Dodaj komentarz

Gorączka sobotniej nocy: Kto na kacu? Kto pijany ze szczęścia?

Za nami bez wątpienia jedna z najlepszych bokserskich sobót w historii. A to za sprawą kumulacji  niezwykle emocjonujących gal, z czego dwóch szczególnie ważnych dla polskiego kibica. Emocji nie brakowało, spore grono osób (w tym ja) w ogóle nie kładło się spać, aby załapać chociaż godzinę snu przed obejrzeniem pojedynków zza Oceanu. Jak to po sobotniej imprezie bywa- częstą dolegliwością jest powszechnie nielubiany kac. A taki dolegał z pewnością kilku pięściarzom po sobotnich walkach. Jednak niektórzy budzili się w niedzielny poranek pijani… ze szczęścia. Ale po kolei:

 Legionowo
Polskie Las Vegas ponownie nie zawiodło. Głównie za sprawą dwóch głównych pojedynków wieczoru przed którymi było naprawdę sporo złej krwi. Ogórek, nocnik, burak, Al Capone w dresach- trzeba przyznać, że to dość niecodzienny zestaw, ale takich gadżetów i pseudonimów nie szczędzili sobie przed walką Jackiewicz i Szeremeta. W ringu emocji nie zabrakło, chociaż po kibice po wymianach takich ‚uprzejmości’ spodziewali się czegoś więcej. ‚Wojownik’ zapowiadał, że naj*bie młodszemu koledze, jednak od pierwszego gongu był dość bierny w swoich poczynaniach. Szeremeta górował nad nim przede wszystkim fizycznie i konsekwentnie realizował swój plan taktyczny na ten pojedynek. Po walce obaj pięściarze powiedzieli o sobie parę miłych słów, co docenili kibice, nie szczędząc obu zawodnikom gromkich braw za sportowe zachowanie.
W kolejnym pojedynku, który był wielkim rewanżem za zeszłoroczną batalię, notabene w tym samym miejscu, było również sporo złej krwi. Głównie za sprawą Pawła Głażewskiego, który czasami wręcz poniżej pasa atakował Maćka Miszkinia. Zraził on tym samym do siebie sporą grupę kibiców. Buc, burak, tępak- takimi epitetami widzowie określali postawę Głaza. I mieli do tego pełne prawo. Walka najdobitniej udowodniła prawdziwość twierdzenia „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem” czy też „Kto dużo gada, ten mało robi”. ‚Handsome’ on pierwszego gongu ruszył na rywala niczym tur. Konsekwentnie uderzał lewym hakiem na wątrobie- ciosie, który w grudniu ubiegłego roku znokautował Głażewskiego w zaledwie kilkadziesiąt sekund. Miszkiń od pierwszego gongu narzucił swój styl walki i po prostu stłamsił rywala. W rywalizacji mamy więc remis i niemal oczywistym wydaje się, że powinna odbyć się trzecia potyczka, która wyłoniła by pięściarza bezsprzecznie lepszego w tej trylogii. Jest jednak kilka ‚ale’: Maciej zapowiedział zejście do kategorii super średniej i ‚wywołuje do tablicy’ Opalacha, Starbałę i Sołdrę. Z tym ostatnim może być problem, bo przegrał walkę w kiepskim stylu, a do tego doznał złamania nogi. Sołdry w ringu już raczej w tym roku nie ujrzymy. Kolejną sprawą jest fakt, że Głażewski wydaje się być zagubiony, a dwie porażki z rzędu w, delikatnie mówiąc, kiepskim stylu na pewno wpłyną w znaczny sposób na jego psychikę.
Oglądając walkę wieczoru, mimo sporej odległości do pierwszych rzędów, widziałem bardzo dobrze zmartwioną minę Tomasza Babilońskiego. Trudno się temu dziwić- jego dwóch czołowych pięściarzy (Głażewski i Sołdra) przegrali swoje pojedynki i na dłuższy czas wypadną z obiegu. Na osłodę zostały wygrane Szeremety oraz debiutantów zza wschodniej granicy (Sasza Sidorenko i Artem Karpetsa). To chyba jednak troszeczkę za mało…

20150418_183718

20150418_212908

Zimnoch, Sulęcki, Cieślak

 

 

20150418_225625

20150418_234548

20150419_000358

20150419_000524

 

11160435_10206628402574621_624296793_n

Od lewej: topboxing.pl, Porozmawiajmy o boksie, TylkoBoks

11174973_1573848252891232_4508838602657993381_n

Łukasz ‚Lucky Look’ Janik

11065952_1573848956224495_672343273075656248_n

Maciej ‚Striczu’ Sulęcki

20150419_011414

 

Wywiady z głównymi bohaterami gali (Paweł Głażewski odmówił komentarza po walce)

 

Verona
Lucas Matthysse vs Rusłan Prowodnikow. Te dwa nazwiska na papierze gwarantowały starcie, które z miejsca było kandydatem do walki roku. I nie zawiedli! 12 emocjonujących rund, soczyste wymiany, zero kalkulacji. Obaj wymienili prawie 1800 ciosów (Matthysse- 1034, Prowodnikow- 755). Na temat tej walki nie ma sensu dłużej się rozpisywać. Ją po prostu trzeba obejrzeć! Obu pięściarzom na pewno w niedzielny poranek szumiało w głowie. Po tylu ‚bombach’ jest to naturalną koleją rzeczy…


10425097_464041873749375_364350321363204276_n

Twarz Prowodnikowa jest najlepszym dowodem tego jak wiele działo się w ringu.

11151025_1574107969531927_2241246534233363021_n

Piękny obrazek-pięściarze dziękują sobie za 12 rund ostrego mordobicia.

11170366_464302327056663_7454688924216041307_n

Pięść Matthysse potwierdza- Prowodnikow ma niezwykle twardą głowę!

 

Chicago
Warto było wytrwać do rana! Chociaż łatwo nie było, ale dzięki napojom energetycznym czy kawie było to zadanie znacznie łatwiejsze. Fonfara w tej walce faworytem nie był. Jednak od pierwszego gongu sceptycznie nastawieni do niego kibice czy też eksperci musieli szybko cofać swoje słowa. Polski książę bił celniej i, przede wszystkim, mocniej. Kulminacyjnym momentem walki była 9. runda i potężny lewy sierp, który ‚posadził’ meksykańskiego wojownika na deski. Do kolejnej rundy już nie doszło- Chavez został w narożniku. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że uchroniło to go przed ciężkim nokautem. Przed Fonfarą otwierają się teraz zupełnie nowe perspektywy- pokonał on przede wszystkim zawodnika ze znanym nazwiskiem, a efektowna wygrana przed czasem poszła w świat. Za pojedynek z Juniorem dostał stosunkowo niewiele, bo ‚zaledwie’ 400 tysięcy dolarów. Dla porównania- na czeku Chaveza widniała suma około 6 razy wyższa. Jedno jest pewne- przed Fonfarą otwiera się wiele drzwi i może on liczyć na wiele interesujących ofert. Zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.

Andrzej Fonfara jako pierwszy posłał Chaveza Juniora na deski.

Andrzej Fonfara jako pierwszy posłał Chaveza Juniora na deski.

 

Lewy sierp- świetna broń na mańkuta. A Fonfara z takim jednym zatargi ma…

 

To była bokserska sobota, jakiej dawno nie mieliśmy i długo mieć nie będziemy! Będziemy ją jeszcze wielokrotnie w ciągu najbliższych miesięcy wspominać. Co niektórzy mają po niej wciąż kaca, są też dalej pijani ze szczęścia. I nie mam w tym wypadku na myśli napojów wyskokowych, tylko stan emocjonalny. I właśnie na tym polega piękno tego sportu.
PS. A kto z bohaterów w jakim stanie wstał w niedzielny poranek można się tylko domyślać…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: