Dodaj komentarz

Michał Leśniak przed zawodowym debiutem: Chciałbym zmierzyć się z Kaczorem!

Już 14 marca wielki zawodowy boks zawita do Lubina. Na gali współorganizowanej przez Tymex Boxing Promotion oraz Global Boxing wystąpią m.in. Mariusz Wach, Ewa Brodnicka, Damian Wrzesiński, Robert Parzęczewski. Przed szeroką publicznością Polsatu Sport okazję do zaprezentowania swoich umiejętności będzie także miał debiutujący Michał Leśniak. Oto wywiad z nowym nabytkiem grupy Pana Mariusza Grabowskiego:

-Jak przebiegają twoje przygotowania do zawodowego debiutu?
ML: Mogę powiedzieć, że przebiegają bardzo dobrze. Teraz jestem w najlepszym miejscu, gdzie mogę się znaleźć. Trenuję w trzech salach- 100 km ode mnie u Mariusza Cieślińskiego, u siebie w Wałbrzychu z Krzysztofem Sadłoniem i około 40 km mam do Dzierżoniowa, gdzie trenuje Piotr Wilczewski, który teraz poleciał do Stanów

-Jak doszło do tego, że związałeś się z grupą Tymex Boxing Promotion, której szefem jest Mariusz Grabowski?
ML: Były już jakieś propozycje w zeszłym roku. Było to jednak przekazywane przez pośrednika. Nie dogadaliśmy się jednak z Panem Grabowskim, bo nie było bezpośrednich rozmów, a pośrednik przekazał mi informacje, które mi się nie podobały, a okazało się, że było zupełnie inaczej. Miałem debiutować już w październiku w Dzierżoniowie. Mariusz Grabowski miał mi
zorganizować debiut, a pośrednik mówił coś o kontrakcie na trzy lata, co mi się nie spodobało. To było wprowadzenie mnie w błąd. W tamtym momencie też dostałem kontrakt z Niemiec na 5 lat i rozważałem czy podpisać ten czy może tamten. Po
dłuższym czasie i rozmowie z trenerem Cieślińskim zdecydowaliśmy, że na razie go nie podpiszemy i będziemy go negocjować. Warunki jego były jednocześnie dobre i niedobre. Jego zerwanie łączyło się z dużymi konsekwencjami. Miał być w listopadzie debiut zawodowy bez podpisywania kontraktu, a po nim miałem dostać cały kontrakt w nowej wersji. Miałem jednak trochę problemów prawnych oraz osobistych i tak wyszło, że nie wystąpiłem na tamtej gali w Hamburgu. Przyjeżdżałem jednak do Dzierżoniowa na sparingi do chłopaków i narodził się pomysł żeby może jeszcze raz spróbować z Grabowskim. Rozmawiałem z Piotrkiem Wilczewskim i kontrakt wyszedł mi na dobre, bo jednak mogę się pokazywać przed polską publicznością. Jeżeli chodzi o Niemcy, to wiadomo- szczególnej rozpoznawalności bym nie miał zarówno tam jak i w Polsce.

-Czy rozmawiałeś już ze swoim promotorem na temat tego jak wyglądać ma Twoja kariera? Czy przekazywałeś mu już może jakieś pomysły i sugestie?
ML: Tak, tak. Miałem nawet lecieć na trzy tygodnie do Stanów z Piotrkiem Wilczewskim, aby się przygotowywać do walki.
Niestety miałem kilka problemów i wyszło tak, że nie zdążyłbym zorganizować paru spraw. Ostatecznie Piotrek poleciał tam
sam, ale mam z nim codziennie kontakt na Skype, telefonicznie i mailowo. Rozpisuje mi treningi, a ja je realizuję na miejscu
z Mariuszem Cieślińskim i Krzysztofem Sadłoniem. Piotrek ma przylecieć dwa tygodnie przed galą i wtedy wspólnie
potrenujemy.

-Czy masz swoją wizję odnośnie rywali z jakimi chciałbyś zaboksować? Przeciwnicy zagraniczni czy może modne ostatnio walki polsko-polskie?
ML: Raczej nie jestem za walkami polsko-polskimi. Nie podoba mi się po prostu ten pomysł, tym bardziej, że w mojej wadze
występują moi koledzy i rówieśnicy z obozów i wyjazdów. Na przykład Michał Chudecki, Tomek Król czy Kamil Łaszczyk. Nie ukrywam jednak, że jedną walkę polsko-polską chciałbym stoczyć… z Rafałem Kaczorem. Myślę, że zbiłbym nawet do tej walki 10 kilogramów i chciałbym zawalczyć na dystansie 8-10 rund i po prostu go zbić!

-Skąd u ciebie taka niechęć wobec jego osoby?
ML: Nie lubimy się po prostu. W tym momencie nie pałam do niego sympatią. Miałem ogólnie przez niego trochę problemów prawnych, z klubem, byłem zawieszony w boksie. Kilku chłopaków, w tym ja, zostało wyrzuconych z klubu Kaczor Boks Team. Między innymi za to, że w lipcu 2012 pojechałem na obóz. Spędziłem tam świetny tydzień z pięcioma trenerami i za to zostałem wyrzucony z wałbrzyskiego klubu- za to, że chciałem się rozwijać i podnosić poziom sportowy. Był to okres wakacyjny, więc równie dobrze mogłem pojechać z dziewczyną na wczasy i imprezować nad morzem czy gdziekolwiek. Ja wolałem jednak pojechać na obóz i trenować. Później przychodziły jakieś pisma i ogólnie cyrki były. Pojechałem na Mistrzostwa Polski jako niezrzeszony zawodnik. Byłem już w ćwierćfinale bądź półfinale. Mój przeciwnik Artur Gierczak miał złamaną szczękę i chciał oddać walkowera. Ja się ucieszyłem, bo to zawsze jedna walka mniej, a kilka ciężkich ich miałem wcześniej. Na drugi dzień ‚przerobili’ mnie na Kaczor Boks Team, gdzie ja z nimi nie chciałem mieć nic wspólnego. Powiedziałem wtedy delegatom, że ja w tej sytuacji nie będę boksował i reprezentował tego klubu i robił z siebie
szmaciarza. Ja nie będę punktował dla ludzi, których po prostu nie lubię i narobili mi problemów. Oddałem więc walkowera.
Później znów były problemy z pismami. Dostawałem różne pisma, a także musiałem wysyłać do miasta w jakim klubie
startowałem na mistrzostwach Polski. To było po prostu chore.

-Czyli krótko mówiąc walka z Kaczorem miałaby charakter osobisty?
ML: Po prostu nie lubię tego człowieka. Słyszałem też na mieście, że mówi na mnie jakieś dziwne rzeczy. To jest w tej
chwili jednak nieistotne. Jeżeli chodzi o walkę polsko-polską, to z nim mógłbym zawalczyć. Rozmawiałem z moimi trenerami, a także promotorem Mariuszem Grabowskim, że chcę tej walki na debiut. Minimum 6 rund- tyle bym chciał. Mój promotor powiedział jednak, że jest za wcześnie i żebym spokojnie wdrożył się w boks zawodowy, a takie walki przyjdą z czasem. Walka na pewno zyskałaby spore zainteresowanie, bo byłby to pojedynek dwóch Wałbrzyszan i zawsze by było trochę biletów więcej na imprezę sprzedanych.

-Do gali zostało kilkanaście dni. Wiesz coś na temat z kim się zmierzysz?
ML: Rywala właśnie jeszcze nie znam. Jesteśmy w trakcie robienia badań- rezonans głowy, badania krwi itp, które trzeba
będzie przesłać promotorowi. Na dzień dzisiejszy jednak nie znam rywala.

-Gala odbędzie się w Lubinie, czyli niedaleko twojego rodzinnego Wałbrzycha. Spodziewasz się dużo kolegów i znajomych na widowni?
ML: Między tymi miastami jest około 80 kilometrów. Sporo osób zaczepia mnie i pyta o bilety, na facebooku mam wiele
nieodczytanych wiadomości w tej sprawie. Na pewno będzie dużo moich znajomych z Lubina. Raczej powinno być sporo kibiców jeśli chodzi o moją osobę.

-Czy czujesz w związku z tym jakiś dodatkowy stres czy też może mobilizację?
ML: W tym momencie akurat nie. Nie wiem natomiast co będzie w dniu walki, gdzie będą światła, kibice i cała ta otoczka. Nie ukrywam, że mogę być spięty, bo to duża gala. Szczerze mówiąc wolałbym zadebiutować w jakimś dalszym zakątku Polski. Nie nastawiam się na nokaut, ale chcę jak najlepiej się pokazać.

-Kto stanie w twoim narożniku?
ML: Na pewno będzie Mariusz Cieśliński i Piotrek Wilczewski, a co dalej to zobaczymy. Może będzie to ktoś z klubu od Piotrka albo trener Sadłoń. Tego jeszcze nie wiem.

-Nastawiasz się na to, żeby jak najlepiej się pokazać czy też chcesz spokojnie przeboksować pełen dystans?
ML: To wszystko zależy od przeciwnika. Jak będzie chaotyczny, to wiadomo, że ta walka może nie być łatwa. Jeżeli jednak będzie mi dobrze szło, to będę 2-3 rundy boksować na luzie, poprzepuszczam trochę ataków, a potem zobaczymy co wyjdzie. Ciężko mi cokolwiek teraz powiedzieć i nie wiem jak się nastawić, bo nie znam jeszcze rywala.

-Jakie masz oczekiwania wobec swojej kariery? Mówiłeś, że sparowałeś z Kamilem Łaszczykiem czy Michałem Chudeckim. Wiadomo na jakich etapach kariery są oni teraz. Czy uważasz, że stać cię, aby być na takim poziomie co oni i również prowadzić karierę w Stanach?
ML: Myślę, że to pytanie bardziej do Piotrka Wilczewskiego, który widział te sparingi. Jeżeli chodzi o Michała, to bardzo mi on nie leżał z powodu tego, że jest mańkutem. Przegrałem z nim kiedyś na Mistrzostwach Polski Seniorów w Poznaniu. Nie leży mi on jako zawodnik, ale mieliśmy dobre sparingi. Z Kamilem była inna sytuacja, bo boksuję w innej wadze i jestem sporo wyższy i to ja mu nie leżałem.

-Jeśli pojawiłaby się okazja wylotu do Stanów, aby podszlifować umiejętności, to pakujesz od razu torby i lecisz?
ML: Miałem właśnie lecieć z Piotrkiem Wilczewskim, ale za późno się dowiedziałem o tym pomyśle. Nie zdążyliśmy po prostu z papierkową robotą. Miałem na to ledwie tydzień i niemożliwe było ogarnięcie tego w tak krótkim czasie.

-Na sam koniec pytanie o sprawy, o których mało bokserów chce otwarcie rozmawiać… Pieniądze. Przejście na zawodowstwo jest pewnie podyktowane względami finansowymi. Nie ma co ukrywać, że zawodowcy mają dzięki promotorom i sponsorom zapewnione o wiele lepsze warunki niż amatorzy.
ML: Aktualnie jestem na etapie szukania sponsorów. Jeśli ich znajdę, to będę mógł fajnie to wszystko sobie poukładać. W boksie amatorskim sponsorzy są niechętni do współpracy, bo ten boks jest inny i nie ma telewizji. Mariusz Grabowski współpracuje z Polsatem i myślę, że sponsorów będzie łatwiej znaleźć. Cały czas prowadzę jakieś rozmowy, ale jeśli chodzi o mój rejon wałbrzyski, to jest ciężko. Ja już od 3 lat szykuję się na zawodowstwo. Zmieniłem styl na bardziej zawodowy- nie biję seriami na gardę, tylko staram się celować, nie skaczę tyle na nogach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: