Dodaj komentarz

Krajobraz po burzy

Od sensacyjnej zmiany na tronie wagi ciężkiej minęło już kilkadziesiąt godzin. Kurz powoli opada, emocje się tonują. Zaczynamy powoli oswajać się z myślą, że waga ciężka po wieloletnich rządach Wladimira Kliczki uwolniła się spod jego tyranii. Nie było w zasadzie kibica boksu, który przyjąłby tę wiadomość w sposób obojętny. Dla wielu osób był to ogromny szok i sensacja na miarę wyniku walki Tyson-Douglas. Inni z kolei nie kryli radości, bowiem Doktor Stalowy Młot był dla nich uosobieniem ringowej nudy i z niecierpliwością czekali na jego porażkę. Sen tych drugich ziścił się po kilku latach oczekiwania, a ‚wybawcą’ wagi ciężkiej okazał się pyskaty i charyzmatyczny Anglik- Tyson Fury. Chociaż po tym, co pokazał w sobotni wieczór w Dusseldorfie nie sposób mu odmówić ringowych umiejętności- wypunktowanie Ukraińca wydawało się bokserskim science-fiction, jednak „Gipsy King” dokonał właśnie tego teoretycznie niemożliwego i pokazał, że słowo ‚niemożliwe’ w boksie nie istnieje.
Wladimir nie bez powodu nazywany był przez wielu ekspertów, dziennikarzy i kibiców robotem. Ta perfekcyjna maszyna bojowa przez ostatnich kilka lat wypracowała niezawodny styl, który nie był zbyt porywający, ale przynosił efekty w postaci zwycięstw, głównie odnoszonych przed czasem. A przecież o to w tym sporcie chodzi.
Ponad 11 lat bez porażki, 18 kolejnych udanych obron mistrzowskich pasów z rzędu. Nic dziwnego, że Ukrainiec czuł się pewny swojego. Jego pozycja w hierarchii wagi ciężkiej była ugruntowana i niepodważalna. W ten poukładany śwat wtargnął jednak ktoś nieobliczalny i zwariowany. Ktoś, kto od samego początku konsekwentnie siał zamęt i zwątpienie w głowie wieloletniego mistrza wszechwag. Zachowanie Fury’ego podczas konferencji prasowych poprzedzających walkę dla wielu osób było uosobieniem błazenady. Jednak w każdym szaleńswtwie tkwi metoda. Jak się okazało, było to jedynie preludium do ringowych wydarzeń. Fury ten pierwiastek niebliczalności przeniósł również między liny ringu, co nie udało się żadnemu z jego kilkunastu poprzedników i okazało się, że… to wystarczyło, aby Wladimir Kliczko okazał się niemal bezradny! TEN Wladimir Kliczko, który niemal ‚posprzątał’ całą wagę ciężką. Anglik miał być jedynie kolejnym skalpem do kolekcji. Okazało się, że na maszynę zaprogramowaną na wygrywanie (niekoniecznie efektowne i porywające) wystarczy nieszablonowy styl. Boks Fury’ego wymykał się spod wszystkich schematów, jakie do tej pory przerobił Wladimir. A przerobił on przecież praktycznie wszystkie możliwe style i sposoby walki przeciwnika. To co jednak zaprezentował Fury było dla niego absolutnie czymś nowym. Doktor Stalowy Młot przez większość z 12 rund był niemal całkowicie bezradny w konfrontacji ze stylem Tysona. Można nie lubić Anglika, ale trzeba być skrajnym hipokrytą, aby nie docenić tego co pokazał w sobotni wieczór. A pokazał naprawdę sporo: przede wszystkim zrobił należyty użytek ze znakomitych warunków fizycznych, przez co Wladimir bił mało i wyjątkowo nieskutecznie, doskonale poruszał się po ringu, płynnie zmieniał pozycję z klasycznej na leworęczną, bił z nietypowych płaszczyzn i kątów. Wprowadził chaos do uporządkowanego świata Kliczki i narzucił mu swój styl walki. Wygrał zasłużenie na punkty i za to należą mu się wyrazy szacunku. Umarł król, niech żyje król!
Wiadomość dla tych, którzy z różnych względów nie mogli obejrzeć walki- niech sucha punktacja (115-112, 115-112, 116-111) Wam wystarczy. W ringu działo się niewiele i jeśli koniecznie ktoś chce zobaczyć powtórkę tego pojedynku, to niech włączy ją, gdy będzie mieć problem z zaśnięciem… Znacznie więcej działo się po końcowym gongu. Fury po raz kolejny pokazał, że posiada również niebanalny talent wokalny i odśpiewał znaną piosenkę grupy Aerosmith- „I don’t wanna miss a thing”.
Co dalej z Wladimirem? Dla niego jest to sytuacja, do której nie był przyzwyczajony. Stracił on jednej nocy wszystkie mistrzowskie pasy. Do tego była to prawdopodobnie jego najgorsza od wielu lat walka, w której to on dał narzucić sobie styl przeciwnika, w konfrontacji z którym nie mógł zbyt wiele zrobić. Trudno znaleźć dokładną przyczynę tej porażki- wiek, niedocenienie klasy rywala czy też może głowa zaprzątnięta sprawami rodzinnymi? Młodszy Kliczko musi teraz w ekspresowym tempie poukładać wiele spraw w głowie i zacząć przygotowania do rewanżu, który był zapisany w kontrakcie. A może Vitali powróci z pięściarskiej emerytury by pomścić brata? Robił to już dwukrotnie (brał odwet za porażki Wladimira z Rossem Purritym oraz Corrie Sandersem). Scenariusz niczym z filmu… Niestety science-fiction. Starszy z braci jest niewątpliwie w formie (bieganie, siłownia, basen), ale ponad trzy lata rozbratu z ringiem mówią same za siebie.
Wladimir będzie musiał więc wziąć wszystko ‚na klatę’. Musi wyciągnąć wnioski i zaryzykować w rewanżu. To on będzie pretendtem. To nie on będzie obwieszony mistrzowskimi pasami podczas konferencji prasowych. To on będzie wychodzić drugi do ringu. Będzie to dla niego całkowita nowa sytuacja. Jak psychicznie zniesie tak niekomfortową i zupełnie nową dla siebie sytuację zbliżający się do czterdziestki były już mistrz? Czy 12 rund stoczone na Esprit Arena wystarczyły, by ‚nauczyć się’ nietypowego stylu przeciwnika i  w rewanżu znaleźć na niego receptę? Wladimir powiedział kiedyś o sobie następujące słowa: „Vitali urodził się wojownikiem. Ja musiałem nim zostać.” Nie pozostaje mu więc nic innego jak pokazanie charakteru warriora i wydarcie z powrotem pasów, które przez tyle lat do niego należały. Wielcy mistrzowie zawsze powracali po przegranych. Miejmy nadzieję, że Wladimir jest czempionem tego kalibru i udowodni to w rewanżu.
Druga porażka z rzędu będzie dla niego katastrofą i tragicznym epilogiem jego długoletniego panowania na tronie wagi ciężkiej. Czas nie gra na jego korzyść i zdaje on sobie z tego doskonale sprawę. Rewanż z Fury’m będzie pojedynkiem o ‚być albo nie być’. Czy Wladimir odnajdzie się w zupełnie nowej dla siebie rzeczywistości? Czas pokaże. Jedno jest pewne- taki pięściarz nie zasłużył na taki koniec kariery, a takowy powinien szczególnie mocno rozważyć w przypadku ponownej przegranej z Anglikiem…
Czy Fury jest materiałem na kolejnego wieloletniego dominatora wagi ciężkiej? Teoretycznie posiada wszystko- warunki fizyczne, nietuzinkowy styl oraz niesamowitą charyzmę. Z drugiej strony złośliwi wypomną mu deski z Cunninghamem oraz legendarny cios podbródkowy, którym sam siebie uderzył. Jedno jest pewne- jest to najbardziej charyzmatyczny mistrz wagi ciężkiej od czasów legendarnego Muhammada Alego. Pokonując w sobotę Wladimira Kliczkę na stałe zapisał się historii boksu. Od niego samego tylko zależy jak dalej ją zapisze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: