1 komentarz

„Nic się nie stało…”

Kolejne podejście Polaka do mistrzowskiego pasa w wadze ciężkiej. Kolejne nieudane. Artur Szpilka próbował dokonać rzeczy niemal niemożliwej. Walczył dzielnie, ale jego mistrzowski sen został w brutalny sposób przerwany. Wilder ciężko go znokautował. Powodów do wstydu jednak nie ma. Chciałoby się zaśpiewać na modłę kibiców piłkarskich: „Nic się nie stało!”
Bądźmy szczerzy- Szpilka miał niewielkie szanse na wywalczenie upragnionego, a wręcz mitycznego tytułu. Wiara i optymizm polskich kibiców oraz ekspertów były spowodowane pobudkami patriotycznymi. No bo jak nie można kibicować rodakowi w walce o mistrzostwo świata? Szpilka był, jest i będzie postacią, która mocno polaryzuje opinie wśród fanów pięściarstwa. Można być jego zadeklarowanym kibicem lub też zupełnie odwrotnie- czekać na jego kolejną porażkę i czerpać z tego tytułu tylko dla siebie zrozumiałą satysfakcję i przyjemność. Trudno być jednak wobec niego obojętnym i neutralnym. I z takim właśnie nastawieniem większość kibiców wstała w niedzielny poranek. Z wielkimi nadziejami około milion Polaków zasiadło przed telewizory, by na Polsacie oglądać walkę, która mogłaby przejść do historii polskiego sportu.
Szpilka zaczął bez respektu dla większego i silnego rywala. Na pewno nie zostawił przysłowiowych ‚jaj’ w szatni i nie przegrał tej walki już przed pierwszym gongiem. Swoją mobilnością oraz odwrotną pozycją sprawił niemałą ringową łamigłówkę Wilderowi. Ten długo próbował go namierzyć, ale gdy już to zrobił… Wszyscy mamy chyba przed oczami ten dramatycznie wyglądający obrazek. Artur nadział się na potężny prawy, który w idealnym momencie wyprowadził Amerykanin. O żadnym ‚lucky punchu’ nie ma mowy. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że Polak nie doznał kontuzji lewej nogi, która dość groźnie się wykrzywiła po bezwładnym upadku na matę ringu. Oglądając Polaka leżącego w bezruchu na deskach od razu przypomniały mi się ciężkie nokauty jakich doświadczali Pacquiao z Marquezem czy Groves z Frochem. Szpilka nie może mieć sobie do zarzucenia. Lepsi od niego przegrywali walki w podobny sposób. Czy taki nokaut nie zostawi trwałego śladu w jego psychice? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, aczkolwiek psychika to mocna strona pięściarza z Wieliczki. Nie przestraszył się większego i silniejszego rywala, skradł mu kilka rund. Pokazał serce i charakter. Tylko tyle i aż tyle. Mówi już o kolejnych mistrzowskich walkach i ma już nawet konkretnego rywala na celowniku- Charlesa Martina (nowy mistrz IBF, który zdobył tytuł w dość kuriozalnych i szczęśliwych dla siebie okolicznościach). Szpilkę czeka jednak powrót do Polski na operację złamanej lewej ręki.Oznacza to dłuższy odpoczynek od treningów i walk. I bardzo słusznie. Kilka miesięcy to odpowiednia ilość czasu na odpoczynek fizyczny i psychiczny po tak ciężkim nokaucie. A gdy Szpilka już wróci do treningów, to Martin będzie już prawdopodobnie bez pasa. Artur podczas pobytu w Polsce będzie mieć okazję zobaczyć pojedynek swoich byłych (w tym jednego niedoszłego) rywali- 20 lutego w Legionowie rękawice skrzyżują Krzysztof Zimnoch oraz Mike Mollo. Wybór rywala dla pięściarza z Białegostoku wydaje się nie do końca przypadkowy jeśli zaczniemy rozpatrywać go w nieco szerszym kontekście.
Czy Wilder tym nokautem zakończył trwający raptem kilka miesięcy American Dream Polaka? Absolutnie nie! Wiem, że w mentalności Polaków jest jakiś sentyment i słabość do ‚pięknych porażek’ i szukania plusów w każdej z nich. Szpilka zbiera jednak pozytywne recenzje za swój występ również za granicą. Wyszedł po wygraną i ta postawa została doceniona. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że więcej uwagi poświęca się jego dobrej dyspozycji w ringu, niż brutalnemu nokautowi jaki zafundował mu bombardier z Alabamy. Swoją drogą jest to bardzo mocny kandydat w kategorii ‚nokaut roku’.
Szpilka dokonał rzeczy wspaniałej i rzadkiej- zjednoczył większość Polaków, którzy zarwali noc, by wspierać przed telewizorem rodaka. A ten nie może mieć sobie nic do zarzucenia. I tak zrobił w ringu więcej niż większość się spodziewała. Koniec końców nie mamy jednak upragnionego tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. Z drugiej strony- nie mamy też nowej jednostki czasu. A byli tacy, którzy wieścili taki scenariusz.
Nie obudziliśmy się w Polsce, która w końcu ma wymarzony tytuł. Amerykański sen Szpilki prawdopodobnie jednak dalej będzie trwać, a my znów będziemy czekać na kolejną szansę i przy kolejnej mistrzowskiej szansie Polaka (niekoniecznie Artura) usiądziemy pełni nadziei przed telewizorami. Zupełnie zapominając o tym jak bardzo nieosiągalny wydaje się być dla Polski ten tytuł…

Reklamy

One comment on “„Nic się nie stało…”

  1. Dobra i treściwa recenzja redaktora.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: