Dodaj komentarz

Weekend weryfikacji

Za nami kolejny weekend pełen pięściarskich emocji. O te nie było trudno z jednego prostego względu- kumulacja bokserskich gal. Czyli czegoś, co kibice lubią najbardziej. Spektrum emocji jak zawsze było szerokie- od rozpaczy po czystą, sportową euforię, a słowem-kluczem najlepiej podsumowującym wiele z pojedynków jest ‚weryfikacja’. I chodzi tu zarówno o weryfikację sportowych umiejętności jak i weryfikację dalszego przebiegu i rozwoju kariery. Chociaż w pewnym sensie oba te określenia się przenikają i są ze sobą ściśle powiązane.

Dla Michała Syrowatki walka z ringowym weteranem Jackiewiczem miała być ostatnim tegorocznym testem. W przyszłym roku miały być wielkie walki, mówiło się nawet o występach za Oceanem. To wcale nie brzmiało jak science-fiction, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jego współpromotorem od kilku miesięcy jest Andrzej Wasilewski, który ma bardzo dobre kontakty w Stanach. Zaczęło się niemal sensacyjnie- ‚Wojownik’ z Mińska Mazowieckiego już w pierwszej rundzie wylądował na deskach i wydawało się, że będzie to początek końca. Nic bardziej mylnego. Magia Ełku (Jackiewicz stoczył tu w 2009 roku niezapomniany bój z Delvinem Rodriguezem) podziałała chyba na niego drażniąco. W kolejnych rundach zaskakująco łatwo lokował na szczęce rywala ciosy podbródkowe i wydawał się zawodnikiem szybszym oraz bardziej ‚luźniejszym’. Koniec nastąpił w czwartej odsłonie- Jackiewicz wykorzystał swoje doświadczenie (ponad 60 stoczonych pojedynków) i sprytnie obszedł Syrowatkę zadając krótki prawy prosty, który powalił go na deski. Chwilę później byliśmy świadkami dramatycznych scen- plączące się nogi przy próbie wstania, płacz dziewczyny, ‚interwencję’ jednego z kibiców (prawdopodobnie członek rodziny), który koniecznie chciał przekazać coś sędziemu ringowemu. Decyzja Dariusza Zwolińskiego była jednak jak najbardziej słuszna i poddawanie jej w jakąkolwiek wątpliwość jest przejawem skrajnej ignorancji.
Co zgubiło Michała w tej walce? Trudno wskazać jednoznacznie. Myślę, że była to wypadkowa kilku czynników- zlekceważenie rywala (wzmożone przez nokdaun w pierwszej rundzie), walka w wyższym limicie wagowym, zawiodła też głowa (również po walce, gdzie w wywiadzie Syrowatka rozważał nawet zakończenie kariery).
Wielkość zawodnika poznaje się po tym jak znosi on porażkę. Pięściarz trenowany przez Andrzeja Gmitruka ma wciąż papiery na boks na europejskim i światowym poziomie. Śmieszą mnie opinie ludzi wypisujących w Internecie teksty typu „balonik pękł”, „kolejny polski bum”. Większość z tych ‚ekspertów’ piała z zachwytu po efektownym nokaucie na Chudeckim w listopadzie ubiegłego roku i udanych dalszych występach.
Rewanż? Większość kibiców odpowie zdecydowanie: CZEMU NIE?! Syrowatka musi jednak do niego podejść z chłodną głową, a z tym może być różnie. Ambicjonalne podejście do sprawy i chęć zemsty za wszelką cenę z tak doświadczonym i klasowym rywalem (były mistrz Europy, pretendent do tytułu mistrza świata) może po raz kolejny okazać się brutalnym zderzeniem ze ścianą. I tym razem może to być zderzenie, które może mu wybić na dobre boks z głowy. Ja mimo wszystko uważam, że Syrowatka to nadal jeden z najlepszych polskich pięściarzy młodego pokolenia i ta porażka ujmy mu nie przynosi. Była ona bolesna (tym bardziej, że odniesiona przed publicznością z rodzinnego miasta) i niespodziewana. Ale taki właśnie jest boks. Brutalny i nieprzewidywalny. I w tym właśnie tkwi jego piękno.

Do najszczęśliwszych po sobotniej nocy nie należy również z całą pewnością Mateusz Masternak.  Przegrał on minimalnie na punkty z Tonym Bellew na gali w Londynie. Minimalnie, ale jednak. Czwarta już porażka dopisana do rekordu. Powodów do wstydu jednak nie ma. Walka była wyrównana i mogła iść w obie strony (kluczowa była ostatnia runda, w której Mateusz był na skraju nokautu).  Pięściarz z Wrocławia w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy zaliczył wiele walk wyjazdowych (Rosja, Dania, Monako, Francja, RPA, a teraz Londyn). Niepisaną zasadą walki na terenie przeciwnika jest to, że trzeba tam wygrać wyraźnie rundę, aby ta była zapisana na konto zawodnika przyjezdnego. W RPA tak właśnie było, ale to, co tam się stało było skandalem i rabunkiem w biały dzień i z tego miejsca jako polski kibic chciałbym serdecznie pozdrowić środkowym palcem  organizatorów walki Masternak-Muller.  Mateusz nie powinien nikogo obwiniać o tę porażkę. O skandalu sędziowskim nie ma mowy, przegrana z zawodnikiem klasy Anglika też ujmy nie przynosi. Mateusz pokazał, że należy do europejskiej czołówki, ale czy jest materiałem na zawodnika klasy światowej? Kto wie, gdyby nie lepsze prowadzenie, to już byłby po mistrzowskiej walce. Talent na pewno ma. Brakuje jednak tej przysłowiowej kropki nad i. A tę trzeba umieć postawić. Zwłaszcza jeśli tak często boksuje się na terenie rywala.

Podczas tej samej gali w walce wieczoru wystąpił uważany przez wielu kibiców i ekspertów przyszły dominator wagi ciężkiej- Anthony Joshua. Walka z Dilianem Whyte’m miała być swojego rodzaju vendettą za porażkę z czasów amatorskich. Walka potrwała aż siedem rund, co było dla wielu osób sporym zaskoczeniem, ponieważ mistrz olimpijski z Londynu w poprzednich 14 zawodowych walkach nie walczył dłużej niż 3 rundy. Łajdak z Brixton wyszedł po zwycięstwo i okazało się, że to wystarczyło, by sprawić problemy faworyzowanemu rodakowi. Entuzjaści talentu niepokonanego prospekta jak i on sam chyba zdali sobie ostatecznie sprawę, że jeszcze za wcześnie na wielkie walki i na tym etapie kariery potrzebne będą cenne rundy w ringu. Kto może takie mu dać? Mówi się o Derecku Chisorze… To jednak cień zawodnika, który został obrabowany w pojedynku z Heleniusem oraz dał zaskakująco ciężką walkę Vitalijowi Kliczce. Joshua ma wszystko, by zostać mistrzem świata królewskiej dywizji- warunki fizyczne, bardzo mocny cios, odpowiedni charakter, a przede wszystkim- czas. Wszak  ten zawodnik w październiku skończył dopiero 26 lat. A w tej kategorii wagowej to wiek juniorski.

Zostajemy przy wadze ciężkiej-Chris Arreola był faworytem w walce z Travisem Kauffmanem. Wygrał, ale było to zwycięstwo wymęczone i zdaniem wielu niezasłużone. ‚Koszmar’ notuje czwartą walkę z rzędu, w której nie zachwycił, pomimo rekordowo dobrej jak na niego wagi (107 kg).  Arreola nigdy nie był dla mnie pięściarzem pierwszej klasy. Przegrał wszystkie najważniejsze pojedynki w karierze (Kliczko, Adamek, 2x Stiverne), a ostatnio przeżywa ringowe męczarnie z zawodnikami, których jeszcze kilka lat temu odprawiłby wszystkich do domu jednego wieczora.

Weryfikacje w boksie bywają często bolesne i brutalne. Są jednak cenną lekcją pokory oraz rewizją umiejętności danego zawodnika. Takie sprawdziany są potrzebne, a wręcz nieuniknione.  Porażki i niespodzianki są nieodłączną częścią sportu. Czy sobotni bohaterowie wyciągną odpowiednie wnioski ze swoich wygranych bądź przegranych pojedynków? Dla części z nich będzie to prawdziwy test charakteru. Jeśli się okaże, że tego im brakuje, to niestety  nie jest to sport dla nich.

Źródło zdjęcia-polsatsport.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: