zawodnika z Meksyku czy Portoryko. Jest po prostu ciężko finansowo tego dopiąć. To pierwszy fakt. Drugi fakt jest taki, że każdy chciałby walczyć w Stanach, więc nie da się ściągnąć gwiazd tej dywizji, a Kamil mógłby się z wieloma z nimi mierzyć. Każdy z nich walczy o pas, potem parę walk na odbudowanie i później znowu walka o pas. Do takiego zawodnika trzeba polecieć do Stanów. Gala jest w Polsce, więc jest trudniej ściągnąć kogoś lepszego. Co do Romero- walczył o WBC Interim i przegrał tę walkę, a potem remisował albo wygrywał. Toczył też pojedynki na pełnym dystansie. Patrząc z aspektu sportowego- Romero próbuje odbudować swój rekord. Przyjeżdżając tutaj sądzi, że Łaszczyk będzie kolejnym zawodnikiem z którym wygra lub zremisuje. Ja będę jednak cieszyć się jeśli Kamil popsuje mu to odbudowywanie rekordu i skoczy w rankingach i dostanie walkę o wymarzony pas mistrzowski.

-Jakbyś obstawił dwie główne walki gali? Mariusz Wach-Samir Kurtagić/Kamil Łaszczyk-Sergio Romero?
Ciężko jest prognozować walki siedząc od strony organizatora, a także częściowo trenera. Trudno jest wytypować obiektywnie. Liczę na to i chciałbym, żeby Mariusz pokonał go jednak przed czasem, chociaż może być ciężko patrząc na Kurtagica. Chciałbym, żeby pokazał, że to nie jest jego koniec i zamknął usta hejterom i udowodnił, że jeszcze rok-półtora i jak się rozpędzi, to będzie nie do zatrzymania. Mariusz będzie mistrzem świata! Dlatego chciałbym, aby ta walka zakończyła się przed czasem. Co do walki Kamila- patrząc na rozwój i na to, że jest to walka na podtrzymanie formy, mimo tego, że Romero ostatnio wygrywał i remisował, również uważam, że walka skończy się przed czasem. Podsumowując: Mariusz- 7-8 rundaa. Od trzeciej rundy Kurtagić będzie obijany, a w 7-8 walka może się zakończyć. W przypadku Kamila też mamy 8 rund. Jeśli się nie podpali, co mu się zdarza i jak poczuje krew, to już nie odpuszcza… Jeśli Romero wytrwa pierwsze starcia, a może to zrobić. Sądzę, że w 5-6 rundzie nastąpi koniec.

Mariusz Grabowski ( szef grupy Tymex Boxing Promotion, współorganizator gali)

-Już za kilka dni gala, którą Pan współorganizuje. Głównym wydarzeniem będzie powrót Mariusza Wacha, pomimo tego, że w walce wieczoru wystąpi Kamil Łaszczyk. Czy Pan jako promotor czuje jakąś dumę, że to właśnie na Pańskiej gali powróci po dwuletniej przerwie Mariusz Wach?
Wiadomo, że tak. Jak wszyscy wiemy Mariusz wracał na ring prawie dwa lata i tych powrotów miało być kilka. Pamiętam, że miał wracać zaraz po odbyciu tej kary i jestem zadowolony, że akurat udało mi się przekonać Mariusza i Pana Kołodzieja, że na mojej gali będzie boksował Mariusz Wach.

-Jeśli chodzi o powroty, to także swój powrót zaliczy Damian Wrzesiński, który związał się niedawno z Pańską grupą. Jakie są oczekiwania względem tego zawodnika?
Damian miał przejścia z poprzednim promotorem, ale mnie to tak naprawdę nie interesuje. To ich sprawa. Długo rozmawiałem z Damianem. Długo namawiał on mnie, ja jego i nie mogliśmy w pewnym momencie dojść do porozumienia. Później to wszystko jakoś się ułożyło. Przekonał się on, przekonałem się ja. Myślę, że jest to zawodnik perspektywiczny. Tak naprawdę nie ma na polskim rynku zawodników do wzięcia dla nowego promotora, czyli dla mnie. Myślę, że dla naszej grupy, która powstała niedawno taki zawodnik jest dobry. Ogólnie będziemy zadowoleni i myślę, że będzie cały czas podnosił swoje umiejętności, zmieniał techniki boksu, bo trochę nie może się przestawić z boksu amatorskiego.

-Czy są plany na kolejne gale jeszcze w tym roku?
Zobaczymy jak to wyjdzie przy tej gali. Mamy już propozycje organizacji w terminie koniec listopada/początek grudnia. Nie wiem czy uda się to zrealizować. Jeśli się uda, to jeszcze jedna gala będzie. A jeśli nie,  to na spokojnie odłożymy to i planujemy w grudniu, tak jak co roku w Pionkach. Dwa lata temu była, rok temu też- jest to impreza cykliczna. Tutaj zrobiłem swoją pierwszą galę.

-Wielkimi krokami zbliża się gala Polsat Boxing Night, której ideą są pojedynki polsko-polskie. Czy chciałby Pan tam jakiegoś swojego zawodnika skonfrontować z jakimś bokserem z innej grupy? Ma Pan zestawienia, które jako promotor wystawiłby Pan na takiej gali?
Chciałem skonfrontować Ewę Brodnicką z Ewą Piątkowską. Ta walka nie doszła do skutku. Promotorzy Piątkowskiej stwierdzili, że jeszcze jest za wcześnie na walkę Piątkowskiej z Brodnicką i do tej walki nie doszło. Zgodziłem się też na walkę mojego zawodnika Nikodema Jeżewskiego z Michałem Cieślakiem. Tak samo ta walka nie brana była pod uwagę. Nie wiem dlaczego, bo wcześniej było ciśnienie, żeby ta walka była na tej gali. Nie mam pojęcia co się stało. Kolejnym zawodnikiem, którego proponowałem był Damian Wrzesiński na walkę początkowo z Krzysztofem Cieślakiem, a później z Rafałem Kaczorem. Niestety nie udało się. Byliśmy skłonni wystawić zawodników na tej gali, jednak nie było nam to dane żebyśmy w niej uczestniczyli

Kamil Łaszczyk (pięściarz wagi piórkowej)

-17 października- gala w Dzierżoniowie. Opowiedz coś o przygotowaniach?
Moje przygotowania trwały prawie 13 tygodni, bo zacząłem wcześniej już trenować. Zaczęło się od łapania kondycji, troszeczkę siły, wzmocnić się fizycznie, starałem się trzymać dietę jak nigdy nie trzymałem- cały czas ważę 59-60kg.

-Zmierzysz się z Sergio Romero. Co wiesz o swoim przeciwniku? Oglądałeś jakieś jego walki czy też bazowałeś na danych np. z Boxreca?
Powiem szczerze, że widziałem jego jedną walkę. Umie coś tam boksować. Nie jest jakimś najlepszym zawodnikiem. Wiem, że na pewno przyjedzie przygotowany. Ma parę przegranych przed czasem i remisów, nie pamiętam szczerze mówiąc ile. Z tego co widziałem i z tego co wiem, powinien przyjechać przygotowany, więc wierzę w to, że zrobimy dobrą walkę.

-Czy będzie Ci on leżał bardziej stylowo niż Twój poprzedni rywal, który był mańkutem?
Mówiąc szczerze, to  tak naprawdę ciężko jest tak określić. Jak wejdzie się do ringu, to wtedy wszystko się widzi. Bynajmniej ja tak mam, że potem wszystko widzę, co jest w ringu: co robić, jak robić. Wiadomo, trener wszystko podpowie przed walką, bo widział na przykład jego walki. Ja oglądałem jego jedną walkę. Jedyne, co widziałem to, że ma lewą rękę nisko, więc trzeba będzie bić prawy nad lewą ręką.

-Boksujesz w kategorii, która w Polsce jest dość mało popularna. Jak u Ciebie wygląda sprawa ze sparingpartnerami?
Powiem szczerze, że ciężko z nimi jest, ale poprosiliśmy Mariusza Cieślińskiego- to jest tajski bokser, kick-boxer można powiedzieć. Do tego Michał Leśniak- kiedyś w sumie rywal z amatorskiego boksu. Był on trochę cięższy, ale dał fajne sparingi. Sparingi są naprawdę mocne.

-Będziesz walczyć niedaleko swojego rodzinnego Wrocławia, więc można spodziewać się, że będzie dużo Twoich znajomych, kibiców, rodzina, koledzy ze szkoły czy klubu. Jakie emocje Tobie towarzyszą? Mobilizacja, stres? Czy może coś innego?
Wiadomo, cieszę się, że boksuje bardzo blisko. Dzierżoniów to w pewnym sensie mój drugi dom, bo spędzam tam dużo czasu trenując i mam też dużo znajomych. Trybuny będą zapełnione, więc dodaje to wsparcia i takiej mocy. Za amatora lubiłem bardzo jeździć na wyjazdy, gdzie jechałem tak naprawdę w paszczę lwa i też wygrywało się tam walki. Można powiedzieć, że bardziej mnie to motywowało, bo mogłem być przykładowo oszukany przez sędziów, więc trzeba było zdecydowanie wygrywać. Tutaj wiadomo, że trzeba będzie się pokazać- będą znajomi, rodzina, koledzy. Wszyscy będą mogli przyjechać, bo mają blisko i jest to super sprawa.

-Na sam koniec sprawa niedawnego związania kontraktem z Alem Haymonem. Wiadomo, że działa on w Stanach. Czy jest możliwość, aby co jakiś czas wystąpić w Polsce i przypomnieć się kibicom w kraju?
Powiem szczerze, że jestem otwarty na wszystko. Mogę walczyć w Polsce, mogę walczyć w Stanach. Jak promotor powie, że mam walczyć w Stanach, to tam zawalczę. Jestem zawodnikiem, muszę się podporządkować, aby coś osiągnąć. A ja chcę coś osiągnąć, chcę spełniać swoje marzenia, które sobie wyznaczyłem. Próbuję więc sięgnąć najwyższych szczytów, a żeby walczyć z tymi najlepszymi, to wiadomo, że trzeba jechać do Stanów. Na pewno będę musiał wyjechać i stoczę tam jeszcze jedną walkę.

-Jesteś jeszcze dość młodym zawodnikiem. Czy w grę wchodzi wyjazd na stałe do Stanów czy też wylot na parę miesięcy i powrót. Jakbyś to widział? Powiedzmy w perspektywie najbliższych 2-3lat?
Powiem szczerze, że jeżeli będzie taka możliwość i mój promotor będzie tego chciał, abym został w Stanach na dłużej, to na pewno wezmę dziewczynę ze sobą i zamieszkać tam na rok czy dwa. Jeśli tak będzie trzeba, to będę tak musiał na pewno zrobić.

Mariusz Konieczyński (vice prezes klubu DKB Dzierżoniów, sędzia bokserski)

-Ile trwa przygotowanie takiej gali? Ile tygodni przed trzeba zamawiać zawodników, oświetlenie, ekipy telewizyjne, catering, hostessy i pewnie wiele innych rzeczy?
To bardzo ciężkie do jednoznacznego powiedzenia. Musi się znaleźć grupa ludzi, która będzie chciała coś takiego zrobić. Podstawą są zawodnicy. To wokół nich wszystko się toczy. Mamy do dyspozycji Mariusza Wacha, Kamila Łaszczyka czy Patryka Szymańskiego. Dzięki współpracy z Tymexem mamy Jeżewskiego, Wrzesińskiego, Gerleckiego oraz Brodnicką. Później na bazie tego powstaje jakiś zarys tej gali. Później trzeba znaleźć miejsce, gdzie jest sprzyjająca atmosfera. Przede wszystkim czy są kibice, czy jest zapotrzebowanie na taką galę w ogóle. Czy jesteśmy tę halę kibicami zapełnić. Bo tak jak ważni są zawodnicy, tak samo ważni są kibice. Jeśli nie będzie kibiców, to dla kogo my to robimy? Sztuka dla sztuki? No, nie. To wszystko musi się zgrywać. My wiedzieliśmy, że coś takiego będzie już od roku. Termin na sali OSiR-u był już zaklepany w porozumieniu z prezesem Robertem Gulką. My później to przesuwaliśmy- tydzień w tą, tydzień w tą, bo nie zawsze wszystkie terminy nam odpowiadały. Później wiadomo, że trzeba z promotorami tych zawodników rozmawiać. Największym promotorem, który u nas występuje to Pan Mariusz Kołodziej ze Stanów Zjednoczonych. Trzeba było także rozmawiać z Tymexem (Mariuszem Grabowskim). Te osoby muszą wyrazić zgodę. Później jest szukanie pieniędzy, dogadywanie się z miastem- czy miasto jest zainteresowane tą promocją. Później trzeba mieć paru wariatów, bo tak naprawdę my na tym nie zarabiamy. Ja całkowicie czymś innym zawodowo się zajmuję. Trzeba wariatów, którzy są hobbystami, lubią ten sport i są gotowi poświęcić czas, który jest kradziony własnej firmie i własnym kosztem i robią to!

-Do gali zostało 8 dni(wywiad przeprowadzany był 9 października). Na ile procentowo oceniłby Pan przygotowanie gali?
Można powiedzieć, że na 90%. Zostały jeszcze takie detale typu wyklejanie ringu. Grubsze rzeczy są już dawno dograne i dopięte. Zostały jedynie drobnostki, które nadają blasku; spotkania z producentami przekazu telewizyjnego. Trzeba dograć światła. Przedwczoraj był u nas reprezentant telewizji Orange Sport i kierownik produkcji. Były rozmowy typu gdzie lepiej byłoby kamery rozmieścić, jakie oświetlenie. Trzeba ściągnąć oświetleniowca, gospodarza tej sali i elektryka, który w razie czego będzie szybko interweniował. Trzeba znaleźć miejsca hotelowe dla zawodników i trenerów zza granicy. Trzeba im także załatwić bilety lotnicze.

-Ostatnie pytanie: jak wygląda sprawa z biletami? Będzie komplet publiczności? Czy bilety już zeszły czy zostały jeszcze jakieś do kupienia?
Tak jak powiedziałem: Dzierżoniów to miasto, które ma fantastycznych kibiców. To nie pierwsza nasza gala tutaj, ale pierwsza w takiej skali. Poprzednio był to boks amatorski. Kibice nigdy nas nie zawiedli. Zdarzało się niestety, że niektórzy kibice musieli wracać z kwitkiem, bo nie możemy ze względów bezpieczeństwa ich wpuścić na salę. W tej chwili z tego co się orientuję, to w granicach 80% biletów jest wyprzedanych.

Oficjalny plakat gali:

dkb

Dodaj komentarz

Podwójna bitwa o Moskwę!

Już w tę sobotę czeka nas wyjątkowa gala: dwóch Polaków zmierzy się o tytuły mistrzowskie w kategorii cruiser podczas gali w Moskwie. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2005 roku, kiedy to o mistrzowskie pasy jednego wieczoru walczyli Tomasz Adamek i Andrzej Gołota. ‚Góral’ po dramatycznym 12-rundowym boju wygrał z Paulem Briggsem. Natomiast ‚Andrew’… No cóż… Walka skończyła się już po 53 sekundach, a po niej żartowano, że retransmitowano ją w Teleexpresie. Miejmy nadzieję, że tym razem nie będzie wstydu, a nasi zawodnicy zaprezentują się na miarę oczekiwań.

Zacznijmy od pojedynku naszego mistrza: dla Krzysztofa Włodarczyka będzie to już 7 obrona pasa WBC wywalczonego w maju 2010 roku. Większość obron stoczył on na wyjazdach i jak sam przyznaje polubił walki za granicą. W stolicy Rosji będzie walczyć po raz drugi. W zeszłym roku po kapitalnym boju pokonał Rachima Czakijewa i przekonał chyba ostatecznie do siebie sceptyków. Rosjanin od początku rzucił się do huraganowego ataku, zasypywał gradem ciosów, a nasz zawodnik był liczony. Koniec wydawał się bliski. Jak na prawdziwego mistrza przystało, ‚Diablo’ jednak przetrzymał kryzys, dał się ‚wystrzelać’ mniej doświadczonemu rywalowi i całkowicie przejął inicjatywę. Posłał przeciwnika 3-krotnie na deski, a sędziemu nie pozostało nic innego jak zakończyć ten pojedynek. Poniżej video z tej walki:

Co można powiedzieć o najbliższym rywalu Krzyśka? Większość kibiców, ekspertów i komentatorów ocenia go przez pryzmat walki z Mateuszem Masternakiem, w której odebrał mu pas Mistrza Unii Europejskiej (EBU). Pojedynek ten był bardzo pechowy dla Polaka, ponieważ praktycznie od samego początku walki zmagał się on z rozciętym łukiem brwiowym. Drozd jednak bardzo zaskoczył  w tej walce. Był szybki, bił celnie, niesamowicie pracował na nogach i przede wszystkim sprawiał wrażenie jakby to wysokie tempo wcale go nie męczyło.
Z Włodarczykiem mu jednak tak łatwo nie powinno pójść. Nasz zawodnik ma ogromne ringowe doświadczenie. Jest dość statyczny, daje się łatwo punktować, ale wystarczy, że raz trafi rywala swoim markowym lewym sierpem i możemy mieć początek końca. Drozd zapowiada w ringu wojnę. Pewnie miał na myśli wojnę partyzancką (2-3 ciosy i odskok, punktowanie mniej mobilnego rywala), bo w otwartą wymianę ciosów z Polakiem po prostu nie wierzę. Taka taktyka oznaczałaby jedno- Krasiwczyk (po rosyjsku Piękniś) po walce wyglądałby jakby zderzył się z ciężarówką.
Typ na pojedynek: Drozd będzie punktować Włodarczyka, jednak ten w końcu upoluje go jakimś zabójczym sierpem w akcji, która będzie punktem zwrotnym walki. Wygrana Diablo przed czasem w okolicach 10-12 rundy.

10153724_350071158491415_6775312420950896350_n

Paweł Kołodziej – Denis Lebiedew
Bądźmy szczerzy- szanse ‚Harnasia’ na zwycięstwo są iluzoryczne. Jego jedynym atutem są jedynie znacznie lepsze warunki fizyczne. Całą resztę asów w talii ma jego rywal. Kołodziej przede wszystkim nie walczył na tak wysokim poziomie, a w poprzednich swoich walkach nie prezentował się nadzwyczajnie. Tłumaczył to tym, że ze słabszymi zawodnikami nie potrafi pokazać w pełni swojego potencjału i umiejętności. Miejmy nadzieję, że jest w tym choć trochę prawdy. ‚Specnaz’ to absolutna światowa czołówka kategorii cruiser. Dla Kołodzieja walka z nim będzie niczym przesiadka z Fiata Seicento do Mercedesa Klasy S. To będzie zderzenie ze ścianą. Oby nie za bardzo bolesne… Można mówić, że Lebiediew może nie być już takim samym zawodnikiem jak po walce z Guillermo Jonesem, kiedy to po brutalnym i dramatycznym pojedynku jego (i tak niezbyt piękna na co dzień) twarz wyglądała po prostu makabrycznie groteskowo!IFWT_Denis-Lebedev-eye-injury-3
Lebioda to jednak wciąż ścisła światowa czołówka. Kołodziej został rzucony na głęboką wodę, a można nawet zaryzykować powiedzenie, że na pożarcie. Zapowiada, że jest gotowy, a taktyka ma polegać na boksowaniu na dystans z wykorzystaniem zakrocznej nogi i odchyleń. Lebediew walczył jednak z zawodnikami o podobnych parametrach i nie powinno to jutrzejszego wieczoru stanowić większego problemu. Wydaje się praktycznie nieuniknione, że prędzej czy później ulokuje na szczęce ‚Harnasia’ jakąś bombę. Dodatkowym jego atutem jest w obecność w narożniku żywej legendy wśród bokserskich trenerów- Freddiego Roacha.
Typ na pojedynek: Jeśli Paweł nie będzie spięty i będzie dobrze wykorzystywać warunki fizyczne, to może i wytrzyma nawet pełen dystans. Ja jednak typuję wygraną Lebediewa przed czasem w okolicach 4-6 rundy.

10391453_350069781824886_8965412335615735059_n

Warto wspomnieć przy okazji o jeszcze jednej zeszłorocznej polsko-rosyjskiej potyczce w Moskwie, chociaż wolelibyśmy przemilczeć tę walkę. Andrzej Wawrzyk nie pokazał praktycznie nic, a Powietkin miał w sumie niezbyt męczący sparing. 3 rundy i było po wszystkim… Oby walka Kołodziej-Lebiedew nie przyjęła podobnego biegu!

Naszych pięściarzy czeka w Moskwie niesamowicie trudny wieczór. To może być historyczna data w historii polskiego boksu zawodowego- nasi zawodnicy mogą wrócić z jaskini lwa z dwoma mistrzowskimi pasami! Transmisję z gali przeprowadzi telewizja Polsat Sport, która poszła po rozum do głowy i nie będzie realizowała wydarzenia w bardzo nielubianym przez kibiców systemie PPV (za obejrzenie zeszłorocznych walk Wawrzyka i Włodarczyka trzeba było płacić). Naszym bokserom możemy powiedzieć tylko jedno: POWODZENIA, CHŁOPAKI!

DPP_9407-1

Dodaj komentarz

Wywiad z sędzią Mirosławem Brózio

Pan Mirosław Brózio był najbliżej ze wszystkich w sobotniej walce pomiędzy Michałem Chudeckim a Felixem Lorą. Pojedynek ten przeszedł już to historii ze względu na wszechobecną w ringu krew pod nazwą ‚Rzeź w Międzyzdrojach’. Najbardziej było to widoczne po jego koszuli, która po ostatnim gongu wyglądała niczym fartuch rzeźniczy. W telefonicznym wywiadzie przeprowadzonym dwa dni temu podzielił się on ze mną wrażeniami na temat tego pojedynku. Zapraszam do lektury:

20140816_235743

– Pana koszula po walce Chudecki vs Lora wyglądała jak fartuch rzeźniczy. Czy miał Pan już w swojej karierze walkę, po której miał tak zakrwawione ubranie?
Tak, było bardzo dużo krwi w tej walce. Przyznam, że nigdy nie miałem tak bardzo mocno brudnej koszuli, ale to było dlatego, że po prostu łuk brwiowy Lory krwawił bardzo mocno. Kontuzja nie była groźna i głęboka. Ja ją widziałem i kontrolowałem podczas całej walki. Łuk ma to do siebie, że bardzo dużo krwawi cały czas, a cutman Lory nie umiał sobie z tym poradzić i robił to źle i nieprofesjonalnie. Krwawienie nigdy nie jest powodem przerwania walki, jedynie mocna kontuzja zagrażająca uszczerbkowi na zdrowiu i groźna dla oka. Takiej nie było. Było po prostu krwawienie.

-Dużo musiał się Pan napracować, aby upominać i rozdzielać zawodników w tym pojedynku?
W obu zawodnikach buzowały emocje. Oni obydwaj chcieli wygrać. Wyszli po to, żeby zwyciężyć w tym pojedynku i po prostu boksowali tak jak umieli. Wiadomo, że Lora nie jest wielkim technikiem. Jest raczej takim fighterem, który jak uderzy to faktycznie boli, a Chudecki jest technikiem. Nie było w tych przepychankach jakiś złośliwych fauli. Nie było w tym zamierzonych prób i wtedy nie karałem zawodników, tylko po prostu było  to spowodowane ferworem walki i każdy z nich chciał wygrać i to było fajne i emocjonujące. Fajny spektakl dla kibiców. I o to chodzi

-W 9 lub 10 rundzie wypadł Lorze ochraniacz na zęby. Pan tego nie zauważył czy po prostu puścił dalej akcję?
Ja to zauważyłem i kontrolowałem tę akcję dalej, ponieważ Lora wypluł ten ochraniacz celowo, a Chudecki był wtedy w natarciu i przeprowadzał fajną akcję. Gdy ją skończył, to dopiero wtedy zareagowałem.

– Pan był najbliżej całej walki- czy było widać, że w którymś momencie, któryś z zawodników jest ewidentnie ‚podłączony’ do prądu’ i być może potrzebna by była nagła interwencja i przerwanie walki?
Tak, Lora otrzymał tam kilka takich mocnych ciosów, ale to jest jednak twardziel. W boksie zawodowym nie ma zasady liczenia na stojąco, można tylko przerwać od razu walkę. Zawodnik musi dotknąć maty trzecią częścią ciała, żeby było liczenie. Dlatego nie liczyłem, a przerywać walki nie chciałem, bo Lora nie kwalifikował się do tego, żeby to przerwać. Obydwaj zawodnicy wyszli jak gladiatorzy i oni po prostu boksowali. Chcieli obydwaj wygrać, nie było żadnego pykania. Nie wyszli po to, żeby zremisować tę walkę, tylko każdy z nich chciał wygrać. Wiadomo, że Lora wygrał poprzednio z Szotem i Cieślakiem i wygrał zdecydowanie. Chudecki chciał ich po prostu pomścić, a Lora chciał wygrywać z następnymi Polakami, ale tym razem mu się to nie udało, bo Chudecki był zdecydowanie lepszy.

-Jak Pan umieściłby tę walkę w swoim rankingu walk, które sędziował pod względem najkrwawszej, najbardziej widowiskowej i efektownej?
No na pewno umieściłbym tę walkę jako najbardziej krwawy pojedynek. Taki właśnie jak już wspomniałem- najbardziej gladiatorski, gdyż obaj rzeczywiście wyszli po to, żeby walczyć, nie zważając na krew. W późniejszej fazie tego pojedynku Chudecki miał też kontuzję oka. Obydwaj nie patrzyli na to, tylko boksowali. Wyszli po to, żeby dać satysfakcję kibicom, telewidzom i wszystko to było dla popularyzacji pięściarstwa w Polsce.

-Był Pan zaskoczony tym, że Chudecki czasem wdawał się w efektowne, ale niebezpieczne wymiany z Lorą?
Tak. Powiem nawet, że mnie to dziwiło. Powinien boksować bardziej technicznie, bardziej skoncentrować się na mocną lewą kontrę, albo nawet dwie. Czasami mu to wychodziło, a czasem niepotrzebnie się zbliżał do niego i ryzykował, że mógł otrzymać jakąś bombę od niego, ale jest doświadczonym amatorem. Miał wiele walk amatorskich z wielkimi przeciwnikami i to zaprocentowało tym, że nie dał mu się skosić.

Po knockdownie Michała raczej nie było w jego oczach oznak, że otrzymał mocny cios. Ten knockdown był raczej wynikiem złego ustawienia stóp?
Tak, ale ten knockdown był po ciosie. Cios dostał i sędzia musi przeanalizować czy przewrócenie mogło to być spowodowane wcześniejszymi ciosami, które otrzymał, a Lora wiadomo, że nie głaszcze, tylko kopie, a parę tych ciosów Chudecki otrzymał. Mogło to być też zachwianie. To jest decyzja sędziego, którą się podejmuje w ciągu jednej sekundy. Nas wszędzie na szkoleniach uczą: ‚nie jesteś pewny – zawsze jest lepiej liczyć’. Jest to dla zdrowia zawodników. Można było puścić i padłby rzeczywiście mocny cios to wtedy mogłaby być tragedia. Tak to zawodnik został wyliczony, odpoczął sobie i wiadomo było, że nie było to skutkiem mocnego ciosu, tylko lekkiego, ale knockdown był knockdownem. Dalej walka się potoczyła tak jak potoczyła i Chudecki wygrał zdecydowanie. Przegrał właściwie tylko jedną rundę: tę, w której był liczony.

Na sam koniec pytanie- co z tą legendarną już zakrwawioną koszulą, której zdjęcia po walce szeroko były komentowane i udostępniane w Internecie?
Namoczyłem ją i próbuję ją wyprać. Prałem już raz w pralce, a teraz drugi raz, żeby służyła dalej w następnych pojedynkach.

20140817_000018

Dodaj komentarz

Relacja z Gali Seaside Boxing Show VI- Międzyzdroje, 16.08.2014

Za nami kolejna gala z cyklu Seaside Boxing Show, która tradycyjnie już gościła w amfiteatrze w Międzyzdrojach. Tak jak zapowiadałem, wyjazd na to wydarzenie połączyłem z krótkim urlopem w nadmorskim kurorcie. Jeden ze znajomych kilka miesięcy temu napisał mi w trakcie rozmowy na facebooku, że gala w Międzyzdrojach ma swój specyficzny klimat. Po przyjeździe na miejsce na własnej skórze przekonałem się, co miał na myśli. Już od dnia przyjazdu (czyli czwartku) widziałem kilkanaście osób przechadzających się w koszulkach wskazujących jednoznacznie komu przyjechali tu kibicować. Chodzi oczywiście o Michała Chudeckiego, który został bohaterem sobotniej gali. Ale po kolei 😉
W piątek odbyła się ceremonia ważenia. Była okazja chwilę pogadać z Krzysztofem Chudeckim oraz Piotrem Jurczykiem- trenerem oraz sekundantem ‚TNT’. Chciałbym w tym momencie sprostować pewną kwestię- bokserzy wnieśli na wagę odpowiednio 61,4 kg (Lora) oraz 61,5 kg (Chudecki), a więc około 1,5 kg więcej niż wynosi limit kategorii lekkiej. Będąc kilka tygodni temu w Poznaniu podczas przygotowań do walki rozmawiałem z Michałem na temat limitu wagowego i powiedział mi, że umówili się na około 137-138 funtów, a więc właśnie około 61,5 kg, które wnieśli na wagę. Szkoda, że prowadzący ceremonię ważenia Mateusz Borek o tym nie wiedział i był lekko zdziwiony wagą obu zawodników. Poniżej kilka zdjęć z ceremonii ważenia:

20140815_160007

20140815_16042820140815_16063520140815_16082720140815_161108(0)20140815_16121520140815_16133820140815_16151220140815_161618
W dzień walki, a więc sobotę można było poczuć prawdziwy bokserski klimat. Nietrudno było spotkać pięściarzy, którzy wtopieni w tłum spacerowali po Międzyzdrojach. Moje bystre oko wypatrzyło między innymi Rafała Jackiewicza, Pawła Głażewskiego czy też Maćka Miszkina. Spotkałem także Pana Mariusza Grabowskiego (właściciel grupy Tymex Boxing Promotion) rozmawiającego z Krzysztofem Kraśnickim (wydawca miesięcznika pięściarskiego Ring Bulletin) oraz Darkiem Snarskim (były pięściarz, a obecnie promotor), a także Tomasza Skarżyńskiego (cutman) i Krzysztofa Szota.
Na miejscu organizatorów pomyślałbym nad czymś więcej w ramach promocji gali niż tylko plakatami nielicznie rozlwieszonymi po Międzyzdrojach. Można by na przykład zorganizować trening otwarty (walka z cieniem, tarcza, pokaz na skakance) na jakimś deptaku czy też zorganizować konkurs w uderzeniu w bokserski automat, czyli popularną ‚gruchę’.
Idąc na galę spotkaliśmy Alberta Sosnowskiego. Historia o tyle zabawna, że szedł on przed nami, a ja trochę zbyt głośno powiedziałem: „Wiesz kto to idzie? Albert Sosnowski!”. Popularny ‚Dragon’ słysząc swoje imię i nazwisko momentalnie się obrócił, przywitał i spytał czy też idziemy na galę. Porozmawiałem z nim o jego planach dotyczących końca kariery, wrażeń z obozu bokserskiego w Darłówku. Albert opowiedział także, że miał propozycję wyjazdu na sparingi z Władimirem Kliczko w Going, a na gali będzie komentatorem w zastępstwie Andrzeja Gmitruka. Jednym z gości na Seaside Boxing Show był również popularny Pakol, kojarzony głównie z upicia samozwańczego mistrza kosmosu MMA- Bonusa BGC.
20140816_191630

20140816_204244

Chciałbym zwrócić uwagę na pewne zachowania w trakcie gali. Jak sama nazwa wydarzenia wskazuje: większość ludzi przychodzi ubranych na galowo: mężczyźni w koszulach i marynarkach, a kobiety w eleganckich sukienkach. Rozumiem, że przed można wypić z kolegami trochę alkoholu na rozgrzanie, zwłaszcza, że impreza organizowana jest na świeżym powietrzu, a sierpniowe wieczory i noce nie są już tak ciepłe, ale wchodzenie w stanie ewidentnej nietrzeźwości jest dla mnie po prostu debilizem. Lepiej, żeby taki człowiek pił sobie w domu ze znajomymi i darł się do telewizora, niż zwracał uwagi kamerzyście w stylu ” ŁYSY, WYPIERDALAJ Z TĄ KAMERĄ!”. Dziwi mnie bardzo fakt, że ochrona absolutnie nic nie robiła w takich przypadkach. Powinno być ostrzeżenie, a gdyby sytuacja się powtarzała, taki delikwent powinien być wypraszany z imprezy w trybie natychmiastowym. Przed walką Chudeckiego udałem się na chwilę do szatni, aby zobaczyć jak spędza on ostatnie chwile przed wyjściem do walki. Był spokój, relaks i opanowanie. Na twarzach wszystkich gościł szeroki pewny uśmiech:

20140816_213702(0)

Przyszedł w końcu czas na walkę. Gdy w amfiteatrze w Międzyzdrojach zabrzmiała piosenka ‚TNT’ było już jednoznaczne, kto jest tu ulubieńcem publiczności. Liczna grupa kibiców prowadziła wspaniały zorganizowany doping. Głośny okrzyk „Lewa ręka- Lora pęka!” co rundę niósł się po widowni. Walka od pierwszego gongu była bardzo emocjonująca.

Już w 1. rundzie pięściarzowi z Dominikany otworzył się lewy łuk brwiowy, który obficie krwawił. Sekundanci Lory w każdej przerwie mieli sporo roboty, aby go załatać. Ring z każdą rundą pokrywał się coraz większą ilością plam krwi, a koszula sędziego zaczęła wyglądać tak, jakby przed chwilą dokonał brutalnego morderstwa gołymi rękami. Walka była pełna emocji, a w paru momentach zrobiło się naprawdę gorąco. Raz musiał nawet interweniować brat i trener- Krzysztof Chudecki, który równo z gongiem wtargnął na ring, aby rozdzielić zawodników i trenera przeciwnika, bo doszło do spięcia. Do ostatniego gongu walka trzymała w niesamowitym napięciu- Lora cały czas polował na pojedynczy mocny cios, natomiast ‚Chudy’ kapitalnie przede wszystkim kontrował zarówno prawą jak i lewą ręką. W 10 rundzie omal nie wygrał z twardym przeciwnikiem przed czasem, jednak Lora pokazał że ma charakter i żelazną szczękę. Znokautowanie takiego twardziela jest nie lada wyczynem i dotychczas udało się to jedynie jednemu bokserowi. Kilka razy ugięły się pod nim nogi, parę razy było widać też, że uśmiecha się, a  jego wyraz twarzy zdawał się mówić: ‚Nie boli mnie, chcę więcej!’ W 9 lub 10 rundzie po jednym z ciosów polskiego pięściarza Lorze wypadł ochraniacz na zęby i poleciał w trybuny.  Po ostatnim gongu nikt nie miał wątpliwości co do tego, kto wygrał ten pojedynek. Chudecki zrobił jednak coś znacznie więcej niż dopisanie kolejnego zwycięstwa do rekordu-  z miejsca podbił serca polskiej publiczności dzięki widowiskowej i krwawej walce.

Punktacja sędziowska: 98-92, 98-89, 99-89

Rzeź w Międzyzdrojach- tak śmiało możemy nazwać walkę pomiędzy Chudeckim i Lorą. Rzadko mamy okazję oglądać takie krwawe ringowe wojny, więc jestem niezmiernie zadowolony, że mogłem tam być i widzieć to na żywo. Radość podwójna, bo przecież Michał to mój znajomy, dlatego też podczas walki niezwykle się nią emocjonowałem i przeżywałem każdy cios. Pytanie co dalej? Chudecki zawalczy prawdopodobnie na Polsat Boxing Night 8 listopada w Krakowie prawdopodobnie ze swoim imiennikiem- Syrowatką. Na 99% przygotowywać się do tej walki będzie za Oceanem, gdzie jego manager Jeff Wojciechowski zadba o jak najlepsze warunki treningowe, trenerów i, przede wszystkim, sparingpartnerów.

2 filmy nagrane tuż po zakończeniu walki:

‚TNT’ zamknął usta sceptykom jego boksu.  Dał widowiskową walkę, parę razy wdał się w efektownie i szalenie niebezpieczne wymiany z potężnie bijącym Lorą, które mogły zakończyć się naprawdę dla niego źle, jednak pokazał charakter, serce do walki i znakomite przygotowanie kondycyjne i fizyczne. Przed pojedynkiem można było w Internecie wyczytać komentarze typu „Chudecki ma rekord nabity na kelnerach, nigdy nie walczył 10 rund, Lora go znokautuje.” No cóż… Byłem i widziałem jego przygotowania i wiedziałem, że po tak profesjonalnym obozie i zaangażowaniu tylu ludzi misja pod tytułem ‚Felix Lora’ musiała zakończyć się zwycięstwem!
Michał Chudecki to bokser, o którym zaczęło się mówić i będzie się mówić. Jest on szalenie ambitny i pracowity i jak sam mówi przyciąga do siebie dobrych ludzi. Jego marzeniem i celem jest mistrzostwo świata. Jeśli będzie czynić takie postępy i wyjeżdżać na obozy do pięściarzy kalibru Danny’ego Garcii, tak jak na początku tego roku, to możemy być pewni, że z tej mąki będzie chleb!
Miarą wzrostu popularności ‚Chudego’ wśród kibiców może być liczba polubień na jego fanpage’u na Facebooku– po bitwie z Lorą w krótkim czasie przybyło mu ponad 1000 ‚lajków’, a więc wzrost o ponad 40%!

Bitwa Chudeckiego z Lorą przyćmiła całkowicie główne danie wieczoru, a więc walkę Pawła Głażewskiego z Rowlandem Bryantem. Przed walką sporo mówiło się o tym, że pięściarza z Białegostoku czeka bardzo trudna przeprawa, zwłaszcza, że w ostatnich walkach zaprezentował się poniżej oczekiwań, jednak pewnie wygrał na punkty (77-76, 79-73, 79-73) czym na pewno podreperował notowania u kibiców, a także poczucie własnych umiejętności.

 

Poznałem także dwóch bokserów wagi ciężkiej wagi ciężkiej, którzy walczyli na tej gali. Obaj okazali się mega pozytywnimi i otwartymi kolesiami. Włodek Letr po walce w szatni był nieco zakręcony, ale widać było, że zwycięstwo nie tylko poprawiło jego bilans, który przed walką prezentował się dość mizernie, ale przede wszystkim samopoczucie. Benjamin Wrotniak był po walce w zgoła odmiennym nastroju: gratulacje przyjmował ze zdawkowym spokojem, tłumacząc, że przecież przegrał walkę i był gorszy i nie ma powodów do uśmiechu. Dodatkowo na jego lewym oku pojawiła się przeraźliwa opuchlizna. Szło z nim jednak bardzo fajnie pogadać na wiele tematów, chociaż głównym był oczywiście boks.

Po walce rozmawiałem także z Felixem Lorą. Bardzo miły facet, który przede wszystkim nie patrzy na rekord i daje w ringu z siebie wszystko. Takich właśnie zawodników ceni się najbardziej!

Jako, że Międzyzdroje to nie tylko amfiteatr i boks, a również wypoczynek i związanych z nim trochę atrakcji. Niedużo, ale jednak zawsze coś:
-Rezerwat żubrów 1,5 km od centrum miasta
-Oceanarium
-Gabinet figur woskowych
-Promenada gwiazd
-Kawcza góra- punkt widokowy
-Kino 7D

Natomiast jeśli zgłodniejecie, to gorąco polecam smażalnię ryb ‚Rybka’ oraz pizzerię Pazza.

To by było na tyle 🙂 Zapraszam wszystkich serdecznie  na przyszły rok, bo gala w Międzyzdrojach to kapitalne bokserskie wydarzenie ze świetnym nadmorskim klimatem. Już teraz wiem, że w przyszłym roku znów tam będę i liczę, że namówię na to i Was!
Na sam koniec tradycyjnie porcja zdjęć:

20140816_115414

20140816_214738 20140816_214849 20140816_215430 20140816_215459 20140816_215604 20140816_215950 20140816_220302 20140816_221759 20140816_221917 20140816_231448_LLS 20140816_235706 20140816_235711 20140816_235731 20140816_235743 20140816_235746 20140816_235752 20140817_000018 20140817_000220 20140817_000603 20140817_001434 20140817_001507 20140817_001511 20140817_001747 20140817_002914 20140817_003611_LLS

Dodaj komentarz

Michał Chudecki: przygotowania do walki z Felixem Lorą

Okresy przygotowawcze stanowią zdecydowaną większość roku zawodowych bokserów, oczywiście w wypadku, jeśli omijają ich kontuzje i w pełni sprawni mogą się podczas nich przygotowywać do kolejnych walk.  Miałem okazję na własne oczy zobaczyć jak wygląda kilka dni z takiego właśnie wydarzenia i w tym tekście podzielę się z Wami swoimi obserwacjami i wrażeniami. Spędziłem łącznie kilka godzin na salach treningowych patrząc jak Michał Chudecki szykuje formę na galę w Międzyzdrojach, gdzie zmierzy się z bardzo groźnym i mocno bijącym Felixem Lorą. Smaczku tej potyczce dodaje fakt, że Lora już 4-krotnie mierzył się z Polakami i ani razu w tej rywalizacji nie zaznał goryczy porażki.
To był zdecydowanie najdłuższy i najciężej przepracowany okres przygotowawczy przez naszego pięściarza w zawodowej karierze. Zaczął się on już w czerwcu, kiedy to był w górach z grupą zapaśniczą Wrestler 24. Później przygotowania przeniosły się do Poznania, gdzie przez kilka dni miałem okazję z bliska zobaczyć jak wyglądają. Następnie Michał wraz z bratem pojechał na obóz bokserski do Darłówka. Trafiłem w bardzo dobrym momencie, ponieważ kiedy byłem w stolicy wielkopolski przebywał tu także Krzysztof Cieślak, który pomagał Michałowi w sparingach. Popularny ‚Skorpion’ miał także wystąpić na gali organizowanej przez grupę Babilon Promotion, jednak kilka dni temu wycofał się z niej z powodu problemów neurologicznych. Decyzja jak najbardziej słuszna. Zdrowie jest tylko jedno i trzeba je szanować! Zwłaszcza, że Krzysiek naprawdę sporo zostawił go w ringu, a kibice zapamiętają go z bezwzględnych ringowych wojen obfitujących w wiele wymian, krwi oraz zwrotów akcji. Chudecki wraz z Cieślakiem przesparowali łącznie 14 rund: w pierwszy dzień 6 rund, drugi dzień 4 rundy oraz w ostatni dzień 6 rund. Udało się także przeprowadzić krótki wywiad z pięściarzem spod Warszawy(16 lipca 2014):

topboxing.pl- Obaj boksujecie na tej samej gali- Międzyzdroje, 16 sierpnia. Ty zawalczysz z Krzyśkiem Szotem. Będzie to poniekąd rewanż za przegraną pokazową walkę sprzed kilku lat.
Krzysztof Cieślak- No tak, ja byłem wtedy zajechany jak skarpeta. Co dwa tygodnie, co miesiąc boksowałem jako młody 24-letni zawodnik. Nie mogłem tak boksować, nie mogłem tego tempa wytrzymać i w ogóle nie czułem nic. Ani boksu ani wyczucia dystansu i wpadałem, on mnie kontrował i dlatego tak to się skończyło.
-Michał z kolei zmierzy się z Felixem Lorą, którego Ty, można powiedzieć, doskonale znasz. Wspomnień chyba za miłych z nim nie masz, ale co możesz mu poradzić? Jak widzisz ten pojedynek?
-Widzę to bardzo ciężko. Zauważmy, że Lora nie boksuje u siebie, tylko wszędzie na wyjazdach. Pamiętam doskonale walkę, którą oglądałem z bardzo dobrym zawodnikiem- Kevinem Mitchellem. Walka była bardzo wyrównana i widać było, że Mitchell nie radził sobie z jego siłą fizyczną. Nie chciał iść nawet do przodu, bo Lora tak mocno kopie. Wiadomo, że przy takich walkach sędziowie dadzą zwycięstwo swojemu.
-Jak Michał musi zaboksować, żeby wygrać?
-Przede wszystkim jak jest półdystans nie może opuszczać lewej i prawej ręki. W akcji opuszcza, musi być cały czas skoncentrowany i wysoko trzymać ręce, bo Lora nawet jak uderzy na gardę, to czuć. Ja doskonale pamiętam jak dostałem na prawy łokieć i to mi przeszło przez łokieć i doskonale czułem ten cios. Naprawdę bardzo silnie fizycznie zawodnik.

Po sparingu z Cieślakiem bracia Chudeccy przystąpili do treningu na tarczy, gdzie ćwiczyli akcje, które mają być użyte przeciwko Lorze i mają okazać się kluczowe w drodze do zwycięstwa.

16072014424

16072014439

Kolejny dzień (17 lipca) i wizyta tym razem w klubie Boks Poznań. Tutaj Michał odbył po okiem swojego brata, a jednocześnie trenera, Krzysztofa 10 rund sparingowych (30-sekundowe przerwy między rundami) aż z trzema zawodnikami. Miało to na celu zapewnienie jak największej intensywności do ostatniej rundy. ‚TNT’ bez trudu wytrzymał 10 rund w mocnym i szybkim tempie. W Międzyzdrojach czeka go właśnie walka na takim dystansie i musi liczyć się z tym, że prawdopodobnie potrwa ona właśnie tyle rund. Sparingpartnerzy:
-Łukasz ‚Raju’ Rajewski: 4 rundy
-Krzysztof Cieślak: 6 rund
-Borys Mańkowski: 4 rund

Od lewej: Krzysztof Cieślak, Borys Mańkowski, Łukasz Rajewski, Michał Chudecki

Od lewej: Krzysztof Cieślak, Borys Mańkowski, Łukasz Rajewski, Michał Chudecki

Kibice sportów walki, a zwłaszcza MMA powinni doskonale kojarzyć Panów Mańkowskiego i Rajewskiego znanych z występów w federacji KSW 🙂

Trzeci (ostatni) dzień (18 lipca) to znów wizyta w klubie RED OAK przy jeziorze Malta, gdzie pod opieką trenerów RANKOR CROSSFIT Chudecki pracuje nad siłą, wytrzymałością i kondycją. Od samego patrzenia na zawodowca zmagającego się z grymasem bólu i determinacji na twarzy ze sztangami, hantlami i innymi tego typu przyrządami szło się zmęczyć 🙂   Krótkiego wywiadu udzielił trener Łukasz Połobuczek:

-Co wy dokładnie tu robicie?
-Na chwilę obecną przygotowujemy Michała do walki. Skupiamy się na poprawie siły maksymalnej i siły ekspolzywnej. Plus budowanie kondycji pod walkę. Nie zostało dużo czasu, ale wszystko jedt dokładnie zaplanowane, więc mam nadzieję, że te postępy, które będą poczynione wystarczą, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Michała.
-Siła eksplozywna i siła maksymalna. Chodzi o zwiększenie siły ciosu?
-Po to to robimy, chociaż pracujemy nad tym pośrednio. Te ćwiczenia, które wykonujemy są na eksplozywność całego ciała, chociaż to się przekłada później na siłę ciosu. Wiadomo, że sam cios nie wychodzi tylko z rąk, ale z bioder i właściwie też od samej podłogi się zaczyna. Więc takie ćwiczenia staramy się stosować. Pracujemy sobie na wolnych ciężarach, szczególnie na hantlach, żeby każda ręka mogła sobie pracować osobno. Stosujemy ćwiczenia z podnoszenia ciężarów, oczywiście rwanie i zarzut, wyciskanie, wyciskopodrzuty i tego typu różne rzeczy z hantlami, żeby było jeszcze ciężej.
Mamy do popracowania troszeczkę nad siłą, bo właśnie z tego co z wywiadu z Michałem się dowiedziałem, to brakuje mu tego kończącego ciosu, żeby te ciosy były mocne. Bo to, że dochodzą i są szybkie to jest ok.
-Siła jest, a co z masą?
Masy troszeczkę trzeba zgubić. Jest trochę pracy nad tym, dlatego pracujemy w takim przedziale powtórzeń, które nie będą powodowały hipertrofii w tym wszystkim, tylko stymulację jak najbardziej układu nerwowego.
-Walka jest zaplanowana na 16 sierpnia. Do kiedy planujecie tutaj działać, żeby zakończyć ten cykl siłowo-kondycyjny?
-Wszystko jest rozpisane aż do dnia walki, a że odpoczynek jest taką samą częścią treningu jak samo podnoszenie, więc trening właściwie trwa aż do dnia walki, z dniem walki włącznie. Tutaj nic nie zostaje przypadkowi. Zaczęliśmy działać tak, że wszystkie wypoczynki, testy i treningi są zaplanowane i z góry ustalone (w tym momencie Michał podchodzi do nas z dziennikiem treningowym i pokazuje swój rozpisany harmonogram ćwiczeń).

ch

Trening w RANKOR CROSSFIT

 

Na sali panowała świetna atmosfera. Jednym z motywów przewodnich była sentencja: „ALE PANIE TRENERZE, MY LUBIMY ZAPIERDALAĆ!”

 

Kilka dni po przyjeździe z Poznania został jeszcze przeprowadzony wywiad telefoniczny (26 lipca 2014) z Krzysztofem Chudeckim:

-Krzysiek, jesteś trenerem Michała, a jednocześnie jego bratem. Czy to jest dla Ciebie jakieś dodatkowe obciążenie psychiczne czy coś w tym stylu?
-Na pewno. Przeżywam strasznie jak dostaje po głowie. Denerwuję się pewnie bardziej niż on w walce jak patrzę na to wszystko z boku. Zależy mi bardzo na tym, żeby wszystko było dobrze.
-Rozumiem, że walki Lory znasz praktycznie na pamięć, te które są dostępne w sieci?
-Tak, oglądam je prawie codziennie. Już mamy opracowaną technikę i wszystko robimy pod Lorę. Oglądam go praktycznie codziennie.
-Na jakim etapie przygotowań jest teraz Michał?
-Teraz kończy siłę, powoli jeszcze wzmacnią tę siłę ciosu, już tylko taką dynamike robi no i te wszystkie techniczne sprawy. Już teraz szybkość, gubienie wagi, co mu dobrze idzie, bo ma dietetyka, odżywia się dobrze, pilnuje się. Profesjonalnie do wszytskiego podchodzi, a ja go w tym wszystkim wzmacniam.
-Michał chyba jeszcze nie miał w karierze tak długiego i tak intensywnego obozu przed walką?
-No nie. Teraz przeciwnik jest wymagający, nawet bardzo. Będzie to najcięższa i najdłuższa walka. Pierwszy raz będzie walczył 10-rundówkę. Na razie wszystko idzie w dobrym kierunku. 3 tygodnie zostało, teraz jeszcze w tygodniu przyjedzie Krzysiu Szot, potem jedziemy w sobotę na obóz do Darłówka z Landowski Boxing i potem już końcówka. Potem już Międzyzdroje i wisienka na torcie.
-Później jakie plany? Bo w jednym z ostatnich odcinków magazynu ‚Puncher’ padły propozycje zestawień możliwych par na Polsat Boxing Night i tam zestawiono Michała z Michałem Syrowatką. Co Ty, jako trener, brat, kibic sądzisz o tym?
-Na razie kompletnie o tym nie myślę i Michał też o tym nie myśli. Skupiamy się tylko na tej walce. Dopiero po niej będziemy myśleć. Teraz jest Lora, potem może być nawet… ktokolwiek! Najważniejsze jest, żeby wygrać walkę. Nie skupiamy się do przodu, nie słuchamy, nie czytamy, nie oglądamy innych komentarzy. Jest tylko koncentracja na Lorze.

bra

Michał Chudecki wraz ze swoim bratem i trenerem Krzysztofem Chudeckim

 

W pomoc w przygotowaniach naszego pięściarza w przygotowaniach do walki z Lorą było i jest zaangażowanych kilkadziesiąt osób. Nie sposób wymienić ich wszystkich, a nie chcę nikogo pominąć:)  Ja także na swój sposób staram się pomóc pisząc tę relację i promując tego zawodnika. Nikt za niego do ringu nie wyjdzie i to on sam będzie musiał zadawać i przyjmować (oby jak najmniej!) bolesne ciosy czarnoskórego rywala. Jednak każdy, nawet najmniejszy udział w pomocy, promocji czy też treningu jest kolejną cegiełką pod fundamenty zwycięstwa, które mamy nadzieję nastąpi w sobotni wieczór w amfiteatrze w Międzyzdrojach!

10530744_781613335212315_2398628077119874891_n

Warto zwrócić uwagę na fakt, że Michał sam chciał walki z Lorą i poprosił o nią promotora. Czuje się już gotowy na podniesienie poprzeczki, a jego rywal będzie prawdziwą weryfikacją jego umiejętności. Jeśli ten test zda pomyślnie, to może już myśleć o kolejnych trudniejszych testach, a także powinien wskoczyć do czołowych ’15’ rankingów prestiżowych federacji. Jako ciekawostkę można dodać fakt, że bukmacherzy widzą w Chudeckim faworyta, a kurs na jego wygraną waha się w okolicach 1,4-1,5 zł.
Ciężko mi jednak wypowiadać się na temat tej walki, ponieważ prywatnie jest to mój znajomy i wiadome jest, że ciężko w takich przypadkach zachować obiektywizm. Michał musi przede wszystkim unikać bijatyki z tak mocno bijącym pięściarzem. Musi konsekwentnie realizować plan taktyczny i ‚zbierać’ rundy. Jest na pewno pięściarzem lepiej wyszkolonym technicznie i szybszym, więc właśnie z tych atutów powinien korzystać najwięcej. Mój typ to wygrana punktowa w okolicach 97-93.
Na sam koniec mały muzyczny bonus 🙂 Piosenka ‚TNT’ zespołu AC/DC, przy której Chudecki wychodzi do ringu. Poczujcie ten klimat już teraz!

 

Dodaj komentarz

Wywiad z Damianem Wrzesińskim

O Damianie Wrzesińskim zrobiło się znów głośniej, kiedy to związał się z nową grupą promotorską- Tymex Boxing Promotion. Praktycznie w tym samym czasie  pojawiła się również informacja o potencjalnym występie na Polsat Boxing Night, gdzie jako jego rywali wymienia się Michała Chudeckiego lub Krzysztofa Cieślaka. O wszystkim dowiecie się z wywiadu jaki został przeprowadzony z ‚Wrzosem’ za pośrednictwem facebooka.

dfvfxc

Damian podpisuje kontrakt z nowym promotorem.

-Jak zapatrujesz się na informację odnośnie Twojego potencjalnego występu na Polsat Boxing Night z Krzysztofem Cieślakiem albo Michałem Chudeckim?
Bardzo chciałbym wystąpić na tej gali Polsatu. Mogę walczyć zarówno z Cieślakiem jak i z Chudeckim. Bardziej zależałoby mi na walce z Cieślakiem, ponieważ jest upatrywany w Polsce jako nr 1, więc moje zwycięstwo z nim pokazałoby że jest inaczej. Z Chudeckim z kolei chciałbym wyrównać porachunki z boksu amatorskiego, gdzie na 2 moje zwycięskie walki z nim zostałem bezczelnie oszukany przez sędziów.

-Z obydwoma toczyłeś już boje w czasach amatorskich. Jak wygląda Twój bilans w pojedynkach z nimi? Który z nich był dla Ciebie większym wyzwaniem?
Z Cieślakiem nie walczyłem na amatorstwie. Gdy zaczynałem z boksem amatorskim on przechodził na zawodowstwo. Z Chudeckim walczyłem 3 razy, 1 walkę uznaję za przegraną minimalnie na punkty w finale MP. 2 pozostałe walki na Pucharze Polski i w półfinale MP w Poznaniu 2012r. zostałem bezczelnie oszukany przez sędziów, tzw układy i układziki. Interesują mnie tylko wyzwania więc zarówno Michał jak i Krzysztof są niezłym wyzwaniem. Cieślak jest bardziej doświadczony i walczył zawodowo z wieloma dobrymi pięściarzami. Myślę, że to większe wyzwanie.

-Obecnie mieszkasz w Norwegii. Jak wygląda tu Twój dzień? Jak wyglądają treningi? Planujesz powrót do Polski czy też pobyt tu na stałe?
Mam poukładaną pracę, treningi, czas na rodzinę i odpoczynek, czyli wszystko to na czym mi zależało kiedy byłem w Polsce i nie mogłem tego mieć. I właśnie dlatego planuję zostać tu na stałe, ale nigdy nie można mówić nigdy, więc powrotu do Polski też nie można wykluczyć w jakiejś dalszej przyszłości.

-Co sądzisz o pojedynkach polsko-polskich? Uważasz je za potrzebne?
Uważam ze pojedynki polsko-polskie są potrzebne. Przy ciekawym zestawieniu par bokserów ludzie chcą oglądać tego typu pojedynki. Zwiększają one oglądalność boksu w Polsce, a więc promują tę dyscyplinę. Dla pięściarzy jest to dobra możliwość pokazania swoich umiejętności i reklamy

-Miałeś chyba moment zwątpienia w swojej karierze, ale podpisanie umowy z nowym promotorem dało Ci chyba ‚kopa’ energii i motywacji do treningu?
Rzeczywiście, miałem myśli żeby nawet rzucić treningi i boks. Od początku tego roku włożyłem bardzo dużo pracy w treningi, sparingi, miałem wielkie plany i ambicje, które przerastały mojego promotora, więc się rozstaliśmy. Od tego momentu nie mogłem nigdzie boksować. Kilka grup zawodowych w Polsce miało mi zorganizować walki do których nie doszło. Byłem tak zdezorientowany, że nawet odrzuciłem walkę przed pojedynkiem Kliczkoo-Leapai. Chciałem rzucić treningi i boks, ale po miesiącu przerwy od treningów nie wytrzymałem i postanowiłem, że będę robić to, co uwielbiam i nikt nie będzie mi już robił zamętu w głowie. Postanowiłem, że zwiąże się z grupą TYMEX, ponieważ doszliśmy do porozumienia co do naszej umowy. Postanowiłem również że od tej chwili interesuje mnie ciężka praca na treningach i wyzwania na ringu i nic poza tym.

Życzymy więc Damianowi wszystkiego dobrego pod skrzydłami nowego promotora!